Nie wszystkim widzom nowa wersja przygotowana przez George’a Lucasa przypadła do gustu.
Minęło 29 lat od momentu, gdy Gwiezdne wojny: Część IV - Nowa nadzieja powróciło do kin w specjalnej edycji i jednocześnie rozpoczęło jeden z największych sporów w historii popkultury. Styczeń 1997 roku miał być świętem dla fanów Gwiezdnych wojen, a stał się początkiem gorącej dyskusji o granicach ingerencji twórcy w ukończone dzieło, tym bardziej takie, które zadebiutowało oryginalnie dwadzieścia lat temu.
Gwiezdne wojny: Część IV - Nowa nadzieja
Gwiezdne wojny – fani byli rozczarowani zbyt daleko idącymi zmianami w specjalnej wersji filmów
Specjalna edycja klasycznej trylogii pojawiła się na ekranach z okazji dwudziestej rocznicy premiery pierwszego filmu. Dla wielu widzów była to pierwsza od lat szansa, by zobaczyć kultowe produkcje na dużym ekranie. Lucasfilm obiecywało odświeżone efekty wizualne, poprawioną jakość obrazu i sceny, które miały lepiej oddać pierwotną wizję George’a Lucasa. Problem w tym, że część zmian poszła znacznie dalej, niż oczekiwali tego fani.
Kontrowersyjne okazały się nowe efekty komputerowe, które zastąpiły oryginalne, praktyczne rozwiązania techniczne, a dodatkowe sceny wpłynęły na tempo całego filmu. Dla widzów przywiązanych do wersji znanej z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych oznaczało to utratę produkcji, która nie tylko zdobyła Oscary, ale też zrewolucjonizował kino science fiction. Najbardziej dyskusyjna stała się zmodyfikowana scena konfrontacji Hana Solo z Greedo, która do dziś jest przedmiotem internetowych dyskusji, kto naprawdę strzelił pierwszy.
GramTV przedstawia:
Nie wszystkie zmiany spotkały się jednak z krytyką. Rozbudowane lokacje, większa rola drugoplanowych bohaterów czy poprawiona czytelność niektórych sekwencji we wszystkich trzech częściach oryginalnej trylogii znalazły swoich zwolenników. Dla młodszej publiczności specjalne edycje były często pierwszym kontaktem z Gwiezdnymi wojnami, a unowocześniona oprawa wizualna ułatwiała wejście w ten świat nowemu pokoleniu.
Oglądałem klasyczne wersje za dzieciaka. Byłem w kinie na premierach odnowionej trylogii już jako nastolatek. Dla mnie wszystko wyglądało dobrze i było potrzebne.
Gdyby tylko ludzie wtedy wiedzieli, co nadchodzi w kolejnych dekadach, to przestaliby narzekać na odnowione epizody IV - VI.