Mortal Kombat 2 – recenzja filmu. Zamiast spektakularnego Fatality otrzymaliśmy marne Babality

Radosław Krajewski
2026/05/08 20:00
0
0

Coś tu ewidentnie poszło nie tak. Wyraźnie widać, że kontynuacja Mortal Kombat powstawała zbyt długo.

Finish Him!

Oryginalna ekranizacja Mortal Kombat z 1995 roku wychowała całe pokolenie graczy, zarówno wiernych fanów serii, jak i “niedzielniaków”, którzy nie spędzali setek godzin w bijatykach. To była pierwsza tak udana filmowa adaptacja gry i jej wpływ jest dzisiaj nieoceniony. Dlatego też przed twórcami nowego Mortal Kombat stanęło arcytrudne zadanie, aby zmierzyć się z legendą nie tylko growej serii od NetherRealm Studios, ale również tej filmowej. Nie było to „Flawless Victory”, jak krzyknęliby bohaterowie bijatyki, ale też daleko było temu do porażki. Dlatego też oczekiwania wobec drugiej części były większe, jako ze solidne fundamenty zostały już wylane i twórcy mogli skorzystać z bogatego panteonu postaci z gier. Niestety Mortal Kombat 2 jest nie tylko krokiem wstecz względem poprzedniczki, ale też wyraźnie widać, że film miał ogrom problemów produkcyjnych i w kinach możemy oglądać chaotyczną, pozbawioną napięcia, a przy tym w wielu scenach brzydką produkcję, która gdzieś po drodze gubi swoją tożsamość. Zamiast Fatality dostajemy niechciane Babality, które pozostawia po sobie spory niesmak.

Mortal Kombat 2
Mortal Kombat 2

Nadchodzi nowy turniej Mortal Kombat, który zdecyduje, czy ziemski wymiar przejdzie we władanie Shao Kahna (Martyn Ford), władcy Pozaświatów. Wojownikom Raidena (Tadanobu Asano) brakuje jednego członka, więc Cole Young (Lewis Tan), Sonya Blade (Jessica McNamee), Jax (Mehcad Brooks) i Liu Kang (Ludi Lin) zwracają się do zapomnianej gwiazdy kina akcji i obiecującego, ale niespełnionego karateki, Johnny’ego Cage’a (Karl Urban). Aktor nie ma za bardzo czasu, aby odkryć, w czym bierze udział wbrew swojej woli i zostaje wysłany na arenę, gdzie musi zmierzyć się z pierwszą przeciwniczką, księżniczką Kitaną (Adeline Rudolph), przyszywaną córką samego Shao Kahna. Jednak Pozaświaty nie zamierzają pozostawić wszystko w rękach turniejowych zasad i poszukują Shinnoka, pradawnego amuletu, który nasączony boską mocą, zapewni nieśmiertelność. W tym celu wskrzeszają Kano (Josh Lawson), który ukradł amulet z Pałacu Raidera i szykują zasadzkę na boga, aby zdobyć jego moc. W międzyczasie trwają walki, ale bez wskazania na faworyta. W końcu dochodzi do pierwszych śmierci, ale i jeszcze większych powrotów, które zmienią układ sił zarówno wśród ziemskich wojowników, jak i tych z Pozaświatów, a nawet w krainie umarłych, znanej jako Netherealm.

Mortal Kombat 2 jest spektaklem tak naprawdę trzech postaci, czyli Kitany, Johnny’ego Cage’a oraz Shao Kahna. Już w scenie otwierającej widzimy potęgę potężnego złoczyńcy, któremu pokłony na kolanach biją mieszkańcy Edenii. Krwawy pojedynek na zawsze naznaczył młodą Kitanę, która przez lata szkolona była przez swojego oprawcę, aby w końcu wziąć udział w turnieju i stać się wojowniczką. Film poświęca więc dużo czasu rozwojowi zarówno Kitany, jak i drugiej nowej dla filmowej serii postaci, czyli Johnny’ego Cage’a. Poznajemy go jako przebrzmiałą gwiazdę, pochodzącą z minionej i zapomnianej epoki. Nie jest to więc ten sam pewny siebie, a wręcz zarozumiały i egoistyczny mężczyzna w sile wieku znany z gier. Cage w wykonaniu Karla Urbana ma w sobie sporo głębi, w tym wewnętrzny konflikt, który musi przezwyciężyć, aby móc odnaleźć w sobie prawdziwą moc i stać się wartościowym członkiem drużyny. Co prawda nadal potrafi rzucić niewybrednymi tekstami lub obscenicznymi żartami, które często niestety wiążą się ze zbyt dużą liczbą popkulturowych nawiązań, ale to w gruncie rzeczy ciekawa postać, która przechodzi klasyczną drogę „od zera do bohatera”.

Mortal Kombat 2
Mortal Kombat 2

Niestety tracą na tym pozostali bohaterowie, którzy głównie robią za tło i okazję do wykazania się mają podczas walk. Zamiast więc synchronicznego rozwoju historii i zarazem uniwersum, fabuła skupia się przede wszystkim na tych dwóch postaciach oraz samych walkach. Niestety twórcy w drugiej połowie filmu wprowadzają zbyt wiele dodatkowych elementów, które zupełnie nie kleją się z poprzednimi. Dochodzi do licznych zdrad, zmartwychwstań, a także śmierci, które pozostają bez żadnego znaczenia, skoro w kolejnej części i tak wszyscy ci bohaterowie mogą bez żadnego trudu powrócić, co też sam film w finale zapowiada. Fabuła staje się chaotyczna i zupełnie rozmywa się to, co powinno być w Mortal Kombat 2 najważniejsze, czyli walki i towarzyszące im napięcie oraz stawka. Niestety pod kątem historii są one tylko dodatkiem, zapychaczami i choć efektownymi, to niestety bez większego znaczenia dla całej opowieści.

Baraka Wins!

Pojedynki w Mortal Kombat 2 kończą się dosyć szybko, ale przynajmniej jest ich na tyle sporo, że film wypełniony jest nimi po brzegi. Żadna jednak nie sprawia aż tak dobrego wrażenia, jak te z poprzedniej odsłony, głównie dlatego, że w aż czterech z nich bierze udział Shao Kahn. Chociaż antagonista nie otrzymuje żadnego zaplecza fabularnego i jego rola sprowadza się do walki z kolejnymi przeciwnikami, to pod względem ekranowego czasu jest go równie dużo, jak Kitany, czy Cage’a. To rozczarowujące, że twórcom nie chciało się jakkolwiek rozwinąć tego złoczyńcę, który imponuje w pierwszych dwóch starciach, ale w kolejnych wiemy o nim już niestety wszystko i nie jest w stanie niczym zaskoczyć. Na domiar złego film nie oferuje żadnego innego ciekawego przeciwnika i reszta pozostaje albo bez znaczenia, albo też ich potencjał nie został wykorzystany, jak chociażby Noob Saibota, czy Quan Chi’na.

Mortal Kombat 2
Mortal Kombat 2

GramTV przedstawia:

Film ma jednak w zanadrzu jedną świetną postać, która może stać się ulubieńcem fanów. Baraka to postać stworzona w kluczu Draxa ze Strażników Galaktyki. Potężny wojownik, który żyje kodeksem walki, a przy tym jest niezwykle honorowy i zabawny. Gdy pojawia się na ekranie, w końcu otrzymujemy charyzmatyczną postać, która prostymi środkami, a więc za pomocą pojedynku z jednym z ziemskich wojowników, rozwijana jest do tego stopnia, że wiemy o niej więcej, niż o innych pojawiających się w Mortal Kombat 2 postaciach. Aż szkoda, że jest go tak mało na ekranie, ale potencjalna trzecia część może to naprawić. Co zaskakujące, film naprawia jedne z największych i najbardziej kontrowersyjnych problemów pierwszej części, a więc Cole’a Younga. Jego rola została zmarginalizowana do niezbędnego minimum, co jest ogromnym zaskoczeniem, skoro był centralną postacią pierwszej części. Najwyraźniej twórcy wsłuchali się w opinie fanów i stwierdzili, że tworzenie nowych wojowników na potrzeby filmu nie jest potrzebne.

Wizualna ocena Mortal Kombat 2 jest o tyle trudna, że film nie wygląda szczególnie dobrze, ale biorąc pod uwagę długi czas produkcji (zdjęcia zakończyły się już w styczniu 2024 roku) i względnie niski budżet, wynoszący tylko 80 mln dolarów (co przy hollywoodzkich blockbusterach to bardzo mała kwota), nie pozwala jednoznacznie źle ocenić całej oprawy. Trzeba jednak wytknąć, że wiele efektów specjalnych jest niskiej jakości, szczególnie lokacje, które rażą sztucznością. Jakby tego było mało, film oferuje mało aren do walk w tytułowym turnieju i wiele pojedynków rozgrywa się w jednej i tej samej lokacji w Edenii. O wiele lepiej prezentują się same moce bohaterów, które mają w sobie trochę kampowego sznytu, ale ogólnie wyglądają całkiem nieźle. Pomarudzić można za to na brutalność walk, które nie są aż tak krwawe i bezwzględne, jak mogłyby być. Widać, że twórcy chcieli nieco ograniczyć kategorię wiekową, choć niektóre pojedynki zaskakują brutalnością, więc fani Fatality z gier znajdą tu coś dla siebie. Niestety nie jest to regułą, a tylko wyjątkiem.

Po Mortal Kombat 2 spodziewałem się wiele, będąc fanem poprzedniej części, ale film nie potrafi spełnić swoich obietnic. Karl Urban jako Johnny Cage, Baraka i kilka efektownych walk to zdecydowanie za mało, aby uznać tę produkcję za udaną. Przez chaotyczną historię, problemy z montażem i zrzucenie ciężaru turnieju na trzeci plan, trudno się w to wszystko zaangażować i wyraźnie widać, że produkcja nie należała do najprzyjemniejszych. Film spędził zbyt wiele czasu w postprodukcji i twórcy musieli wielokrotnie zmieniać kierunek fabularny, przez co Mortal Kombat 2 daleko do „Flawless Victory”. Niestety, tym razem punkt dla Pozaświatów, ale turniej nadal trwa i miejmy nadzieję, że trzecia część udowodni, że wszystko co najlepsze w tej filmowej serii jest jeszcze przed nami.

4,0
Mortal Kombat 2 cierpi na masę problemów, które efekciarskie pojedynki i Johnny Cage nie są w stanie ich wszystkich przyćmić.
Plusy
  • Karl Urban jako Johnny Cage
  • Cage to inny bohater, niż ten znany z gier, ale przy tym równie ciekawy
  • Świetny Baraka
  • Kilka efektownych pojedynków…
  • …szczególnie tych, które kończą się krwawymi Fatality
  • Efekty specjalne mocy bohaterów…
Minusy
  • …nawet jeżeli ogólna oprawa wizualna trąci tandetą i tanizną
  • Chaotyczna historia, która wprowadza niepotrzebne elementy
  • Zbyt dużo tu schematów (ciągłe zdrady, powroty zmarłych postaci)
  • Drugoplanowe postacie nie mają zbyt wiele do roboty
  • Nie ma tu żadnego napięcia związanego z turniejem i losami ziemskiego świata
  • Zmarnowany potencjał Shao Kahna
  • Mała liczba lokacji (aren walk)
  • Za dużo męczących odniesień do popkultury, głównie serii od Warner Bros.
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!