Do biblioteki Netflix trafił film sygnowany nazwiskami słynnego hollywoodzkiego duetu. Od Oscara za scenariusz Buntownika z wyboru panowie Damon i Affleck przeszli długą i krętą drogę – a teraz ponownie łączą siły. Jak wypadł najnowszy efekt ich współpracy?
Na pewno każdy z nas choć raz natrafił w szkole na tego rodzaju „zawadiakę”, który, chcąc ukryć wewnętrzne skrępowanie, przywdziewał atrybuty mające poprawić jego pozycję w podwórkowej hierarchii. To właśnie te jednostki zwykle pierwsze wyróżniały się ciężkim łańcuchem na szyi albo kolczykiem w brwi, które miały odwrócić uwagę od szczupłej, lichej postury. Były pierwsze do przeklinania albo do łobuzerki — wszystko po to, by reszta nie dostrzegła trawiącego ich strachu. Łup to tego rodzaju kino.
Łup
Matt Damon i Ben Affleck znowu razem
Nie wiem, czego boją się Matt Damon i Ben Affleck, że zdecydowali się wziąć udział w tak przeciętnym filmie, ale można przypuszczać, że są z siebie zadowoleni, bo produkcja zbiera w większości pozytywne opinie. Ja jednak dostrzegłem coś niepokojącego w ich występie — coś pomiędzy desperacją, a znudzeniem. Od pierwszych minut czułem, że próbują otaczać się atrybutami siły, będąc tej siły pozbawionymi. Damon najwyraźniej za bardzo wszedł w rolę Odyseusza, bo w Łupie harcerzykuje aż za bardzo. Na jego twarzy widać zmęczenie, bo tak zaplanowali charakteryzatorzy, aktor nie bardzo wie, jak je zagrać. Affleck natomiast wygląda jak cień samego siebie z czasów, gdy grał Batmana — mięśnie już nie tak imponujące, a głowa nieobecna. Jakby myślami był wszędzie, tylko nie na planie — czyżby nie mógł pogodzić się z kolejną utratą Jennifer Lopez?
Trochę drwię, wiem, ale to ten duet obwiniam za to, że nie udało mi się poczuć energii Łupu. Film tego pokroju nie odpala, jeśli ogień nie ma naturalnego źródła. A tutaj ogień płonie z zapalniczki, krótko i niestale. Sztuczność, nadętość, łopatologia dialogów dodatkowo rozpraszają. Patrząc na aktorską parę, zauważyłem paradoks: próbują udawać chemię, zamiast dać się jej ponieść. To nerwowe role, którym brakuje oddechu. Próbują wyglądać, jakby im się chciało, choć tak naprawdę im się nie chce, co gorsza, chyba nie wierzą w projekt, w którym biorą udział. Energii w Łupie ma więcej dziewczyna w klapkach, grająca niedawno Supergirl, niż ci, którzy skaczą do siebie jak koguty.
Łup
To ich Dzień próby
Potencjał na papierze film miał spory, choć nie wykraczał poza ramy solidnej sensacji. Damon i Affleck, którzy są też producentami, pozwolili się poprowadzić Joe Carnahanowi — hollywoodzkiemu rzemieślnikowi specjalizującemu się w kinie akcji. Ostatnio miał dobrą passę: w 2020 roku oddał dwa mocne tytuły, które poprawiły jego notowania — wracających po latach Bad Boys 3 oraz Poziom mistrza z Frankiem Grillo i Melem Gibsonem. Ponoć twórca ma też chrapkę na remake azjatyckiego Raid.
Łup to kolejny historia wypełniona testosteronem, nieważne, że przewija się kilka kobiet (w tym, m.in., rozsławiona dzięki Jednej bitwie pod drugiej Teyana Taylor). Styl narracji przypomina nieco zapomniany, lecz niedoceniony Dzień próby z Ethanem Hawkiem i Denzlem Washingtonem — akcja dzieje się w jednym dniu, a bohaterowie, przedzierając się przez przestępcze brudy, muszą stawiać czoła niejednoznacznym wyborom moralnym. Dodając do tego Atak na posterunek 13, otrzymujemy obraz filmu, w którym bohaterowie po szybkim zawiązaniu intrygi chwytają za pistolety i ruszają po tytułowy zdobycz, nie wiedząc, co z właściwie z nią zrobić i broniąc się przed atakami innych, wyczuwających miód pszczół.
Łup
Typowy film pod streaming
Film zawiera momenty przestojów. Choć akcja otwiera się z przytupem, w środkowej części napięcie spada — dialogi drętwieją, a aktorzy rdzewieją. Widz zastyga w oczekiwaniu na dolanie do fabuły nieco oliwy. Kiedy zrywy wreszcie następują, widz jest już na tyle „uśpiony”, że potrzebuje więcej efektów niż te krótkie, intensywne wybuchy. Ostatni akt miał to rekompensować, ale wyczułem z nim, ponownie, pokaz pozerki, zamiast dramatyzm.
GramTV przedstawia:
Nie uwierzyłem w siłę Damona i Afflecka ani w ich szczerość wobec siebie i historii, której stali się częścią. Film wygląda trochę jak przystanek przed większymi wyzwaniami, skuteczny sposób na opłacenie rachunków. Damon sam nawet o tym mówi w wywiadach: raz podkreślając, że to Odyseja była dla niego priorytetem, innym razem sugerując, że Netflix miał konkretne wymogi wobec Łupu, przez co fabuła nie mogła być zbyt skomplikowana, a bohaterowie musieli „przypominać” widzowi, co się dzieje, na wypadek gdyby akurat siedział w telefonie. Witamy w erze streamingu.
Łup
Być jak Serpico
W jednej ze scen Damon prowadzi pewną rozmowę telefoniczną w sposób mało dyskretny — poczułem, że słowa kierowane są prosto do widza, by ten przypomniał sobie główną misję. Nawet twist, który później zmienia sytuację na planszy, niewiele zmienia w naszym odbiorze. Wtedy, gdy Joe Carnaham może nas zaskoczyć, na ten krok się jednak nie decyduje. Finał prowadzi nas za rączkę do komunału o dobrych gliniarzach, którzy chcieli być jak Serpico i brzydzą się zapachem pieniędzy. Oni nie zostali kupieni, a ja nie kupuje ich jednowymiarowych postaw.
Łup to zły film? Nie, bo ogląda się go bez większych zgrzytów. Tempo, mimo przestojów, jest utrzymane, uwaga widza rzadko ucieka od głównego celu. Akacja nieco kameralna, ale ma swoje momenty. Występ Kyle’a Chandlera i Stevena Yena to miłe akcenty, choć aktorzy ograniczają się raczej do odbijania blasku swoich kolegów. Fabuła jest aż nadto czytelna, ale niewiele wnosi. Podtrzymuje policyjne mity i raczej szybko zostanie zapomniana. To nie jest film zły, to raczej film nieistotny. Kino do kotleta, które w gardle nie stoi, ale też nie nasyca. Można, ale raczej nie trzeba.
5,5
To nie jest film zły, to raczej film nieistotny.
Plusy
Nie ma w tej akcji czegoś, czego już nie widzieliśmy, ale napięcia jest tyle, że na nudę nie ma czasu
Reżyser Joe Carnahan trzyma film w ryzach, dziękie czemu dowozi solidną sensację
Gdyby ten film nie miał twista, pewnie poległby z kretesem
Minusy
Jest w filmie, w jego środkowej części, moment przestoju, w trakcie którego postacie jakby kręcą się w kółko
Łopatologia i sztuczność dialogów jest momentami bardzo doskwierająca
Damon i Affleck chcą wyglądać na twardzieli, ale widać, że to tylko pozerka
Dziennikarz filmowy z otwartym podejściem do kina i popkultury. Science fiction w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!