Pierwsze Hell Let Loose trafiło do mojej biblioteki dość przypadkowo, wraz z ofertą PlayStation Plus, i pewnego dnia wpadłem na pomysł, aby spróbować swych sił w nieco innym FPSie niż te, w które gram zazwyczaj.
Hell Let Loose: Vietnam ma na ten moment wszystkie papiery na to, aby podobnie jak w przypadku poprzedniej gry zainteresować fanów tych nieco ambitniejszych FPSów i to dobra wiadomość!
Pierwsze Hell Let Loose trafiło do mojej biblioteki dość przypadkowo, wraz z ofertą PlayStation Plus, i pewnego dnia wpadłem na pomysł, aby spróbować swych sił w nieco innym FPSie niż te, w które gram zazwyczaj.
Z jednej strony cieszył mnie powrót do drugiej wojny światowej, ponieważ gier w takim klimacie zwyczajnie mi brakuje w czasach symulacji nowoczesnego pola bitwy. Nie żebym marudził na takie gry jak chociażby ArmA Reforger (która to raczej jest poligonem doświadczalnym pod ArmA 4), ale koniec końców czasami dobrze jest wrócić do wcześniejszych czasów, w których wszystko działało na nieco innych zasadach. Inną kwestią było nieco inne tempo zabawy – nieco wolniejsze, taktyczne podejście do zabawy z pewnego rodzaju „wczuwką” ze strony innych graczy na granicy roleplayu. To coś, co warto doświadczyć na własnej skórze.
W tym miejscu wchodzi do gry Hell Let Loose: Vietnam, próbując podjąć temat, który w grach komputerowych nigdy nie miał łatwo. Wyzwanie jest o wiele większe, ponieważ trzeba przeskoczyć poprzeczkę zawieszoną przez poprzedniczkę. I o ile w przypadku betatestów można było mieć bardzo dużo wątpliwości, tak w przypadku buildu premierowego zostały one rozwiane. Co prawda na start nie będzie tyle zawartości, ile jest aktualnie w poprzedniej grze, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby grać w obie gry, zależnie od humoru.
Innymi słowy – warto wybrać się do Wietnamu, choć ta gra, jak dobrze wiemy, będzie z czasem nabierała mocy, podobnie jak jej poprzedniczka.
UWAGA, UWAGA:
I tutaj bardzo ważna kwestia, którą chcę zaznaczyć na wstępie – poniższy tekst na temat Hell Let Loose Vietnam to review in progress. Rzadko kiedy podchodzę do tekstów tego typu w ten sposób, ale uważam, że tych kilka godzin na dwóch różnych wydarzeniach oraz betatestach konsolowych to stanowczo za mało, aby rzetelnie ocenić ten tytuł. Ostateczna ocena wyląduje tutaj za jakiś czas. Na razie możecie poznać moje pierwsze wrażenia z tego, jak wojowałem w tej wersji ostatecznej gry na PC. I tu muszę przyznać, że jest to małe zaskoczenie. Takie pozytywne.
O Hell Let Loose: Vietnam pisałem już trochę w kwietniu, gdy po raz pierwszy miałem okazję sprawdzić to i owo na pierwszym wydarzeniu. Co prawda była to bardzo, bardzo wczesna wersja gry, ale klimat oraz podejście twórców do niej sprawiły, że moja chęć buszowania w dżungli nieco wzrosła.
Powiem więcej – wróciłem do pierwszego Hell Let Loose i ta pewnego rodzaju swoboda w Wietnamie udzieliła mi się na tyle, że o wiele trudniej było mi się odnaleźć w tej wersji stacjonarnej gry. Jednak nadal bardzo dobrze zrozumiałem ideę stojącą za tym, że nie jest to dodatek, lecz osobna gra. Podejście do walki jest nieco inne, a samo poruszanie się po wietnamskiej dżungli po obu stronach konfliktu wymaga większej dozy skupienia oraz zrozumienia taktycznych aspektów tej zabawy.
Po prostu zamiast wybierać między jednym z dwóch ciast można mieć dwa ciasta, wybierając co jakiś czas to, na które mamy ochotę.
Tym bardziej, że idea stojąca za Hell Let Loose nadal pozostaje ta sama. Kluczowe jest w tym wszystkim komunikacja oraz podejmowanie odpowiednich decyzji ze strony naszych dowódców. Co prawda, nadal daleko temu wszystkiemu do prawdziwej symulacji pola bitwy niczym w serii ArmA, ale jest na tyle „hardkorowo”, aby te półtorej godziny walki o przyczółki stoczyć w pełnym skupieniu. O ile walka w terenie zabudowanym jest w miarę czytelna, nawet gdy teren zlewa się z umundurowaniem wojaków (za co trochę rugam Battlefield Studios, ponieważ zmiana rozjaśniająca przeciwników w trakcie zabawy była dla mnie wręcz absurdem), tak dżungla to zupełnie inne środowisko, w którym nawet słysząc strzały z konkretnej strony, i tak istnieje szansa, że przeciwnika nie znajdziemy. Zostaje więc momentami strzelanie na ślepo w odpowiednim kierunku i, o dziwo, jest szansa, aby kogoś trafić.
Największą różnicę jednak w tym wszystkim robią dodatkowe możliwości po obu stronach konfliktu. Amerykanie dostają do dyspozycji charakterystyczne dla tego okresu helikoptery, które służą nie tylko do zwiadu, ale również do przerzucania oddziałów w konkretne miejsca, aby oskrzydlać przeciwnika. Z drugiej strony armia NVA, mając możliwość budowania sieci tuneli, może szybko i w nieco cichszy sposób sprawić, że spora część żołnierzy prześliźnie się niepostrzeżenie przez linię wroga. Nawet, jeśli wymaga to nieco większego nakładu sił oraz strategicznego planowania. Coś kosztem czegoś.
Jednak jak wspomniałem wcześniej – najwięcej w Hell Let Loose: Vietnam zmienia się walka w dżungli, połączona z wzgórzami, pagórkami oraz tunelami wydrążonymi w skale. Ta walka rebeliancka i ukrywanie się w gęstwinie sprawiają, że skupienie wchodzi na zupełnie inny poziom, a wprawieni żołnierze są w stanie jednym atakiem wyeliminować kilku przeciwników.
Problem w tym, że w przypadku HLL zawsze chodzi o większą skalę, wolniejsze tempo oraz drużynowe działanie, przy czym strzelanie do wroga jest jednym z elementów wspierających ewentualną wygraną na koniec długiej walki. Co prawda, średnia powyżej 1,0 od strony zabójstw i zgonów cieszy w grze, w której od jednej kulki możesz zginąć w każdym miejscu, ale o wiele bardziej cieszy dobrze przeprowadzona akcja czy zdobyty w ostatniej chwili posterunek przedłużający szansę na wygraną.
To, co zawsze było solą w Hell Let Loose, to fakt, że wszystkiego tutaj jest… poniekąd więcej, a przy okazji podział na klasy sprawia, że wracamy do czasów, gdy każda rola ma nieco inne uzbrojenie pasujące do czasów wojny w Wietnamie (tutaj pod tym względem duża zasługa współpracy z Royal Armouries, które współpracowało z twórcami).
Dlatego też tym bardziej warto dobrze poznać swoją rolę w zespole, bez względu na to, czy będzie to zabawa Commanderem, jako Squad Leader, poczciwy Rifleman czy Medic. Każda rola ma tu jakieś znaczenie i warto nauczyć się podstaw jej działania, ponieważ wbrew pozorom nie chodzi tu o liczbę zabitych, lecz o efektywne działanie w oddziale oraz komunikację.
I tak – najlepsze walki to te, w których nawet ta cząstkowa komunikacja w zespole występowała. Nie mówię już o pełnym wczuciu się w rolę po stronie dowódców (to było świetne doświadczenie podczas wydarzenia w kwietniu), ale nawet próba ciśnięcia punktu przejęcia na chwilę przed końcem czasu oraz walka o utrzymanie go do ostatecznego przejęcia były świetne. Tym bardziej, że mapy są ogromne (jest ich sześć, a część punktów zmienia się w zależności od tego, co dzieje się na polu bitwy), czasu jest więcej niż ustawa przewiduje (w takim Offensive może to być nawet maksymalnie dwie lub trzy godziny w zależności od tego, jak obie strony walczą o punkty). To zupełne przeciwieństwo tego, co oferuje chociażby Battlefield 6 czy Call of Duty, więc tak – przy szybkim zwycięstwie gra będzie krótsza, ale raczej trzeba przygotować się na dłuższe posiedzenia.
W kwestii balansu trudno jednak na ten moment powiedzieć, czy któraś z armii jest rzeczywiście o wiele bardziej faworyzowana. Pod względem popularności wiadomo, że Amerykanie będą tą o wiele bardziej popularną stroną na serwerach i nawet podczas ogrywanego playtestu trudno było wskoczyć do tej drużyny… ale nie narzekałem, ponieważ NVA same w sobie, dzięki tym bardziej podjazdowym zasadom walki na własnym terenie, nie wypada wcale tak źle. Oczywiście, aby odblokować pełnię potencjału ulubionej klasy postaci, trzeba się pobawić w grind (który w przypadku HLL Vietnam nie jest na ten moment tak szkaradny jak w poprzedniej grze).
I tutaj również aktualizacja się pojawi w najbliższym czasie.
To, co najbardziej jednak zaskakuje, to fakt, że wersja pecetowa Hell Let Loose: Vietnam działa naprawdę przyzwoicie i jeśli wszystko pójdzie tak, jak powinno, to właśnie tę wersję polecałbym do ogrywania. Przynajmniej na ten moment, bo o postępach w ramach wersji konsolowej wiemy tylko z dobrych intencji twórców po betatestach pod względem optymalizacji gry. W teorii, w wersji na PlayStation 5 Pro, oznaczenie „PS5 Pro Enhanced” również powinno dać lepsze doznania z wykorzystaniem PSSR 2.0, ale na ten moment nadal mamy wielką niewiadomą.
Natomiast w przypadku pecetowej wersji oraz screenów, które widzicie na przestrzeni tego tekstu w tym momencie kombinowanie z ustawieniami graficznymi na poziomie wysokim czy najwyższym w połączeniu z Nvidia DLSS w rozdzielczości 4K dawało naprawdę przyzwoitą jakosć i tutaj po raz pierwszy muszę pochwalić, bo byłem niesamowicie sceptyczny co do wykorzystania Unreal Engine 5 w Hell Let Loose: Vietnam. Co prawda o wiele lepiej mogłyby wyglądać m.in. tereny po wykorzystaniu napalmu (tak, ziemia nagle się regeneruje...) i oczywiście model zniszczeń mógłby być o wiele bardziej urozmaicony, ale koniec końców i tak jest nie tylko ładnie, ale również przyzwoicie czytelnie… jakkolwiek by to nie brzmiało siedząc w kuckach w dżungli szukając przeciwnika zlewającego się z gęstwiną.
Ciąg dalszy nastąpi…
Dlatego też ostateczny werdykt na temat Hell Let Loose: Vietnam pojawi się prawdopodobnie w przyszłym tygodniu. Głównie dlatego, że tak jak wspomniałem na wstępie – mimo około dziesięciu godzin przegranych przedpremierowo wraz z innymi twórcami i dziennikarzami, nadal czuję, że to zdecydowanie za mało, aby móc w stu procentach ocenić grę w sposób rzetelny. Tym bardziej, że walka na serwerach po starcie gry z graczami o różnym stopniu wtajemniczenia jest również nieco innym doświadczeniem nie tylko od strony balansu klas i stron konfliktu, ale również i trybów rozgrywki w połączeniu z różnymi mapami dostępnymi na premierę.
Z drugiej strony, mimo możliwości grania na kontrolerze, z jakiegoś powodu w buildzie pecetowym występowały problemy z jego działaniem, dlatego też zostawiłem ten element na premierę gry. Tym bardziej, że tak jak zawsze mówię – kontroler DualSense ze swoimi dodatkami w postaci haptic feedback czy adaptive triggers zmienia doświadczenia płynące z rozgrywki dość znacznie. Choć nie ukrywam, że w Hell Let Loose: Vietnam grało mi się przyjemnie na myszce i klawiaturze po raz pierwszy od bardzo dawna.
Jednak na ten moment, wstępnie, na podstawie tego, co widziałem przez te wszystkie godziny, dałbym ocenę 8/10 i taka wstępnie ląduje poniżej, ale ostateczna nota pojawi się później.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!