World of Warcraft nieustannie się zmienia. Nie wszystko przypadło mi do gustu, ale Midnight sporo rzeczy robi naprawdę fajnie.
Stało się. Drugi dodatek będący częścią trylogii Worldsoul Saga, trafił w ręce graczy. Rozszerzenie Midnight mocno uderza nostalgią, przenosząc nas do miejsc, które odwiedzaliśmy przed laty, ale nie boi się też wprowadzać szeregu nowości, w tym – co może być dla niektórych istotne – kilku ułatwień. Nie oznacza to jednak, że gra sama się przechodzi.
World of Warcraft: Midnight
Słowem wstępu
Dodatek Midnight jest na tyle obszerny, że w krótkim czasie zaledwie trzech dni, nie byłem w stanie zajrzeć w każdy kąt i sprawdzić wszystkich elementów lub klas, dlatego ten tekst nie będzie recenzją. Będą to wrażenia wieloletniego druida, który miał okazję przedzierać się przez każde kolejne wydane rozszerzenie, będąc mniej lub bardziej zadowolonym z kierunku obieranego przez Blizzard. Nie będę też szczegółowo zagłębiał się w najmroczniejsze zakamarki niuansów, wszak nie jestem PROsem, a raczej graczem zawieszonym pomiędzy casualem, a tak zwanym “no lifem” (dawno nie słyszałem tego terminu, nadal się go używa?). Z resztą nawet gdyby, to ten tekst mógłby wtedy mieć spokojnie 50 tysięcy znaków, a Wy zasnęlibyście pewnie po 20. Zaczynamy!
World of Warcraft: Midnight
Fabularna bomba
Jak już wspomniałem, Midnight jest kontynuacją The War Within, które są częścią zapowiedzianego jeszcze w 2023 roku Worldsoul Saga. Historia skupia się na zagrożeniu ze strony Pustki i potężnej Xal’atath. Dodatek już od pierwszych chwil przenosi nas do dobrze znanego regionu Quel’Thalas, czyli do ojczyzny krwawych elfów i od momentu przyjęcia questa Midnight, fabuła uderza potężną dopaminową bombą. Od pierwszych chwil jesteśmy rzuceni w wir zaciętych walk pomiędzy Światłem, a Pustką, broniąc Quel’Thalas przed naporem nieugiętej Xal’atath. Przez dobrych kilkadziesiąt minut, nie mamy ani chwili oddechu. Z czasem, gdy sytuacja ulega opanowaniu, gra również wyhamowuje swoje tempo, ale nadal jest ono sensownie dostosowane, dzięki czemu nie można narzekać na brak emocji i zajęcia, a opowieść cały czas kręci się wokół zagrożenia, które nieustannie wisi nad całym regionem. Nie chcę za bardzo spoilerować fabuły, więc dodam od siebie jeszcze dwie rzeczy.
World of Warcraft: Midnight
Po pierwsze, za sprawą Aratora, można odnieść wrażenie, że historia w tym dodatku jest nieco bardziej osobista. Spora część fabuły kręci się wokół tego półelfa i przyznaję, że była ona całkiem interesująca, choć nie wciągała mnie tak bardzo jak wątki poświęcone złej Xal’atath. Druga sprawa jest taka, że bardzo mocno poczułem upływ czasu... Ja wiem, że gry MMO muszą w jakiś sposób ewoluować, ale w dobie ostatnich informacji i sytuacji jakie dzieją się wokół świata Warcrafta oraz kierunku w którym zmierza, trudno było mi się oprzeć wrażeniu, że obecnie World of Warcraft zaczęło przypominać… Dragon Balla. Wiem, pewnie teraz zostanę nazwany boomerem, ale chyba zwyczajnie zatęskniłem za taką przyziemną, klasyczną rywalizacją Hordy z Alliancem. Doszliśmy tutaj do tego samego momentu w którym jest wspomniany Dragon Ball, gdzie poziomy mocy przewyższają ludzkie pojęcie, a zagrożenie często przybiera rozmiar międzygalaktyczny. W Midnight (co z resztą zapoczątkowało poprzednie rozszerzenie), wszystko również wykracza poza skalę, a stawka jest dosłownie kosmiczna. Szanuję twórców za rozwój, fabuła Midnight mnie wciągnęła, były momenty, że nawet bardzo mi się podobała, ale po prostu wraz z upływem kolejnych godzin czułem, że mocno oddalam się od tego co najmocniej przyciągało mnie w World of Warcraft. No i nie wspomnę o tym, że w bardzo wielu miejsach położono nacisk na przyjaźń i współpracę, a wszystkie te wartości związane z wojennym rzemiosłem chowają się gdzieś w cieniu. Oczywiście, zagrożenie jest, walki trwają, ale wszystko w odbiorze jest nieco powierzchowne, mniej brutalne i “krwiste”.
World of Warcraft: Midnight
GramTV przedstawia:
Ważnym elementem narracyjnym dodatku stał się system rozmów określany jako “Stay a while and listen”. Ta mechanika pozwala graczowi pozostać przy postaciach niezależnych po zakończeniu zadania i wysłuchać dodatkowych dialogów. Te rozmowy są oczywiście w pełni opcjonalne, ale często zawierają istotne informacje o motywacjach bohaterów, ich przeszłości oraz relacjach między frakcjami, dzięki czemu postacie w Midnight zyskują większą głębię. Inną sprawą jest to, w które motywacje uwierzymy, ponieważ niektóre zdają się być nieco płytkie i bez polotu, ale wspomniany Arator sprawia już, że chce się poznać każdy szczegół dotyczący jego życia. Oczywiście nadal mamy przerywniki filmowe, ale te oczywiście pojawiają się w kluczowych momentach fabuły. No dobrze, tyle o Midnightowych opowieściach, bo jeszcze przypadkiem wymsknie mi się jakiś spoiler, a tego nie chcemy.
World of Warcraft: Midnight
Powrót do domu
Warto odnotować, że dodatek Midnight skupia się na lokacjach, które graczom są bardzo dobrze znane i tutaj właśnie Blizzard najmocniej atakuje nostalgią. Przede wszystkim rozszerzenie gruntownie przebudowało lokacje należące do krwawych elfów i przyznaję, że zmiany robią ogromne wrażenie. Wiele zadań i wydarzeń kręci się wokół odnowionego Silvermoon, które wywołało u mnie opad szczęki. Miasto zostało całkowicie przeprojektowane i przekształcone w gigantyczną, wielopłaszczyznową i bogatą w detale metropolię. Takie Stormwind przy Silvermoon wydaje się być teraz zwykłą, nic nieznaczącą wioską na uboczu. Wspomniana metropolia to miejsce, w którym spędzimy mnóstwo czasu. Spora część historii kręci się wokół tych terenów, dlatego też, kolejną bardzo widowiskową zmianą jest przebudowa Eversong Woods. Dawna strefa startowa krwawych elfów została przekształcona w pełnoprawny region do robienia zadań, a las odzyskał dawny blask po zniszczeniach spowodowanych przez inwazję Arthasa i Plagi. Oczywiście zamiast Plagi czai się tam inne, bardziej magiczne zagrożenie, wszak jakieś moby do bicia muszą być.
World of Warcraft: Midnight
To co może wywołać zaskoczenie u wieloletnich fanów to rozbudowa twierdzy trolli oraz jej okolicznych terenów. Do tej pory gracze mogli tam zawitać w ramach dungeonu, ale teraz jest to lokacja pełna zadań, miejskich punktów usługowych oraz dość interesujących mieszkańców. Jeśli jednak mam być szczery, to o ile fabuła wokół elfów bardzo mnie wciągała, tak wątek trolli Zul’Jarry i Zul’jana kompletnie nie potrafił mnie wciągnąć. Mimo wszystko same tereny trolli są fajnie zaprojektowane i miło spędzało mi się na nich czas, wykonując nawet te mniej ciekawe zadania.
World of Warcraft: Midnight
To jednak wciąż nie koniec, dlatego że do dyspozycji oddano nam także dżunglę Harandar i uwaga, w tym miejscu możemy poznać nową rasę Haranirów. Jest to specyficzna ludność, która jest silnie związana z naturą. Było ciekawiej niż u trolli, ale wciąż wolałem wątki elfów, Światła i Pustki. Tutaj zaznaczmy, że Midnight wprowadza tę rasę do użytku gracza. Po ukończeniu odpowiedniej części kampanii gracze mogą odblokować tę krzyżówkę elfów i trolli, by następnie rozpocząć rozgrywkę jedną z wielu dostępnych klas. Niestety jeszcze nie udało mi się sprawdzić jak się gra tą rasą, ale wszystko przede mną. Na koniec najbardziej niebezpieczną strefą w całym dodatku jest tak zwane Voidstorm, gdzie siły Xal’atath są najsilniejsze i to dosłownie. W tej lokacji trzeba mieć oczy i uszy w pełnej gotowości, bowiem łatwo tam zginąć przez zwykłą nieuwagę, nawet z wypasionym sprzętem.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!