Inne

Najlepsze gry 2019 roku według redakcji Gram.pl

Maria Wawrzyniak, 31.12.2019 18:15 8

Koniec roku to czas podsumowań, więc najwyższy czas, abyśmy podzielili się z Wami listą najlepszych – według nas – gier mijającego roku. Zapraszamy!

Za kilka godzin zakończymy kolejny rok i trzeba przyznać jedno – w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy zadziało się naprawdę sporo. Po raz kolejny przeżyliśmy wystawę Electronic Entertainment Expo, kiedy to cały świat spadł z krzesła w momencie, gdy na scenie pojawił się Keanu Reeves, by ogłosić datę premiery gry Cyberpunk 2077, gdzie będzie jedną z głównych postaci. Po raz kolejny siedzieliśmy aż do szóstej nad ranem i oglądaliśmy słynną galę The Game Awards, podczas którego, wbrew wszelkim przypuszczeniom, najważniejszej nagrody wcale nie zgarnęło Death Stranding Hideo Kojimy. Byliśmy również świadkami licznych spektakularnych sukcesów, ale i dużej ilości przykrych porażek. W ciągu najbliższych dni na naszej stronie będą więc pojawiać się tematyczne podsumowania minionego roku. Dzisiaj chcielibyśmy skupić się na produkcjach, które zdaniem redakcji Gram.pl były w tym roku najlepsze. Pamiętajcie, aby podejść do tego zestawienia z dystansem. Każdy ma własne zdanie i chętnie poczytamy Wasze zestawienia w komentarzach! Zaznaczamy, że kolejność jest alfabetyczna – nie jesteśmy w stanie wskazać dosłownie najlepszych gier, dlatego zawarliśmy w tym rankingu te, które oceniliśmy najwyżej i najbardziej nam się podobały, decydując się nie tworzyć dodatkowej hierarchii.


1. Anno 1800

Początki serii Anno sięgają aż drugiej połowy lat 90. ubiegłego wieku, kiedy to w 1998 roku na sklepowe półki trafiło Anno 1602: Creation of New World. Wówczas był to jeszcze efekt współpracy studia Max Design z firmą Sunflower, a tytuł bardzo szybko spotkał się z niezwykle ciepłym przyjęciem ze strony wszystkich miłośników gier strategicznych czasu rzeczywistego. Tak to się zaczęło – po czterech latach dostaliśmy kontynuację o nazwie Anno 1503: The New World, zaś stanowisko deweloperskie przejął zespół Related Designs. Zmiana zaowocowała kolejnymi produkcjami z serii: Anno 1701 w 2006 roku, Anno 1404 w 2009 oraz Anno 2070 w roku 2011. Cztery lata później, już pod skrzydłami studia Blue Byte, powstało Anno 2205. Krótko mówiąc, cykl przeszedł sporo – aż znaleźliśmy się tutaj, czyli w roku 2019 z grą Anno 1800Akcja najnowszej części została osadzona w czasach rewolucji przemysłowej. Podobnie jak w poprzednich odsłonach, gracz wciela się we władcę, na którego barkach spoczywa ciężar bardzo ważnego zadania – stworzenia wielkiego imperium, dobrze prosperującej metropolii. Zmagania rozpoczynamy oczywiście od praktycznie niczego – pod naszym władaniem znajduje się zaledwie garstka lojalnych poddanych oraz bardzo skromna osada. Musimy więc wziąć się w garść i kierować ludźmi, przydzielając im prace, w międzyczasie zajmując się także tworzeniem łańcuchów produkcyjnych oraz planowaniem miejskiej infrastruktury (przede wszystkim z głową!). Wszystko musi być zorganizowane tak, aby wszelkie procesy zachodzące w naszym mieście zajmowały jak najmniej czasu. Gdy jakichś dóbr mamy wystarczająco dużo, ich nadmiarem możemy handlować lub wymieniać je na te, których nam brakuje. Przez cały czas musimy jednak pamiętać o naszych poddanych – dbać o potrzeby mieszkańców, zaspokajać popyt na poszczególne towary i zarządzać podatkami. Gdy sytuacja od nas tego wymaga, możemy je podnieść, a później uregulować, łatając wszelkie powstałe dziury w budżecie.

Anno 1800 nie wprowadza do serii żadnych rewolucyjnych zmian w kwestii mechaniki. Jest to raczej gra spokojna, z niezbyt wygórowanym poziomem trudności, dla graczy, którzy chcą po prostu dobrze się bawić i nie wyrywać sobie przy tym włosów z głowy. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z kopią poprzednich części, bowiem nowości tutaj istnieją i jest ich nawet kilka – mamy na przykład ekspedycje morskie, które pozwalają odkrywać nowe tereny, a czasem nawet zasiedlać inne wyspy i tworzyć własne kolonie. Podróżowanie zapewni nam również partnerów handlowych oraz unikalne łupy zwiększające prestiż naszego królestwaAnno 1800 brzmi jak gra mocno realistyczna, ponieważ taka właśnie jest – wspomnianymi łupami mogą bowiem być na przykład drogocenne dzieła sztuki, które możemy później pokazywać w wybudowanych przez nas muzeach. Na tego typu aspekty zwracają uwagę nawet nasi mieszkańcy. Jeśli zaś chodzi o tryby gry, prócz standardowej kampanii fabularnej dla pojedynczego gracza możemy również zagrać w czteroosobowym trybie multiplayer i porywalizować z innymi. W grudniu dodano również bardziej rozbudowany moduł kooperacyjny, gdzie równocześnie może bawić się nawet szesnaście osób. Nasz recenzent wystawił grze wysoką notę 8/10, chwaląc przede wszystkim dopracowaną oprawę wizualną, ścieżkę dźwiękową oraz po prostu przyjemną rozgrywkę. Media branżowe również uznały Anno 1800 za niezwykle dobrą produkcję – obecnie w serwisie Metacritic tytuł posiada średnią ocen na poziomie 81 punktów na sto.

W lipcu twórcy udostępnili pierwszy z zapowiedzianych trzech dużych dodatków do Anno 1800. Jest nim rozszerzenie Zatopione Skarby (The Sunken Treasures), w ramach którego gracze mogą wziąć udział w zupełnie nowej linii fabularnej – głównym celem jest odnalezienie bezcennego artefaktu, w tym przypadku królewskiego berła, znajdujące się we wraku jednego z okrętów posłanych na dno podczas epickiej bitwy rozegranej wiele lat temu. Aby wydobyć skarb, gracze muszą nawiązać współpracę ze Starym Nate’m – wynalazcą, który jest w stanie zaopatrzyć nas w plany takich maszyn, jak nowy typ statku z dzwonem nurkowym. Oprócz tego w grze pojawiła się również wielka wyspa (naprawdę wielka, trzykrotnie przebijająca rozmiar największych terenów z podstawowej wersji) oraz ponad setka elementów, w tym nowe zestawy dla ogrodu zoologicznego czy muzeum. Zaznaczamy jednak, że aby móc rozpocząć grę w Zatopione skarby gracz musi osiągnąć w swojej rozgrywce trzeci poziom cywilizacyjny.

2. A Plague Tale: Innocence

  • PREMIERA: 14 maja 2019 roku
  • PLATFORMY: PC, PlayStation 4, Xbox One
  • GATUNEK: gra przygodowa
  • NASZA RECENZJA: 8.5/10

A Plague Tale: Innocence to przygodowa gra akcji z elementami skradanki, która została stworzona przez francuski zespół Asobo Studio i wydana przez firmę Focus Home Interactive. Akcja produkcji została osadzona w czternastowiecznej Francji, a dokładniej w 1349 roku, kiedy mieszkańcy Europy zmagali się z tak zwaną czarną śmiercią, czyli jedną z największych epidemii w całej historii ludzkości. Świat opanowała więc przerażająca zaraza, a nam przyszło towarzyszyć dwójce szczęśliwców (rodzeństwie, Amicia oraz Hugo), którzy zostali zmuszeni do ucieczki po tym, jak ich rodzice zostali zamordowani przez przedstawicieli Inkwizycji. Teraz z niewiadomych przyczyn trwają poszukiwania chłopca – musimy więc pomóc rodzeństwie znaleźć bezpiecznie schronienie, unikając nie tylko Inkwizycji, ale również plagi wygłodniałych szczurów. Sytuację dodatkowo utrudnia tajemnicza choroba Hugo, która okazuje się być poważnym problemem. Zdarzenia w A Plague Tale: Innocence obserwujemy z perspektywy trzecioosobowej, zaś w trakcie zabawy kontrolujemy Amicię, siostę Hugo, która może wydawać mu różne polecenia – nie tylko jemu zresztą, bo innym postaciom również. Na bezpośrednie starcia w tej grze nie ma co liczyć, dzieciaki nie są w stanie sobie w takich sytuacjach poradzić – Amicia strzela więc z procy, która w większości przypadków i tak służy do odwracania uwagi przeciwników, w niektórych sytuacjach także do manipulacji niektórymi elementami otoczenia. Z czasem uczymy się wytwarzać różne rodzaje pocisków, dzięki czemu w późniejszym etapie rozgrywki możemy na przykład gasić pochodnie czy zmuszać strażników z pancerzem do pozbycia się hełmu, dzięki czemu mamy równocześnie okazję do zlikwidowania ich strzałem w odkrytą głowę. Tyle że wymachiwanie procą często nie wystarcza – naszą drogę wielokrotnie blokują zagadki środowiskowe, a rozstawieni po całym terenie przeciwnicy niczego nie ułatwiająWłaśnie dlatego jednym z głównych elementów gry jest skradanie się i przemykanie za plecami uzbrojonych oponentów. Co ciekawe jednak, mechanika skradania w A Plague Tale: Innocence jest dość nietypowa – nie zawsze mamy okazję kryć się w cieniu, ponieważ ciemność bardzo lubi się ze wspomnianymi szczurami. Wówczas musimy pozostać w zasięgu światła, starając się zarazem pozbawiać pobliskich przeciwników, a raczej ich podręcznych pochodni czy latarni.

Gra posiada bardzo wysokiej jakości trójwymiarową oprawę graficzną, w przypadku której najwięcej uwagi poświęcono szczurom – ich stada zachowują się niezwykle realistycznie, bardzo szybko przemieszczając się od jednego ciała do drugiego i ostrożnie unikając przy tym wszelkich źródeł światła. A Plague Tale: Innocence jest przede wszystkim grą brutalną – pomimo obecności dziecięcych bohaterów często mamy do czynienia z drastycznymi scenami. Twórcy przygotowali wyłącznie tryb dla pojedynczego gracza. Produkcja spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem – nasz recenzent przyznał jej wysoką notę 8.5/10, chwaląc świetnie poprowadzoną historię oraz dobrze zaprojektowanych protagonistów. Dużym plusem jest także bardzo gęsty klimat, który potęguje magiczna ścieżka dźwiękowa.

3. Baba Is You

  • PREMIERA: 13 marca 2019 roku
  • PLATFORMY: PC, Nintendo Switch
  • GATUNEK: gra logiczna
  • NASZA RECENZJA: 9/10

Jeżeli nie graliście w Baba Is You, a chcieliście i po zobaczeniu kilku ujęć z gry odrzuciła Was jej dziwaczna oprawa graficzna, możemy powiedzieć jedno: w żadnym wypadku nie oceniajcie Baba is You po okładce. To prawda, że na pierwszy rzut oka indyk od studia Hempuli Oy może odrzucić – wszystko jest jakieś takie poszarpane, przyblakłe i, jak już zdążyliśmy zauważyć, dziwne. Przede wszystkim dziwne. Zacznijmy jednak od samego początku, czyli faktów. Baba Is You to dwuwymiarowa gra logiczna, której autorem jest niezależny fiński deweloper Arvi Teikari, funkcjonujący jako wspomniane studio Hempuli Oy. O fabule nie ma co mówić, bo najzwyczajniej w świecie tej warstwy tutaj nie ma – cała zabawa polega na rozwiązywaniu najróżniejszych łamigłówek i przechodzeniu do kolejnych poziomów (których łącznie jest sto). Tyle że to nie są zwykłe łamigłówki. Baba Is You wyróżnia się na tle innych przedstawicieli swojego gatunku przede wszystkim tym, że daje graczowi możliwość manipulowania zasadami ustanawiającymi rozgrywkę. Każdy poziom jest pełen ograniczeń zdefiniowanych za pomocą prostych komunikatów słownych, które możemy modyfikować, aby wchodzić z nimi w różne interakcje. Istnieje nawet opcja całkowitej zmiany celu, który musimy zrealizować, aby dotrzeć do kolejnego poziomu. Dla przykładu: wystarczy ustawić obok siebie tytułowe słowa baba is you (baba to Ty), aby przejąć kontrolę nad głównym bohaterem. Gdy zmienimy to na rock is you (skała to Ty), przejmiemy wówczas kontrolę nad znajdującym się na ekranie kamieniem. Lawa po rozdzieleniu słów lava oraz melt (topić) nie zstanowi dla nas żadnego zagrożenia, a oddzielenie słów walls (ściany) oraz stop pozwala nam na przenikanie ścian. A gdyby nie wystarczała nam sama gra, autor oddał do naszej dyspozycji edytor, dzięki któremu możemy tworzyć własne zagadki, czy nawet całe pełnoprawne kampanie.

Nasz recenzent wystawić grze Baba Is You notę 9/10, jako jedyny minus wymieniając wspomnianą grafikę, która niektórych może na dobry początek odrzucić. Do plusów z kolei należą: prosta do zrozumienia, aczkolwiek trudna do opanowania mechanika rozgrywki, zróżnicowanie etapów o rosnącym stopniu trudności oraz wspomniana również wcześniej możliwość modyfikowania zasad gry. W serwisie Metacritic pecetowa wersja gry posiada średnią ocen na poziomie 87 punktów na sto i bardzo często jest określana jako prawdziwa perełka wśród gier logicznych. Co do jednego nie ma na pewno żadnych wątpliwości: mamy do czynienia z czymś oryginalnym.

4. Bloodstained: Ritual of the Night

  • PREMIERA: 18 czerwca/25 czerwca 2019 roku
  • PLATFORMY: PC, PlayStation 4, Xbox One/Nintendo Switch
  • GATUNEK: gra akcji
  • NASZA RECENZJA: 9/10

Zaczniemy od ciekawostki – Bloodstained: Ritual of the Night jest pierwszym niezależnym dziełem Koji Igarashiego, który zasłynął jako producent gier z kultowej serii Castevania w latach od 2001 do 2010. Mężczyzna w 2014 roku opuścił firmę Konami, aby zacząć tworzyć na własną rękę. Co w żadnym wypadku nie zmienia faktu, że Bloodstained czerpie garściami z jego najpopularniejszych kreacji – mamy bowiem do czynienia z przygodową grą akcji utrzymaną w formie platformówki 2.5D, potocznie znaną jako metroidvania lub igavania. Tytuł został sfinansowany na Kickstarterze już w 2015 roku i nie miał zbyt lekkich początków. Mimo finansowego sukcesu (niezbędną sumę – pół miliona dolarów – zebrano w ciągu jednego dnia, zaś ostatecznie zbiórka zakończyła się z wynikiem ponad 5,5 miliona dolarów) produkcja nie miała zbyt łatwego życia na samym początku. Wersja demonstracyjna, która została udostępniona wszystkim wspierającym zbiórkę, spotkała się z krytyką. Niemniej jednak, Koji Igarashi wraz ze swoim zespołem postanowili wziąć sobie do serca opinie fanów i poprawili to, co nie do końca wykonało swoją robotę. Przez to fani czekali odrobinę dłużej, aczkolwiek ostatecznie otrzymali świetną, dobrze zaprojektowaną i przede wszystkim dopracowaną produkcję. Wcielamy się więc w Miriam, czyli młodą sierotę, która została dotknięta klątwą powodującą częściową zmianę jej skóry w kryształ. Dziewczyna pewnego dnia budzi się po dziesięcioletniej drzemce w zamku opanowanym przez złowrogie siły, po czym decyduje się wyruszyć na spotkanie z twórcą tego mrocznego miejsca – co ciekawe, on również okazuje się dotknięty tą samą klątwą. W przeszłości był przyjacielem Miriam, a teraz jest jedynie (i aż) okrutnym władcą ciemności.

Zgodnie z głównymi założeniami gatunku, mamy do czynienia z zabawą polegającą w głównej mierze na przemierzaniu kolejnych poziomów, zwiedzając świat charakteryzujący się otwartą, dość swobodną strukturą – eksploracja jest więc jednym z najważniejszych aspektów rozgrywki. Walczymy z demonami, zbieramy coraz to lepsze łupy, zdobywamy doświadczenie i umiejętności, które z kolei pozwalają nam dostać się do miejsc, które wcześniej były dla nas niedostępne. Wśród gromadzonych przedmiotów znajdziemy między innymi materiały pozwalające odblokowywać nowe artefakty oraz zdolności za pomocą rozbudowanego systemu rzemiosła. Oprócz standardowego trybu dla pojedynczego gracza Bloodstained: Ritual of the Night oferuje również tryb lokalnej kooperacji dla dwóch graczy. Jeśli chcemy, możemy również zawalczyć w trybie versus. Całość została utrzymana w bardzo mrocznym, aczkolwiek rysunkowym stylu, który nawiązuje do klasycznych odsłon serii Castlevania. Warto zaznaczyć, że gra spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem – nasza recenzentka wystawić jej notę 9/10, chwaląc przede wszystkim interesującą historię oraz oprawę audiowizualną, a także świetny gameplay, podsumowując tytuł trzema słowami: brać w ciemno.

5. Call of Duty: Modern Warfare

  • PREMIERA: 25 października 2019 roku
  • PLATFORMY: PC, PlayStation 4, Xbox One
  • GATUNEK: gra akcji
  • NASZA RECENZJA: 7/10

Podobnie, jak w przypadku pierwszej gry z zestawienia, znów mamy do czynienia z jedną z wielu części kultowej serii. Call of Duty: Modern Warfare to już szesnasta odsłona kultowego cyklu strzelanek Call of Duty będąca jednocześnie gruntownym rebootem serii Modern Warfare. Cykl jest rozwijany od 2003 roku i niezmiennie tworzony przez studio Infinity Ward – amerykański zespół deweloperski będący własnością większego koncernu wydawniczego Activision Blizzard. Trzeba jednak w tym momencie zaznaczyć, że wspomniane studio zajęło się wersjami na konsole PlayStation 4 oraz Xbox One, podczas gdy edycja na komputery osobiste przygotował zespół Beenox, również należący do Activision. Podczas gdy Infinity Ward może pochwalić się właściwie głównie serią Call of Duty, Beenox ma na swoim koncie takie tytuły, jak Crash Team Racing Nitro-Fueled czy The Amazing Spider-Man. Tytuł nie jest w żaden sposób powiązany z poprzednią trylogią – twórcy zdecydowali się na zupełnie nowy, świeży wątek. Akcja kampanii fabularnej rozgrywa się w czasach współczesnych (w 2019 roku), jednak niektóre misje funkcjonują na zasadzie retrospekcji i toczą się kilkanaście lat wcześniej. Historia dotyczy obecnej sytuacji na świecie, a dokładniej wojny z terrorem – gdy agresorzy wchodzą w posiadanie niebezpiecznej broni chemicznej, brytyjski oddział SAS postanawia połączyć swoje siły z CIA i partyzantami z fikcyjnego państwa o nazwie Urzikistan w celu odzyskania skradzionego przez terrorystów ładunku. Deweloperzy wielokrotnie podkreślali, że kampania jest poważna, przez co przeznaczona została raczej dla dorosłych odbiorców – możemy spodziewać się licznych brutalnych scen. Jeżeli natomiast chodzi o bohaterów, fabuła została zaprezentowana z perspektywy kilku różnych osób. Zainteresowanych odsyłamy pod ten adres, gdzie znajdziecie aktualizowane kompendium wiedzy na temat Call of Duty: Modern Warfare.

Mamy więc do czynienia z dynamiczną pierwszoosobową strzelanką. Gra działa na podstawie nowego silnika (dzięki czemu wspiera technologię ray tracing), który poza ulepszoną, wysokiej jakości oprawą wizualną i znacznie czystszym dźwiękiem, umożliwił również stworzenie od podstaw mechaniki strzelania – twórcy zadbali o odpowiednie animacje odrzutu oraz odgłosy przeładowań i strzałów. Jedną z wielu nowości w Modern Warfare jest możliwość zmniejszenia odrzutu poprzez oparcie broni o poszczególne elementy otoczenia. Gra cechuje się również ogromnym realizmem. Kiedy na przykład wyposażymy się w stary celownik, algorytmy automatycznie zmniejszą skuteczność danej broni. Dopracowano także widok w podczerwieni oraz walkę z użyciem noktowizorówCall of Duty: Modern Warfare jest równocześnie pierwszą grą w całej historii marki, która całkowicie wspiera funkcję cross-play. Po okrągłym roku przerwy do serii powrócił tryb kampanii fabularnej dla pojedynczego gracza. Jeżeli zaś chodzi o rozgrywkę wieloosobową, w ofercie znajduje się klasyczny tryb multiplayer oraz tryb Special Ops (Spec-Ops), któremu poświęciliśmy osobny akapit. Z tego względu zaczniemy od zwykłego multiplayera. Tryb pozwala między innymi na grę na ogromnych mapach z interaktywnymi pojazdami, dla 64 lub więcej graczy jednocześnie. Nie ma tutaj podziału na klasy – gracze dowolnie dobierają swoje uzbrojenie, mogą również zmieniać zestawy w trakcie trwania meczu. Operatorzy różnią się między sobą wyłącznie wyglądem – wybór nie ma wpływu na samą walkę. Niektóre warianty rozgrywki obejmują dodatkowe modyfikacje, głównie pod postacią mapy pogrążonej w mroku czy chociażby usuniętego interfejsu lub jego elementów. Dobra wiadomość dla weteranów: powróciły killstreaki, czyli nagrody za nieprzerwaną serię zabójstw w przypadku ataku ciężkim sprzętem. Łącznie mamy pięć trybów w rozgrywce wieloosobowej: DominationCyber AttackGround WarGunfight oraz Team Deathmatch. Wspomniane już modyfikacje to: Night map, czyli mapa w wersji nocnej – wówczas konieczne jest używanie noktowizorów – oraz Authenticczyli rozgrywka bez interfejsu, która ma na celu zwiększenie realizmu. Wszystko z kolei rozgrywa się na ośmiu różnych mapach: Aniyah Palace, Azhir Cave, Grazna Raid, Gun Runner, Hackney Yard, King, Pine oraz Stack.

Na początku grudnia wystartował natomiast pierwszy sezon rozgrywek. Gracze otrzymali największą do tej pory aktualizację zawartości, aczkolwiek warto podkreślić, że nie wszystkie atrakcje, jakie przygotowano, stały się od razu dostępne – na niektóre z nich będziemy musieli poczekać. Na razie jednak darmowa zawartość to przede wszystkim sześć nowych map w rozgrywkach wieloosobowychtrzy tryby multiplayercztery misje w kooperacjidwie bronie oraz dwie skórki dla operatorówZa darmo będziemy mogli odblokowywać nagrody do 23. poziomu, przy czym osiągnięcie każdego z nich zajmie nam około godziny grania. Jeżeli natomiast będziemy chcieli odblokować tych nagród więcej, musimy wówczas zaopatrzyć się w płatną przepustkę bitewną (Battle Pass), która pozwoli nam kontynuować zabawę do poziomu setnego, oferując sporo przedmiotów kosmetycznych. Nowością jest natomiast możliwość odblokowywania punktów COD poprzez granie, jako nagrody w przepustce bitewnej. Mogą one później posłużyć do zakupu samego Battle Passa w następnym sezonie, co praktycznie jest takim samym systemem, który funkcjonuje chociażby w grze FortniteDroższa wersja przepustki odblokuje od razu nagrody do 20. poziomu, aczkolwiek każdą z nich będziemy mogli również kupić od razu osobno za 150 punktów COD lub razem za 150 000 punktów. Przepustka bitewna kosztuje 1000 punktów COD lub 10 dolarów.

6. Children of Morta

  • PREMIERA: 3 września/15 października/20 listopada 2019 roku
  • PLATFORMY: PC/PlayStation 4, Xbox One/Nintendo Switch
  • GATUNEK: gra RPG
  • NASZA RECENZJA: 9/10

Znów powracamy do indyków – tym razem mowa o grze Children of Morta, czyli ciekawej hybrydzie gatunkowej łączącej elementy roguelike’owej gry RPG akcji z narracyjną przygodówką. Całość została utrzymana w stylistyce retro. Children of Morta zostało sfinansowane przez użytkowników Kickstartera, opracowane przez niezależne studio Dead Mage i wydane przez firmę 11 bit studios. Tytułowa Morta to góra, od wielu pokoleń chroniona przez członków rodziny żyjącej na jej zboczu, czyli Bergsonów. Pewnego dnia sytuację komplikuje jednak tajemnicza siła, a jej pojawienie się skutkuje skażeniem znajdującego się głęboko pod górą źródła życia, w wyniku czego wszystkie żywe stworzenia w okolicy zamieniły się w żądne krwi potwory. Wcielamy się więc w kolejnych członków wspomnianej rodziny i próbujemy odnaleźć nasiona życia, aby wykorzystać je do powstrzymania niezwykle szybko rozprzestrzeniającego się wszędzie chaosu. Rozgrywka koncentruje się przede wszystkim na przemierzaniu proceduralnie generowanych poziomów. Tam zbieramy przedmioty i walczymy z napotykanymi przeciwnikami. I choć w wielu przypadkach gier z gatunku hack’n’slash fabuła jest raczej biedna, tak w przypadku Children of Morta dostajemy naprawdę bogatą historię z możliwością dokonywania wyborów wpływających w późniejszych etapach na bieg wydarzeń. Do tego wszystkiego mamy również system rozwoju postaci i ekwipunek, który możemy modyfikować.

Produkcja studia Dead Mage spotkała się z niezwykle ciepłym przyjęciem zarówno ze strony mediów branżowych, jak i graczy – w serwisie Metacritic pecetowa wersja Children of Morta może pochwalić się średnią 82 punktów na sto od krytyków i średnią 84 punktów od użytkowników. Wersja na PlayStation 4 w obu przypadkach osiągnęła średnią 79/100, wersja na Switch odpowiednio 80 i 85 na sto, zaś wersja na Xbox One wypadła najgorzej – obie średnie wynoszą 77/100. Nasz recenzent wystawił grze wysoką notę 9/10, zachwalając przede wszystkim wciągającą historię, nieźle rozbudowaną mechanikę walki oraz przyjemną oprawę audiowizualną.

7. Control

  • PREMIERA: 27 sierpnia 2019 roku
  • PLATFORMY: PC, PlayStation 4, Xbox One
  • GATUNEK: gra akcji
  • NASZA RECENZJA: 8/10

Control to – zaraz obok Call of Duty: Modern Warfare i paru innych tytułów z tego zestawienia – jedna z najgłośniejszych premier ostatnich dwunastu miesięcy. Po części dlatego, że wyszła spod rąk deweloperów ze studia Remedy Entertainment, które ma na swoim koncie takie tytuły, jak chociażby Alan WakeQuantum Break czy dwie pierwsze odsłony kultowego cyklu Max Payne. Po części też na pewno z powodu kontrowersji, jakie wzbudził fakt, że mamy do czynienia z tytułem czasowo ekskluzywnym dla platformy Epic Games Store. A po trzecie – wystarczy na tę grę spojrzeć, by się nią choć trochę zainteresować. Ujmując jednak możliwie jak najprościej: Control to strzelanka osadzona w świecie science fiction. Zdarzenia w grze obserwujemy z perspektywy trzecioosobowej. Gracz wciela się w postać Jesse Faden — kobietę, która udaje się do nowojorskiej tajnej agencji o nazwie Federalne Biuro Kontroli w celu rozwiązania wszelkich spraw ze swojej przeszłości. Kiedy jednak dociera już do budynku, nie potrzebuje wiele czasu, aby zorientować się, że miejsce, znane również jako Najstarszy Dom, stało się celem inwazji mocy, która zdecydowanie nie ma nic wspólnego ze światem ludzi. A jakby to nie było wystarczająco poważnym problemem, podczas ataku ginie dyrektor wspomnianej agencji, zaś na skutek jakichś dziwnych rytuałów, które przejęły kontrolę nad Federalnym Biurem Kontroli, jego miejsce zajmuje Jesse. Wówczas obowiązek opanowania sytuacji i tym samym zneutralizowania zagrożenia spada na nasze barki. Zadanie brzmi prosto, wręcz banalnie — walczyć o tytułową kontrolę.

Produkcja koncentruje się głównie na dynamicznych starciach, podczas których możemy korzystać z naszych umiejętności specjalnych. Do tego dochodzi ekwipunek z możliwością szczegółowej modyfikacji, a także interaktywne (a do tego bardzo przyjemne dla oka!) otoczenie. Brzmi całkiem zwyczajnie. Tyle że nie jest to typowa strzelanka, co zresztą udowodniły wszelkie materiały promocyjne gry. Jesse posiada futurystyczny pistolet, który poza zwykłym strzelaniem, posiada również funkcje telekinetyczne, pozwalające bohaterce między innymi na podnoszenie różnych obiektów czy przeciwników i rzucanie nimi na odległość. Do tego może zmieniać kształt, dzięki czemu zapewni nam dostęp do zupełnie nowych funkcji. Szczególną uwagę warto zwrócić również na lokacje – twórcy inspirowali się pewnym oryginalnym stylem architektonicznym z końca lat 40. XX wieku, który niektórzy z was mogą kojarzyć pod nazwą brutalizm. Jego główne założenie jest dość proste: najważniejsze są przestrzeńkonstrukcja oraz uwrażliwienie na właściwości zastosowanych materiałów. W Control lokacje, które zwiedzamy, regularnie ulegają zmianom, co zresztą najczęściej dzieje się na naszych oczach, dzięki czemu twórcom udało się wzbogacić swoją produkcję o sporą dozę niepokojącego surrealizmu. Na oprawie wizualnej jednak wcale się nie kończy, bo to wszystko ma również wpływ na samą rozgrywkę. Z oczywistych względów mapy poszczególnych poziomów nie są stałe. Wnętrze Najstarszego Domu na przykład, choć sprawia wrażenie niewielkiego, jest znacznie większe, niż nam się wydaje. Oprócz tego warto wspomnieć, że podczas tegorocznych The Game Awards zapowiedziano również pierwszy mini-dodatek do Control – rozszerzenie wprowadza do gry nowy tryb o nazwie Ekspedycje. Wykonujemy specjalne misje, aby zdobyć nagrody w postaci unikalnych modyfikacji. Poznaliśmy również tytuł pierwszego pełnoprawnego DLC, które ma zadebiutować 26 marca 2020 roku – The Foundation.

Pomimo kontrowersji, Control ostatecznie spotkało się z dość ciepłym przyjęciem. Nasz recenzent wystawił grze notę 8/10, chwaląc przede wszystkim satysfakcjonujący system walki, niezwykłą oprawę wizualną oraz ciekawą historię. W serwisie Metacritic wersja pecetowa posiada średnią ocen 85 na sto ze strony mediów branżowych. Gracze dali produkcji średnio 72 punkty. Podobnie jest z wersją na konsole PlayStation 4 – w pierwszym przypadku jest to 82/100, w drugim 73/100. Wersja na Xbox One przez krytyków została oceniona na 84/100, zaś przez graczy na tyle samo, co w przypadku posiadaczy sprzętu Sony.

8. Crash Team Racing Nitro-Fueled

  • PREMIERA: 21 czerwca 2019
  • PLATFORMY: PlayStation 4, Xbox One, Nintendo Switch
  • GATUNEK: gra wyścigowa
  • NASZA RECENZJA: 9/10

Tym razem teoretycznie nie mamy do czynienia z pełnoprawną grą – chodzi o remake pewnej gry, a dokładnie kultowego CTR: Crash Team Racing. Za stworzenie Nitro-Fueled odpowiada studio Beenox, zaś jej wydaniem zajęła się firma Activision Blizzard. Jest to kolejna odsłona popularnej serii Crash, która została zapoczątkowana jeszcze w 1996 przez zespół Naughty Dog. Dla wielu graczy debiut Crash Team Racing Nitro-Fueled oznaczał więc pełen nostalgii powrót do młodości. Dla młodszych osób (lub po prostu tych, którzy nigdy nie sięgneli po pierwowzór) jest to w gruncie rzeczy bardzo zwariowana, nieco chaotyczna wyścigówka ze słynnym jamrajem o imieniu Crash. Razem ze swoim największym rywalem – którym nadal jest Dr Neo Cortex – postanowili podjąć się wyzwania rzuconego przez najlepszego kierowcę wyścigowego we wszechświecie, czyli Nitrousa Oxide’a. Ten okazał się bowiem być okrutnym złoczyńcą i zagroził, że jeżeli żaden ziemski zawodnik nie da rady pokonać go na torze, zamieni planetę w parking (jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało), po czym uczyni wszystkich jej mieszkańców swoimi podwładnymi. O ile wiemy, że nie musimy tłumaczyć dokładnie, na czym polega rozgrywka w Crash Team Racing Nitro-Fueled, o tyle chcielibyśmy zaznaczyć, że nie jest to zwyczajna gra wyścigowa, jakie najczęściej spotykamy. Poza tym, że mamy w niej jedynego w swoim rodzaju Crasha Bandicoota, warto wspomnieć, że dla tych, którzy niekoniecznie znają postać oraz uniwersum, Nitro-Fueled na pierwszy rzut oka może wyglądać dość prosto i dziecinnie – nic bardziej mylnego! Owszem, w trakcie zabawy bierzemy udział w mocno zwiariowanych wyścigach rozgrywających się na niezwykle kolorowych, momentami wręcz bajecznych trasach, jednakże przy tym wszystkim musimy brać pod uwagę mnóstwo najróżniejszych rozpraszaczy i możliwości, do których dostęp mają nasi przeciwnicy – przez co zajęcie pierwszego miejsca jest znacznie trudniejsze, niż by się to wydawało. Autorzy oddali nam do dyspozycji szeroki wybór zarówno postaci, jak i pojazdów. Ponadto, o ile znajomość torów jest niezwykle przydatna, o tyle nasz sukces będzie zdefiniowany przede wszystkim przez opanowanie modelu jazdy oraz przemyślanie korzystanie z power-up’ów. Gdyby natomiast porównać Nitro-Fueled z pierwowzorem, tytuł – poza oczywistymi rzeczami, jak lepsza oprawa audiowizualna – może pochwalić się również pokaźną ilością dodatkowych tras oraz rozmaitych przedmiotów kosmetycznych (choć dla wielu to jest akurat minusem). Do wyboru mamy tryb fabularny o nazwie Adventure, moduł Time Trial oraz Arcade. Do tego wszystkiego dochodzą oczywiście tryb VS oraz Battle – zabawa wieloosobowa jest możliwa zarówno przez internet, jak i na współdzielonym ekranie.

Pomimo kontrowersji i mieszanej rekacji graczy odnośnie systemu mikropłatności, ogólnie rzecz ujmując gra spotkała się z całkiem ciepłym przyjęciem. Nasz recenzent wystawił jej notę 9/10 i pochwalił na pierwszym miejscu zgodność z oryginałem, wspomnianą już wcześniej odświeżoną oprawę audiowizualną oraz powrót kultowych tras w swoich nowych odsłonach. Jeśli chodzi o serwis Metacritic, wersja na konsole PlayStation 4 uzyskała tam średnią ocen na poziomie 83/100 (dla graczy zasłużyła jednak na 65 punktów), wersja na Xbox One została oceniona na 84/100 (tutaj gracze byli jeszcze bardziej sceptyczni, przyznając grze ocenę 52/100), zaś wersja na Nintendo Switch posiada notę 80/100 (u graczy jest to 60/100). Jest to więc kwestia gustu – dla niektórych to będzie po prostu świetna zabawa z paroma minusami, zaś dla innych gra okaże się zwyczajnie kiepska. Od siebie mogę dodać, że sama nie grałam w oryginał, a Crash Team Racing Nitro-Fueled było jedną z pierwszych gier, które kupiłam na Switcha, kiedy już zdecydowałam się dołączyć do grupy posiadających tę konsolę i… bawiłam się wyśmienicie. Po prostu.

9. Darksiders Genesis

Kiedy po raz pierwszy pokazano Darksiders Genesis, wielu weteranów i miłośników serii na pewno przeżyło mini-zawał lub chociaż wstrzymało oddech na parę sekund. Na pierwszy rzut oka produkcja wyglądała niczym budżetowa wersja Diablo, na którą absolutnie nikt nie czeka – tak przynajmniej zareagowała spora część internetu. Wielu zastanawiało się, czy tak nagła zmiana, przejście w zupełnie inną perspektywę (w tym przypadku z trzecioosobowej w izometryczną) wyjdzie serii na dobre. No więc jak to jest z tym Darksiders Genesis? Okazuje się, że całkiem dobrze – zacznijmy jednak od początku. Mowa o prequelu kultowej serii Darksiders, za którego stworzenie odpowiada studio Airship Syndicate i który, w odróżnieniu od poprzednich części, jest przedstawicielem gatunku hack’n’slash. Z racji, że to prequel, akcja Darksiders Genesis rozgrywa się przed wydarzeniami przedstawionymi w pierwszej odsłonie cyklu – mamy więc Radę, dbającą o równowagę na całym świecie, która podarowała słynnym Jeźdźcom Apokalipsy potężne moce. W zamian za to ich zadaniem jest wybicie wszystkich pozostałych Nefilimów, czyli potomków aniołów i demonów. To z kolei doprowadziło do obfitego przelewu krwi w Edenie. Po wykonaniu misji dwóch z Jeźdźców — Wojna oraz Waśń — otrzymało kolejną. Ich nowym celem są demoniczni mistrzowie powołani przez samego Lucyfera. Jego z kolei muszą też powstrzymać przed zaburzeniem wspomnianej równowagi, bo do tragedii jest bliżej, niż dalej. Krótko mówiąc: same problemy, które w przypadku tej gry rozwiązujemy walką. Cała zabawa opiera się głównie na przemierzaniu kolejnych lokacji i walce z hordami przeciwników. To jednak nie wszystko, ponieważ Darksiders Genesis to — wbrew wszelkim pozorom — wcale nie jest typowym hack’n’slashem. Sporo uwagi musimy poświęcać również rozmaitym przeszkodom terenowym, które zmuszają nas wielokrotnie do obierania innych ścieżek czy wykazywania się zręcznością oraz myśleniem. Oprócz tego oczywiście ulepszamy swoje wyposażenie i rozwijamy umiejętności naszych bohaterów. Co ważne, choć w Darksiders Genesis jak najbardziej można grać w pojedynkę, tak twórcy nie kryją faktu, że gra została stworzona bardziej pod granie w trybie kooperacyjnym. Stąd też bohaterowie różnią się między sobą nie tylko wyglądem, ale także umiejętnościami, stylem walki i charakterem — Wojna na przykład woli eliminować wrogów za pomocą broni białej, a Waśń zabija ich z dystansu wykorzystując do tego dwa pistolety. Gra jest więc bardzo dynamiczna, ale i ciekawa.

A to ostatnie stwierdzenie potwierdzają wszelkie recenzje — zarówno krytyków, jak i graczy. Darksiders Genesis posiada średnią ocen na poziomie 78 punktów na sto w serwisie Metacritic. Nasz recenzent wystawił grze wysoką notę 8,5/10, chwaląc ją przede wszystkim za dopracowany system walki oraz świetnie zaprojektowane lokacje. Oczywiście, nie obyło się bez wad — w tym wypadku należeli do nich chociażby wrogowie, którzy mogliby być znacznie bardziej zróżnicowani. Co nie zmienia faktu, że Darksiders Genesis to dobra produkcja, w którą na pewno warto zagrać. I obowiązkowa pozycja dla weteranów serii. A na koniec przypominamy, że chociaż na ten moment gra jest dostępna jedynie na pecetach, to jednak 14 lutego 2020 roku pojawi się również na konsolach PlayStation 4, Xbox One oraz Nintendo Switch.

10. Disco Elysium

To prawdopodobnie najbardziej nieoczekiwany czarny koń roku i zarazem jedyna gra, gdzie przygoda zaczyna się od okropnego kaca – przedstawiamy Disco Elysium, debiutanckie dzieło estońskiego studia ZA/UM. Nietypowa izometryczna gra RPG utrzymana w klimatach policyjnego kryminału pierwotnie była znana jako No Truce with the FuriesNa samym początku obowiązkiem jest jednak zaznaczenie, że jeżeli nie lubicie czytać, to prawie na pewno nie polubicie tej produkcji. Poza klikaniem, naszym głównym zadaniem jest tutaj czytanie – ścian, dosłownie ścian przedziwnego tekstu. Przedziwnego przynajmniej na początku, bo kiedy napisaliśmy, że przygoda zaczyna się od okropnego kaca, dokładnie to mieliśmy na myśli. Tyle że to nie jest zwykły kac – to taki kac, który brzmi gorzej, niż najgorsza śmierć. Już na pierwszy rzut oka widać, że mamy do czynienia z bardzo ponurym światem, gdzie wcielamy się w policjanta-nieudacznika, przepitego tak bardzo, że nie pamięta nawet kim jest, ani gdzie jest. Szybko zostaje jednak zmuszony do funkcjonowania, po czym poznaje porucznika Kima Kitsuragiego, czyli przydzielonego mu do sprawy partnera.  W zaledwie parę minut po przebudzeniu dowiadujemy się, że jesteśmy także zadłużeni. Śledztwo – dotyczące dość przykrego przypadku, który znajdujemy na podwróku za hostelem, w którym rozpoczynamy całą zabawę – daje nam więc zarówno szanse na odzyskanie swojej reputacji, jak i spłacenie długu, ale równocześnie jest także opcja, że stoczymy się do reszty, pogrążająć w depresji i swoim uzależnieniu od alkoholu. I chociaż Disco Elysium chętnie podejmuje niezwykle trudne, momentami wręcz filozoficzne tematy, tak prawie zawsze towarzyszy im mnóstwo sarkazmu oraz czarnego humoru. Chyba właśnie to czyni grę tak wyjątkową.

Jeżeli chodzi o mechanikę, podczas grania w Disco Elysium przede wszystkim nie doświadczymy tradycyjnej walki – typowo niebezpieczne sytuacje są tutaj raczej rzadkością, a kiedy już do nich dochodzi, wszystko jest rozwiązywane za pomocą okna dialogowego, gdzie na podstawie wybieranych przez nas opcji gra dokonuje testów odpowiednich umiejętności głównego bohatera. O ile jednak nie musimy się martwić tą kwestią, o tyle nieustannie musimy pilnować naszych punktów zdrowia oraz morali, bowiem w niektórych przypadkach możemy nawet umrzeć na przykład na zawał wywołany przywołaniem jakichś traumatycznych wspomnień. Równie ciekawy jest system progresji postaci, gdzie umiejętności zostały podzielone na cztery grupy: psychiczne, społeczne, motoryczne oraz fizyczne. Łącznie jest ich 24 i są nieustannie testowane – te właśnie testy, często ukryte, decydują o tym, jakie ostatecznie otrzymamy informacje. Ostatnim mechanizmem, o którym warto powiedzieć, jest tak zwany Gabinet Myśli. W trakcie gry prowadzimy mnóstwo rozmów i wchodzimy w liczne interakcje, podczas których odblokowujemy różne koncepcje wynikające z naszych zachowań. Następnie możemy je przyswajać, spędzając określoną ilość czasu na ich internalizacji.

Disco Elysium spotkało się z niezwykle ciepłym przyjęciem zarówno ze strony mediów branżowych (z których wiele wystawiło grze maksymalną notę 10/10), jak i graczy. Warto wspomnieć, że podczas tegorocznych The Game Awards produkcja studia ZA/UM wygrała w aż czterech kategoriach: najlepsza narracjanajlepsza gra niezależnanajlepsza gra RPG oraz Fresh Indie Game. Nasz recenzent również docenił tytuł, przyznając mu notę 10/10 i doceniając praktycznie wszystko, co pojawiło się w poprzednich akapitach – wspaniałą, wciągającą historię, przemyślany system rozwoju postaci, klimatyczny nastrój, oprawę audiowizualną… Zaznaczając przy tym jednak, że to wciąż nie jest gra dla tych, którzy wolą dynamiczną akcję. W Disco Elysium naczytacie się za wszystkie czasy.

11. Devil May Cry 5

Pierwsza gra z serii Devil May Cry zadebiutowała na rynku w 2001 roku na konsoli PlayStation 2. W przeciągu kolejnych siedmiu lat cykl doczekał się aż trzech kolejnych odsłon, dość szybko stając się jedną z najważniejszych marek w całym portfolio wydawniczym firmy Capcom. Devil May Cry 5 to – wbrew temu, co głosi sam tytuł – szósta główna gra z serii, której akcja rozgrywa się pięć lat po wydarzeniach z części poprzedniej, czyli Devil May Cry 4. Poznajemy więc dalsze losy słynnych Dante oraz Nera, do których tym razem dołączył jeszcze tajemniczy nowy bohater znany jako V. Cała trójka walczy oczywiście z demonami oraz innymi monstrami, które postanowiły zaatakować ludzki świat. Krótko mówiąc, wszystko po staremu – aż do dnia, w którym w Red Grave City pojawia się gigantyczne drzewo znane jako Klifot. I o ile nie brzmi to specjalnie groźnie, o tyle korzenie tego drzewa potrafią wystrzeliwać z ziemi i zabijać mieszkańców miasta, wysysając z nich krew. Jeżeli jednak niekoniecznie macie w ogóle pojęcie, kim jest ten cały Dante i dlaczego razem z jakimś Nero i V (wcale nie z Cyberpunka) walczą z demonami, bo na przykład bardzo dawno graliście w poprzednie części serii lub nie graliście w nie wcale, dopiero zaczynając swoją przygodę z Devil May Cry, twórcy przygotowali dla Was specjalny film do obejrzenia, który możecie włączyć z poziomu głównego menu piątki. Jeżeli chodzi o kwestie bardziej techniczne, Devil May Cry 5 nie odbiega zasadami od poprzednich odsłon. To wciąż jest przesycony dynamiczną akcją slasher z bardzo rozbudowanym systemem walki. Oczywiście, niektóre elementy doczekały się usprawnień – jak chociażby walka. Podczas starć spotkamy znacznie więcej interaktywnych elementów, zaś sama gra co jakiś czasu wrzuci nas w środek jakiegoś większego starcia, gdzie zawalczymy z wieloma wrogami naraz. Oczywiście, najbardziej efektowne nadal pozostają walki z bossami. Ponadto twórcy zaprojektowali świat w taki sposób, aby tym razem gracz miał odrobinę więcej swobody, niż wcześniej. Warto jednak pamiętać, że to wciąż nie jest świat całkowicie otwarty.

Devil May Cry 5 spotkało się z bardzo ciepłym przyjęciem – produkcja zebrała praktycznie same pozytywne recenzje. Podczas tegorocznych The Game Awards okazała się nawet zwycięzcą w kategorii najlepszej gry akcji. W serwisie Metacritic wersja pecetowa posiada średnią ocen na poziomie 89 punktów na sto (średnia ocen graczy jest niższa jedynie o dwa punkty), wersja na konsole PlayStation 4 jest o jeden punkt niższa (84/100 w przypadku graczy), zaś wersja na Xbox One wypadła najgorzej – 87 punktów na sto w przypadku mediów branżowych, 76 w przypadku graczy. Oczywiście, słowo najgorzej jest tutaj bardziej sarkazmem, aniżeli rzeczywistym określeniem. Recenzenci (nie tylko dziennikarze) wielokrotnie uznali piątkę za najlepszą odsłonę serii. Nasz recenzent przyznał grze notę 8.8/10, wyróżniając system walki oraz ogromny wachlarz możliwości, dobrze napisanych bohaterów, widowiskowe sceny przerywnikowe i wiele (naprawdę wiele) innych kwestii.

12. Fire Emblem: Three Houses

Fire Emblem: Three Houses to kolejna odsłona kultowej serii taktycznych gier RPG z rozbudowanymi elementami strategicznymi. Jest to pierwsza główna część cyklu, która trafiła na konsolę Nintendo Switch. Za stworzenie Three Houses odpowiada japońskie studio Intelligent System, któremu przy produkcji pomagało również Koei Tecmo Games. Przenosimy się na kontynent o nazwie Fódlan będący pod kontrolą trzech potężnych mocarstw. Te różnią się od siebie przede wszystkim systemem politycznym oraz ideologią – mamy więc Imperium Adrestiańskie, Królestwo Faerghus oraz Sojusz Leicester. Kwestią równowagi pomiędzy mocarstwami zajmuje się Kościół Seiros oraz klasztor Garreg Mach. Nas z kolei najbardziej interesuje ostatnie miejsce, ponieważ to właśnie tam rozpoczniemy swoją fantastyczną przygodę. Należący do kleru wielki kompleks nie jest jedynie instytucją czysto teologiczną, ale również akademią, gdzie najlepsi oraz najbardziej utalentowani przedstawiciele trzech wymienionych mocarstw uczą się sztuki wojennej. Wbrew wszelkim pozorom nasza postać nie jest jednym z uczniów – przygoda w Fire Emblem: Three Houses byłaby wówczas dość monotonna. Główny bohater (lub bohaterka, bowiem gra pozwala na początku wybrać płeć postaci) jest (nad)zwyczajnym najemnikiem, który w wyniku pewnych zdarzeń otrzymuje posadę nauczyciela we wspomnianym klasztorze Garreg Mach. Musimy więc podjąć niezwykle ważną decyzję i wybrać dom studencki, którego zostaniemy opiekunem – i nikogo ani trochę nie obchodzi, że tak naprawdę nie mamy za bardzo pojęcia, o co w ogóle chodzi ani z czym oraz kim dokładnie mamy do czynienia. Wiemy jedynie, że przedstawiciele Imperium Adrestiańskiego znajdują się w Domu Czarnych Orłów, Królestwo Faerghus funkcjonuje pod nazwą Niebieskie Lwy, zaś obywatele Leicester tworzą zespół Złoty Jeleń. Dopiero w trakcie zabawy mamy okazję poznać lepiej naszych podopiecznych, w międzyczasie pomagając rozwiązywać problemy Kościoła Seiros (i nie tylko), wykonując różne misje oraz szkoląc uczniów.

Na samym początku skupiamy się przede wszystkim na eksploracji akademii oraz nawiązywaniu lepszych znajomości z otaczającymi nas osobami. Później gra sugeruje nam, że czas najwyższy zdecydować się na konkretny kierunek szkolenia poszczególnych podopiecznych, aż wreszcie zaczynamy prowadzić pierwsze turowe bitwy – o ile niektóre są jedynie treningami, o tyle z czasem coraz częściej będziemy brać udział w niebezpiecznych starciach z prawdziwymi przeciwnikami i potworami, niejednokrotnie ryzykując życiem. W kwestii mechaniki mamy do czynienia z podobnymi rozwiązaniami, jakie możemy znaleźć w poprzednich częściach Fire Emblem, aczkolwiek Three Houses większość z nich znacząco rozwinęło. Bitwy toczą się na planszach z siatką pól, po których poruszają się kontrolowani przez nas bohaterowie oraz wrogie jednostki – przy czym wszystko oczywiście dzieje się turowo. Za każdym razem tuż przed rozpoczęciem walki możemy na spokojnie przygotować ekwipunek każdego naszego podopiecznego oraz głównego bohatera, sprzedać niepotrzebne rzeczy czy zaopatrzyć się w te, których nam brakuje i zarządzać zdolnościami.

Fire Emblem: Three Houses zebrało bardzo dużo pozytywnych recenzji zarówno od dziennikarzy z mediów branżowych, jak i graczy. W serwisie Metacritic produkcja posiada średnią ocen na poziomie 89 punktów na sto (na podstawie 101 recenzji). W przypadku ocen graczy (których jest łącznie aż 1879) jest to wynik 87/100. Nasz recenzent przyznał produkcji notę 8/10, chwaląc sobie przede wszystkim klimat szkolnego życia, który w połączeniu z bardzo rozbudowanym systemem rozwoju podopiecznych zapewnia rozgrywkę na co najmniej sto godzin. Wiadomo, że dla niektórych będzie to zdecydowanie za dużo – jeżeli jednak lubicie długie, wciągające historie i nie macie nic przeciwko spędzeniu kilkunastu wieczorów przy tej samej produkcji, Fire Emblem: Three Houses powinno Wam się spodobać.

13. Gears 5

Gears 5 to piąta (jeśli pominąć prequel Gears of War: Judgment) część bestsellerowego cyklu Gears of War. Opracowaniem tytułu zajęło się po raz kolejny studio. The Coalition, które odpowiada za serię od czwartej odsłony, przejmując tym samym stanowisko Epic Games. Akcja piątej części toczy się tuż po wydarzeniach przedstawionych w części czwartej – ze znaną nam już Kait Diaz w roli głównej. Bohaterka w towarzystwie Delmonta Walkera wyrusza w podróż, zagłębiając się w niebezpieczne zakątki planety Sera. Jej celem jest dowiedzieć się więcej na temat pochodzenia Szarańczy, przy okazji próbując odnaleźć źródło jej koszmarów. W efekcie dowiaduje się, że prawdopodobnie prawdziwym zagrożeniem dla Sery jest ona sama. Zdarzenia w Gears 5 obserwujemy z perspektywy trzecioosobowej. Rozgrywka opiera się głównie na eksploracji – zwiedzamy różnorodne lokacje, począwszy od zatopionych ruin owianych tajemnicą, przez okrutne pustynie, a skończywszy na wielkich lodowcach. Zaraz po eksploracji kolejną integralną częścią gry są oczywiście starcia z przeciwnikami. Tych jest naprawdę sporo, zaś eliminujemy je za pomocą bogatego arsenału broni oraz dziwacznych gadżetów. Z wielkich giwer najsłynniejszy jest oczywiście Lancer, znany również jako karabin szturmowy Lancer model 2. Należy on do głównych broni Koalicji, którą używano na wszystkich frontach. Lancer jest potężną hybrydą karabinu maszynowego i piły łańcuchowej, więc postać dzierżąca go w dłoniach ma nad przeciwnikami przewagę zarówno w kwestii, siły, jak i zasięgu. Oprócz niego użyjemy także shotgunówkarabinów snajperskich czy chociażby granatników i moździerzy. Jak to w Gearswalki są bardzo dynamiczne, a na odpowiednim poziomie trudności wystarczy zaledwie kilka trafień, aby nasza twarz szybko spotkała się z ziemią i desperacko czekała na wybawiciela. Dlatego tak bardzo ważne jest korzystanie z osłon (których z oczywistych powodów nigdy nie brakuje). Zdrowie naszej postaci regeneruje się automatycznie, gdy wrogowie nas nie trafiają.

Głównym trybem i zarazem podstawowym filarem Gears 5 jest kampania fabularna, którą możemy przejść zarówno samodzielnie, jak i w trybie współpracy dla dwójki graczy. Ciekawe jest natomiast to, że w przypadku grania z przyjacielem, druga osoba może wcielić się w postać Jacka – unoszącego się nad ziemią robota, który chroni sojuszników oraz atakuje wrogów (może ich również oślepiać czy ogłuszać), a także gwarantuje nam możliwość przeszukania okolicy w celu znalezienia komponentów (odpowiedników punktów, które wydajemy na różne umiejętności), broni oraz amunicji i wyróżnienia ich białą otoczką. Gra ma dla nas w ofercie również bardzo rozbudowany moduł wieloosobowy. Po pierwsze, jest Escapegdzie trzyosobowa drużyna musi zakraść się do leża wrogów, podłożyć ładunki wybuchowe i zdążyć uciec przed eksplozją. Po drugie, jest doskonale znane wszystkim fanom serii Horde, czyli tryb kooperacji, w którym razem z innymi graczami bronimy się przed kolejnymi falami przeciwników, w przerwach budując umocnienia i zwiększając tym samym swoje szanse na przetrwanie. Do tego dochodzą tryby oparte na zasadach PvPArcade oraz Escalation. Ciekawym urozmaiceniem rozgrywki jest również Map Builder – kreator pozwalający graczom na tworzenie autorskich aren, które następnie mogą zostać upublicznione dla innych graczy.

Produkcja studia The Coalition, choć wzbudziła kontrowersje i nie spodobała się niektórym graczom, ostatecznie może pochwalić się całkiem pozytywnymi recenzjami. W serwisie Metacritic wersja pecetowa posiada średnią ocen na poziomie 82 punktów na sto w przypadku mediów branżowych i 68 punktów w przypadku graczy. Wersja na Xbox One w obu przypadkach dostała noty 84/100. Nasz recenzent wystawił grze bardzo wysoką notę 9.5/10, wyróżniając świetną narrację oraz reżyserię scen przerywnikowych, chwaląc oprawę wizualną, a także interesującą kampanię i dobrze zaprojektowany, zróżnicowany świat pełen świeżych rozwiązań.

14. Green Hell

Green Hell jest grą survivalową, a jej opracowaniem zajęło się niezależne polskie studio Creepy Jar. Co ciekawe, w skład zespołu wchodzą osoby, które w przeszłości pracowały między innymi nad takimi tytułami, jak Dying Light czy gry z serii Dead Island. Począwszy od 29 sierpnia 2018 roku, gra znajdowała się w fazie wczesnego dostępu, aż 5 września 2019 roku. Fabuła Green Hell definitywnie nie należy do najbardziej rozbudowanych. Wcielamy się w pewnego nieszczęśnika pozostawionego na pastwę losu w samym sercu amazońskiej dżungli. Chcąc z oczywistych powodów przetrwać, uczymy się podstawowych zasad obowiązujących w naszej sytuacji. Na samym początku nie posiadamy oczywiście żadnych narzędzi, ani na pewno jedzenia – jedyne, co mamy, to radio, z którego przemawia do nas ukochana. Zdarzenia obserwujemy z perspektywy pierwszoosobowej. Nasze zmagania rozpoczną się od takich czynności, jak nauka rozpalania ognia czy pozyskiwania pożywienia poprzez łowienie ryb oraz polowanie na bardziej ambitne cele. W następnej kolejności będziemy musieli zdobyć niezbędne surowce, z których wytworzymy równie przydatne przedmioty, w tym przede wszystkim broń. Nauczymy się zastawiać pułapki, a nawet uprawiać rośliny i budować własne schronienia, co znacznie zwiększy nasze szanse na przeżycie. Gorzej, kiedy nasz bohater padnie ofiarą jakiejś egzotycznej choroby albo w jego ciele zagnieżdżą się pasożyty, czy też najzwyczajniej w świecie zostanie ranny. Wówczas na horyzoncie pojawia się problem – negatywny wpływ tego typu sytuacji na stan psychiki naszej postaci, ostatecznie mogących nawet doprowadzić bohatera do szaleństwa. Z tego względu warto obserwować zarówno jego kondycję psychiczną, jak i fizyczną. Możemy przy tym korzystać z tak zwanego trybu “kontroli ciała (“body inspection”) – wówczas możemy nie tylko zdiagnozować swój problem, ale również się z nim uporać. Twórcy twierdzą, że podołali zadaniu i udało im się stworzyć realistyczną (a przynajmniej wystarczająco wiarygodną) symulację amazońskiej dżungli. Na swojej drodze spotkamy więc różnorodną roślinność, a także zamieszkujące dzikie tereny zwierzęta – począwszy od oczywiście ssaków, wśród których znajdą się niemalże śmiertelnie niebezpieczne osobniki, poprzez dziwaczne gady czy insekty, a skończywszy na bogatym gatunkowo ptactwie. Zwierzęta mają również zachowywać się w sposób możliwie jak najbardziej realistyczny, na przykład reagując na zmienne warunki pogodowe (w tym porę dnia), a środowisko w żadnym wypadku nie ma być stałe i będzie zmieniać się nieustannie między innymi pod wpływem naszych działań.

Można śmiało stwierdzić, że Green Hell okazało się być naprawdę dobrą, solidną produkcją, której premiera mimo tego przeszła bez większego echa – w serwisie Metacritic gra posiada średnią ocen na poziomie 77 punktów na sto w przypadku mediów branżowych oraz 73 punktów w przypadku graczy. Nasz recenzent przyznał jej notę 8.5/10, chwaląc dającą mnóstwo frajdy rozgrywkę, mnóstwo aktywności do wyboru, a także dobrze zrealizowany system walki.

 

15. Katana ZERO

Katana ZERO to jedna z tych produkcji, która wielu graczom mogła najzwyczajniej w świecie gdzieś po drodze umknąć. To jednak nie zmienia faktu, że jest naprawdę świetnym indykiem – jeżeli jednak nie czujecie się wystarczająco przekonani, pozwólcie, że pokrótce Wam o niej opowiemy. Jest to hybryda platformówki z dość dynamiczną grą akcji, będąca jednocześnie debiutanckim projektem niezależnego studia Askiisoft. O ile praktycznie od samego początku nie sposób mieć jakiekolwiek wątpliwości w kwestii tego, jak powinniśmy grać, tak warstwa fabularna Katana ZERO jest jedną wielką zagadką – wiemy jedynie, że akcja toczy się w dziwacznym mieście rodem z lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Praktycznie na każdym kroku możemy spotkać podejrzane kluby nocne, będziemy mieć również mnóstwo okazji do zwiedzenia bardzo bogatych dzielnic i kontrastowo biednych slumsów. Nie wiemy jednak, kim dokładnie jesteśmy – nietrudno się jednak domyślić, że główny bohater jest wojownikiem ninja oraz że kieruje nim tylko jedno: zemsta. W jej dokonaniu natomiast pomaga nam tytułowa katana. Zdarzenia obserwujemy z perspektywy bocznej i przez większość czasu przemierzamy najróżniejsze lokacje, walcząc z masą przeciwników – przy czym ostatnia czynność jest urozmaicona dzięki szerokiemu wachlarzowi ruchów naszego bohatera, który potrafi zarówno bardzo szybko biegać, jak i wspinać się po ścianach oraz skakać na niezwykle duże odległości. Katana ZERO jest grą dynamiczną – spodziewajcie się więc, że będzie od Was wymagać ponadprzeciętnego refleksu oraz zręczności. Często pomoże Wam we wszystkim Chronos, czyli narkotyk, pod którego wpływem możemy spowalniać czas. Co oczywiście wcale nie rozwiązuje wszystkich problemów, ponieważ nadal mamy do czynienia z wysokim poziomem trudności i możliwością, że nagle zginiemy od dosłownie jednego ciosu. Takie życie wojownika ninja.

Katana ZERO spotkała się z niezwykle ciepłym przyjęciem zarówno ze strony przedstawicieli mediów branżowych, jak i graczy. W serwisie Metacritic wersja pecetowa posiada średnią ocen na poziomie 83 punktów na sto w przypadku pierwszej grupy odbiorców oraz 89 punktów w przypadku drugiej. Wersja na konsolę Nintendo Switch wypadła praktycznie tak samo, z różnicą jednego punktu w średniej ocen od graczy. Nasz recenzent wystawił produkcji wysoką notę 9/10, za jedyną wadę uznając zbyt krótki czas gry. Wśród zalet pojawiły się między innymi takie cechy, jak intrygująca fabuła, dobrze zaprojektowane poziomy, satysfakcjonująca walka i wiele innych.

16. Kingdom Hearts III

Siedemnaście lat temu na rynku pojawiła się pierwsza część serii Kingdom Hearts o takim samym tytule. Dziś ten cykl gier jRPG ze światem będącym połączeniem Final Fantasy i bajek animowanych Walta Disney’a cieszy się dużą popularnością na całym świecie. I choć od jego powstania minęły prawie dwie dekady, fani doczekali się jedynie trzech głównych części, bo przez większość lat dostawaliśmy głównie poprawione edycje, wydania zbiorcze oraz spin-offy. Kingdom Hearts III to, jak wskazuje sam tytuł, trzecia odsłona cyklu, nad którym pieczę od samego początku niezmiennie sprawuje firma Square Enix. Produkcja jest bezpośrednią kontynuacją Kingdom Hearts 3D: Dream Drop Distance, które zadebiutowało w 2012 roku na konsolę Nintendo 3DS i zamyka znaczną część wątków rozpoczętych w poprzednich grach. W trójce ponownie towarzyszą nam Sora, Riku, Kairi oraz znane postacie z Disneya, jak chociażby kaczor Donald czy Goofy. Razem z nimi jesteśmy świadkami ostatecznego starcia pomiędzy mrokiem i światłem – to pierwsze reprezentuje organizacja XIII z mistrzem Xenarothem na czele, którego głównym celem jest uzyskanie dostępu do tytułowego Królestwa Serc. Podczas zabawy w Kingdom Hearts III zwiedzamy najróżniejsze światy przedstawiające liczne produkcje Disneya, jak chociażby Kubusia Puchatka czy Piratów z Karaibów. Nie zabraknie jednak również nowszych miejsc, w których poznamy niewidzianych w poprzednich częściach bohaterów z takich filmów, jak Toy Story czy Kraina lodu. Oprócz tego gra uraczy nas również zmodyfikowanym systemem walki, który korzysta z założeń gatunku hack’n’slash. Mamy do czynienia z perspektywą trzecioosobową, eksplorujemy kolejne lokacje – większość z nich posiada otwartą strukturę, dzięki czemu możemy poświęcić sporo czasu na szukanie wszelkich znajdziek oraz sekretów. Zabawę urozmaicają także minigry i zróżnicowani przeciwnicy, wśród których znajdą się zarówno bohaterowie znani z poprzednich części, jak i zupełnie nowi oponenci. Jednocześnie pomagać może nam maksymalnie czterech sojuszników – dwa miejsca zajmuje zawsze Donald z Goofy’m.

W przypadku Kingdom Hearts III jest dokładnie tak, jak w przypadku każdej innej większej premiery. Z jednej strony mamy sporo głosów pozytywnych, z drugiej równie często na horyzoncie pojawia się krytyka, niejednokrotnie dość ostra. Nic nie zmienia jednak faktu, że średnia ocen, przynajmniej w serwisie Metacritic, wyraźnie sugeruje, że nadal jest to porządna, dająca sporo frajdy produkcja – wersja na konsole PlayStation 4 zebrała 83 punkty na sto (o jeden mniej w przypadku graczy), zaś wersja na Xbox One wypadła jedynie odrobinkę gorzej, osiągając średnią 80/100 w przypadku mediów branżowych. Gracze posiadający sprzęt Microsoftu ocenili tytuł na 83 punkty. Nasz recenzent z kolei wystawił produkcji wysoką notę 9/10, chwaląc sobie system walki, bogaty świat pełen przygód wzbudzających poczucie nostalgii oraz przyjemną dla oka oprawę graficzną rodem z prawdziwych animacji.

17. Luigi’s Mansion 3

Pierwsze Luigi’s Mansion wyszło prawie dwie dekady temu, a dokładnie 3 maja 2001 roku. I tak oto znaleźliśmy się w roku 2019, kiedy to na Halloween mnóstwo fanów zarówno serii, jak i samego uniwersum oraz konsoli Nintendo Switch sięgnęło po Luigi’s Mansion 3, najnowszą odsłonę cyklu będącą hybrydą gatunkową i łączą w sobie elementy gier przygodowych ze zręcznościowymi. Oczywiście, choć historia opowiadana w grze brzmi całkiem poważnie, nie ma zbyt wiele wspólnego z prawdziwymi horrorami i jest pełna specyficznego humoru. Jak nietrudno się domyślić, głównym bohaterem przygody jest tytułowy Luigi, który postanowił spędzić urlop w luksusowym hotelu razem ze swoimi przyjaciółmi – Mario, księżniczką Peach oraz Todami. Niedługo po przybyciu sprawy wymykają się spod kontroli, a kiedy towarzyszego Luigiego znikają bez śladu, protagonista szybko orientuje się, że hotel jest nawiedzony przez duchy. Razem z Luigim musimy więc odnaleźć w sobie wystarczająco dużo odwagi, by odnaleźć najbliższych naszego bohatera i jednocześnie nie pozwolić mu zejść przypadkiem na zawał. Cała zabawa polega natomiast na przechodzeniu kolejnych poziomów odpowiadającym kolejnym piętrom hotelu, z których każdy posiada własny motyw. To oznacza nie tylko różne ozdoby czy meble, ale również różnych przeciwników. Po drodze natrafimy także na sporo zagadek, pułapek czy sekretów. Jeśli zaś chodzi o wspomnianych już oponentów, podstawowym narzędziem Luigiego przeciwko wszelkim zjawom jest latarka – jej światło ogłusza je na chwilę, zaś takiego ogłuszonego ducha możemy następnie wciągnąć za pomocą specjalnego odkurzacza o nazwie Poltergust G-00. Ten pozwala również na uderzanie schwytanymi duchami o podłogę, ściany lub inne duchy. To jednak nie wszystko – odkurzacz otwiera przed nami multum nowych możliwości dotyczących otoczenia, pozwalając nam między innymi przesuwać poszczególne obiekty, niszczyć je czy wciągać. W grze mamy jeszcze inną postać o nazwie Gooigi, która w praktyce jest jedynie klonem Luigiego wykonanym z dziwacznej zielonej mazi. Możemy nad nim w dowolnym momencie przejąć kontrolę, aby przejść przez zbyt wąskie dla brata Mario szczeliny czy rozwiązać łamigłówki wymagające od nas ingerencji więcej, niż jednej pary rąk (lub, w wielu przypadkach, nóg). Musimy jednak przy tym wszystkim uważać na wodę, ponieważ po kontakcie z nią Gooigi zwyczajnie się rozpływa. Co do trybów gry w Luigi’s Mansion 3, produkcja pozwala nam na zabawę zarówno w pojedynkę, jak i z innymi graczami – druga osoba może, w przypadku posiadania tylko jednej konsoli, kontrolować wówczas Gooigiego. Oprócz tego istnieje również tryb Scarescaper, gdzie maksymalnie ośmiu graczy przemierza kolejne piętra budynku, musząc wykonywać zadania pokroju schwytania określonej liczbęy duchów czy uratowania porwanych Toadów – wszystko przy ograniczeniu czasowym.

Luigi’s Mansion 3 zostało bardzo dobrze przyjęte przez media branżowe oraz graczy, zbierając praktycznie same pozytywne recenzje. W serwisie Metacritic gra posiada średnią ocen na poziomie 86 punktów na sto w przypadkach obu grup. Nasz recenzent wystawił produkcji wysoką notę 8.9/10, podkreślając przede wszystkim świetną oprawę audiowizualną, charakterystyczny klimat przepełniony niezłym humorem i dobrze zaprojektowany tryb wieloosobowy.

18. Metro Exodus

Seria Metro, inspirowana cyklem postapokaliptycznych powieści Dmitrija Głuchowskiego, została zapoczątkowana jeszcze w 2006 roku, kiedy to ruszyły prace nad grą Metro 2033. Finalnie produkcja zadebiutowała cztery lata później. W 2013 roku otrzymaliśmy kontynuację pod tytułem Metro: Last Light, po której aż do roku 2019 fani mogli jedynie cieszyć się odświeżonymi edycjami obu części, by w lutym wreszcie doczekać się Metro Exodus. Trzecia odsłona cyklu pierwszoosobowych strzelanek po raz kolejny została opracowana przez ukraińskie studio 4A Games. Akcja rozpoczyna się w roku 2035, dosłownie kilka miesięcy po wydarzeniach z części poprzedniej. Artem wciąż próbuje dowiedzieć się, czy gdziekolwiek poza Moskwą mógłby znaleźć ocalałych – w międyczasie jednak razem ze swoimi towarzyszami z zakonu Spartan dowiaduje się o rządowym spisku, po czym cała brygada zostaje zmuszona do opuszczenia tuneli słynnego metra i wyruszenia w świat. Przemierzamy więc Rosję na pokładzie pociągu o nazwie Aurora, zaś naszym celem jest znalezienie terenu nadającego się do zasiedlenia, czyli wolnego od radiacji oraz wszelkich mutantów. Rozgrywka w Metro Exodus nie odbiega zbytnio od standardów serii – jej podstawowym elementem nadal jest walka, pomiędzy którą eksplorujemy mroczny świat. Ostatnia czynność została jednak znacznie bardziej rozwinięta, bowiem w trakcie przygody wielokrotnie trafimy na tereny otwarte (ewentualnie półotwarte), mapy, gdzie mamy znacznie większą swobodę działania, niż zazwyczaj. Co więcej, te obszary są tak duże, że twórcy zdecydowali się ostatecznie wprowadzić środki transportu. Przy tym wszystkim oczywiście musimy nieustannie pamiętać o zbieraniu potrzebnych do przetrwania zasobów, znajdywaniu coraz to lepszego ekwipunku. Równie ważne są też wszelkiego rodzaju ulepszenia – rozbudowany system craftingu pozwala na modyfikowanie oraz czyszczenie broni, wytwarzanie amunicji czy nawet apteczek. Metro Exodus oferuje zabawę wyłącznie w trybie fabularnym dla pojedynczego gracza.

Gra spotkała się z dość ciepłym przyjęciem. W serwisie Metacritic średnia ocen dla wersji pecetowej wynosi 82 punkty na sto w przypadku mediów branżowych i 69 punktów w przypadku graczy. Wersja PlayStation 4 posiada odpowiednio noty 80/100 i 68/100, zaś wersja Xbox One noty 82/100 oraz 67/100. Jest to więc jeden z tych przypadków, kiedy media branżowe oceniły produkcję na odrobinę lepszą, niż była ona w oczach graczy. Nasz recenzent wystawił Metro Exodus wysoką notę 8.8/10, chwaląc przede wszystkim świetną historię, ciekawie przedstawioną wizję apokalipsy czy oprawę wizualną.

19. Monster Hunter: World – Iceborne

Monster Hunter: World zadebiutowało 26 stycznia 2018 roku, będąc kolejną już odsłoną popularnego cyklu gier akcji z elementami RPG. Cykl rozwijany jest przez firmę Capcom. Ciekawostka: jest to pierwsza gra z serii, która zadebiutowała w tym samym czasie zarówno w Japonii, jak i na zachodnim rynku. Warstwa fabularna nie odgrywa w tym tytule specjalnie ważnej roli. Gracz wciela się w postać tytułowego łowcy potworów, którego zadaniem jest zbadanie Nowego Świata, czyli odkrytego kontynentu oraz poznanie jego tajemnic, w międzyczasie ubijając coraz to potężniejsze bestie. We wrześniu tego roku gra doczekała się bardzo rozbudowanego dodatku pod tytułem Iceborne. Dodatek wprowadza do produkcji zupełnie nową, mroźną krainę, która pełna jest przeróżnych lokacji oraz niespotykanych przez nas dotychczas potworów. Do tego dochodzi również parę zmian w systemie walki. Rozgrywka jest jednak praktycznie identyczna. Wspomniany region nazywa się Hoarfrost Reach i znajdziemy tam oczywiście sporo nowych potworów. Wśród nich znajdziemy między innymi potężnego mroźnego smoka o imieniu Velkhan, który może kontrolować temperaturę otoczenia. Jego lodowaty oddech zamraża absolutnie wszystko, co – nie ukrywajmy – czyni z niego naprawdę groźnego adwersarza. Zawalczymy również z Velkhaną, prastarym smokiem, który używa śnieżnych ataków. Później jest Tigrex, czyli potwór, który pojawił się w Monster Hunter Freedom 2. Tego przeciwnika charakteryzuje niesamowicie głośne wycie oraz brutalna siła. Będzie również Shreking Legiana, czyli nowy wariant Legiany, który będzie w stanie spowalniać łowców mroźnym wiatrem oraz atakować ostrymi kawałkami lodu wyrastających z ziemi. Nargacuga to ulubieniec wielu fanów serii. Mamy również Banbaro, nowego brutalnego dwunożnego smoka. Natomiast pierwszym potworem, z którym przyjdzie nam się zmierzyć, jest Beotodus, śnieżna wersja Jyuratodusa. Władcą śnieżnej krainy jest natomiast Barioth i w jego przypadku dostaliśmy nawet obszerne nagranie, w którym wytłumaczono, jak stwór wygląda i działa. W polowaniach pomaga nam zupełnie nowe narzędzie – The Clutch Claw, czyli hak montowany na linie, który pomoże nam wspiąć się na grzbiet stwora, z którym akurat walczymy. Wtedy otrzymujemy dostęp do zupełnie nowych akcji, pozwalających między innymi na okrojone kontrolowanie ruchów bestii. Mimo, iż nie jesteśmy w stanie robić tego bezpośrednio, możemy danego stwora poinstruować, aby przeniósł nas do odpowiedniego znaczka na mapie lub wybrać, aby podążał jakimś tropem.

Dodatek Iceborne spotkał się z wyjątkowo ciepłym przyjęciem zarówno ze strony mediów branżowych, jak i graczy – w serwisie Metacritic średnia ocen wersji na PlayStation 4 wynosi aż 89 punktów na sto w przypadku mediów i 83 punkty w przypadku graczy. Jeszcze lepiej wypadła wersja na Xbox One, osiągając średnie na poziomach 90/100 oraz 86/100. Nasz recenzent wystawił dodatkowi notę 9/10, wytykając mu jedynie długie ładowania oraz błędy sieciowe, które nie są jednak niczym nowym dla weteranów podstawki. Pochwalił natomiast klimatendgame oraz zróżnicowanie potworów i dobrze zaprojektowane warianty tych starszych przeciwników.

20. Mordhau

Mordhau to jedna z tych gier, które mimo licznych błędów sprawiają mnóstwo frajdy, zaskarbiając sobie tym sposobem sympatię wielu graczy. Mamy więc do czynienia z pierwszoosobową grą akcji przeznaczoną wyłącznie do zabawy w trybie wieloosobowym. Niektórzy mogą kojarzyć tytuł produkcji, który nawiązuje do niemieckiej techniki walki mieczem o tej samej nazwieMordhau zostało stworzone i wydane na komputery osobiste przez niezależny zespół Team Mordhau. Akcja została osadzona w realiach średniowiecznych, zaś cała zabawa sprowadza się do udziału w epickich bitwach z wirtualnymi rycerzami z całego świata, bazując na zaawansowanym systemie walki, który pozwala graczom między innymi na niezwykle precyzyjne ciosy, a także parowanie czy spowalnianie ciosów przeciwnika. W dużym skrócie można również stwierdzić, że mechanika gry czerpie z rozwiązań, które znamy z takich produkcji, jak chociażby For Honor. Później mamy system personalizacji, równie mocno rozbudowany, co walka. Personalizacja tyczy się zarówno naszego wojownika, jak i całego wykorzystywanego przez nas ekwipunku. Możemy również samodzielnie wytwarzać poszczególne elementy uzbrojenia, począwszy od zwykłych mieczy, a skończywszy na różnych częściach zbroi. Dzięki temu każdy gracz ma możliwość wykreowania indywidualnego stylu walki – warto jednak przy tym pamiętać, że ekwipunek wpływa na mobilność naszej postaci. Stąd im cięższy pancerz, tym lepsza ochrona, ale również i mniejsza prędkość poruszania się. O warstwie fabularnej nie ma tutaj mowy, bo Mordhau najzwyczajniej w świecie jej nie potrzebuje.

To ostatnie potwierdzają liczne pozytywne recenzje zarówno od dziennikarzy, jak i graczy – w serwisie Metacritic gra posiada średnią ocen na poziomie 81 punktów na sto w przypadku mediów branżowych. Gracze przyznali grze o jeden punkt więcej. Nasz recenzent wystawił produkcji notę 8.5/10, chwaląc wspomniany już system walki oraz fakt, że daje on multum możliwości. Ponadto wśród zalet znalazła się jeszcze różnorodność trybów rozgrywki oraz map i brak mikropłatności, bowiem Mordhau absolutnie wszystko możemy odblokować za odpowiednią ilość złota.

21. Resident Evil 2

  • PREMIERA: 25 stycznia 2019
  • PLATFORMY: PC, PlayStation 4, Xbox One
  • GATUNEK: gra akcji
  • NASZA RECENZJA: 9/10

Resident Evil 2 z minionego roku to pełnoprawny remake drugiej części kultowej serii survival horrorów tworzonej niezmiennie przez firmę CapcomPierwowzór ukazał się jeszcze w 1998 roku na konsoli PlayStation. W późniejszym czasie doczekaliśmy się również konwersji na komputery osobiste oraz konsole Dreamcast, Nintendo 64 oraz GameCube. Fabuła Resident Evil 2 Remake z oczywistych powodów pokrywa się z fabułą oryginału – akcja rozgrywa się więc kilka miesięcy po wydarzeniach z pierwszej odsłony serii, kiedy to wielka epidemia zombie sprawia, że praktycznie wszyscy mieszkańcy Raccoon City zmieniają się w przerażające, żądne krwi potwory. Do miasta niedługo potem przybywa początkujący oficer policyjny Leon S. Kennedy. Razem z nim pojawia się także młoda Claire Redfield, szukająca swojego brata, który zaginął we wspomnianym miejscu. Bohaterowie stawiają czoła pierwszej fali zombie, po czym przez pewien zbieg okoliczności rozdzielają się, a my musimy zdecydować, z czyjej perspektywy będziemy obserwować dalsze wydarzenia – stąd, w zależności od podjętej przez nas decyzji, historia rozwija się inaczej, aczkolwiek nadal wszystkie ważniejsze wydarzenia i napotkane po drodze postaci są bezpośrednio związane z obecną sytuacją w Raccoon City. Remake przypomina swój pierwowzór również pod względem rozgrywki, aczkolwiek wprowadza również sporo nowych elementów i rozwiązań. Jak już wspomnieliśmy, na początku wybieramy więc jedną spośród dwóch grywalnych postaci, czyli Leona lub Claire. Wybór ma znaczący wpływ na przebieg całej historii oraz dostępny arsenał czy zestaw umiejętności. Jeżeli więc planujecie doświadczyć wszystkiego, co Resident Evil 2 ma do zaoferowania, musicie wówczas ukończyć ją dwukrotnie. Po wyborze postaci rozpoczynamy zabawę, która polega w dużej mierze na eksploracji ponurych ulic oraz budynków wspomnianego miasta – po drodze oczywiście będziemy regularnie spotykać zombie oraz inne zmutowane osobniki, z którymi możemy rozprawić się na wiele sposobów. Gra oferuje nam różne rodzaje broni, w tym pistolety, noże, a czasem nawet wyrzutnie granatów. Głównym problemem w walce będzie jednak nieduży zapas amunicji – bardzo często musimy więc decydować, czy bardziej opłaca nam się walczyć, czy może uciekać. Warto również zaznaczyć, że w Resident Evil 2 zdecydowano się na inne położenie kamery – tym razem widzimy wszystko zza pleców bohatera.

Gra spotkała się z niezwykle ciepłym przyjęciem zarówno ze strony mediów branżowych, jak i graczy. Podczas tegorocznych The Game Awards nie zdobyła wprawdzie żadnej nagrody, jednak była nominowana w czterech kategoriach, wliczając w to główną nagrodę Game of the Year. W serwisie Metacritic wersja pecetowa posiada średnią ocen na poziomie 89 punktów na sto w przypadku mediów i 90 punktów w przypadku graczy. Wersja PlayStation 4 posiada noty odpowiednio: 91/100 i 88/100, zaś wersja Xbox One może pochwalić się wynikami 93/100 i 85/100. Nasz recenzent wystawił produkcji notę 9/10, zaznaczając, że choć nie jest to identyczne doświadczenie, co sprzed prawie dwóch dekad, tak twórcom udało się w świetny sposób połączyć stare z nowym.

22. The Sinking City

  • PREMIERA: 27 czerwca/12 września 2019
  • PLATFORMY: PC, PlayStation 4, Xbox One/Nintendo Switch
  • GATUNEK: gra przygodowa
  • NASZA RECENZJA: 7/10

The Sinking City to jedna z tych gier, które wzbudziły mnóstwo kontrowersji, ale ostatecznie i tak można je śmiało uznać za warte zagrania. Za opracowaniem tytułu stoi studio Frogwares, znane przede wszystkim z przygodówek o Sherlocku Holmesie. Jest to więc przygodowa gra akcji z elementami RPG, mocno inspirowana twórczością Lovecrafta. Podróżujemy po amerykańskim miasteczku Oakmont w stanie Massachusetts, które cierpi z powodu powodzi. Nie jest to jednak zwykła powódź – wywołały ją przyczyny nadnaturalne. Tę sprawę ma z kolei zbadać detektyw Charles W. Reed, w którego wciela się gracz. W trakcie śledzwa Reed poznaje jednak coś więcej, niż przyczyny powodzi - spotyka na swojej drodze również czyste szaleństwo, które ogarnia zarówno jego samego, jak i mieszkańców Oakmont. Miasto składa się z kilku dzielnic, które eksplorujemy. Zajmujemy się głównie zadaniami zlecanymi przez postacie NPC, które można wykonać na różne sposoby, korzystając na przykład z umiejętności Reeda, pozwalającej mu oglądać dziwne widma z przeszłości. Potwory przypominają odrobinę przeciwników z gry Prey, a w grze nie brakuje starć z nimi. Nasz arsenał broni obejmuje rewolwer, karabin, granaty czy strzelbę. Możemy również zostawiać pułapkiThe Sinking City jest więc ciekawą przygodówką detektywistyczną, która jednak mocno odstaje od współczesnych standardów tego gatunku.

Produkcja finalnie spotkała się z dość dobrym przyjęciem – w serwisie Metacritic wersja pecetowa posiada średnią ocen na poziomie 71 punktów na sto w przypadku mediów branżowych. Gracze ocenili grę nieco bardziej srogo, przyznając jej notę 58/100. Wersja na PlayStation 4 wypadła trochę lepiej z notami odpowiednio: 64/100 i 69/100. W przypadku wersji na Xbox One są to oceny 66/100 i 64/100, zaś wersja na Nintendo Switch osiągnęła średnie 61/100 i 74/100. Nasz recenzent wystawił The Sinking City notę 7/10, jako zalety uznając między innymi interesującą fabułę, ciekawych bohaterów oraz charakterystyczny Lovecraftowski nastrój. Wśród wad natomiast znalazły się nieciekawe zadania poboczne, powtarzalne lokacje oraz niewykorzystany potencjał niektórych mechanik. Krótko mówiąc, The Sinking City nie jest grą, która zwala z nóg i zachwyca do granic możliwości – jest to jednak dość oryginalny pomysł, który, choć niewykorzystany w pełni, może okazać się dla wielu wartościowym.

23. Tom Clancy’s The Division 2

Tom Clancy’s The Division 2 to – jak wskazuje sam tytuł – druga część popularnej serii gier akcji z rozbudowanymi elementami RPG, które koncentrują się przede wszystkim na zmaganiach w trybie wieloosobowym. Za stworzenie produkcji odpowiada studio Ubisoft Massive, aczkolwiek w pracach brały także udział inne zespoły spod szyldu francuskiego wydawcy. Akcja The Division 2 rozgrywa się w Waszyngtonie – w stolicy Stanów Zjednoczonych zapanował totalny chaos po tym, jak śmiertelny wirus czarnej ospy odebrał życie tysiącom ludzi. Na horyzoncie pojawiły się różne frakcje, które planują przejąć miasto i zaprowadzić w nim nowe, znacznie bardziej brutalne porządki, przez co do akcji powołano członków tytułowej Dywizji. Są nimi elitarni agenci, umiejętnie wtapiający się w tłum obywateli, by w odpowiednich sytuacjach wyjść z ukrycia i natychmiast zainterweniować. Ich zadaniem jest teraz uratowanie wspomnianej metropolii. My natomiast obserwujemy wszelkie zdarzenia z persepktywy trzecioosobowej. Świat The Division 2 jest olbrzymi i przede wszystkim otwarty, dlatego eksploracja jest tutaj naszym głównym zajęciem – po drodze znajdziemy również takie charakterystyczne miejsca, jak chociażby Biały Dom. Tworzymy więc swojego bohatera, po czym wyruszamy w niebezpieczną podróż, podczas której zwiększamy swój potencjał bojowy i eliminujemy kolejnych przeciwników, wykonując najróżniejsze zadania i misje poboczne, a przy okazji zdobywamy punkty doświadczenia i awansujemy na kolejne poziomy. Krótko mówiąc, typowe The Division, które wszyscy dobrze znamy i kochamy. Gra częstuje nas również motywem budowania swojej bazy wypadowej, gdzie możemy uzyskać nowe umiejętności i rozwijać osady cywilów. Należy jednak przy tym wszystkim pamiętać, że Tom Clancy’s The Division 2 zostało stworzone z myślą o zabawie wieloosobowej w trybie kooperacji. Nic nie stoi oczywiście na przeszkodzie, aby grać w pojedynkę, jednak w tym przypadku poziom trudności zostanie zwiększony, co możemy bardzo szybko odczuć na własnej skórze.

Produkcja spotkała się z ciepłym przyjęciem – chociaż w przypadku mediów branżowych jest ono cieplejsze, niż w przypadku graczy. Nie zmienia to jednak faktu, że w serwisie Metacritic wersja pecetowa posiada średnią ocen na poziomie 84 punktów na sto w przypadku pierwszej grupy i 62 punktów w przypadku drugiej. Wersja na PlayStation 4 zebrała noty 82/100 i 70/100. Wersja na Xbox One poradziła sobie tak samo – z wyjątkiem jednego punkta więcej w przypadku średniej ocen od graczy. Nasz recenzent przyznał grze notę 8.2/10, wyróżniając świetnie odwzorowany Waszyngton, multum przeróżnych aktywności, różnorodność ekwipunku oraz broni, a także oprawę audiowizualną. Wśród wad znalazły się takie czynniki, jak niewykorzystany potencjał trybu Conflict czy sporadyczne błędy.

24. Sekiro: Shadows Die Twice

Chyba wszyscy zgodzimy się z tym, że obecność Sekiro: Shadows Die Twice we wszelkich zestawieniach z najlepszymi grami minionego roku jest obowiązkowa. Przynajmniej dla większości graczy – nie bez powodu produkcja od studia From Software wróciła do domu z tegorocznych The Game Awards razem z nagrodą zdobytą w głównej i najważniejszej kategorii Gra roku, czyli Game of the Year. Przejdźmy jednak do konkretnych informacji. Mowa więc o przygodowej grze akcji, gdzie wszelkie zdarzenia obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby. Na czele produkcji Sekiro: Shadows Die Twice stał Hidetaka Miyazaki, który tę samą rolę pełnił również przy tworzeniu dwóch (pierwszej i trzeciej) części legendarnego cyklu Dark Souls oraz przy grze Bloodborne. I chociaż nie ma raczej żadnych wątpliwości co do tego, że Sekiro w wielu aspektach rzeczywiście jest podobne do gier z gatunku, który potocznie znamy jako soulsborne, tak oferuje również zupełnie nowe lub drastycznie zmodyfikowane mechaniki. Akcja gry została osadzona w fantastycznej wersji XVI-wiecznej Japonii, gdzie wcielamy się w tytułowego Sekiro, czyli wojownika, znanego również jako jednorękiego wilka. Naszym zadaniem jest uratowanie jego pana, który jest równocześnie spadkobiercą niezwykłej linii krwi. Po drodze próbujemy również zemścić się na porywaczach, którzy pozbawili Sekiro ręki, po czym zostawili go na śmierć – mężczyzna został jednak uratowany, a teraz jego dawną kończynę zastępuje skomplikowana mechaniczna proteza. I to wcale nie jest jedyna cecha, która czyni Sekiro tak nienaturalnym osobnikiem. Nasz bohater nie może również umrzeć. Sekiro: Shadows Die Twice różni się od poprzednich produkcji From Software przede wszystkim pod względem fabularnym. Tym razem mamy do czynienia ze znacznie bardziej czytelną i przede wszystkim bogatszą fabułą, gdzie bardzo często możemy ogląać scenki przerywnikowe, a nawet korzystać z systemu dialogowego. Fabuła jest także nieliniowa, przy czym może się zakończyć na różne sposoby. W kwestii mechaniki gra czerpie już garściami z serii Dark Souls oraz Bloodborne, aczkolwiek w tym przypadku położono na przykład znacznie większy nacisk na parowanie ciosów wroga. Gdy zrobimy to poprawnie, możemy przełamać postawę wroga i zadać mu niezwykle potężny cios, który od razu go zabije lub ewentualnie bardzo (bardzo) osłabi. Co ważne, w Sekiro nie możemy zagrać w trybie kooperacji – tak, jak to było w przypadku Dark Souls, tak tutaj nie możemy sięgnąć po pomocną dłoń innego gracza, a wszystkich przeciwników możemy zlikwidować jedynie dzięki swoim własnym umiejętnością. Wspomniana proteza urozmaica rozgrywkę, pozwalając nam na montaż dodatkowych broni. Jeśli chodzi o odpoczynek, ponownie mamy do czynienia z podobnym mechanizmem, co w Dark Souls czy Bloodborne, jednak w tym przypadku musimy znaleźć tak zwany posążek rzeźbiarza.

W serwisie Metacritic pecetowa wersja Sekiro: Shadows Die Twice posiada średnią ocen na poziomie 88 punktów na sto w przypadku mediów i 78 punktów w przypadku graczy. Wersja na PlayStation może pochwalić się notami 90/10 i 79/100, zaś wersja na Xbox One posiada jedynie średnie 91/100 oraz 79/100. Nasz recenzent przyznał grze ocenę notę 8.5/10, chwaląc przede wszystkim system walki, niezwykle satysfakcjonującą eksplorację oraz dobrze zrealizowany system rozwoju postaci. Wśród wad wymienił z kolei średnią oprawę graficzną (która mogłaby być znacznie lepsza), sporadyczne spadki płynności animacji i zbyt długie loadingi.

25. Super Mario Maker 2

  • PREMIERA: 28 czerwca 2019
  • PLATFORMY: Nintendo Switch
  • GATUNEK: gra zręcznościowa
  • NASZA RECENZJA: 9/10

Na koniec przedstawiamy Wam kontynuację niezwykle ciepło przyjętej zręcznościówki, która po raz kolejny została oczywiście opracowana przez Nintendo. Super Mario Maker 2 to świetny edytor pozwalający między innymi na tworzenie własnych poziomów oraz przechodzenie ich i dzielenie się nimi z pozostałymi graczami. Zdarzenia obserwujemy z boku, a zabawa polega na budowaniu skomplikowanych (lub nie) i niejednokrotnie prawie-niemożliwych-do-przejścia poziomów. Możemy przy tym robić to, co nam się żywnie podoba – decydować o topografii terenu, rozmieszczać wszędzie różnych przeciwników, pułapki, power-upy czy poszczególne elementy danej sceny. Pozostaje więc pytanie, co nowego wnosi do cyklu dwójka? Mnóstwo elementów, które – zgodnie z tym, co napisał nasz recenzent – zadowolą nawet największych weteranów pierwszego Super Mario Maker. Nowością jest również tryb fabularny, czyli tak zwane Story Mode. Oczywiście, nie jest to historia, która wciągnie każego bezpowrotnie na długie godziny, bo mamy do czynienia przede wszystkim z bardzo prostym wątkiem. Ot, musimy odbudować zamek księżniczki Peach, do czego potrzebujemy pieniędzy, które możemy zarabiać za przechodzenie kolejnych poziomów. Nic wielkiego. Gra oferuje nam prosty i przede wszystkim intuicyjny interfejs.

Super Mario Maker 2, podobnie jak swój poprzednik, spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem. W serwisie Metacritic gra posiada średnią ocen na poziomie 88 punktów na sto w przypadku mediów branżowych i 85 punktów w przypadku graczy. Nasz recenzent również przyznał grze wysoką notę 9/10 i pochwalił ją za przystępność, określając mianem edytora dla każdego, a także zwracając uwagę na fakt, że przy Super Mario Maker 2 możemy się bawić praktycznie w nieskończoność. Jedyne, co pojawiło się w grupie wad to sterowanie w trybie handheld, które momentami może się okazać nieco problematyczne oraz numery ID graczy.

najnowsze