Gry są drogie, niedokończone i jest ich za dużo. Gracze wolą czekać na promocje

Maciej Petryszyn
2026/05/07 18:00
1
0

Złe informacje dla wydawców, postulujących stale rosnące koszty produkcji gier. Otóż okazuje się, że coraz rzadziej kupujemy produkcje za ich pełną cenę.

Skąd taki wniosek? Dowodzi tego raport Generations in Play, który wspólnie opracowały IGN Entertainment, Kantar oraz UC Berkeley.

Gracze coraz rzadziej chcą kupować gry za pełną cenę
Gracze coraz rzadziej chcą kupować gry za pełną cenę
Grafika wygenerowana przez AI

Coraz częściej gracze nie chcą płacić pełnej ceny za gry

Badanie przeprowadzono na tysiącach klientów z grupy “najbardziej zaangażowanej” ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii oraz Australii. Wnioski? W każdym z wziętych pod uwagę pokoleń na kupowanie gier w pełnej cenie decyduje się mniej niż połowa respondentów. Najczęściej robią to Zetki, w przypadku których gotowe na takie coś jest 42% odpowiadających. Im jednak starszy gracz, tym rzadziej chce wykładać na stół tyle, ile wydawca woła na premierę. W wypadku Mielnialsów to 38%, a w Generacji X jest to już tylko co piąty respondent. Pozostali zaś wolą czekać na obniżki. Dlaczego? Christopher Dring z The Games Business stwierdza, iż rynek jest zwyczajnie przesycony, chociaż nie bez znaczenia jest stan techniczny wielu gier w dniu ich premiery.

Rynek się zmienił. Konsumenci są “nasyceni” rzeczami do grania, oglądania i czytania. Ponadto gry mają tendencję do debiutowania w stanie niedokończonym lub wymagającym jednej bądź dwóch poprawek. Biorąc pod uwagę te dwa czynniki, chęć pędzenia do sklepu w dniu premiery i zakupu gry nie jest już tak silna, jak dawniej. Pozytywną stroną jest to, że gry żyją dłużej i nie jest niczym niezwykłym, że duże tytuły sprzedają się przez lata, a nawet dekady.

Istnieje również zmiana pokoleniowa, choć jestem ostrożny w wyciąganiu zbyt wielu wniosków. Wiele nawyków zakupowych i związanych z graniem u starszych graczy może wynikać z faktu, że mają oni mniej czasu, a więcej pieniędzy, podczas gdy u młodszych pokoleń jest odwrotnie. Zobaczymy, jak to się rozwinie z czasem – stwierdził Dring w rozmowie z VGC.

GramTV przedstawia:

Każde pokolenie ma też swoje własne źródło informacji. X stawia w tym wypadku na Google, podczas gdy Milenialsi na YouTube. Z kolei Zetki opierają się przede wszystkim na mediach społecznościowych – prawdopodobnie przede wszystkim na TikToku. Odmienne są również preferowane rodzaje rozgrywki – grupa wiekowa 46-61 stawia na gry dla jednego gracza, 14-29 na produkcje wieloosobowe, podczas gdy 30-44 jest w tej materii podzielone niemalże po równo. Niemniej tylko X i Milenialsi są skłonni wracać do gier, by ukończyć je w stu procentach, z kolei Zetki motywuje głównie pojawienie się nowej zawartości.

Mówimy o ludziach, którzy zasadniczo twierdzą: mam ograniczoną liczbę godzin w tygodniu i to jest miejsce, w którym decyduję się spędzać swój wolny czas. [Pokolenie X – przyp. red.] wychodzi z założenia nocnych premier, kupowania gier w pełnej cenie, opierania się na konsolach... chcą wycisnąć z tej cytryny tyle soku, ile tylko się da. Z kolei gdy patrzysz na pokolenie Z, które żyje w świecie platform... gry się nie kończą, a aspekty społecznościowe stają się ogromną częścią ich DNA. Chcą być częścią społeczności, w której mogą powiedzieć: “Jestem najlepiej poinformowany. Wiem o tej grze najwięcej” – podsumował Karl Stewart, starszy wiceprezesa ds. globalnego marketingu w IGNE.

Komentarze
1
wolff01
Gramowicz
Dzisiaj 18:11

Niby tak, ale czasem pojawia się produkt który i tak jest skazany na sukces - weźmy teraz Forza Horizon 6 albo przyszłe GTA VI. Więcej tego samego, a sprzedaż będzie rekordowa.

Wydaje mi się też, że platformy crowdfoundingowe dają dobre próbki co się może sprzedawać - fakt, ostatecznie produkt kupuje wąska grupa osób w skali np. milionów sprzedanych egzemplarzy gier (no ale też zasięg jest mniejszy), ale wystarczy spojrzeć na sukces niektórych kampanii żeby zobaczyć na co jest popyt, czego ludzie szukają - kwestia po prosto kto pierwszy przekuje to w fizyczny produkt. Weźmy takie Neon Oddyssey które niedługo dobije do 7 baniek dolarów, bo okazało się, niesamowite, że ludzie są skłonni płacić nawet po 1000 dolarów za RPG a la space opera w klimaacie lat 70/80/90 bazującym na nostalgii do tych czasów.