Branża gier w najgorszym stanie od 1983 roku? John Romero mówi wprost

Maciej Petryszyn
2026/03/30 20:45
2
0

Obecna sytuacja w branży gier wygląda… nie najlepiej. Dość regularnie słyszymy wszak o kolejnych redukcjach czy nawet zamykaniu całych studiów.

Czy zatem środowisko stanęło przed największym wyzwaniem w swojej historii? Jedna z legend branży twierdzi, że i owszem.

John Romero
John Romero
Foto: Jason Scott (licencja CC BY 2.0)

Tak źle w branży gier jeszcze nie było?

Bo Johna Romero spokojnie legendą możemy nazwać. Wystarczy wspomnieć o ogromnym wpływie, jaki on i jego partnerzy z id Software wywarli na współczesny rynek FPS-ów za sprawą przełomowych gier, jak Wolfenstein 3D, Doom i Quake. Niedawno zaś 58-latek, który obecnie pracuje nad nową produkcją, udzielił wywiadu GamesIndustry.biz. Ale nie udzielił go sam, bo wraz z nim w rozmowie uczestniczyła też współzałożycielka Romero Games, a prywatnie żona byłego dewelopera id, Brenda Romero, która w przeszłości pracowała m.in. nad serią Jagged Alliance. Tematem była obecna sytuacja branży.

Ta zaś, zdaniem małżeństwa Romero, stoi przed ogromnym wyzwaniem:

Mam wrażenie, że branża znajduje się w naprawdę koszmarnym miejscu. Byliśmy świadkami krachu w latach 80., ale to, co dzieje się teraz, jest zdecydowanie bardziej drastyczne. Jest tak niewiele osób, które nie zostały dotknięte zwolnieniami, których partnerzy nie ucierpieli, lub które nie martwią się, że to ich spotka. To naprawdę trudny czas.

GramTV przedstawia:

Przypomnijmy, że wielki krach lat 80. niemal zniszczył rynek gier wideo w Ameryce Północnej, ale też przyczynił się do zmian m.in. w sposobie kontroli jakości. Jak zaś jest obecnie? Obecnie, jak zauważył Romero, nawet odniesienie komercyjnego sukcesu nie oznacza, że można czuć się bezpiecznym. Przykładem był tutaj Battlefield 6, który po Battlefield 2042 pomógł odbić się cyklowi wojennych FPS-ów. Mimo to w studiach pracujących nad BF6 doszło niedawno do zwolnień. Ba, nawet Romero Games zmuszone było drastycznie zmniejszyć zespół – ze 110 do zaledwie 9 osób. I chociaż studio nadal istnieje, to trudno powiedzieć, czy przetrwa.

Wiele zależeć będzie od tego, jaki będzie ten i kolejny rok. Tylko czy branża zdoła wyjść na prostą?

Nigdy nie zamknęliśmy studia. To był oczywiście niezwykle burzliwy czas. Rozmawialiśmy jednak z mnóstwem różnych podmiotów, firma przetrwała i gra również. [...] Wiem, że przez najbliższą chwilę będzie u nas w porządku. Ale jeśli coś pójdzie nie tak i rok 2027 okaże się kolejnym “ekscytującym” rokiem, to cóż – oboje mieliśmy udaną karierę. [...] To jeden z tych momentów, w których po prostu nie znam odpowiedzi. W kuluarach słyszy się o ogromnej presji na zespoły, by używały generatywnej sztucznej inteligencji, ale jest też ogromny opór ze strony twórców i graczy wobec jej stosowania… i zanim zapytasz: my nie używamy generatywnego AI. Więc naprawdę nie wiem, co będzie dalej.

Komentarze
2
wolff01
Gramowicz
Dzisiaj 21:39
dariuszp napisał:

Może jednak nie jest warto robić śmieciowatych gier dla nikogo za setki milionów tylko po to by w mediach potem mówić "jesteśmy po dobrej stronie historii" i zwalniać ludzi.​

Nie nie nie. Widzisz, ja już się dowiedziałem że ludziom się "wydaje, że produkcja tych gier tyle kosztuje, bo wydawcy nie mają co robić z pieniędzmi i chętnie nimi szastają" i nie mamy pojęcia o ekonomii. A ja się zastanawiam czy przypadkiem nie jest tak że to wielokrotnie ludzie decyzyjni w gamedevie (którzy często dostali się tam przypadkiem lub bocznymi drzwiami) nie mają pojęcia o ekonomii (ani o grach wogóle) ładując tyle w ich budżety. Kto wie, jestem tylko zwykłym szaraczkiem... szkoda tylko że nawet ja potrafię wydedukować pewne powtarzające się schematy dlaczego gry w sektorze AAA odnoszą tak spektakularne klapy a oni nie.

Swoją drogą zdziwiłem się że taki Romeo "drży" o swoją przyszłość. Myślałem że gość ma tyle kapusty że mu już wszystko jedno. On chyba już w latach 90-tych jeździł Ferrari.

I jeszcze kończąc wątek - ciekawe jak będzie tym razem. Rynek gier po "krachu lat 80-tych" wyszedł silniejszy. Tylko tak jak piszesz ciężko mówić o krachu gdy byle indyk potrafi zarobić miliony. Ja myślę że to bardziej taka "korekta" firm po paru tłustych latach i przeinwestowaniu, niż "upadek" gier jako taki. Albo jak kto woli "szambo wybiło" po kilku latach robienia tego samego i żądania za to coraz większych pieniędzy, lub prób wmawiania ludziom w co mają grać i jakich bohaterów w tych grach mają akceptować.

dariuszp
Gramowicz
Dzisiaj 21:11

Niech dalej się słuchają aktywistów i HR-u robiąc gry dla nikogo.

Branża gier ma się dobrze patrząc przykładowo na fakt że takie Slay the Spire 2 osiąga 574,638 jednoczesnych graczy. I nie jest to odosobniony przypadek tylko ostatni. Pamiętacie Schedule 1? Ta paskudna gra z trawką? Ich max to 455,652 graczy.

Dla porównania taki Veilguard ma 60,656 graczy ale nawet dobrze oceniona i przyjęta gra Kojimy która dopiero co miała premierę miała peak na 22,020.

Jeżeli indyki czy gry pojedynczych deweloperów mogą osiągać sukces wiekszy niż Ubisoft, Kojima itp - to wydaje mi się że branża jest w dobrym miejscu.

W złym miejscu są takie studia jak Epic które trafiły w dziesiątkę, mieli największą grę na rynku więc szastali pieniędzmi na lewo i prawo aż im się pieniądze skończyły i teraz robią w gacie. Ale pytanie - czy to wina branży gier czy ich? 

Może jednak nie jest warto robić śmieciowatych gier dla nikogo za setki milionów tylko po to by w mediach potem mówić "jesteśmy po dobrej stronie historii" i zwalniać ludzi.​