Koniec rządów Kathleen Kennedy w Lucasfilm. Czy fani Gwiezdnych wojen mogą nareszcie odetchnąć z ulgą?

Radosław Krajewski
2026/01/18 15:00
1
0

Studio oficjalnie potwierdziło, że już od przyszłego tygodnia Kathleen Kennedy odejdzie ze stanowiska prezeski. Wyznaczono jej następców, ale co to oznacza dla Gwiezdnych wojen i Indiany Jonesa?

Na tę wiadomość fani Gwiezdnych wojen czekali od kilku lat. W ostatni czwartek Disney i Lucasfilm oficjalnie potwierdziły, że Kathleen Kennedy odchodzi ze studia. Funkcję prezeski objęła po sprzedaży Lucasfilm przez George’a Lucasa Disneyowi w 2012 roku i chociaż w tym czasie powstało kilka filmów i seriali z gwiezdnowojennej sagi, to wielu widzów wolałaby o tym okresie zapomnieć. Przyjrzyjmy się bliżej całej kadencji Kennedy i poznajmy nowych prezesów studia, którzy wcale nie muszą być remedium na problemy trapiące tę markę od wielu lat.

Kathleen Kennedy
Kathleen Kennedy
Foto: Lucasfilm

Trzeba jednak zaznaczyć, że odejście Kennedy na zawsze zamyka pewną epokę w Gwiezdnych wojnach. Obecnie marka ma się najgorzej w całej swojej historii i kolejne wydawane tytuły spod szyldu Star Wars nie przyciągają już odbiorców tak, jak dawniej. Najlepiej widać to po kolejnych aktorskich, czy animowanych serialach, które notują niższą oglądalność od poprzednich produkcji, takich jak The Mandalorian, Ahsoka, czy Obi-Wan Kenobi. Również w świecie gier jest coraz mniej chętnych na doświadczanie Gwiezdnych wojen w takiej formie, a Star Wars Outlaws jest tego najlepszym przykładem.

Chociaż obecnie Gwiezdne wojny kojarzą się ze straconymi szansami, nadmierną ideologizacją, zakulisowymi problemami i całą masą złych decyzji, w tym brakiem długofalowej wizji, która osłabiła nawet tak dochodową markę, to początek kariery Kathleen Kennedy jako prezeski Lucasfilm był całkiem udany. Długoletnia współpracownica Lucasa była naturalnym wyborem na stanowisko CEO studia. Swoją karierę zaczynała u boku Stevena Spielberga w takich produkcjach, jak E.T., czy Indiana Jones i Świątynia Zagłady, jak również innych klasykach końca poprzedniego wieku, czyli Gremliny rozrabiają, The Goonies, trylogia Powrót do przyszłości, Jurassic Park, Lista Schindlera i wielu innych.

Fantastyczna producentka, kiepska zarządczyni

Jako producentka związana z firmą Amblin Entertainment, założoną przez Spielberga, notowało pasmo sukcesów. Nic więc dziwnego, że w Hollywood cieszyła się renomą producentki „nie do ruszenia”. Jej nazwisko pojawiało się w napisach końcowych największych klasyków kina przygodowego i familijnego ostatnich czterech dekad, aż w końcu sam Lucas zapragnął mieć Kennedy w swoich szeregach. Ta dołączyła do Lucasfilm dopiero w 2012 roku, na kilka miesięcy przed sprzedażą firmy Disneyowi. Wtedy spodziewano się kontynuowania dziedzictwa twórcy Gwiezdnych wojen i z nadzieją patrzono w przyszłość, że korporacja Myszki Miki w białych rękawiczkach nie zniszczy tej marki, a wzmocni ją na wzór coraz bardziej rozpędzającego się Marvela i ich uniwersum. Rzeczywistość okazała się jednak tragiczniejsza w skutkach, niż mogliby to przewidywać najbardziej pesymistyczni przeciwnicy sprzedaży Lucasfilm.

George Lucas sprzedający swoje studio Disneyowi
George Lucas sprzedający swoje studio Disneyowi
Foto: Disney

George Lucas w pełni ufał Kennedy w kwestii rozwoju Gwiezdnych wojen. To ona miała gwarantować odpowiednią jakość produkcji, ale i prawidłowe zarządzanie firmą. Sprawdziła się jako producentka przy wielkich hitach, to dlaczego miałaby polec jako osoba zarządzająca tak wielkim studiem? Najwyraźniej nawet najlepsi producenci nie dają gwarancji, że będą potrafili nadzorować kilka projektów jednocześnie, a przy tym zajmować się całą logistyką, finansami i innymi biznesowymi aspektami działalności filmowego studia. Nic więc dziwnego, że wiele lat później Lucas skrytykował kierunek, w jakim podążyła jego marka. W ubiegłorocznej rozmowie z Wall Street Journal przyznał, że dalsze losy Gwiezdnych wojen już go nie obchodzą i obecnie zajmuje się budową własnego muzeum.

Disney przejął markę i nadał jej własny kierunek. Tak to działa.

Oczywiście, że to zostawiłem za sobą. Mam swoje życie. Buduję muzeum. To trudniejsze niż robienie filmów.

GramTV przedstawia:

Jednak początek Kennedy jako prezeski Lucasfilm był bardzo udany. Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy stało się ogromnym hitem, zarabiając na całym świecie 2,058 miliarda dolarów, z czego 936 mln dolarów w samej Ameryce, co wciąż jest najwyższym zarobkiem filmu w kinach w historii amerykańskiego box office. Chociaż część widzów była zawiedziona niektórymi elementami, wskazując na bliskie podobieństwa z historią z Nowej nadziei, kiepskimi nowymi postaciami na czele z Rey, czy też zmarginalizowaną rolą Luke’a Skywalkera, to jednak wielu widzów, jak i recenzentów, dało się porwać nostalgii i uznali otwarcie nowej trylogii za udane. Kennedy, jak i Lucasfilm zagrali bezpiecznie, ale ta strategia zadziałała perfekcyjnie.

Trzeba to uczynić osobistym. Nie można spędzać dużo czasu, myśląc o tym, co pomyślą ludzie. Trzeba podejść do tego z punktu widzenia: Co to znaczy dla mnie i co ma to do mnie? Szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby świetne filmy były tworzone bez jakiegoś elementu osobistej pasji między twórcą i historią – powiedziała wówczas Kennedy w rozmowie z Vanity Fair.

Mroczne widmo

Już wtedy jednak można było dostrzec pewne obawy, czy aby na pewno Gwiezdne wojny zmierzają w odpowiednim kierunku. Prawdziwe sygnały ostrzegawcze pojawiły się niedługo później, przy produkcji Łotra 1 i Hana Solo. Gdy prace nad Ostatnim Jedynie od Riana Johnsona przebiegały bez większych komplikacji, to pierwszy kinowy spin-off Gwiezdnych wojen musiał zostać dokończony przez scenarzystę Tony’ego Gilroya. Ambitny twórca uratował tę produkcję, dając fanom coś zupełnie nowego w ramach uniwersum, choć osadzonego w doskonale znanych realiach. Inaczej było w przypadku Hana Solo, gdy film w trakcie zdjęć stracił dwójkę reżyserów, których zastąpił Ron Howard. Na domiar złego, gwiazda widowiska, Alden Ehrenreich oskarżany był o brak aktorskich umiejętności i według plotek Lucasfilm zatrudnił mu trenera, aby wypadł przed kamerą przynajmniej poprawnie. Gdy Łotr 1 uważany jest za jeden z najlepszych filmów z Gwiezdnych wojen w historii, co też przełożyło się na wysokie wyniki finansowe (ponad 1 miliard dolarów globalnych wpływów), tak prequel o Hanie Solo popadł w niełaskę i dzisiaj mało kto o nim pamięta.

Jest to jednak istotna produkcja w kontekście dalszego rozwoju Gwiezdnych wojen. Film zarobił na całym świecie jedynie 393 mln dolarów i to przy budżecie sięgającym 300 mln dolarów. To była pierwsza i jak na razie ostatnia tak wielka porażka filmu sygnowanego logiem Star Wars. Władze Lucasfilm po porażce Hana Solo podjęły decyzję o wstrzymaniu kolejnych filmowych spin-offów i prequeli, skupiając się na produkcji ostatniej części Sagi Skywalkerów. Wiele projektów zostało anulowanych, ale pomysły na niektóre z nich trafiły później do serialowych propozycji dystrybuowanych na Disney+, żeby tylko wspomnieć o Obi-Wanie Kenobim, który zamiast jednosezonowego serialu miał otrzymać filmową trylogię.

Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie
Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie

Kulminacją katastrofy okazał się Skywalker. Odrodzenie, czyli wielki finał Sagi. Pierwotnie film miał wyreżyserować Colin Trevorrow, który dopiero co odniósł sukces z Jurassic World, ale różnice artystyczne w tym przypadku były nie do pogodzenia i Kennedy zwolniła reżysera, ponownie zwracając się do J.J. Abramsa, który z kolei miał inną koncepcję od tej, którą Rian Johnson wypracował w Ostatnim Jedi. Narodził się więc projekt filmu, który miał niewiele wspólnego z poprzednią częścią, kolejny raz żerując na nostalgii oryginalnej trylogii, proponując głupie i absurdalne rozwiązania fabularne, które nie spodobały się nawet największym fanom Przebudzenia Mocy. Widzowie uznali, że tego już za wiele.

Myślę, że pozostawanie w konstrukcie opowiadań George'a, aby dalej odcinać kupony, byłoby błędem. Naszym zadaniem jest teraz pójść dalej, ale nadal wiązać się z mitologią, którą stworzył George. To się nie skończy. Ale odchodzimy od Sagi Skywalkerów – przyznała Kennedy w rozmowie z Vanity Fair w 2022 roku.

Mimo to Skywalker. Odrodzenie nieźle poradził sobie w kinach, zarabiając na całym świecie 1,036 miliard dolarów. Stanowiło to jednak wyraźny spadek w porównaniu do Ostatniego Jedi, który przyniósł 1,322 miliarda dolarów. Dla Kennedy i Lucasfilm był to jasny znak, że jeżeli nie dojdzie do drastycznej poprawy jakości w kolejnych produkcjach, to marka może marnie skończyć. Remedium na bolączki trapiące franczyzę miały okazać się seriale na Disney+. Bob Chapek, nowy prezes Disneya, który przejął to stanowisko po Bobie Igerze, naciskał na swoje studia produkcyjne, aby dostarczały im jak najwięcej treści, które rozbudują bibliotekę platformy streamingowej. Ofiarą tej polityki były również Gwiezdne wojny.

Komentarze
1
dariuszp
Gramowicz
Wczoraj 23:09

Pożyjemy zobaczymy. Tego typu ludzie rozchodzą się jak rak infekując kolejne organy organizacji zatrudniając i promując takich ludzi jak oni. Możliwe że dla pacjenta jest już za późno. Czas pokaże.