Na Disney+ można już obejrzeć cały sezon jednego z najbardziej bezkompromisowych seriali science fiction ostatnich lat. Sprawdzamy, co jest w nim takiego pięknego.
Są twórcy, którzy opowiadają historie, i są tacy, którzy z premedytacją diagnozują nasze lęki — Ryan Murphy bez wątpienia należy do tej drugiej kategorii. Udowodnił to już w American Horror Story, gdzie pod kostiumem grozy kryły się społeczne obsesje i zbiorowe niepokoje. W jego najnowszym serialu The Beauty, emitowanym na Disney+, science fiction staje się nie tyle opowieścią o przełomowej technologii, ile bezlitosnym lustrem, w którym odbija się nasza obsesja na punkcie młodości, atrakcyjności i społecznej akceptacji.
The Beauty
W krzywym zwierciadle
Tytuł serialu mówi sam za siebie, zdradzając już na wstępie główną tezę. Piękno jest jednym z tych pragnień, które trudno w sobie uciszyć i działa trochę jak narkotyk. Nic nie uskrzydla tak skutecznie jak akceptacja, komplement, moment, w którym czujemy się zauważeni i pożądani. A najprostszą, najbardziej bezpośrednią drogą do tego stanu pozostaje fizyczna atrakcyjność — waluta, którą świat wciąż honoruje bez większych pytań. Piękno jako estetyczna wartość nie musi być w życiu najważniejsze, nie jest też warunkiem koniecznym szczęścia, ale funkcjonuje trochę jak pieniądz: istnieją rzeczy cenniejsze, to oczywiste, jednak całkowity brak dostępu do niego potrafi zamknąć przed nami zaskakująco wiele drzwi. I choć lubimy wierzyć, że jest inaczej, niewiele możemy z tym zrobić.
Pytanie, które brzmi trochę jak komunał, wraca tu jednak w przewrotnej formie – co, jeśli piękno zewnętrzne nie idzie w parze z pięknem i ładem wewnętrznym?
I właśnie tym tropem podążają twórcy The Beauty — wyciągają nasze ciche przekonanie o wszechwładzy urody i doprowadzają je do skrajności. W świecie serialu pojawia się przełomowa technologia, swoista szczepionka nowej generacji, wirus sprzedawany jako dar, który eliminuje brzydotę raz na zawsze. Jedno ukłucie i człowiek przechodzi totalną metamorfozę: skóra staje się nieskazitelna, rysy harmonijne, ciało młode i proporcjonalne. To nie jest zabieg medycyny estetycznej ani luksusowy krem dla wybranych — to rozwiązanie szybkie, dostępne i bezwzględnie skuteczne, obiecujące natychmiastowy efekt. Problem w tym, że jak w przypadku każdej szczepionki, także i tutaj istnieją skutki uboczne. A te są iście wybuchowe.
The Beauty
Horror cielesny
W warstwie estetycznej serial bezwstydnie flirtuje z horrorem cielesnym, momentami jakby puszczając oko do Davida Cronenberga. Znamy to – ciało przestaje być stabilną formą i staje się polem eksperymentu, podatnym na infekcję, mutację i rozpad. Ale The Beauty idzie krok dalej, wchodząc na terytorium cyberpunku i biotechnologicznych fantazji o świecie, w którym korporacje igrają z kodem życia, a postęp technologiczny nieuchronnie prowadzi ku katastrofie. Transformacja przestaje być wyłącznie fizyczna; to już aktualizacja systemu, instalacja nowej wersji siebie. Motyw konfrontacji z własnym „ulepszonym” ja przywiódł mi na myśl wprost Matrixa — jedna ze scen jest wręcz bezczelną kliszą filmu rodzeństwa Wachowskich, jakby twórcy sprawdzali, ile rozpoznawalnych symboli ta opowieść jeszcze uniesie.
Jednocześnie pobrzmiewają tu echa paranoicznej fantastyki w duchu Z Archiwum X — z jej nieufnością wobec instytucji, spiskową aurą i przeczuciem, że prawda ukryta jest głęboko pod warstwą oficjalnych komunikatów. Da się to także wyczuć w głównym motywie muzycznym, który brzmi, jakby był żywo wyjęty ze Strefy mroku. The Beauty żongluje tymi odniesieniami z premedytacją, balansując między grozą a kampową przesadą, jakby chciało powiedzieć: najbardziej przerażające nie jest to, że ktoś nas podmienia — lecz że z entuzjazmem pozwalamy się podmienić sami, w imię doskonałości.
GramTV przedstawia:
Bohaterowie zyskują piękno, młodość i niejako nieśmiertelność, zbliżając się w tym sensie bardziej do wampirów. Jednak podobnie jak w historiach o amatorach krwi, wieczna młodość okazuje się klątwą: atrakcyjna powierzchnia nie uwalnia od cierpienia ani moralnych konsekwencji. Nad całą produkcją unosi się duch Portretu Doriana Graya — tak jak w klasycznej powieści Wilde’a, perfekcyjny wygląd staje się maską dla wewnętrznych słabości i zbrodni, a cena za pozorną doskonałość okazuje się niewyobrażalnie wysoka.
The Beauty
Z Archiwum XYZ
The Beauty mierzy wysoko, ale nie zawsze udaje mu się utrzymać tempo i koncentrację widza. Serial jest wyraźnie zróżnicowany stylistycznie i gatunkowo – czerpie z różnych konwencji, przez co momentami brakuje mu równowagi. Niektóre odcinki trzymają się głównej linii fabularnej i rozwijają kluczowe wątki, inne to dygresje, poboczne historie czy wątki licealne, które, choć interesujące, momentami spowalniają narrację. Murphy balansuje na krawędzi — także tej związanej z dobrym smakiem: raz otrzymujemy akcję, innym razem suspens, a dla podkreślenia atmosfery twórcy sięgają po seks i przemoc. Jednocześnie serial miejscami się rozwadnia, serwując dialogi będące mielonką głównej tezy.
To klasyczny rozdźwięk między ambicją a wykonaniem: The Beauty pragnie być odważnym, sugestywnym studium obsesji i piękna, ale słabsze momenty przykrywa groteską, która zachęca nie tyle do współczucia, ile do dystansu. Falowy rytm utrudnia utrzymanie napięcia i wymaga od widza sporej cierpliwości. Alenajciekawszym zabiegiem scenariuszowym jest odwrócona chronologia: w późniejszych odcinkach serial zaskakująco tłumaczy sens wcześniejszych scen i motywacje poznanych postaci, odkrywając warstwy, których na pierwszy rzut oka nie dostrzegliśmy. Ten zabieg nadaje historii ciekawą dynamikę — sprawia, że nawet pozornie słabsze lub rozwlekłe epizody zyskują nowy kontekst.
Ile w tym prawdy, ile fantazji?
W The Beauty postacie i ich interpretacje nadają serialowi energię, która z czasem staje się towarem deficytowym. Ashton Kutcher w roli antagonisty wypada zaskakująco — walczy dzielnie, ale jego gra bywa sztuczna i momentami przerysowana; aktor chce być cool, ale powinien lepiej zaznajomić się z ironią. Zupełnie inaczej wygląda obecność Evana Petersa, który swoją zachowawczością tonuje nieco szalone okoliczności, tworząc fascynującą chemię z Rebeccą Hall i wprowadzając do fabuły wielowymiarowość emocjonalną. Nie można też pominąć Isabelli Rossellini — diwa kina pojawia się w odważnej, energetycznej roli, która momentami kradnie ekran. To ciekawa kombinacja, która sprawia, że nawet najbardziej przesadne sceny nabierają życia i charakteru.
Wyobraźcie sobie odcinek Czarnego lustra, biorący na warsztat przełomową technologię i ukazujący jej mroczną stronę, ale rozciągnięty do kilkunastu epizodów. Z całym wachlarzem wrażeń: miejscami zachwycający rozmachem, innym razem zaskakująco kameralny, ale niezmiennie seksowny, brutalny, celnie satyryczny, pełen suspensu i paranoi. Jednocześnie rozwlekły i nierówny, ale wciąż nieodparcie wciągający. Serial na przestrzeni tych jedenastu odcinków daje co najmniej kilka powodów, by przerwać seans — bywa odpychający, innym razem męczący. Ale trudno to zrobić, choćby dlatego, że serial przez swoją sugestywność zmusza nas do zmierzenia się z kilkoma niewygodnymi prawdami o nas samych. Murphy nie pyta tylko, czy chcielibyśmy być piękni. To jest jasne. Pyta także, kim przestalibyśmy być, gdybyśmy wszyscy nagle stali się idealni.
6,5
The Beauty to serial, który balansuje na granicy fascynacji i odrazy — odważny, sugestywny, pełen groteski, przemocy i metafor o naszej obsesji na punkcie urody. Mimo nierównego tempa i momentami nużących odcinków, wciąga do samego końca.
Plusy
Manipulacja przy chronologii wydarzeń dała ciekawą dynamikę
Horror cielesny, science fiction i satyra w jednym, momentami genialnie połączone
Bezwzględne rozprawienie się z obsesją piękna
Evan Peters jest świetny, ale najmilej poczułem się widząc energię Isabelli Rossellini
Minusy
Nierówne tempo - serial mógł spokojnie być krótszy
Ashton Kutcher stara się być cool, ale nie za bardzo zna się na ironii
Błyskotliwe pomysły, celne puenty, przeplatają się z estetycznym i intelektualnym kiczem
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!