Poza firewallem: filmy - recenzje - "Wojna Charliego Wilsona" i "Operacja świt"

Lucas the Great
2008/03/01 18:58
8
0

Na sobotni wieczór naszykowaliśmy dla Was dwie recenzje filmów, które łączy ważny element: oba oparte są na faktach. Każdy z nich opowiada jednak diametralnie inną historię, a co za tym idzie posiada odmienną stylistykę i nastrój.

Poza firewallem: filmy - recenzje -

Filmy oparte na faktach, które opisują i przedstawiają przy tym historię albo epizod z życia pewnej osoby, choć czasami mitologizują bohaterów, są jednak zazwyczaj pasjonujące. Z przyjemnością śledzi się ekranowe losy najsłynniejszego bohatera ringu Muhammada Alego w filmie Michaela Manna, czy mistrza mistyfikacji Franka Abagnale Jr. w "Złap mnie, jeśli potrafisz" Stevena Spielberga. Nie inaczej jest w przypadku senatora Charliego Wilsona, którego losy przenieść postanowił na ekran Mike Nichols. Charles Nesbitt „Charlie” Wilson, którego Nichols w swym najnowszym filmie sportretował, to emerytowany już obecnie kongresman z Teksasu, który w latach 80. dzięki swym szerokim koneksjom oraz – co nie było wcale mniej istotne – urokowi osobistemu zdołał pozyskać wsparcie finansowe amerykańskiego rządu dla działań militarnych afgańskich mudżahedinów.

Pełen tekst znajdziecie tutaj

Wernera Herzoga nie trzeba zapewne miłośnikom kina przedstawiać. Wystarczy kilka tytułów, jak choćby "Zagadka Kaspara Hausera", "Pod wulkanem", "Stroszek", "Krzyk kamienia" czy "Nosferatu wampir", by zrozumieć, że mamy do czynienia z artystą najwyższej klasy.

Nic zatem dziwnego, że "Operacja świt" jest filmem bardzo dobrym, ze wszech miar godnym polecenia. Herzog od lat hołduje regułom kina ambitnego, które ma widza nie tylko rozbawić, ale również coś przed nim odkryć, czegoś nauczyć. Nie inaczej jest w przypadku "Operacji świt". Co ciekawe, do tematu, który film porusza, Herzog wraca po raz drugi. Przed jedenastu laty zrealizował bowiem fabularyzowany dokument zatytułowany "Ucieczka z Laosu", który przybliżał widzom niebywałą historię amerykańskiego pilota Dietera Denglera.

GramTV przedstawia:

Pełen tekst znajdziecie tutaj

To nie wszystko w aktualnej edycji Poza firewallem: filmy - zajrzyjcie i sprawdźcie co jeszcze naszykowaliśmy na ten tydzień.

Komentarze
8
Usunięty
Usunięty
04/03/2008 14:05

To czysto subiektywna kwestia, czy sie film podoba czy nie - ja np. nie widze powodu, by oceniac film mogla tylko osoba ktora jest krytykiem fimowym i pozjadala wszystkie zeby na filmach...Sam filmu nie widzialem, ale jako ze bardzo lubie Bale''a, to dla mnie wystaraczajacy powod, by kiedys "Operacje..." zobaczyc

Usunięty
Usunięty
04/03/2008 00:26

Mnie się film podobał. Lubię Bale''a, choć gra tu takiego amerykańskiego "hura optymistę", ale to też jakieś przesłanie. Trzeba przyznać też, że przyroda w tym filmie zniewala.Natomiast, żeby stawiać go na równi ze wcześniejszymi filmami Herzoga to rzeczywiście nieporozumienie. Operacja świt jest świetnym filmem jak na holywood. A zholywoodyzowany Herzog to za mało.

Usunięty
Usunięty
02/03/2008 12:17

Nie chce, żeby mnie źle zrozumiano, dlatego od razu mówię, że to co tutaj napisze nie ma na celu wytykania czegokolwiek, obrażania, ośmieszania itd. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na pewien problem. Otóż, odnoszę coraz częściej wrażenie, że w dzisiejszych czasach recenzje wszelkiego rodzaju filmów, muzyki, gier itd. piszą ludzie, którzy w zdecydowanej większości przypadków mają dość ograniczoną wiedzę w tematach, na które publicznie się wypowiadają. Oczywiście rozumiem, że każdy może sobie pisać, każdy może wyrażać swoje subiektywne zdanie itd. Zastanówmy się jednak czy ma to jakikolwiek sens. Recenzja z natury rzeczy powinna w jak najbardziej obiektywny sposób (choć wyznaję pogląd, że nie ma recenzji obiektywnych - co nie znaczy, że nie należy do nich dążyć) obnażyć słabe i dobre strony opisywanego obrazu. Żeby tego dokonać potrzebna jest jednak jako taka wiedza - w tym przypadku filmoznawcza. Filmoznawstwo to wbrew pozorom nauka dość ścisła, w której nie można sobie pozwolić na wybujałe interpretacje czy improwizacje. Istnieje cała masa formalnych kryteriów, które w znacznym stopniu pokazują czy dany film jest wart zachodu czy też nie.Piszę o tym wszystkim akurat w odniesieniu do tego filmu, ponieważ wbrew temu co zawiera recenzja, obraz ten nie jest żadnym wybitnym dziełem, nie jest filmem doskonałym, nie jest nawet filmem bardo dobrym a już na pewno nie jest "kolejnym wielkim dziełem Herzoga". Na łopatki kładzie go przede wszystkim niespójny, nielogiczny scenariusz. Kwestii realizacyjnej też można by sporo zarzucić ale nie chcę bawić się teraz w odkrywanie klatka po klatce tego co jest w nim złe, a co dobre. (dobra jest przede wszystkim gra aktorska)Moja wypowiedź miała na celu jedynie zwrócenie uwagi na pewien problem. Zastanawia mnie co wy o tym myślicie. Czy nie czujecie się trochę robieni "w konia" ? Bo ja tak właśnie się czuje...I jeszcze raz podkreślam, w żadnym wypadku nie chcialem stwierdzic ze pan Mastermind nie zna sie na tym o czym pisze, nie znam go przeciez i nie wiem jakie ma kwalifikacje zeby to robic. Po prostu odnioslem wrazenie ze nie dosc dokladnie wgryzl sie w ten film - nie wiem czy wynika to z brakow wiedzy czy z czegokolwiek innego. I dlatego tez naszła mnie taka refleksja.ps. nie chce też kreować się na jakiegoś guru-ważniaka, który pozjadał wszystkie rozumy. To nie o to w tym wszystkim chodzi wiec nie bijcie ;)




Trwa Wczytywanie