HBO nie ukrywa, że nowy serialowy Harry Potter jest projektem z innej półki niż standardowe produkcje telewizyjne. Według przedstawicielki platformy to inwestycja, na którą w normalnych warunkach stacja zwykle by się nie zdecydowała.
Podczas Series Mania, międzynarodowego festiwalu poświęconego serialom telewizyjnym, odbywającego się w Lille we Francji padły ważne deklaracje. Sarah Aubrey, szefowa programów oryginalnych HBO, mówiła o Harrym Potterze w tonie, który trudno odczytać inaczej niż jako zapowiedź wielkiego uderzenia. Z jednej strony podkreślała presję towarzyszącą adaptacji tak kultowego materiału, z drugiej wprost przyznała, że skala finansowego zaangażowania przy Harrym Potterze wykracza poza typowe realia telewizji.
Pierwszy kadr z serialu Harry PotterHBO
HBO inwestuje ogromne pieniądze w rozwój serialu z uniwersum Harry’ego Pottera
Jak mówi sama Aubrey:
Włożyliśmy w ten serial ogromny wysiłek. Zamierzamy zekranizować wszystkie książki. […] Świat stworzony [przez J.K. Rowling] jest naprawdę niezwykły.
Ponadto z jej ust padła twarda deklaracja:
Zainwestowaliśmy środki finansowe, jakich zazwyczaj nie przeznacza się na produkcję serialu telewizyjnego.
To ponury, ale bardzo wymowny kontrapunkt dla całej kampanii: serial jeszcze nie zadebiutował, a już musi mierzyć się nie tylko z gigantycznymi oczekiwaniami, lecz także z toksycznością, która od lat towarzyszy każdej większej dyskusji wokół marki Rowling.
W tle widać też szerszy ruch WB. Harry Potter jest mocno eksponowana przy rozwijaniu HBO i nowych działaniach promocyjnych w Europie, co tylko wzmacnia wrażenie, że korporacja nie traktuje serialu jako zwykłej adaptacji, ale jako długoterminowy motor całego ekosystemu. I właśnie tu leży sedno sprawy: HBO nie inwestuje ogromnych pieniędzy dlatego, że chce jeszcze raz opowiedzieć znaną historię.
Inwestuje dlatego, że potrzebuje eventu na skalę światową. Jeśli serial okaże się sukcesem, Hogwart znów stanie się maszyną do generowania kulturowego szumu i abonamentów. Jeśli nie, to będzie to jedna z najbardziej kosztownych lekcji o tym, że nawet magia nie gwarantuje dziś zwycięstwa.
Strateg i erpegowy planista. Personalnie psychofan steampunku, któremu musiał dać ujście nawet w nicku. Hobbystycznie majsterkowicz komputerowy i "akolita" Apple. Po prostu lubię, kiedy coś działa.
Miała byc wierna adaptacja, jedną z pierwszych decyzji jest casting aktora o innym kolorze skóry wobec postaci która, nawet jak na realia książek i możliwe interpretacje, wyraźnie jest opisana jako taka o bladej cerze... Czego się spodziewali, poklasku? Pomijam że mają olbrzymią ilosć materiału a już pojawiają się plotki o rozszerzaniu wątków postaci (np. nauczycieli). A materiału jest przecież sporo. Wyczuwam kontradykcje. To jak w końcu jest z tą wierną adaptacją? W serii która bedzie tak niemiłosiernie rozkładana na czynniki pierwsze, że SW czy LotR to przy tym pikuś czego się spodziewają? Klepania po pleckach?
Oczywiście ataki na Paapa Essiedu są chamskie i conajmniej głupie - przecież to nie on się sam do tej roli wybrał. Głupota leży po stronie twórców, a on powinien był przemyśleć czy się zgodzić - bo po takiej decyzji oczywistym będzie, że bedzie celem ataków i żadne biadolenie tego nie zmieni i niech nie udają zaskoczonych. Zwłaszcza że Snape to uwielbiana postać, którą mieli szansę napisać jeszcze lepiej niż w filmach, a oni sięgneli po kartę pt. "race-swap". Tragikomiczne. No, ale kto wie czy tego właśnie nie chcieli osiągnąć idioci z HBO... wrzawa i kliki muszą być.