Super Mario Galaxy Film – recenzja. Efekt niedrożności

Jakub Piwoński
2026/04/07 09:00
4
0

To film, o którym mówi się dużo, zanim ktokolwiek zdąży go obejrzeć. I taki, który niezależnie od opinii i tak zrobi swoje. Sprawdzamy, czy twórcom udało się wskoczyć na wyższy poziom i puścić w tej rurze coś więcej niż tylko hałas.

To niewdzięczna rola pisać źle o filmie, który i tak wzbudza ogromne zainteresowanie. I nawet mimo moich uwag zapewne wielu z was i tak wybierze się na seans. W takich momentach wraca jak bumerang argument o współczesnym Hollywood – branży, która panicznie unika ryzyka i kurczowo trzyma się sprawdzonych marek. Tylko jak pogodzić to z sytuacją, w której niemal wszyscy recenzenci podważają jakość nowej animacji, będącej zaprzeczeniem oryginalności, a widownia i tak tłumnie melduje się w kinach?

Nie jestem częścią rodziny Nintendo. Owszem, miałem kiedyś Game Boya, zetknąłem się z Mario, Switch 2 mam na celowniku – ale nie piszę tego z pozycji oddanego fana. To istotne. Nie zmienia to jednak faktu, że znaczenie tego sympatycznego hydraulika dla historii gier i całej popkultury zawsze rozumiałem i doceniałem.

Super Mario Galaxy Film
Super Mario Galaxy Film

Siła marki kontra jakość filmu

Pamiętam też czasy, gdy kino nie potrafiło z tej marki skorzystać. Aktorski Super Mario Bros. z 1993 roku był spektakularną porażką – finansową i wizerunkową. Dziś można patrzeć na ten film z pewnym sentymentem, ale już wtedy było widać chaos: niewinna, kolorowa gra zamieniona w groteskowy, dziwaczny twór. To był papierek lakmusowy dla adaptacji gier na lata – i to niestety w najgorszym możliwym sensie. Dopiero po trzech dekadach coś zaczęło się zmieniać. Super Mario Bros. z 2023 okazał się sukcesem, który nie tylko zarobił fortunę, ale też otworzył drzwi kolejnym produkcjom.

Minęły trzy lata. Adaptacje gier mają się świetnie, kino komiksowe łapie zadyszkę, science fiction trzyma poziom, a sezon blockbusterów 2026 ponownie otwiera Mario. Film już po kilku dniach osiąga setki milionów dolarów i pewnym krokiem zmierza do czołówki roku. Czy to zaskakuje? Niekoniecznie – jeśli śledziło się rynek. A jednak – jeśli spojrzeć na to, jaki to film – zdziwienie zaczyna być uzasadnione.

Kilka cierpkich słów ode mnie. Nazwiska twórców – Michael Jelenic i Aaron Horowitz – niewiele mówią w kontekście pełnometrażowych widowisk (i trudno się dziwić). A jednak wykonali swoją pracę perfekcyjnie. Przynajmniej finansowo. Bo artystycznie mamy do czynienia z produktem krzykliwym, nadmiernie ekspresyjnym, pstrokatym i efekciarskim. I to jeszcze dałoby się zaakceptować – wpisuje się to przecież w konwencję przaśnego, jarmarcznego widowiska, które nie zobowiązuje widza do niczego poza bierną zabawą. Problem polega na tym, że pod tą warstwą nie ma praktycznie nic.

Super Mario Galaxy Film
Super Mario Galaxy Film

Kolorowy chaos bez treści

Ten film w ogóle nie myśli kategoriami opowieści. Poszczególne sceny nie wynikają z siebie, tylko następują po sobie, jak kolejne poziomy do zaliczenia. Nie ma tu miejsca na napięcie, na zawieszenie, na moment oddechu. Każda sekwencja jest zaprojektowana tak, by natychmiast dostarczyć bodźca i ustąpić miejsca kolejnej. W efekcie zamiast historii dostajemy ciąg atrakcji, które nie mają czasu się zakorzenić – pojawiają się i znikają, zanim zdążą cokolwiek znaczyć.

GramTV przedstawia:

Fani odnajdą się jednak w tym świecie bez trudu. Film Super Mario Galaxy czerpie bezpośrednio z serii gier o tym samym tytule. To kosmiczna sceneria, międzyplanetarne podróże, baśniowy ton. Naturalne rozwinięcie uniwersum Mario i dobry punkt wyjścia dla filmu, biorąc pod uwagę, że mamy tu: ratowanie wszechświata, większą skalę, więcej emocji. Tyle że to tylko potencjał. Bo zamiast opowieści dostajemy zbiór atrakcji. Moje skojarzenie? Gwiezdne wojny – ale pozbawione magii i umiaru, płynące po powierzchni.

Wszystko wszędzie naraz to kolejne skojarzenie – i używam tu świadomie tytułu filmu science fiction braci Daniels, bo trudno o lepsze określenie tego chaosu. Klasyczna historia ratowania księżniczki, fundament każdej przygody Mario, zostaje obudowana tonami błyskotek. Z czasem zaczynają one przygniatać wszystko: fabułę, rytm, sens. Zostają skróty, przeskoki, żarty, spektakl. To trochę jak taki cyrkowy występ, w którym dziki kot ma przeskoczyć przez pierścień ognia – tylko że zanim do tego dojdzie, widz krąży po arenie bez celu. Nawet Yoshi zostaje tu potraktowany jak zabawka, ale bliżej mu do… kubełka na popcorn, który szybko zostaje opróżniony.

Super Mario Galaxy Film
Super Mario Galaxy Film

Wszystko naraz, czyli nic na dłużej

Na seansie byłem z dziećmi. Najpierw zapytałem je o zdanie. Były zadowolone – ale bez zachwytu. Ten brak iskry był widoczny. Zupełnie inaczej niż przy Zwierzogród 2. Można mówić różne rzeczy o Disneyu, ale fabryka Myszki Miki ma przynajmniej wyczucie proporcji. Nawet niedoceniona Luka sprzed kilku lat – nierówna, ale autorska – próbowała coś powiedzieć. Tu nie ma nawet tej próby. Film nawet nie udaje, że niesie jakiekolwiek znaczenie. Zamiast tego dostajemy zestaw klisz – choćby relację ojca i syna – które mają pełnić rolę emocjonalnego kontrapunktu, ale pozostają całkowicie puste. To dekoracje, nie treść. Wszystko sprowadza się do poziomu żartu, który zamiast zostawić ślad, znika natychmiast po wybrzmieniu.

Mamy tu powrót do najgorszych nawyków adaptacji gier sprzed lat – tyle że opakowany w ładniejszą formę. W sensie – wystarczy fanserwis a reszta zrobi się sama. Przynajmniej to nie boli, bo trzeba oddać jedno: stylistyka jest przyjemna, ciepła, przystępna. Okrągłe kształty, intensywne kolory, prostota – to wszystko sprawia, że próg wejścia jest bardzo niski. I właśnie dlatego film działa. To produkt zaprojektowany tak, by nie stawiać żadnych wymagań. Dostajemy więc wszystko: kosmos, dinozaury, smoki, ciągłe zmiany scenerii, balansowanie między rzeczywistością a czystą fantazją. Triumf popkulturowego eklektyzmu. Problem w tym, że ten worek bez dna szybko przestaje robić wrażenie.

Super Mario Galaxy Film
Super Mario Galaxy Film

Produkt zamiast filmu

Mnie to nie kupiło. Pomysł, że mam automatycznie kibicować bohaterowi tylko dlatego, że jest ikoną, zwyczajnie nie działa. Mario i jego brat nie dostają tu ani jednej sceny, która pokazałaby ich z innej, ciekawszej strony. Nie ma tajemnicy, nie ma odkrywania – wszystko jest podane na tacy. Od początku czułem raczej obowiązek dobrej zabawy niż autentyczne zaangażowanie. Jestem przekonany, że wielu widzów da się porwać tempu i kolorom. Bo czemu nie. Ale gdy zapytać ich później o jedną konkretną scenę, jeden dialog, który zapada w pamięć – pewnie zapadnie cisza. Bo to nie jest film, który chce być pamiętany. To bardzo sprawna marketingowa papka, działająca jak pokaz nowych garnków: efektowna, przekonująca, ale ostatecznie trafiająca w kąt.

Najbardziej zaskakujące jest to, że film trwa zaledwie półtorej godziny. W czasach rozdętych metraży to niemal anomalia. A jednak już po trzydziestu minutach zaczyna nużyć. Tempo nie buduje napięcia – rozprasza. Zmienność, która w grach była siłą, tutaj działa przeciwko całości. Skoro w każdej scenie może wydarzyć się wszystko, nic nie ma znaczenia. Wodotryski przestają być atrakcją, a zaczynają być tłem.

3,5
Efektowna, kolorowa i bezpieczna adaptacja, która stawia na tempo i rozpoznawalność marki, ale pod warstwą atrakcji nie ma do zaoferowania niemal żadnej historii ani emocji.
Plusy
  • Przyjemna, przystępna stylistyka – kolorowa, lekka, łatwa do „wejścia”
  • Easter eggi i odniesienia do gier są na miejscu i mrugają do fanów
Minusy
  • Zamiast wciągającej opowieści dostajemy ciąg atrakcji, które nie składają się w nic znaczącego
  • Wszystko świeci, krzyczy i pędzi, przez co szybko zaczyna męczyć
  • Emocjonalna pustka – film nie zostawia po sobie absolutnie nic cennego
  • Wcale nie jest tak, że relatywnie krótki film pełen akcji nie może być nudny. Może
Komentarze
4
wolff01
Gramowicz
Dzisiaj 11:28
Piwon napisał:

Polemizowałbym, czy ten film nadaje się do pokolenia ADHD. Tym zalecałbym chociaż moment oddechu, a tego w filmie nie ma nawet na sekundę. 

No czyli takie shortsy na social mediach :)

Ale ktoś słusznie zauważył że to jest styl Illumination i się już to trochę zaczyna robić irytujące bo znowu mamy do czynienia z narzucaniem jakiegoś stylu który nie do końca jest zgodny z pierwozorem... trzeba swojego "palucha" włożyć jak przystało na Amerykanów. Ja wiem że można polemizować co jest "pierwozorem" dla tego filmu, no i mamy też speedruny gier Mario które już dawno osiągnęły memiczny poziom. Ale adpatacja Mario powinno mieć causalowe tempo, tylko momentami przyśpieszać - taka jest moja opinia i można się z nia oczywiście niezgodzić. Mario Galaxy (z którego rzekomo ten filma ma czerpać) pamiętam jako odprężającą, "baśniową" grę.

Piwon
Gramowicz
Autor
Dzisiaj 11:13
wolff01 napisał:

Uła. Kontrowersyjna ocena. Nie to że się czepiam bo spotkałem się z takimi opiniami (i nie mówię tu o krytykach filmowych, bo ci mają jakieś śmieszne "wąty" do filmu). Tylko zdaniu ludzi którzy są fanami Mario (ja sam muszę jeszcze dwójkę obejrzeć). Martwi, że nie uniknęli współczesnych schematów (czyli Mario nie do końca jest bohaterem własnego filmu, na rzecz innej postaci - a zakończenie jest już trochę żałosne pod tym względem... niestety na spoiler trafiłem przypadkowo, ale tylko przewróciłem oczami). I to mimo zaangażowania Miyamoto (choć podejrzewam że on ma się tylko ładnie uśmiechać). No i Illumination za bardzo narzuca też swój ADHD styl z Minionków. Dla przebodźcowanych małolatów jest to pewnie ok, ale film to podobno jazda bez trzymanki. I dalej jestem zdania że choć jest to ładna adapatcja, nie do końca zachowuje klimat gier.

Niemniej, animacja bedzie hitem i dorówna a może nawet poprawi wynik jedynki. A Nintendo może spokojnie realizować swój plan "Nintendoverse". To będzie mocny gracz na rynku filmowym w nadchodzących latach. Ciekawe czy dostaniemy animacje Star Fox - miałoby to dużo sensu.

Polemizowałbym, czy ten film nadaje się do pokolenia ADHD. Tym zalecałbym chociaż moment oddechu, a tego w filmie nie ma nawet na sekundę. 

sc
Gramowicz
Dzisiaj 10:48

Czyli co, taki pełnometrażowy product placement?

Jeszcze nawet jedynki nie obejrzałem, nic nie wiem.




Trwa Wczytywanie