
Tibor Takacs – „Czarna dziura”
Uwe Boll jest niekwestionowanym mistrzem w tworzeniu filmowych „potworków”, w których istnienie aż trudno uwierzyć – pomimo że właśnie, przecierając oczy i chichocząc niepewnie, wpatrujemy się w końcowe napisy. Okazuje się jednak, iż, o dziwo, rośnie dlań konkurencja. Na miano tejże z pewnością zasługują reżyser Tibor Takacs oraz scenarzyści Boaz Davidson i Ken Badish, co udowodnili porażającym niczym porażenie mózgowe (zarówno w treści, jak i formie) „dziełem” zatytułowanym Czarna dziura.
Tytuł jest bardzo adekwatny, albowiem istotnie obraz ów stanowi bezdenną czarną dziurę kompletnego absurdu i żenującego wykonania, jednakże paradoksalnie z pewnego punktu widzenia może zamienić się to w specyficzną zaletę. Nie od dziś wiadomo, że utwory klasy XYZ mają swoich fanów i fanki.
Pełen tekst znajdziecie tutaj

Jeff Broadstreet – „Noc żywych trupów 3D”
Cieszy zapewnienie twórców, że przy realizacji filmu nie ucierpiał żaden zombie. Co jednak z widzami?
Film Jeffa Broadstreeta miał być w zamyśle remakiem kultowej Nocy żywych trupów z 1968 roku. Dzieło mistrza George’a A. Romero zostało jednak potraktowane jako punkt wyjścia i w filmie znajdziemy też radosną twórczość autorstwa Broadstreeta. Kto wie, może lepiej było trzymać się oryginału, gdyż pierwsze 15-20 minut, dość wiernie powielające niektóre kadry mrocznego obrazu sprzed lat, wypada całkiem, całkiem. Potem jednak – zwłaszcza w środkowej części filmu - otrzymujemy operę mydlaną, gdyż bohaterowie plotą trzy po trzy, siedząc wygodnie rozparci w kanapach i fotelach. Wprawdzie zombie poruszają się powoli, ale żeby można sobie było zaparzyć i wypić herbatę?!
Pełen tekst znajdziecie tutaj