Recenzja - PC

Resident Evil 2 2019 - recenzja. Więcej niż remake

Myszasty, 22 stycznia 2019 17:00 8

Od czasu premiery odświeżonej „jedynki” czekałem na tę grę. Warto było. Oj warto.

Trzy pierwsze „soniaczowe” Residenty, to nawet dla mnie – zatwardziałego pecetowca – pozycje tak kultowe, jak gry Black Isle, czy trzecie Herosy. To one ukształtowały mnie jako gracza w drugim – po erze Atari i Amigi – okresie mojego „gamingowego” życia. Były jak klasyczny strzał bez orientu – wraz z siódmym Finalem, Silent Hill, czy MGS przekonały, że w stricte konsolowym świecie jest całkiem sporo do odkrycia również dla mnie. Zakochałem się w tym specyficznym klimacie, topornym sterowaniu, dziwacznej wtedy dla mnie kamerze i historii wyjętej żywcem z kina klasy B. Do gier wracałem przez lata, podobnie jak do pierwszych dwóch Falloutów, dlatego wiadomość o remaku jedynki przyjąłem z ogromną radością.

Wspomniany remake sam oceniłbym chyba nieco wyżej, niż Jakub, choćby dlatego, że należałem do drugiej grupy, o której wspomina w swojej recenzji Kuba – byłem fanatycznym fanem klasyków, ale nie miałem okazji zagrać w wersję z 2002 na GameCube. Oczywiscie zaraz po premierze liczyłem mocno na to, że Capcom pójdzie za ciosem i wkrótce pojawią się odświeżone wersje kolejnych, najbardziej kultowych gier z serii, która po drodze zaczęła rozmieniać się na drobne i odchodzić od tak ukochanych przez fanów standardów. Czekać musiałem jednak aż cztery lata.

Ale warto było! Bo choć nie pozbawiona pewnych wad, czy kontrowersyjnych decyzji, najnowsza wersja Resident Evil 2 może być spełnieniem marzeń każdego fana serii. Ale dlaczego kontrowersyjnych?

Remake pierwszej gry był bardzo wierny oryginałowi. Zachowano między innymi charakterystyczną, świetnie budującą napięcie i poczucie niepewności, sztywną kamerę obejmującą jedynie fragment pomieszczenia. W przypadku Resident Evil 2 zdecydowano się jednak na rozwiązanie znane z późniejszych odsłon serii, czyli kamerę umieszczoną za plecami bohatera. Owszem, jest to spore odejście od klasycznego rozwiązania, jednak w moich oczach – choć na początku nieco psioczyłem – rozgrywka nie traci na tym zbyt wiele. Nie ma już co prawda tego napięcia, które towarzyszyło wchodzeniu po raz pierwszy w nowy obszar, jednak w połączeniu z innymi cechami gry jawi się jako jedyne sensowne rozwiązanie.

Po pierwsze bowiem nie mamy tutaj podziału na osobne pokoje, czy obszary. Teren gry stanowi jedną wielką całość i w zasadzie nie zobaczymy żadnych ekranów ładowania. Wbrew pozorom, przy charakterystycznym dla tej serii patologicznym backtrackingu, z czasem zaczynamy doceniać to rozwiązanie. Szczególnie na najwyższym poziomie trudności, kiedy bieganie między zombiakami jest jedną z podstawowych taktyk, pozwalających zaoszczędzić cenną amunicję na bossów i inne sytuacje bez wyjścia. Poza tym residentowy klimat i tak wylewa się z ekranu, więc osobiście nie żałuję tej zmiany. To po prostu bardziej nowoczesny Resident Evil 2, odważnie odchodzący od starych rozwiązań, ale nie tracący na klimacie.

Kolejne „za” związane z tą kwestią, to grupy docelowe. Jedną z nich są młodsi gracze, którzy odbili się od rozpikselowanego oryginału, a chcieliby doświadczyć jednej z legend naszej branży. Dla nich zastosowane tu rozwiązania są zdecydowanie bardziej naturalne, nowoczesne i przyjazne, niż totalna wierność oryginałowi. Dostają całkiem nowoczesną grę, wciąż jednak pełną tego niezapomnianego klimatu klasyka. A co z fanami tegoż kultowego oryginału, czyli drugą grupą potencjalnych nabywców? Paradoksalnie dla nich też powinien to być duży plus. Myszasty bredzi? Otóż nie! Remake jedynki, choć bliski doskonałości, niemal niczym mnie nie zaskakiwał. To było kolejne, ileś-tam-dziesiąte wskoczenie do tego samego, pełnego krwi basenu. Mimo kilku zmian w starych i dodaniu paru nowych obszarów, było to po raz kolejny granie niemal na pamięć. W przypadku RE2 2019 coś takiego nie ma miejsca.

Nie ma, ponieważ najnowszy remake Capcomu w pełni zasługuje na tę nazwę. Ba, to o poziom więcej. To nie jest nieco przeszlifowany, rozbudowany i uzupełniony o nowe mechaniki oryginał, ale praktycznie zupełnie nowa gra oparta na motywach fabularnych klasyka. Produkcja nie zaskoczy nas za bardzo opowiadaną historią, ale sama rozgrywka, to zupełnie inna bajka. Trafimy oczywiście do znanych z oryginału miejsc takich jak posterunek policji, czy kanały, ale nawet doskonała znajomość starej gry niewiele nam tu pomoże. I bardzo dobrze, bo zamiast permanentnego deja vu, mamy przed sobą wielogodzinne, nowe doświadczenie. Swojskie, ale jednak inne. Długo zastanawiałem się, czy to odejście od wcześniejszego schematu to na pewno dobre rozwiązanie, jednak ostatecznie więcej przemawiało za nim. I zacząłem doceniać twórców za naprawdę twórcze podejście do tematu, które mam nadzieję docenicie na równi ze mną.

Całkowite przeprojektowanie obszarów gry i zmiana kamery, to jednak nie wszystko. W Resident Evil 2019 (teraz już wiecie, czemu oficjalny tytuł nie zawiera słowa REmake) pojawia się też sporo nowych mechanik rozgrywki. Choć „nowych” może być pewnym nadużyciem, gdyż do gry zaadaptowano kilka rozwiązań znanych z innych odsłon serii. Na szczęście zrobiono to z na tyle dużym wyczuciem, że nie popsuło balansu rozgrywki, wzbogacając ją jedynie o nowe elementy. I tak mamy na przykład możliwość barykadowania okien za pomocą desek, by zapobiec włażeniu przez nie kolejnych zarażonych, który to motyw pojawił się już w RE Outbreak File#2, a automatyczne używanie latarki przywodzi na myśl podserię Revelations. Mamy też do dyspozycji broń defensywną, przy czym nóż bojowy posiada ograniczoną wytrzymałość podobnie jak w grach spod szyldu RE Outbreak.

Bardzo dużych zmian doczekali się też niektórzy nasi przeciwnicy. Na szczęście darowano sobie wprowadzanie masy „nowych, fajnych i niesamowitych”, ale przygotujcie się na kilka niespodzianek. Dobrym i nie będącym spoilerem przykładem będą szeregowi zarażeni. Stali się oni – nawet na niższych poziomach trudności, o których za chwilę – przede wszystkim bardziej wytrzymali. Strzelanie w głowę jest priorytetem, tym bardziej, że pierwsze powalenie przeciwnika wcale nie musi oznaczać jego natychmiastowego zejścia z tego padołu łez. Poszczególne zombiaki wyraźnie różnią się wytrzymałością – jednych zabijemy 3-4 headshotami z pistoletu, inni potrafią wstawać i po trzy razy. Te leżące ewidentnie reagują też na dźwięk. Jeśli nie będziemy strzelać lub biegać, często nie „obudzimy” ich, co w kilku miejscach może pozwolić nam na zaoszczędzenie amunicji. Może to okazać się kluczowym na najwyższym poziomie trudności.

No i właśnie o poziomach trudności teraz słów kilka. Resident Evil 2 2019 mieni się oldskulowym survival horrorem. I owszem, jest taki, ale... tylko na najwyższym poziomie trudności. Twórcy dali nam do wyboru trzy takowe i jeśli chcecie doświadczeń jak za „starych, dobrych czasów”, to od razu pomińcie dwa pierwsze. Na najniższym przeciwnicy nie stanowią większego problemu, a w przypadku amunicji możemy sobie nawet pozwolić na pewną rozrzutność. Jest tak łatwo, że aż boli. Nie polecam nikomu, nawet początkującym. Poziom średni ma niezły balans, tu nie wystarczy już po prostu chodzić i walić we wszystko, co się rusza i nie rusza. Jedynym zgrzytem jest możliwość zapisywania gry przy maszynach do pisania w dowolnym momencie. Oczywiście obniża to naszą ocenę końcową, a na dodatek pozwala na zbyt dużą moim zdaniem nonszalancję – nie traktujemy zagrożeń z należnym im szacunkiem. Prawdziwa zabawa zaczyna się natomiast na najwyższym poziomie trudności dostępnym na starcie, gdzie wracają taśmy do zapisu gry i nie działa opcja autosave w kluczowych momentach. Oczywiście mamy też odpowiednio twardszych przeciwników i nieco bardziej ograniczone zasoby. I gdyby nie te nieograniczone zapisy na średnim, nie miałbym się do czego przyczepić.

To jednak, czego najbardziej mi w Resident Evil 2 2019 brakuje, to znany z klasyka tak zwany „zapping system”. Oczywiście wciąż mamy do dyspozycji dwa scenariusze dwoma głównymi grywalnymi postaciami, czyli Leonem i Claire, które możemy rozegrać w dowolnej kolejności. Podobnie jak poprzednio, nasze działania w jednym scenariuszu odciskają swoje piętno na kolejnej rozgrywce. Niestety, mamy do dyspozycji jedynie po jednej opcji fabularnej na postać, brak tu znanych z oryginału alternatywnych wersji A i B. Pewne wydarzenia znane z tychże alternatywnych historii zostały po prostu zaadaptowane i wykorzystane w aktualnie dostępnych. Wielka to szkoda i spory minus. Bo choć doceniam naprawdę duży nakład pracy włożony w tę niemal nową grę, to jednak właśnie ten element stanowił dla mnie jeden z filarów, na których powstał kult RE2 – najlepszej moim zdaniem odsłony tej serii.

Od strony technicznej trudno grze cokolwiek zarzucić. RE2 2019 powstał na całkiem świeżym silniku RE Engine znanym z RE VII i widać to od samego początku zabawy. Fotorealistyczne twarze w przerywnikach robią wrażenie, a dynamiczne oświetlenie buduje sugestywny klimat. Zdarzają się małe wyjątki, ale trudno też wiele zarzucić teksturom, szczególnie na dwóch najwyższych poziomach ustawień. Do tego stopnia, że nawet niektóre zagadki oparto na odczytywaniu informacji i wskazówek bezpośrednio ze środowiska gry, a nie tylko dokumentów. Nie przesadzono przy tym z tanim efekciarstwem, jednocześnie w jakiś magiczny sposób zachowując w designie i projektach charakterystycznego ducha oryginału. Pod tym względem gra w pełni zasługuje na miano Resident Evil 2 2019 – jest nowoczesna, ale jednocześnie swojsko „brudna”. Na dodatek śmiga jak marzenie. Grałem na swoim „bardzo kilkuletnim” już piecu reanimowanym przez GeForce'a GTX 1070Ti i ani razu liczba wyświetlanych klatek nie spadła poniżej 60 przy maksymalnych dostępnych ustawieniach. Jedynie w przypadku najlepszej jakości tekstur zdarzały się bardzo sporadycznie problemy z lekkim opóźnieniem ich wczytywania, które całkowicie wyeliminowało zejście o poziom niżej. Gdyby karta dysponowała choćby dwoma dodatkowymi GB pamięci, zapewne problem w ogóle by się nie pojawił. Warto tu wspomnieć o tym, że opcje ustawień graficznych – dość zresztą bogate – doposażono w pasek wykorzystania pamięci karty graficznej, co moim zdaniem powinno stać się obowiązującym standardem w każdej grze.

Oprawa dźwiękowa w tej serii zawsze stanowiła jeden z kluczowych elementów. Odpowiednio niepokojąca muzyka w tle, pozwalający ukoić nerwy stukot maszyny do pisania, pomrukiwania niewidocznych jeszcze zarażonych za rogiem.... wszystko to budowało klimat na równi z sugestywną oprawą graficzną. W nowej dwójce zmieniło się sporo, jednak wciąż mamy do czynienia ze świetnym budowaniem nastroju. Świetnym, ale mimo wszystko nie tak rewelacyjnym i sugestywnym jak w oryginale. Biorąc pod uwagę zdolność zombiaków do wstawania, czy wybudzania z naszymi plecami, dźwięki środowiskowe nabrały jeszcze większego znaczenia. Zabrakło mi tylko jednego. Tego wypowiedzianego z namaszczeniem, dobitnym głosem, głuchego „RESIDENT EVIL. TWO.” Serio. Ja wiem, że to detal. Ale dla mnie równie ważny, jak „War. War never changes...” czytane przez kogoś innego, niż Ron Perlman. Taka Nuka Cola Zero... Na osłodę dodam tylko, że wersja de luxe posiada opcjonalną bibliotekę starych dźwięków. Tylko przykro bardzo, że nie udostępniono tego wszystkim...

Czy warto sięgnąć po Resident Evil 2 2019? Moim zdaniem jak najbardziej i dotyczy to wszystkich – zarówno młodszych ode mnie graczy, którzy nie mieli okazji zagrać w oryginał, jak i największych fanów i weteranów serii. Zapewne znajdzie się grupa fanatycznych fanatyków, czyli klasycznego „betonu”, która grę odsądzi od czci i wiary. Bo za dużo zmian, bo nie taka kamera, bo oddajcie nam drzwi. Może i tak. Ale nie zmienia to faktu, że RE2 2019 jest cholernie udanym eksperymentem. Jedną z najlepszych moim zdaniem, przemyślaną i niemal perfekcyjną próbą połączenia starego z nowym. Na dodatek zaś zupełnie świeżym nawet dla weteranów doświadczeniem. Sentymentalnym powrotem, który każe uczyć się dróg i szlaków od nowa, zamiast pokazywać jedynie odmalowane fasady. Capcom pokazał po raz kolejny, jak to się robi.

Resident Evil 2 PC

  • Perfekcyjne połączenie starego z nowym
  • nasyci zarówno weteranów, jak i neofitów serii
  • to w zasadzie zupełnie nowa gra
  • nastrój wciąż kopie tyłek
  • świetny balans na wyższych poziomach trudności
  • oprawa graficzna
  • świetne udźwiękowienie...
  • ...choć stare było lepsze
  • brak scenariuszy A i B
  • save w dowolnym momencie na "normalu"
  • klasyczne dźwięki tylko w wersji de luxe
To więcej niż remake. To nowa gra 9.0
Imperium Zioła - recenzja Weedcraft Inc
Wielkie i czerwone... nic - recenzja filmu Hellboy
Gdy magowie się kłócą, planety się rozpadają - recenzja Driftland: The Magic Revival
Pieniądz robi pieniądz - recenzja Anno 1800
najnowsze