Najlepsze gry dostępne na Netflix. Te 10 gier wciągnie cię bardziej niż serial

Jakub Piwoński
2026/04/03 11:00
0
0

Mobilne granie dawno przestało być tylko dodatkiem — a Netflix najwyraźniej bardzo dobrze to wyczuł. Wchodząc w ten segment, trafił w dziesiątkę i pokazał, że można robić to bez reklam, mikropłatności i zbędnych kompromisów.

To nie jest styl grania rodem z AAA. Ale jest to jednocześnie styl niezwykle popularny. Tak popularny, że nie sposób przejść obok rosnącego wpływu gier mobilnych obojętnie. Kilka lat temu trzymający rękę na pulsie trendów Netflix postanowił wejść w segment gier i dziś chyba nie może narzekać, by ta decyzja odbiła mu się czkawką. Wręcz przeciwnie.

To zestawienie powstało na bazie własnych spostrzeżeń i doświadczeń, ale nie ukrywam, że pomocne były mi również opinie z internetowych forów. Lista dedykowana jest tym, którzy zamiast rozsiadania się przed PC lub konsolą na kilka godzin, wolą doraźne zastrzyki wrażeń zapewniane przez mobilne granie na smartfonie lub tablecie — w tym przypadku dostępne w ramach abonamentu Netflixa.

Warto podkreślić, że główną siłą gier na Netflixie nie są tylko same tytuły, ale model, w jakim zostały podane. Bez reklam, które wybijają z rytmu. Bez mikropłatności, które co chwilę próbują sięgnąć do portfela. Zamiast tego — pełne wersje gier, gotowe do ogrania od początku do końca, oraz stale rosnąca biblioteka, która co miesiąc dorzuca coś nowego. W czasach, gdy mobilne granie coraz częściej przypomina sklep z dodatkami, Netflix proponuje coś zaskakująco prostego: granie, które znowu jest po prostu graniem.

Red Dead Redemption

Na początek zaskoczenie i od razu mocne uderzenie — Red Dead Redemption. Kto by przypuszczał, że gra-gigant od Rockstar Games zostanie zminiaturyzowana i przeformatowana do wersji odpowiadającej mobilnemu graniu? Gra w tej wersji zadebiutowała w sierpniu 2023 roku i trzeba przyznać, że to bardzo solidnie przygotowany tytuł. Grafika jest przyzwoita, widok — jak w oryginale — TPP, a postrzelać można, i na koniu pojeździć w zasadzie bezproblemowo. Najbardziej zaskakuje jednak to, jak dużo z tytułu, który znamy, udało się tutaj zachować.

Red Dead Redemption
Red Dead Redemption

Nie jestem w tym odosobniony — w branżowych opiniach często przewija się wniosek, że to jeden z tych portów, które nie sprawiają wrażenia kompromisu, tylko przemyślanego przeniesienia dużej produkcji na mniejszy ekran. Można też natrafić na głosy, że granica między „dużym” a mobilnym graniem zaczyna się tu wyraźnie zacierać. I faktycznie coś w tym jest, bo historia Johna Marstona — jego powrót do przeszłości i brutalny rozrachunek z dawnym życiem — wybrzmiewa tu z zaskakującą siłą, jak na format, który jeszcze niedawno traktowaliśmy wyłącznie jako dodatek.

Spiritfarer

Kolejna propozycja to Spiritfarer — gra, która już na starcie wyróżnia się tematem. Punktem wyjścia dla fabuły jest… śmierć. Ale zamiast ciężkiego, przytłaczającego tonu dostajemy coś zaskakująco ciepłego i kojącego. To trochę tak, jakbyśmy na chwilę przybierali kostium Charona, przewoźnika dusz, tyle że w znacznie bardziej empatycznej, ciepłej wersji. Wcielamy się w Stellę, która pomaga duszom przejść na „drugą stronę”, słuchając ich historii — często wzruszających do granic.

Spiritfarer
Spiritfarer

Warto też podkreślić, że nie jest to produkcja stworzona z myślą wyłącznie o mobile. Jak w przypadku wielu tytułów z tej listy, gra debiutowała najpierw na innych nośnikach. To niezależna gra (indie) od kanadyjskiego studia Thunder Lotus Games, która weszła do użytku w 2020 roku na PC i konsolach, zdobywając bardzo dobre opinie za swoją emocjonalność, styl artystyczny i spokojne tempo rozgrywki. Dopiero później trafiła na urządzenia mobilne (w tym do oferty Netflixa w 2022 roku), co tylko potwierdza pewien trend — platforma coraz częściej sięga po sprawdzone, jakościowe tytuły indie i daje im drugie życie w kieszonkowym wydaniu.

Stranger Things: 1984

Kolejny przystanek to Stranger Things: 1984 — kapitalna propozycja dla fanów kultowego serialu Stranger Things i jednocześnie dowód na to, że to uniwersum jest przez Netflix rozwijane z głową. Platforma nie tylko potrafi utrzymać zainteresowanie wokół marki, ale też umiejętnie je rozszerza. Dość powiedzieć, że po głośnym finale serialu, już w kwietniu zadebiutuje animowany prequel, a dla amatorów gamingu ta produkcja pozostaje jedną z ciekawszych form „powrotu” do Hawkins.

Stranger Things: 1984
Stranger Things: 1984

GramTV przedstawia:

Mamy tu do czynienia z RPG-iem stylizowanym na stare, retro produkcje, pełnym klimatu lat 80. Pixelartowa, 16-bitowa oprawa i rozgrywka wyraźnie inspirowana klasykami pokroju The Legend of Zelda świetnie współgrają z estetyką serialu. Gracz wciela się w znane postaci, eksploruje Hawkins i jego okolice, rozwiązuje zagadki i po prostu dobrze się bawi w lekkiej, niewymagającej formule. Warto też odnotować, że gra — dziś funkcjonująca jako Stranger Things: 1984 po drobnym rebrandingu — może pochwalić się bardzo solidnym wynikiem na Metacritic (81 punktów), co tylko potwierdza, że nie jest to jedynie fanowski dodatek, ale pełnoprawna, dopracowana produkcja.

Into the Breach

Jedna z najpopularniejszych form mobilnego grania to taktyczna strategia — i pod tym względem w ofercie Netflixa zdecydowanie wyróżnia się właśnie ten tytuł. Skąpy wizualnie, utrzymany w stylistyce retro i klimacie lat 80., a przy tym mocno osadzony w oldschoolowym science fiction: mechy, kosmici i wizja wyniszczającej wojny. Trochę wieje tu klimatem klasyków pokroju Total Annihilation. Nie będę kłamał — to nie jest mój typ rozgrywki. Ale muszę przyznać, że wejście w grę jest wyjątkowo bezbolesne.

Into the Breach
Into the Breach

Siła Into the Breach tkwi w pomyśle. To strategia turowa, w której dowodzimy oddziałem mechów. Przeciwnicy z wyprzedzeniem pokazują swoje ruchy. Cała zabawa polega więc na tym, żeby im skutecznie pokrzyżować plany. Do tego dochodzi losowość kolejnych misji, która sprawia, że każda rozgrywka wygląda inaczej i nie pozwala wpaść w rutynę. To jedna z tych gier, które nie tylko zajmują czas, ale faktycznie zmuszają do myślenia — i właśnie dlatego potrafią wciągnąć na długie godziny.

Sonic Mania Plus

Tego bohatera nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Współpraca Sega z Netflix, która zaowocowała mobilnym portem tej kultowej postaci, wyszła zaskakująco sprawnie. Platformówka z Sonikiem ma dokładnie to, co mieć powinna — jest szybka, intensywna i momentami bezlitośnie wymagająca pod względem zręczności. A przy tym sterowanie, co wcale nie jest oczywiste na ekranie dotykowym, okazuje się zaskakująco wygodne i responsywne.

Sonic Mania Plus
Sonic Mania Plus

Co jednak najciekawsze, to fakt, że nie mamy tu do czynienia z żadnym „spin-offem na telefon”. To pełnoprawna wersja gry, która pierwotnie zadebiutowała w 2017 roku (a edycja Plus w 2018) i była swego rodzaju hołdem dla klasycznych odsłon serii. Twórcy postawili na sprytne połączenie starego z nowym — część poziomów to odświeżone, dobrze znane lokacje z pierwszych części Sonika (jak kultowe Green Hill Zone), ale wzbogacone o nowe mechaniki i elementy, które sprawiają, że nawet weterani czują powiew świeżości. Obok tego pojawiają się też zupełnie nowe etapy, zaprojektowane w duchu retro, ale z myślą o współczesnym graczu. Całość opiera się jednak na sprytnym miksie — znane lokacje wracają w odświeżonej formie, często z nowymi mechanikami i pomysłami na ich rozegranie. Innymi słowy — to nie jest nostalgiczna wydmuszka, tylko coś, co faktycznie buduje most między przeszłością a teraźniejszością serii.

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!