Recenzja John Carpenter’s Toxic Commando - klasyka gatunku zawsze się obroni

John Carpenter’s Toxic Commando pokazuje, że proste rozwiązania są najlepsze. Klasyczny zombie shooter w klimacie z dawnych lat i to w całkiem dobrej cenie przepisem na sukces?

John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry
John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry

Nie ukrywam, że pisząc w ubiegłym roku tekst na temat John Carpenter’s Toxic Commando byłem bardzo zaskoczony tym, ile osób było zainteresowanych samą grą. W sumie jakby spojrzeć na ostatnie kilka lat w branży to bardzo dobrych, kooperacyjnych strzelanek z hordą nieumarłych/zarażonych/obcych do wybicia nie było tak dużo. Warhammer 40K: Space Marine 2 obronił się głównie uwielbianą przez graczy franczyzą „wojennego młotka” i piekielną grywalnością, ale z drugiej strony próba stworzenia „Left 4 Dead po swojemu” czyli Back 4 Blood przez ekipę Black Rock spaliła na panewce. Na polu bitwy zostało tak naprawdę World War Z, które dzięki Aftermath zyskało na dużej popularności.

Jak więc wypada na tym tle John Carpenter’s Toxic Commando, które ma być połączeniem elementów „snowrunnerowych” z horde shooterem? Muszę przyznać, że piekielnie grywalnie przy okazji pokazując, iż Swarm Engine jest świetnym wyborem jeśli chodzi o tworzenie gier przez Sabera.

Zanim jednak przejdziemy do głównego tekstu jedno wyjaśnienie:

W recenzji John Carpenter’s Toxic Commando specjalnie nie skupiam się na szczegółowych elementach rozgrywki, bowiem te niezbyt się różnią od wersji preview, w którą miałem przyjemność zagrać w ubiegłym roku i zawierała sporo zawartości z pełnej wersji gry. Wrażenia z niej znajdziecie tutaj. Co prawda będę się do tych elementów niejako odnosił również i w tym tekście, ale jeśli chcecie poznać główne założenia oraz dodatkowe wyjaśnienia np. w kwestii ekonomii związanej z ulepszeniami oraz personalizacją bohaterów, to warto również i tam zerknąć.

Ile w Toxic Commando jest Snowrunnera, a ile cukru w cukrze?

John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry
John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry

Najważniejsze pytanie, które mogą sobie zadawać fani zarówno klimatów zombie jak i wszelkich „runnerów” jest takie – ile procent jednego i drugiego jest w całości John Carpenter’s Toxic Commando?

Na pewno trzeba pamiętać o tym, że wiele elementów zabawy pojazdami w błocie jest tutaj na swój sposób uproszczonych. Nie doświadczycie tutaj bowiem dość zaawansowanych mechanik związanych z przerzucaniem biegów, ustawiania napędu na jedną bądź dwie osie, a każdy pojazd ma swoje przeznaczenie w trakcie misji. To, co najważniejsze rzuca się w oczy również to fakt, że czasami w poszukiwaniu tego jednego potrzebnego auta z wciągarką będzie trzeba trochę pobiegać po mapie (zdobycia części do obrony miejscówek również), a to oznacza również kłopoty w postaci hord przeciwników – tak jak to zawsze bywa w tego typu grach, gdy za dużo się pałętamy po okolicy.

John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry
John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry

I tutaj pojawia się jeden z najciekawszych elementów Toxic Commando, który moim zdaniem mógłby być o wiele bardziej rozszerzony. Każda misja poza głównymi zadaniami oraz pobocznymi wyzwaniami stawia na pewnego rodzaju losowość również w terenie. Oznacza to, że nie zawsze auto znalezione w punkcie A będzie tam również w kolejnej zabawie. Podobnie jest z miejscami startowymi – jest ich bowiem kilka i w zależności od losu możemy trafić w miejsce z którego łatwiej wykonać niektóre zadania, a czasami będzie trzeba się przebijać z przedziwnych miejsc w, do którego mamy zmierzać. Aby jednak za daleko nie iść nie mówimy tutaj o pewnym proceduralnie generowanym terenie. Ot po prostu kilka elementów będzie rozrzuconych w innych miejscach niż zazwyczaj.

Przykładowo - w jednej z misji gracze mają za zadanie przetransportować karetkę do bezpiecznego miejsca. Sęk w tym, że przeciwników jest tam mnóstwo, a teren jest niezbyt przyjemny do przebycia. W zależności jednak od wylosowanego punktu startowego możemy trafić albo na nieco bardziej ubity teren, ale większą liczbę przeciwników oraz innych przeszkadzających elementów (np. macki), albo trafić na gorszy teren, który będzie od nas wymagał odpowiedniego poruszania się tam, gdzie tej przyczepności będzie wiecej.

John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry
John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry

Dlatego też ta pewna wiedza z innych symulatorów od Sabera będzie niezwykle przydatna chociażby po to, aby się nie zakopać po drodze do celu. Z drugiej strony kilka poziomów trudności wraz z najtrudniejszym odblokowywanym po pokonaniu wersji trudnej również może zachęcić do powrotu tych, aby podjąć się trudniejszego wyzwania.

Nie zmienia to jednak tego, że nawet zostając przy poziomie normalnym nagroda i tak jest zacna (mnożnik zdobywanych surowców już od tego poziomu zaczyna się od mnożnika 1,5).

Z drugiej strony znajomość zabawy z hordami zombie również się przydadzą pod względem zarządzania zasobami, współpracy (m.in. dlatego, że jest tutaj friendly fire) oraz zrozumienia jak podchodzić do walki z konkretnymi przeciwnikami. AI pod tym względem potrafi nie tylko mieć amunicję do broni podstawowej przez cały czas rozgrywki, ale również dobrze nią operować w trakcie korzystania z pojazdów wyposażonych w działka, a to już jest niezwykle przydatne w wielu misjach.

Największym jednak problemem tutaj jest fakt, że często spodziewając się zalania danego miejsca przeciwnikami w trakcie obrony miejscówki można zauważyć pewne schematy działania hordy, przez co nie będzie większego sensu w zakupie danego usprawnienia w obronie, jeśli nikt nawet w tamtym kierunku nie ruszy. I nie ukrywam, że przy takim zalewie przeciwników z każdej strony spodziewałem się momentami właśnie większego chaosu zwłaszcza na wyższych poziomach trudności poza większą liczbą przeciwników oraz wzmocnieniem specjalnych jednostek utrudniających wykonywanie poszczególnych zadań. Nie oznacza to, że jest łatwo, ponieważ o ile w momentach kluczowych (ostatnie etapy misji) ta schematyczność się pojawia, tak niespodziewane ataki przeciwników potrafią w łatwy sposób zaskoczyć rozproszoną ekipę i zakończyć brutalnie misję nawet na normalnym poziomie trudności.

GramTV przedstawia:

To wszystko w połączeniu z bardzo przyjemnym jak na tego typu strzelanki feelingiem strzelania z banalnym, łatwym do opanowania systemem progresji i ulepszeń. Czy to wybranej przez gracza klasy postaci (cztery różne do wyboru i dowolnego edytowania w ramach zdobywanych punktów umiejętności), czy to broni (podobieństwo do gier z serii Call of Duty to chyba malutki pstryczek w nos ze stronę twórców) sprawia, iż zamiast się skupiać na strategicznym rozkładaniu planu na konkretne buildy możemy zwyczajnie włączyć grę, wybrać co nam się podoba i grać. Dlatego też mimo pewnych niedoskonałości Toxic Commando potrafi wessać jak luźna ziemia tą sunącą z górki karetkę bez wyciągarki.

John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry
John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry

Dla niektórych również minusem może być fakt, że lekkie karabiny maszynowe wylądowały wraz z granatnikami czy railgunami jako broń specjalna. Jednakże biorąc pod uwagę moc broni podstawowej nawet po ulepszeniach o wiele większym problemem jest zarządzanie amunicją tak, aby nagle nie skończyło się na bieganiu z nożem przez pół misji.

Jedna bardzo ważna informacja, która może się również niektórym przydać - Toxic Commando gra się równie dobrze solo, jak i w ekipie. Tym bardziej, że w tym pierwszym przypadku gracze prowadzeni przez AI potrafią bardzo dobrze zarządzać amunicją, pomogą jeśli będziemy potrzebowali podniesienia po obaleniu, ale również możemy im spokojnie rozkazać wykorzystanie części zamiennych do naprawienia konkretnych struktur obronnych. Z drugiej strony grając w dobrej ekipie oraz wybierając różne klasy postaci (oraz warianty umiejętności głównych) możliwości jest sporo, a odblokowanie wszystkich elementów również trochę czasu zajmie. Najważniejsze w tym jednak jest to, że system nie jest aż tak skomplikowany i wynagradza za zwyczajne granie i wbijanie poziomów. Biorąc pod uwagę ilości przeciwników na metr kwadratowy stopa zwrotu jest bardziej niż atrakcyjna.

John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry
John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry

W obu przypadkach powinniście być zadowoleni, jeśli szukacie odprężenia w klimacie filmów z lat osiemdziesiątych szukając przeróżnych rozwiązań oraz kombinacji w zależności od wybranej przez siebie broni. Nawet, jeśli za cel sobie wymaksować wszystkie pistolety - tak, nawet one tutaj są potężne.

Stary, dobry Swarm Engine… czyli jednak kombinacje nie są potrzebne?

John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry
John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry

Pod względem graficznym również jest dość solidnie. Głównie za sprawą tego, iż jest to dobrze znany przez graczy Swarm Engine wykorzystywany m.in. wcześniej wspomnianych World War Z, Warhammer 40K Space Marine 2 oraz Snowrunnerze. Nie dziwi więc fakt bardzo dobrej optymalizacji zarówno na PC (sprawdzane w wersji demo, która była dostępna na kilka chwil przed premierą), jak również na PlayStation 5 z wykorzystaniem możliwości Pro Enchanced (zarówno opcja performance z 60 FPSami, jak i quality 30 FPS z RayTracingiem działały bez spadków klatek. Dodatkowo świetnie on radzi sobie z tworzeniem odpowiedniego klimatu oraz z ogromnymi liczbami jednostek na ekranie. Innymi słowy nie dość, że ładnie, to jeszcze pod względem optymalizacji porządnie wykonana robota.

Całości dopełnia tutaj muzyka, która idealnie wpisuje się w ten delikatnie humorystyczny, oparty na serwowaniu czerstwych tekstów klimat. Co prawda aż boli brak wprowadzenia artystów pokroju Carpenter Brut w tle, ale kompozycje przygotowane przez twórców pasują tu całkiem dobrze i nie ma na co narzekać. Jest żwawo gdy potrzeba, jest spokojniej podczas eksploracji terenu w poszukiwania zasobów. Tak jak być w tym przypadku powinno.

John Carpenter’s Toxic Commando to porządny horde shooter w porządnej cenie

John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry
John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry

Na koniec to, co właściwie w przypadku John Carpenter’s Toxic Commando jest najbardziej interesujaca to… cena.

Najlepiej bowiem w tym przypadku wypadają gracze na PC – wersja Steam to około 129 zł / 159 zł w zależności od wybranej wersji. Jest ona nawet bardziej niż zachęcająca biorąc pod uwagę to, że zapewne zawartości z czasem będzie trochę więcej wraz z kolejnymi aktualizacjami (przypadek Space Marine 2), a i łatwiej do takiego wspólnego strzelania do zombiaków zachęcić znajomych przy dość niewygórowanej cenie na pececie.

Nieco gorzej wygląda sytuacja na PlayStation 5, bowiem tutaj cena to 169 zł / 219 zł w zależności od wybranej wersji. Nadal mieści się ona w pewnym progu cenowym uznawanym za ten niższy, ale zdecydowanie pod tym względem gracze na pecetach mają pod tym względem trochę łatwiej. Szkoda, bowiem crossplay w tej grze działa również zaskakująco dobrze jak na gry od Sabera (bywały z nim problemy czasami np. w Snowrunnerze) i również wspiera m.in. osobną listę znajomych oraz czat głosowy, więc ta równa cena miedzy platformami pomogłaby w zebraniu ekipy na różnych platformach stukrotnie.

Nie zmienia to jednak faktu, że nawet przy takiej różnicy cenowej jest to solidna strzelanka w starym stylu z klasycznym do bólu systemem postępów oraz dodatkowym twistem w postaci elementów „runnerowych”, które również nie są zbyt nachalne, aby nie odstraszyć zbytnią hardkorowością.

John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry
John Carpenter’s Toxic Commando – recenzja gry

Co prawda kilka elementów można byłoby zrobić tu lepiej, aby tego chaosu i dreszczyku emocji było więcej. Ewentualnie zrobić coś, aby ta losowość w poszczególnych misjach również była większa, co wpłynęłoby znacznie na kombinowanie z tego, co mamy dostępne na ten moment. Trochę myślenie życzeniowe, ale na ten moment zestaw zaprezentowany przez Sabera jest bardziej niż zadowalający i sprawiający frajdę, bowiem nie trzeba w tego typu tytułach silić się na wymyślne mechaniki. Czasami karabin i solidnie zrobiony model strzelania wystarczą, aby klasyka gier była w stanie się obronić.

Nadal jednak jeśli poszukujecie czegoś luźnego do zabawy w dobrym towarzystwie, to warto pomyśleć nad John Carpenter’s Toxic Commando. Głównie dlatego, że fajna ekipa to zawsze gwarancja świetnej zabawy, a nowa gra Sabera może być świetnym tłem do wieczornych spotkań na „głosowym”.

8,0
Przystępna cena, tona zombie do przemielenia - John Carpenter’s Toxic Commando może być świetnym powodem do tego, aby skrzyknąć starą ekipę i wieczorami postrzelać do zombie w błocie.
Plusy
  • Dziewięc różnych misji na start, cztery warianty trudności i eksploracja terenu misji.
  • Połączenie zombie shootera z elementami "runnerowymi" pasuje tutaj jak ulał.
  • Prosty i nieskomplikowany system postępów - strzelasz, rozwijasz co potrzebujesz rozwijając klasy postaci i broń.
  • Pod względem optymalizacji Swarm Engine nadal jest o wiele lepszym wyborem - wygląda to dobrze, tworzy atmosferę i działa jeszcze lepiej.
  • Surowce i waluta dostępne w grze spokojnie pozwolą zdobyć co trzeba.
  • Pewna losowość po rozpoczęciu każdej z misji dodaje smaku.
  • Cena wersji pecetowej jest bardziej niż atrakcyjna...
Minusy
  • ... ale cena wersji konsolowej mogłaby być podobna, a nie wyższa.
  • Trochę zbyt mocno momentami widać schemat działania "dużej, niezorganizowanej hordy".
  • Fabularnie mogło być trochę lepiej, ale... uznajmy, że tak miało być i twórcy są tego świadomi.
Komentarze
3
wolff01
Gramowicz
Dzisiaj 19:44

Nie lubię takich gier, ale zagrałem w demo bo jestem fanem Carpentera i muszę przyznać, że co jak co ale klimat lat 80-tych w punkt.

MisticGohan_MODED napisał:

Chyba już wolę Back4Dead.

A ja Left4Blood

MisticGohan_MODED
Gramowicz
Dzisiaj 18:41

Chyba już wolę Back4Dead.




Trwa Wczytywanie