Recenzja EA Sports UFC 6 - przydałoby się trochę więcej polotu i finezji...

Największym problemem EA Sports UFC 6 jest fakt, że to nie jest zła gra… ale również daleko jej do najlepszych odsłon serii traktujacej o największej federacji MMA na świecie.

Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5
Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5

O tym, że jestem fanem bijatyk, ale również ogólnie samych sportów związanych ze sztukami walki, dawałem na łamach gram.pl już kilkukrotnie. Przykładowo – nadal uważam, że powinniście obejrzeć film „The Smashing Machine” o Marku Kerrze, który aktualnie jest dostępny od ręki w Prime Video. Natomiast w kwestii gier z serii UFC jest ona w dość skomplikowanym położeniu głównie dlatego, że w odróżnieniu od innych gier sportowych nie wychodzi w każdym kolejnym roku i musi starczyć na jakiś czas.

Między „piątką” a „szóstką” minęły trzy lata, a i klątwa okładkowa zadziałała ponownie w przypadku Alexa „Poatana” Pereiry (niestety). Czy w takim razie udało się w godny sposób stworzyć o wiele lepszą odsłonę gry o UFC? I tak, i nie, ponieważ z jakiegoś powodu EA Sports połączyło sporo minusów i plusów w jednym miejscu.

Nieco inna filozofia, która coś przypomina…

Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5
Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5

Najważniejszym elementem, który zmienia się w UFC 6 w odróżnieniu od poprzednich odsłon, jest fakt, że statystyki jako takie są brane pod uwagę z okresu, w którym zawodnik miał swój „prime”. Oznacza to również, że raczej nie doświadczymy sytuacji, w której przykładowo Tony Ferguson, mający swoje lata świetności dawno za sobą, będzie miał najniższe statystyki w karierze właśnie w roku 2026.

Jest to również trochę związane chociażby z tym, że z jednej strony roster zawodników jest o wiele szerszy i wykorzystuje wielu zawodników z różnych okresów historii jednej z największych federacji mieszanych sztuk walki na świecie, ale również z głównym motywem gry związanym z współczesnymi legendami tej dyscypliny, których status wyrósł na tle wcześniejszych etapów rozwoju UFC i MMA.

Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5
Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5

Specjalnie napisałem współczesnymi, ponieważ w przypadku Alexa Pereiry, Maxa Holloway’a czy Weili Zhang trudno mówić o legendarnym statusie w kontekście całej historii UFC. Nie zmienia to jednak faktu, że tych kilka pojedynków w ostatnich latach np. Weili vs. Jędrzejczyk, które jest uważane za jedno z najlepszych starć kobiet w MMA, potrafiło zelektryzować fanów. Nie zmienia to jednak faktu, iż samo to podejście jest mocno nierówne, zwłaszcza gdy zestawi się je z dłuższą historią federacji i jej dawnymi ikonami.

Z jednej strony cieszy bowiem to, że zabawa w przypadku UFC 6 wygląda trochę jak gra w Tekkena – wybieramy ulubieńców i mimo iż mają oni przypisane gwiazdki sugerujące status w rosterze, to i tak dobrze jest mieć np. George’a St-Pierre’a czy Randiego Couture’a w walce ze znajomym na jednej kanapie czy przez sieć (o tym jeszcze pogadamy). Z drugiej strony natomiast mam wrażenie, że UFC 6 zbyt mocno skupia się na aktualnej historii w dyscyplinie, a mogłoby szerzej pójść w kontekście nie tylko początków Ultimate Fighting Championship (tak, nawet w tych starciach totalnie freakowych), ale również posiadanej kolekcji rzeczy związanej z japońskim Pride, amerykańskim Strikeforce czy chociażby World Extreme Cagefighting.

Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5
Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5

Wrzucenie spodenek czy rękawic z logo federacji to stanowczo za mało, jeśli można byłoby dodać do gry chociażby Saitama Super Arena czy Tokyo Dome z kultowym, tradycyjnym ringiem zamiast powtarzania motywu Kumite lub Backyard znanego z UFC 4. To kompletnie niewykorzystana okazja, aby nieco mocniej przybliżyć młodszym graczom legendarną erę MMA w nieco innej formule i przypomnieć, jak ważne były dla niej wcześniejsze, bardziej charakterystyczne miejsca.

Z drugiej strony o niewykorzystanym potencjale oraz pewnego rodzaju downgrade można mówić w przypadku trybów kariery. Zarówno The Legacy, czyli fabularyzowany tryb kariery, jak i tradycyjne wbijanie się do rankingów UFC to schemat bardzo podobny do poprzednich gier, który nie dodaje zbyt wiele świeżości, a może nawet obniża loty w porównaniu z konkurencją. Przychodzi bowiem moment, w którym okazuje się, że zdobywanie pieniędzy za walki w oktagonie jest świetne… ale tak naprawdę nie ma na co je wydawać poza stałym wsparciem w konkretnych aspektach nauki sztuk walki czy też fabularnych wyborach, które zdarzają się co jakiś czas.

Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5
Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5

Reszta opiera się na punktach umiejętności oraz czasie do walki, a przydałaby się opcja zrobienia czegoś więcej w ramach klubu Believe MMA. Nawet jeśli byłaby to zmiana wystroju czy wstawienie dwóch lub trzech maszyn przyspieszających nasz rozwój. Zresztą po raz pierwszy również od dawna kariera jako taka nie ma wyraźnego motywu, na którym można się opierać. Poza fabułą (która również nie jest wybitna, to historia sportowa jak wiele) oraz ciśnięciem coraz dalej w ramach rankingów UFC jest zwyczajnie biedna. Tym bardziej, że wcześniej motywy takie jak zdobycie statusu GOAT, mistrzostwa w kilku dywizjach czy zaczynanie od „biednych początków w walkach z ulicznym rekordem” były po prostu czymś, co napędzało zabawę. Tutaj tego zwyczajnie zabrakło.

To, co jednak można byłoby ocenić na plus, to fakt, że UFC 6 udało się nawiązać do klimatu dobrze znanego z gier z serii Fight Night. Jakoś bowiem tak wyszło, że EA Sports wreszcie znalazło klucze do EA Jukebox i zaserwowało nam naprawdę porządną dawkę hitów z różnych lat, począwszy od „X Gon’ Give It To Ya” od DMX po „Crazy Train” Ozzy’ego Osbourne’a. Szkoda jednak, że wejściówki do ringu poszczególnych zawodników nie miały tyle szczęścia, ponieważ mało które z tych rzeczywistych wejściówek się uchowały. Tak, Alexander Volkanovski stracił „Down Under”, a Mateusz Gamrot nie wychodzi do kultowego „My Songs Know What You Did In The Dark (Light Em Up)”. O ile wiadomo dobrze, że UFC prawdopodobnie zostałoby zjedzone przez tantiemy, to przy tych kultowych zawodnikach ze ścisłego topu brak dobrze znanych melodii jest po prostu trudny do przejedzenia.

Nie zawsze uda się złapać dobre flow…

Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5
Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5

Niecodziennie trochę, ale sama rozgrywka jest pod koniec, ponieważ jeśli ktoś grał w poprzednie gry z serii UFC, to tych zmian w tej strukturze nie zauważy tak bardzo. Natomiast tym, co wyróżnia tę odsłonę od innych, jest wprowadzenie Flow State, które ma uwypuklić najmocniejsze cechy danego zawodnika, tak aby w trakcie walki mógł je wykorzystać na swoją korzyść. Możemy to nazwać czymś w rodzaju „ultimate”, w którym Max Holloway wskazuje na ring, sygnalizując, że nie będziemy się bawić w kulanki, a będziemy się nap… bić w stójce na sierpowe i proste.

Problem z tym systemem jest jednak jeden, i to dość kluczowy – trzeba znać zawodników, aby bardzo dobrze egzekwować go w ramach starć. O ile bowiem w wielu przypadkach nie mam problemu z identyfikacją tego (uda się to zrobić również po opisie stylu bazowego), to większość graczy znających MMA z telewizji może już mieć z tym problem. Tym bardziej, że każda z akcji przyspieszających podbudowę Flow również wymaga konkretnych ruchów w klatce, więc jeśli nie znamy szczegółów, będziemy do tyłu w stosunku do naszego przeciwnika.

Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5
Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5

GramTV przedstawia:

Tym bardziej szkoda, ponieważ UFC 6 również jest jedną z bardziej przystępnych odsłon serii pod względem dostosowania zabawy do siebie, czy to od strony ułożenia się pod przeciwników SI, wyświetlania promptów ataków czy obrony w trakcie walki, czy nawet działania w parterze w systemie wspomaganym, ręcznym czy hybrydowym. Koniec końców, wychodzi z tego potężny misz-masz, w którym najwięcej zyskają weterani, a najmniej niedzielni gracze lubiący Poatana czy McGregora. Zwłaszcza gdy wyjdziecie na szerokie wody zabawy w rozgrywki rankingowe po sieci – tam ta przepaść jest jeszcze bardziej widoczna.

Tutaj mała adnotacja do trybów sieciowych, ponieważ po kilku rozegranych starciach doszedłem do wniosku, iż bez względu na to, jak niski miałbym ping w grze (w okolicach 33–40), to i tak pojawia się cała masa różnych przycięć oraz lagów, które wpływają na komfort zabawy. Można mieć tylko nadzieję, że zostanie to poprawione w kolejnych aktualizacjach serwerowych.

Trenowanie swoich podopiecznych to podstawa…

Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5
Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5

Na koniec jeszcze trochę o The Gym, które to jest czymś w rodzaju zdobywania poziomów profilu, a przy okazji zgarniania zawodników do trenowania oraz zdobywania dodatkowych nagród. Podobnie jak Punch Card, który jest przepustką sezonową… ale na krótszy okres.

I tu kolejne wtrącenie – zauważyliście, że w ostatnich miesiącach przepustki sezonowe są jakby… krótsze? Może nie we wszystkich przypadkach, ale coraz częściej widzę przepustki tygodniowe zamiast miesięcznych w grach typu live-service. Być może to nowy sposób na to, aby zmusić gracza do spędzania kolejnych godzin i wywoływania FOMO?

Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5
Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5

Pomysł jako taki jest o tyle mało inwazyjny, że można go porównać do zbierania potworków do kolekcji, a samo trenowanie to w dużej mierze zbieranie wirtualnej waluty (tej darmowej) oraz elementów kosmetycznych dla naszych ulubieńców. Najmniejszym minusem jest jednak to, że odbywa się on w czasie rzeczywistym, chociaż z czasem i kolejnymi poziomami Siłowni ten czas się skraca, przez co da się tym całym tematem zarządzać efektywniej.

Z kolei co do Punch Card, jedynym mocno zauważalnym problemem jest fakt, iż ogrywanie kariery dość wolno nabija poziom zarówno przepustki, jak i The Gym. Tutaj lepiej sprawdziłoby się zapewne ogrywanie turniejów (swoją drogą – świetna zabawa), kontraktów na walki czy nawet przegrywanie w sieciówkach. Dlatego trochę na przegranej pozycji stoją ci, którzy lubią tylko i wyłącznie singlową zabawę w czymś długodystansowym.

UFC 6 w teorii mogło być najlepszą, najpełniejszą odsłoną serii, ale…

Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5
Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5

Podsumowując, powiem zupełnie szczerze, że UFC 6 to jedna z najbardziej skrajnych odsłon tej serii. Z jednej strony łączy klimat Fight Night z o wiele większą przystępnością, a pomysł na wprowadzanie zawodników w ich „prime” wypada całkiem przyzwoicie.

Z drugiej strony najważniejszym problemem jest system Flow – w teorii ma dawać przewagę, a w praktyce wymaga zbyt dobrego kojarzenia boosterów dla każdego zawodnika z osobna. Do tego dochodzi zduszenie możliwości w trybie kariery oraz spora część dziwnych problemów, z których część bawi, a część zaskakuje i smuci, jeśli spojrzy się na ewentualny efekt w walce. Tryb legend w UFC 6 również mógł być czymś więcej niż trzema starciami, w ramach których musimy odegrać konkretną rolę. EA Sports prawdopodobnie chciało mieć swój tryb showcase w stylu WWE 2K, ale cała tona materiałów wideo nie ratuje tego trybu zbyt wiele. Nie mówiąc już o pomyśle na My Gym, który zabiera czas, a nagrody tak jakby… no po prostu są.

Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5
Recenzja EA Sports UFC 6 – PlayStation 5

Koniec końców zdecydowanie zastanowiłbym się, czy jest rzeczywiście sens kupować UFC 6 w dniu premiery, gdy po drodze mamy nadal świetną czwórkę oraz przyzwoitą piątkę, które mają wiele podobnych (może nawet lepiej zrobionych) feature'ów. Choć prawda jest taka, że nadal UFC Undisputed 3 mało co do pięt dorasta.

Gdyby tylko UFC korzystało z pełnej gamy licencji posiadanych przez Zuffa (np. zawody Polaris w jiu-jitsu czy ostatnio mocno popularne RAF w zapasach), nie mówiąc już o odwzorowaniu klimatu legendarnego Pride, to prawdopodobnie dostalibyśmy najlepszą i bardzo kompletną grę o sztukach walki… tym bardziej że cała masa legend jest do dyspozycji. Problem w tym, że najpierw musi się pojawić chęć ze strony twórców, aby coś takiego mogło się wydarzyć.

P.S.: To oczko wyżej jest za muzykę i klimat, który zdecydowanie wypada lepiej niż chociażby w UFC 5 – ktoś wreszcie zrozumiał, że w grach o sztukach walki trzeba czegoś więcej, to i klucze do EA Jukebox się znalazły.

7,0
Kilka kroków do przodu, kilka do tyłu, a UFC nadal w tym samym miejscu - źle nie jest, ale spodziewaliśmy się czegoś o wiele większego.
Plusy
  • Nieco mocniejszy klimat przypominający gry z serii Fight Night.
  • Roster zawodników przekrojowo ze wszystkich epok UFC oraz system "prime fighterów".
  • W wielu kwestiach przystępność, jeśli mówimy o możliwościach dostosowania rozgrywki do gracza.
  • Wreszcie świetna ścieżka dźwiękowa w EA Jukebox.
  • The Gym dla tych, którzy lubią Pokemony.
  • Tryb Legend z całą masą dodatkowych materiałów o ulubionych zawodnikach...
Minusy
  • ... ale tylko trzema walkami dla każdego z nich.
  • Kariera, która nadal wciąga, ale jednak zabrakło w niej kilku elementów, które już w niej były.
  • Punch Card jako nowy sposób na FOMO dla graczy.
  • Flow system nie do końca się sprawdził w boju.
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!