Recenzja Sniper Elite 5 - niby to samo, ale jednak lepiej!

Kolejna misja Karla Fairburne’a, tym razem w dobrze znanych francuskich klimatach – Sniper Elite 5 to świetna, snajperska wyżerka nie tylko dla weteranów serii.

Recenzja Sniper Elite 5 - niby to samo, ale jednak lepiej!

Gdyby tak spojrzeć na rynek gier komputerowych, to z łatwością można zauważyć, iż gier dla fanów siedzenia w krzakach z karabinem snajperskim nie ma zbyt wiele. Nie dziwi więc fakt, że Rebellion Developments co jakiś czas przypomina nam o postaci Karla Fairburne’a – człowieka od zadań specjalnych, świetnego snajpera i bohatera serii Sniper Elite. Bez względu na to, czy mówimy o spin-offie z hordami nieumarłych, czy nieco bardziej przyziemnie osadzonych przygodach w realiach drugiej wojny światowej, to po tylu różnych misjach można nazywać go postacią kultową.

Mimo, że po prezentacji Sniper Elite 5 byłem bardzo optymistycznie nastawiony do gry, tak z tyłu głowy pozostawiałem małe pole do gdybania „co by było, gdyby jednak nie było tak dobrze”. Już w czwórce czuć było pewne zmęczenie materiału (dlatego też chyba tak dobrze mi się grało w Zombie Army 4: Dead War), a Francja jako teren działań może dla niektórych wydawać się już mocno wyeksploatowanym tematem. Mimo wszystko jednak Sniper Elite 5 to świetna ewolucja tego, co już gracze dobrze znajdą i lubią, choć nie wszystko zagrało tak jak rzeczywiście powinno. Ale hej, przecież na tym polega czasami postęp.

Lądowanie w Normandii

Akcja Sniper Elite 5 dzieli się na dwa etapy – przed lądowaniem w Normandii, gdy to Karl Fairburne wraz z ruchem oporu ma za zadanie przygotować pole działań pod D-Day oraz w dniu lądowania, gdy ma wspierać działania aliantów. W tle również pojawia się plan tajemniczej operacji Kraken, która to przygotowywana jest przez nazistów od jakiegoś czasu. Tu wkracza nasz człowiek od zadań specjalnych, który przez jednych nazywany jest Cieniem, przez innych Duchem Afryki… i ma zamiar ponownie popsuć misternie utkany plan smutnych panów w czarnych mundurach.

I to, co najbardziej rzuca się w oczy to fakt, że ekipa Rebellion Developments postanowiła nadać poczciwemu Karlowi jeszcze więcej charakteru. Sam fakt powtarzania tego, jakie pseudonimy nadali mu przyjaciele i wrogowie po jego misjach mówi za siebie. Jedyne, czego w tym obrazku brakowało to kilku dosadnych one-linerów, którymi nie pogardziliby czołowi bohaterowie kina akcji. Choć kilkukrotnie miałem wrażenie, że o takowe się ocierali i wypadało to świetnie. Chcę tego więcej w kolejnych grach!

Pod względem misji również twórcy idą o krok dalej jeszcze mocniej otwierając teren działań w trakcie misji, a przy okazji oferują większą swobodę w podejściu do wykonania danego zadania. Przykładowo – Karl ma za zadanie zniszczyć działo, które skutecznie przeszkadza w prowadzeniu dalszych działań. Oczywiście, możemy pójść prostą drogą, czyli dostać się na miejsce i sabotować pocisk, który rozsadzi je od środka. Może również się zdarzyć, iż po podsłuchaniu rozmowy żołnierzy dowiemy się o specjalnym pomieszczeniu kontrolnym, do którego klucz ma jeden z wysoko postawionych oficerów. Czyli można to zrobić po cichu i bez konieczności skradania się między operatorami działa. Ostatecznie były momenty, w których byłem zaskoczony, że jednak były dodatkowe sposoby na rozprawienie się z danym zadaniem. Tak samo, jak czasami okazywało się, że na trzy zadania poboczne udało mi się zrealizować tylko dwa, ponieważ nie dowiedziałem się o czymś z listów i rozkazów znajdujących się w różnych miejscach. Podobnie jak fakt, że eliminowanie przeciwników z listy w określony sposób wymagany jest również do odblokowywania reszty ekwipunku.

I to prawdopodobnie jest to również największa bolączka Sniper Elite 5. O ile w przypadku dodatkowych zadań, sposobów na eliminowanie przeciwników czy miejsc, które pomogą w wykonaniu celów misji jestem w stanie to zaproszenie do eksploracji zrozumieć (tu aż za mocno wchodzi klimat rodem z serii Hitman i za to czapki z głów), tak uzależnienie ulepszeń broni od eksploracji i szukania ukrytych warsztatów wypada bardzo różnie. Zwłaszcza, gdy ktoś jest przyzwyczajony do systemu „gram konkretnym zestawem, dostaję ulepszenia do zestawu”. W przypadku misji, w których jest sporo otwartego terenu, bunkry, okopy i gospodarstwa, to ma to nawet dużo sensu. Natomiast wtedy, gdy w grę wchodzi eksploracja skomplikowanych budowli typu zamek czy fabryka, to już tak różowo nie jest. Zwłaszcza, gdy trzeba się prześlizgiwać z punktu do punktu i liczyć, że nikt nie zauważy, iż ten kolega co stał na warcie śpi w krzakach.

GramTV przedstawia:

Co prawda w takich przypadkach najlepszym rozwiązaniem jest powracanie do danych misji, a możliwość odblokowania nowego punktu startowego, który będzie bliżej określonego miejsca akcji jest niezwykle pomocne. Tu jednak również trzeba się mieć na baczności, bo mimo wszystko łatwo jest te punkty przeoczyć, jeśli wcześniej nie udało się zdobyć informacji, że w konkretnym miejscu znajduje się kryjówka ruchu oporu lub też obozowisko z ogniskiem. Zapachniało trochę soulsami…

Wszystkie te elementy sprawiają, że w zależności od umiejętności gracza, wybranego poziomu trudności i chęci eksploracji te 9 misji (oraz dziesiąta, która jest DLC preorderowym) czas rozgrywki może się mocno różnić. Były misje, które udało mi się pokonać w niecałe 50 minut (ta, którą ogrywaliśmy w trakcie eventu), ale były również takie, przy których spędziłem według gry jakieś 1,5 godziny, z czego spokojnie liczę nawet 2-3 godziny ze względu na używanie szybkiego zapisu i wczytywania, aby uzyskać pożądany efekt czy nie dać się wrobić z niechcianym alarmem. Dlatego spokojnie można założyć, że ze Sniper Elite 5 te 10-12 godzin na pewno spędzicie. Jeśli dołożymy do tego możliwość inwazji jako wrogi snajper (tryb daje mnóstwo frajdy albo frustracji… zależy po której stronie jesteśmy, oczywiście można go wyłączyć w opcjach), tryb kooperacji w kampanii i trybie przetrwania oraz tryby sieciowe, to ten czas spokojnie się wydłuży o te kilka do kilkunastu godzin. Jedyne, o co się martwię to o to, czy gracze będą chcieli bawić się w pozostałe tryby gry, ale biorąc pod uwagę premierę w Xbox Game Pass jest szansa, że całkiem ktoś na pewno się do tych trybów odnajdzie.

Po cichu, z przytupem… jak tam sobie życzy.

Wcześniej wspominałem o tym, że możliwości wykonania niektórych zadań jest czasami kilka. Podobnie jest z ogólnym podejściem do misji – nikt nie broni przejść całości bez ani jednego wystrzału czy też używając gumowych pocisków, aby przejść misję bez zabicia wroga, ale też nikt nie będzie przeszkadzał bawić się w wesołego pirotechnika, który lubi również wykorzystać flarę do ostrzału artyleryjskiego. Co więcej, całą masa różnych możliwości dostosowywania poziomu trudności pod siebie sprawia, że w zależności od potrzeb można sobie Sniper Elite 5 porządnie utrudnić i zachęcić do korzystania z różnych modyfikacji czy typów pocisków.

I tak, przeciwnik może mieć problemy z dostrzeżeniem gracza, gdy ustawimy inteligencję na niską, ale na poziomie średnim lub wyższym zaskakiwało mnie to, że nawet delikatne ruchy trawy czy kwiatów przy czołganiu sprawiały, że przeciwnik z daleka spokojnie mógł dostrzec, że coś jest nie tak. Nie mówiąc o trybie podwyższonej gotowości, w którym wszyscy przeciwnicy są wyczuleni na każdy ruch. Podobnie jest z wykorzystywaniem różnych typów amunicji, tego z jakiej odległości może być usłyszany strzał z konkretnej broni (modyfikacje mogą ten efekt zmniejszyć lub zwiększyć). Czasami pojawiały się problemy z materiałami wybuchowymi wykorzystywanymi do otwierania drzwi i o dziwo przeciwnik ich nie słyszał, ale zakładam, że to problemy wersji przed pierwszą łatką na premierę.

Do prowadzenia ognia również trzeba się przyzwyczaić z dwóch powodów. Pierwszym jest fakt, że Sniper Elite 5 wykorzystuje w wersji na PS5 pełnię możliwości kontrolera DualSense. Oznacza to między innymi, że wykorzystywanie trybu celowania „z ramienia” czy z przyrządów optycznych przełącza się albo opierając palec na lewym spuście do lekkiego oporu lub wciskając go do końca. Drugim natomiast jest fakt, że kontrola pistoletów maszynowych z włączonym adaptive trigger również wymaga kilku chwil, aby całość nie powodowała zniechęcenia do strzelania z broni automatycznej. Cześć problemów da się wyeliminować modyfikacjami, część to (według twórców) naturalne zachowanie broni. Dodatkowo, DualSense pozwala na odczuwanie niektórych efektów na polu walki np. przejeżdżającego samochodu czy też przelatującego nad głowami samolotu. Mała rzecz, ale niezwykle przydatna, gdy siedzi się w krzakach i nie widzi się danego pojazdu.

To wszystko sprawia, że mimo, iż może się wydawać, że Sniper Elite 5 to tak naprawdę to samo, co do tej pory już widzieliśmy, to jednak nadal sprawia wiele frajdy w rozgrywce, ale i daje większe pole do kombinowania na wielu płaszczyznach. Bez względu na to, czy jesteście weteranami serii, czy dopiero zaczynacie zabawę.

Komentarze
4
Kafar napisał:

Na tym to polega.. "hehe" :D ale jak masz inwazje to jak klikasz F5 to Ci grę zapisuje z danego momentu, jeżeli dobrze zauważyłem. Z tego co pamiętam ja co jakiś czas zapisuje (a często gram w coopie) i jak nas koleś rozwalił to zaczęliśmy z tych krzaków co byliśmy.

No właśnie w momencie inwazji z tego co pamiętam save jest wyłączony. On się robi automatycznie w momencie inwazji i możesz albo zacząć od zera, albo od ostatniego zapisu-checkpointu, albo inwazji.

No ale tak czy inaczej ogólnie opcji jest sporo :) 

Kafar
Gramowicz
27/05/2022 14:17
Muradin_07 napisał:

Powiem Ci, że też jak wskoczyłem do dwóch-trzech sesji to miałem takie "hehe" po wszystkim. 

Ale potem sobie przypomniałem jak mi jeden gość schrzanił koncertowo misterny plan. Dobrym jest to, że właściwie można sobie wczytać grę od momentu rozpoczęcia inwazji (co wcale nie wyklucza, że za chwilę znowu ktoś nie zaatakuje :D)

Kafar napisał:

Inwazje z recenzji mnie zachęciły (chociaż fanem marki jestem) to zapłaciłem za game pass 4zł i wchodzę ludziom do gry i na nich poluje. 10/10 :D

Na tym to polega.. "hehe" :D ale jak masz inwazje to jak klikasz F5 to Ci grę zapisuje z danego momentu, jeżeli dobrze zauważyłem. Z tego co pamiętam ja co jakiś czas zapisuje (a często gram w coopie) i jak nas koleś rozwalił to zaczęliśmy z tych krzaków co byliśmy.

Kafar napisał:

Inwazje z recenzji mnie zachęciły (chociaż fanem marki jestem) to zapłaciłem za game pass 4zł i wchodzę ludziom do gry i na nich poluje. 10/10 :D

Powiem Ci, że też jak wskoczyłem do dwóch-trzech sesji to miałem takie "hehe" po wszystkim. 

Ale potem sobie przypomniałem jak mi jeden gość schrzanił koncertowo misterny plan. Dobrym jest to, że właściwie można sobie wczytać grę od momentu rozpoczęcia inwazji (co wcale nie wyklucza, że za chwilę znowu ktoś nie zaatakuje :D)




Trwa Wczytywanie