Ostatnie ogłoszenie Ubisoftu o szeroko zakrojonej restrukturyzacji odbiło się szerokim echem w całej branży gier. Informacje o anulowanych projektach, zamykanych studiach i opóźnianych produkcjach szybko trafiły na nagłówki, jednak mniej uwagi poświęcono skutkom, jakie te decyzje niosą dla samych pracowników. Tymczasem to właśnie czynnik ludzki może okazać się najbardziej dotkliwym elementem zapowiedzianych zmian.
Ubisoft
Fala zmian w Ubisofcie. Liczba pracowników może znów mocno spaść
Wydawca zapowiedział kolejną fazę programu oszczędnościowego, którego celem jest wygenerowanie dodatkowych 200 milionów euro do końca marca 2028 roku. Będzie to trzecia i zarazem ostatnia część procesu redukcji kosztów. Obecnie Ubisoft kończy drugą fazę, rozpoczętą cztery lata temu, w ramach której firma ograniczyła wydatki o około 300 milionów euro. Jak zauważył Insider Gaming, skala wcześniejszych działań pozwala przypuszczać, że nowe decyzje ponownie odbiją się na liczbie zatrudnionych.
Dane liczbowe jasno pokazują, jak duże zmiany zaszły już w strukturach firmy. We wrześniu 2022 roku Ubisoft zatrudniał ponad 20 tysięcy osób, natomiast trzy lata później liczba ta spadła do nieco ponad 17 tysięcy. W tym okresie zamknięto studia w Londynie, Osace, San Francisco, Leamington, Halifax oraz Sztokholmie. Dodatkowo zapowiedziano kolejne komunikaty dotyczące redukcji zatrudnienia, które mają zostać ogłoszone w lutym 2026 roku.
GramTV przedstawia:
Analizując proporcje poprzednich cięć, nowa faza oszczędności może doprowadzić do utraty pracy przez kolejne dwa tysiące lub więcej osób do końca marca 2028 roku. Choć firma deklaruje, że rozwiązanie to ma zwiększyć efektywność i kreatywność zespołów, część pracowników postrzega je jako sposób na dalsze zmniejszanie zatrudnienia bez oficjalnego ogłaszania masowych zwolnień.
Narastające problemy strukturalne i brak stabilności organizacyjnej sprawiają, że środowisko pracy w Ubisoft staje się coraz trudniejsze. W obliczu nieustannych restrukturyzacji i perspektywy kolejnych zwolnień trudno oczekiwać, by zespoły mogły pracować z pełnym zaangażowaniem i poczuciem bezpieczeństwa. Coraz częściej pojawiają się głosy, że rzeczywista zmiana powinna rozpocząć się na najwyższych szczeblach zarządzania, a nie kosztem kolejnych pracowników.
Bańka AI wkrótce pęknie. Grube ryby już się rakiem wycofują. Buffet zaczął, pozostali też już opuścili przyjęcie, zabierając ze sobą złote sztućce i ręczniki z hotelu. Koszty rosną, pompowanie startupów trwa, efektów nie widać. Nie wiemy, co do tej pory osiągnęła armia, ale póki co, nie widać autonomicznych systemów opartych na AI. Ok, może analiza danych wywiadowczych - sortowanie, filtrowanie, wspomaganie pola walki, itp. Natomiast mam podejrzenie, że to całe gadanie o generatywnej AI, to dmuchanie balona (póki co).
I tak i nie. Buffet zawsze grał ostrożnie. Jest wiele rzeczy których nie robi. Samo AI nie zniknie bo ma wartość. Był przełom w technologii i mamy jego skutki. Tyle.
Co do automatycznych systemów opartych o AI - już są. Mają np. drony które potrafią działać nawet jeżeli stracą kanał komunikacji. Musieli to zrobić bo realnie na terenie konfliktu przeciwnik zawsze będzie próbował Cię zakłócać. Ktoś już prezentował przykładowego terminatora.
Realnie jedyne co ich powstrzymuje to koszt. Życie człowieka jest po prostu tańsze :-P
Też pamiętaj że dużo wypowiedzi jest wyolbrzymianych i bardzo często powtarza się opinie bogaczy oderwanych od rzeczywistości co nijak się ma do realiów. Np. ostatnio jeden szefu Microsoftu płakał że firmy nie implementują AI i albo będą musieli mieć jakiś przełom albo znaleźć sposób na AGI bo się opinia publiczna od nich odwraca a profitów nie widać.
Ten sam koleś wcześniej zasłynął kiedy narzekał że ludzie nazywają syf generowany przez AI jako "AI slop".
Widać zainwestowali kupę pieniędzy w to wszystko i są bardzo defensywni bo się boją o tę inwestycję. Widzieliśmy już Amazon który się przejechał na Alexie czy Facebook na Mecie. A tym razem skala inwestycji jest dużo, dużo większa.
Ale na koniec dnia to opinia jednego kolesia który ma w tym interes.
Giełda w USA jest przeszacowana tak bardzo, jak nie była za dotkomów i w czasie bańki w nieruchomościach. USA jest tak zadłużone, że przeciętny człowiek nie jest w stanie wyobrazić sobie tych liczb. Zresztą, EU też jedzie na kredytach. Titanic tonie, a orkiestra rżnie w najlepsze. Do tego dochodzi napięta sytuacja geopolityczna, kompletne nieprzygotowanie Europy na poziomie decyzyjnym. Nasi "włodarze" biegają, jak kurczaki bez głów.
Tyle że system jest ustawiony więc tak naprawdę nikt oprócz wybranych nie zna realnej sytuacji. Ale sam się osobiście bardzo nie przejmuje. Giełda to tak naprawdę zabawka dla najbogatszych. Dlatego giełda może mieć się w najlepsze a ludziom może być coraz gorzej.
Dlatego mnie zawsze bawi jak ktoś na argument że ludzie mają gorzej odpowiada że giełda nigdy nie miała się lepiej.
Z drugiej strony jak korporacje zaczną się sypać to przeciętni ludzie na tym ucierpią. Ale szczerze to powinni. Bo tylko tak sprawisz że sięgną za widły i zaczną robić porządki.
No i wreszcie rosnąca pozycja gier z Azji. Prorokuję, że stopniowo przejmą rynek. Widzę to po tym, jak rozwijała się manhwa. Japończycy zlecali przez lata Koreańczykom robienie mangi, bo taniej, a ci - po kawałku, po kawałku wymasterowali się i przeganiają mangę pod względem jakości. Tak i tu - prędzej czy później gry z Azji przejmą gro rynku AAA. Wielkie zachodnie studia będą dusić produkty pod polityczną poprawność, Azjaci po prostu będą robić gry dla gracza.
Ale ostatecznie mogę się mylić.
Rosnąca pozycja na zachodzie wynika po prostu z tego że firmy te w końcu otwierają się na nasz rynek i myślą o angielskim odbiorcy. Realnie boom wynika po prostu z tego że mamy efekt "nowości". Taki Black Myth np. luźno bazuje na Wędrówce na Zachód. Jeden z najlepszych Total Warów bazuje na tym samym co Dynasty Warrior czyli Romans Trzech Królestw. Co ciekawe w Chinach to jest praktycznie cliche. U nas to jeszcze często egzotyka.
Ale już widzimy że np. wiele gier z Chin jest takich samych. Co zabawne widzimy już jakieś propozycje z Indii i wyglądają jak Chińskie produkcje. Chyba duży wpływ miał sukces Black Myth. 25 milionów sprzedanych egzemplarzy to wynik który mogą zazdrościć najlepsi.
Ale to nie tak że rynek Chiński nagle zaczął robić gry. Po prostu wcześniej robili je często tylko na swój rynek myśląc że nie będą miały znaczącego sukcesu na zachodzie. Black Myth pokazał że jest inaczej.
Grze
Gramowicz
Dzisiaj 09:35
No, ciekawe czasy nastały.
Bańka AI wkrótce pęknie. Grube ryby już się rakiem wycofują. Buffet zaczął, pozostali też już opuścili przyjęcie, zabierając ze sobą złote sztućce i ręczniki z hotelu. Koszty rosną, pompowanie startupów trwa, efektów nie widać. Nie wiemy, co do tej pory osiągnęła armia, ale póki co, nie widać autonomicznych systemów opartych na AI. Ok, może analiza danych wywiadowczych - sortowanie, filtrowanie, wspomaganie pola walki, itp. Natomiast mam podejrzenie, że to całe gadanie o generatywnej AI, to dmuchanie balona (póki co).
Giełda w USA jest przeszacowana tak bardzo, jak nie była za dotkomów i w czasie bańki w nieruchomościach. USA jest tak zadłużone, że przeciętny człowiek nie jest w stanie wyobrazić sobie tych liczb. Zresztą, EU też jedzie na kredytach. Titanic tonie, a orkiestra rżnie w najlepsze. Do tego dochodzi napięta sytuacja geopolityczna, kompletne nieprzygotowanie Europy na poziomie decyzyjnym. Nasi "włodarze" biegają, jak kurczaki bez głów.
No i wreszcie rosnąca pozycja gier z Azji. Prorokuję, że stopniowo przejmą rynek. Widzę to po tym, jak rozwijała się manhwa. Japończycy zlecali przez lata Koreańczykom robienie mangi, bo taniej, a ci - po kawałku, po kawałku wymasterowali się i przeganiają mangę pod względem jakości. Tak i tu - prędzej czy później gry z Azji przejmą gro rynku AAA. Wielkie zachodnie studia będą dusić produkty pod polityczną poprawność, Azjaci po prostu będą robić gry dla gracza.