Autorzy fantasy mają dość ekranizacji. Krytykują brak wierności adaptacji swoich dzieł

Radosław Krajewski
2026/04/15 15:00
3
0

Ciężko się dziwić, skoro przez ostatnie lata powstało sporo kiepskich ekranizacji popularnych powieści fantasy.

Coraz więcej znanych autorów i twórców fantasy otwarcie krytykuje ekranowe adaptacje swoich dzieł, zarzucając im odejście od materiału źródłowego. Od seriali po wielkie produkcje streamingowe oraz kinowe, napięcie między wizją twórców a decyzjami studiów wyraźnie rośnie, a dyskusja o wierności oryginałowi nabiera coraz większego rozpędu.

Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy
Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy

Twórcy książek i gier w realiach fantasy coraz głośniej krytykują nieudane filmowe i serialowe adaptacje

Studia takie jak Amazon niejednokrotnie znalazły się pod ostrzałem. Bestsellerowy autor Brandon Sanderson publicznie skrytykował adaptację Koła Czasu, wskazując na brak realnego wpływu na projekt, mimo formalnego zaangażowania. Równie mocno wybrzmiały słowa Davida Jaffe’a, twórcy serii God of War, który ostro ocenił pierwsze materiały z nadchodzącej adaptacji.

Miałem swoje problemy z tym serialem. Nie będę tęsknił za byciem w dużej mierze ignorowanym. Chcieli wykorzystać moje nazwisko dla wiarygodności. To była baza fanów, która zasługiwała na coś lepszego.

To jest złe na tak wielu poziomach. Żadna z tych postaci nie wygląda interesująco ani atrakcyjnie. Gdyby to była wersja God of War w stylu Głupi i głupszy, właśnie tego można by się spodziewać.

Amazon nie jest jednak jedynym studiem mierzącym się z krytyką. Autor Wiedźmina, Andrzej Sapkowski, wielokrotnie dawał do zrozumienia, że nie jest zadowolony z serialowej interpretacji Netfliksa.

Nigdy mnie nie słuchali.

Nie mogę pochwalić tego serialu, to byłoby nieprzyzwoite.

Również George R.R. Martin, przez lata powściągliwy wobec zmian w Grze o tron, zdecydował się otwarcie skrytykować prequel Ród smoka za odejścia od książki Ogień i krew:

W drugim sezonie zasadniczo przestano mnie słuchać. Przekazywałem uwagi i nic z nich nie wynikało.

GramTV przedstawia:

Jednocześnie Martin potrafi docenić produkcje, które jego zdaniem zachowują odpowiednią równowagę między adaptacją a oryginałem:

To tak wierna adaptacja, jakiej rozsądny człowiek mógłby oczekiwać. A wszyscy wiedzą, jak bardzo rozsądny jestem w tej kwestii.

Podobne napięcia pojawiają się także przy innych projektach. Twórca The Last of Us, Neil Druckmann, po odejściu z roli współshowrunnera podkreślił znaczenie wierności materiałowi źródłowemu.

Najlepszym sposobem, w jaki mogę się do tego przyczynić, jest dopilnowanie, aby trzeci sezon był tak głęboko wierny jak pierwszy. Uważam, że to złoty standard dla tego typu adaptacji.

Nie brakuje jednak wyjątków. J.K. Rowling, jedna z najbardziej wpływowych autorek fantasy, pozytywnie ocenia nadchodzącą serialową adaptację Harry’ego Pottera:

Jestem z tego bardzo zadowolona – przyznała autorka.

Eksperci zwracają uwagę, że rosnąca otwartość twórców wynika z dwóch głównych czynników. Po pierwsze, media społecznościowe umożliwiają autorom bezpośredni kontakt z fanami i natychmiastowe wyrażanie opinii. Po drugie, zmienił się sam sposób tworzenia seriali. Platformy streamingowe produkują dziś setki tytułów rocznie, co pozwala na bardziej wierne i szczegółowe adaptacje, dostosowane do konkretnych grup odbiorców.

Jednocześnie rosną oczekiwania fanów, którzy coraz częściej traktują kanon niemal jak świętość. W efekcie studia muszą balansować między masową atrakcyjnością a wiernością oryginałowi, a sami autorzy coraz częściej stają po stronie odbiorców.

Komentarze
3
wolff01
Gramowicz
Ostatni środa
dariuszp napisał:

Mnie to bawi że lata temu na premiery filmów mieliśmy kiczowate gry a teraz na podstawie gier robi się kiczowate filmy.

Gry były tylko kolejnym kanałem marketingowym korporacji by zachęcić do filmu.

Teraz dokładnie tak się robi z filmami. To tylko kanał który ma dotrzeć do nowych klientów dla firmy która ma prawa do gry. 

W Japonii tak robią od lat - docierają do klientów rozszerzając ofertę produktów - jest manga (często jeszcze przed tym Light Novel), później adaptacja w formie anime, gry, gadżety a nawet sztuki teatralne. Nazywa się to "media projects", czasem nawet nie mają pierwowzoru tylko są od początku tak planowane (np. różnorakie serie anime o muzycznych grupach/ idolach). Celując w fanów pierwowzoru przyciągają nowych, docierają do większej ilości kanałów (np. lubiany aktor/muzyk grający w adaptacji przyciągnie nowych fanów). Największą porażką Hollywood jest to że ubzdurali sobie celowanie w "modern audience" która nie istnieje i młodych widzów których podebrały im social media. Tych najbardziej wartościowych widzów - fanów (ksiażęk, komiksów czy wieloletnich franczyz itd) - już dawno pogonili. Zostali shille albo oszołomy z social media bez kasy. Garstka osób która nie ma realnego wpływu na zyski z danego produktu.

Oczywiście to nie jest tak że w takiej Japonii zawsze wszystko wychodzi - np. mimo ogromnej popularności dostaliśmy fatalne sezony 2 oraz 3 anime One Punch Man które tę adaptację praktycznie pogrzebały. Świetnie poprowadzony media project to np Demon Slayer - niewyróżniający się z tłumu shouen który dzięki świetnie zrealizowanej adaptacji i np. ekspansji mangi jest dziś jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek m&a. Oni nawet nie muszą tworzyć unikalnych kinówek - skleją parę odcinków serialu w jedno, wrzucają na duży ekran i zarabiają na nim prawie 800 milionów dolarów xD

dariuszp
Gramowicz
Ostatni środa

Mnie to bawi że lata temu na premiery filmów mieliśmy kiczowate gry a teraz na podstawie gier robi się kiczowate filmy.

Gry były tylko kolejnym kanałem marketingowym korporacji by zachęcić do filmu.

Teraz dokładnie tak się robi z filmami. To tylko kanał który ma dotrzeć do nowych klientów dla firmy która ma prawa do gry. 

wolff01
Gramowicz
Ostatni środa

Obudzili sie po 10 latach niszczenia kolejnych franczyz. Co, może zapisy w kontraktach na okres "milczenia" minęły i już można głośno krytykować?

Teraz to się wszyscy możecie cmoknąć.




Trwa Wczytywanie