Obsesja - recenzja filmu. Kochasz mnie?

Jakub Piwoński
2026/05/20 14:00
3
0

Ja ciebie bardziej.

Na seans Obsesji wyjechałem do pobliskiej metropolii i już sam ten fakt wydawał mi się drobnym sygnałem ostrzegawczym. Kino w moim mieście filmu nie wyświetlało, bo najwyraźniej produkcja weszła na rynek w bardzo ograniczonej dystrybucji — a takie przypadki bywają podejrzane. Czasem kryje się za tym perełka, która nie dostała szansy, a czasem rzecz, w którą nawet dystrybutor nie wierzy na tyle, by szerzej ją wypchnąć. Musiałem więc przemierzyć kilka kilometrów, zachowując jednak otwartą, chłonną wrażeń postawę. Liczyłem na to, że film będzie wart tego trudu.

Był wart.

Obsesja
Obsesja

Uważaj czego sobie życzysz

Przed seansem postanowiłem należycie odrobić pracę domową i poznać twórczy profil Curry’ego Barkera, reżysera filmu. Obsesja jest jego pełnometrażowym debiutem, ale mnie przyciągnęło do tego nazwiska coś innego — fakt, że po wielu miesiącach spekulacji to właśnie ten młody twórca został wytypowany do poprowadzenia nowej wersji Teksańskiej masakry piłą mechaniczną. Powiedzieć, że spadła na niego ogromna odpowiedzialność związana z utrzymaniem na barkach wielkiego dziedzictwa, to jak nic nie powiedzieć. Szybko jednak spostrzegłem, że nie mamy tu do czynienia z twórcą niedoświadczonym. Wręcz przeciwnie — Barker ma za sobą kilka niezwykle sugestywnych i odważnych filmów krótkometrażowych, którymi najwyraźniej zaskarbił sobie zaufanie producentów. Ciekawym przypadkiem jest chociażby Milk & Serial, romansujący ze stylistyką found footage.

Co ciekawe, Obsesja jest rozwinięciem innego krótkiego filmu twórcy, za który otrzymał nawet wyróżnienie. Mam na myśli The Chair. W tamtym filmie mieliśmy dziwny, tajemniczy i naznaczony złą mocą mebel, który sprawiał, że bohater przemierzał rzeczywistości, przebywając w jednym pomieszczeniu i obserwując różne warianty swojej dziewczyny. W Obsesji bohater także otrzymuje dziewczynę. I ta również zachowuje się wobec niego dalece nietypowo. Problem w tym, że sam tego chciał.

Obsesja
Obsesja

Im mniej wiesz, tym lepiej

Na Obsesję wybrałem się wyposażony jedynie w wiedzę o autorze i jego możliwościach, wyrabianym stylu. Celowo pominąłem wszelkie informacje zdradzające szczegóły fabuły. Nie widziałem też trailera. Coś mówiło mi w środku, że może to popsuć seans. Moja powściągliwość przyniosła zamierzony efekt. Im mniej wiecie o filmie, tym bardziej jest w stanie na was zadziałać. Tym, którzy chcą poczuć to, co ja, radzę zatem pominąć kilka fragmentów tego tekstu i przejść do podsumowania.

Obsesja to horror oparty na brutalnie prostym pomyśle i właśnie ta brutalna prostota działa tu najmocniej. Główny bohater, Bear, to stereotypowy frajer, incel, czy jakbyście go tam nazwali — po prostu nieudacznik. Jego największym marzeniem jest koleżanka z pracy, Nikki. Kocha ją i nie potrafi jej tego wyznać, choć namawia go do tego kolega z pracy, Ian. Nikki wpada w zły nastrój. Bear postanawia ją pocieszyć. Kupuje jej prezent — magiczny gadżet spełniający życzenia. Ale tylko jedno, jak mówi ulotka. Prezent nie ląduje jednak w jej rękach, bo Bear nie ma nawet odwagi jej go wręczyć. Co więc robi? Sam serwuje sobie kroplówkę szczęścia.

Obsesja
Obsesja

Horror odrzucenia i braku atencji

To, co dzieje się później, jest istną horrorową brawurą, jakiej gatunek potrzebował od wielu lat. Już zeszły rok był dla horroru mocarny, szczególnie za sprawą dwóch premier — głośnych Zniknięć oraz intensywnego Oddaj ją, które miałem przyjemność recenzować. Obsesja to horror dalece niekonwencjonalny, zaskakujący i pod wieloma względami zbliżony do charakteru Oddaj ją — a to dlatego, że pod płaszczem strachu otrzymujemy tu niezwykle frapujący dramat.

GramTV przedstawia:

Zakładam, że każdy z czytających choć raz miał okazję doznać uczucia odrzucenia. Wróćcie do tego uczucia i rozwińcie je w głowie. Wyobraźcie sobie, że kochacie kogoś na zabój, ale ta osoba kompletnie się wami nie interesuje. Pragnienie zwrócenia na siebie uwagi, pragnienie przychylnego spojrzenia i jednego ciepłego słowa staje się obsesją. A teraz wyobraźcie sobie, że sytuacja zostaje odwrócona o 180 stopni, jak za pstryknięciem palców. Czy gdy w sposób kompletnie nieuzasadniony obiekt naszych westchnień zaczyna interesować się nami, wasza pewność siebie pozwoli wam uwierzyć, że to w ogóle jest możliwe? Barker doskonale rozumie, że czasem najstraszniejsze nie jest to, że ktoś nas nie kocha. Najstraszniejsze jest to, że nagle zaczyna.

Co ciekawe, Barker bardzo subtelnie wrzuca w to wszystko jeszcze jeden poziom niepokoju. Gdy relacja bohaterów zaczyna gwałtownie przyspieszać, otoczenie niemal automatycznie zakłada, że coś jest nie tak. Że dziewczyna musi znajdować się w opresji. Że ten wycofany, społecznie nieporadny chłopak z pewnością coś ukrywa albo ją wykorzystuje. Reżyser zdaje się lekko drwić z mechanizmu, w którym ktoś taki jak Bear z góry postrzegany jest jako potencjalny problem, podczas gdy atrakcyjność i pewność siebie potrafią działać niemal jak społeczna tarcza ochronna.

Obsesja
Obsesja

Groza ukryta w formie

Napięcie rośnie stopniowo, co Barker prowadzi po mistrzowsku. Ale wypada powiedzieć o dwóch środkach stylistycznych zastosowanych w filmie, które wydały mi się szczególnie interesujące. Numer jeden to format obrazu. Film został wyraźnie zawężony, pozbawiony panoramiczności, przez co bohater niemal bez przerwy tkwi w centrum ciasnego kadru. Czarne pasy po bokach obrazu tworzą dziwne uczucie klaustrofobii i sprawiają, że Barker nie może uciekać w tanie jumpscare’y chowające się gdzieś na obrzeżach ekranu.. Kluczowy był zatem montaż, a zdjęcia zawsze działały wprost, nie próbując bawić się z widzem w kotka i myszkę.

Druga sprawa to muzyka. Już w krótkometrażowych filmach Barkera — które raz jeszcze polecam, bo są dostępne na YouTube — można było wyczuć zamiłowanie do głębokiego, mrocznego ambientu. Te najmocniejsze momenty filmu właśnie takim brzmieniem są ilustrowane — ciężkim, ciągnącym w dół, sprawiającym wrażenie, jakby czas po nagłym wyskoku diametralnie zwalniał, a my mogli po tym dreszczu rozpłynąć się w fotelu.

Obsesja
Obsesja

Film, który zostaje pod skórą

Człowiek czuje, że wszystko nieuchronnie zmierza ku katastrofie, ale Barker i tak potrafi uderzyć dokładnie w tym momencie, w którym powinien. Scena rozmowy w samochodzie, a potem to, co następuje chwilę później, jest wręcz pokazem brutalnej prostoty. Nie ma tu wydumanych sztuczek, jest za to perfekcyjne wyczucie chwili. Reżyser doskonale rozumie, że prawdziwy lęk często rodzi się z nagłości — z tego jednego momentu, gdy rzeczywistość nagle przestawia się o kilka stopni i już wiemy, że nic nie będzie normalne. A jednak najbardziej charakterystycznym elementem stylu Barkera po tym filmie pozostaną zapewne wszystkie te chore, poklatkowe momenty, w których antagonistka porusza się jak zepsuta lalka

Wychodząc z kina, zauważyłem parę zakochanych. Przechodząc przez park, widziałem nawet cały ciąg zakochanych par. Normalnie by mnie to rozczuliło. Nie po tym filmie. Tym razem byłem głęboko przerażony tym widokiem, bo wyobrażałem sobie, że ktoś właśnie wpadł w niewyobrażalną pułapkę. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, jak ogromny wpływ wywarł na mnie ten film. Mówiąc szczerze — rozwalił mnie na strzępy.

Nowa siła

Curry Barker. Zapamiętajcie to nazwisko. Ten fikuśny blondyn, raptem dwudziestosześcioletni twórca, właśnie z przytupem wchodzi do annałów horroru. Jego debiut zwala z nóg. Co więcej, film został nakręcony za kwotę, którą twórcy widowisk Marvela mogliby uznać za drobne — dokładnie milion dolarów. Po pierwszym weekendzie miał już dwadzieścia pięć razy więcej, co okazało się dla Universalu złotym interesem. Coś czuję, że Hollywood będzie chciało wykorzystać ten sukces do zrobienia kolejnej serii. Mam tylko nadzieję, że Barker nie zostanie zbyt szybko zmielony przez machinę i zachowa swój niezależny, autorski styl. Jedno jest pewne — jego Teksańska masakra piłą mechaniczną będzie wydarzeniem. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

9,0
Obsesja zamienia najprostszy lęk — strach przed odrzuceniem — w duszny, psychologiczny koszmar, który zostawia człowieka rozbitego jeszcze długo po wyjściu z kina.
Plusy
  • Inde Navarrette jako Nikki jest zjawiskowa
  • Świetne operowanie prostymi środkami grozy
  • Bardzo mocny psychologiczny fundament
  • Autorski styl Barkera wybijający się ponad współczesny horror
  • Niepokojąca praca kamery i ambientowa muzyka
Minusy
  • Nie każdy to poczuje i nie każdy uzna te zagrania za odpowiednio mocne
Komentarze
3
koNraDM4 napisał:

Moje doświadczenie (oraz pamięć co do wpisów niektórych redaktorów) każe mi poinformować ciebie, że nie powinieneś przywiązywać uwagi do oceny liczbowej. Przeczytaj tekst i sam odpowiedz sobie na pytanie czy się z nim zgadzasz bądź czy cię zachęca.

Ja ogólnie bym powiedział, że recenzja to twór subiektywny - można się z nią zgadzać lub niezgadzać, każdy ma swój punkt widzenia. Dlatego też w różnych agregatorach ocen momentami mamy taki rozstrzał :) 

koNraDM4
Gramowicz
Dzisiaj 14:44
Painkiller napisał:

Trudno jest Mi zrozumieć co recenzent widzi w tym filmie, ocena 9.0 przerysowana aż po sufit. W tym filmie grozy nie czuć ani chwili. Fabularnie jest to przeciętny film, nie odkrywane niczego nowego.

Jestem skłonny sądzić ze tak wysoka ocena to wyłącznie osobista ocena w kierunku Inde Navarrette. Bo ona jedyna ciągnie ten film. 

Jednak ona sama nie uciągnie wagi tego filmu na 9.0 lecz na 6.0.

Pzdr

Moje doświadczenie (oraz pamięć co do wpisów niektórych redaktorów) każe mi poinformować ciebie, że nie powinieneś przywiązywać uwagi do oceny liczbowej. Przeczytaj tekst i sam odpowiedz sobie na pytanie czy się z nim zgadzasz bądź czy cię zachęca.

Painkiller
Gramowicz
Dzisiaj 14:08

Trudno jest Mi zrozumieć co recenzent widzi w tym filmie, ocena 9.0 przerysowana aż po sufit. W tym filmie grozy nie czuć ani chwili. Fabularnie jest to przeciętny film, nie odkrywane niczego nowego.

Jestem skłonny sądzić ze tak wysoka ocena to wyłącznie osobista ocena w kierunku Inde Navarrette. Bo ona jedyna ciągnie ten film. 

Jednak ona sama nie uciągnie wagi tego filmu na 9.0 lecz na 6.0.

Pzdr




Trwa Wczytywanie