Netflix ma wielki hit science fiction? Pierwsze recenzje dzisiejszej filmowej premiery

Radosław Krajewski
2026/03/06 15:00
0
0

Jak wypadł nowy film o walce z kosmitami?

Dzisiaj na Netflixie zadebiutował nowy akcyjniak science fiction Maszyna do zabijania z Alanem Ritchsonem w głównej roli. Produkcja doczekała się już pierwszych recenzji, które są mieszane, chociaż przeważają pozytywne oceny. Obecnie strony takie jak Rotten Tomatoes i Metacritic dopiero agregują recenzje, więc na pełne wyniki musimy jeszcze trochę poczekać, ale już teraz z opinii wyłania się obraz filmu widowiskowego, ale który cierpi na scenariuszowe niedostatki.

Maszyna do zabijania
Maszyna do zabijania

Maszyna do zabijania – pierwsze recenzje nowego filmu science fiction od Netflixa

Krytycy chwalą przede wszystkim efektowną akcję w Maszynie do zabijania. Uważają, że to głupi, absurdalny film, który dostarcza jednak sporo rozrywki. Niektórzy recenzenci zachwyceni są scenami akcji, które są dynamiczne i widowiskowe, a główny bohater, w którego wciela się Alan Ritchson, to postać, której chce się kibicować w walce z obcą cywilizacją. Film ma mieć dobre tempo, niezłych drugoplanowych bohaterów i dobrą, jak na streamingowe standardy, realizację. Pojawiają się jednak zarzuty o propagandowe podejście do ukazywania amerykańskiej armii. Poniżej znajdziecie wybrane opinie.

Nie do końca ma odwagę, by stać się najlepszą wersją tej historii. Mimo to działa. Machina wojenna to film akcji, który odczuwa się całym ciałem, a jednocześnie umiejętnie łączy odpowiednią dawkę efektów specjalnych, nie tracąc z oczu bohatera, dzięki któremu wciąż zależy nam na tym, co się dzieje – Screen Rant.

Jeśli jesteś w stanie zaakceptować fakt, że to produkcja wielka, głupiutka i bezrefleksyjna, a przy tym nawet nie zbliża się poziomem do swoich oczywistych inspiracji, a do tego jest bezwstydną propagandą, nadal można się przy niej dobrze bawić – TheWrap.

Machina wojenna jest wielka, głośna, momentami absurdalna i w pełni tego świadoma. To widowisko nastawione na maksymalną dawkę hałasu i akcji, które ani przez chwilę nie przeprasza za swoje inspiracje. Wręcz przeciwnie, ostentacyjnie się nimi chwali - The AU Review.

Film kończy się niezwykle patetyczną, pełną patriotycznego zapału sceną — z żołnierzami biegnącymi w zwolnionym tempie z karabinami w rękach — która bez trudu mogłaby trafić do amerykańskiej reklamy rekrutacyjnej do wojska. Zapewne pominięto by w niej jedynie fakt, że produkcję nakręcono głównie w Australii – The Hollywood Reporter.

Machina wojenna rzeczywiście ma problem, by wyróżnić się w zatłoczonym podgatunku filmów o inwazji kosmitów, ale jednocześnie robi wystarczająco dużo, by zadowolić fanów kina akcji i science fiction. Pojawiają się przebłyski czegoś naprawdę dobrego, zwłaszcza dzięki zaskakująco zniuansowanej roli Alana Ritchsona oraz przynajmniej jednej naprawdę świetnej sekwencji akcji – Collider.

Machina wojenna sprawdza się jako proste, niezobowiązujące kino akcji, ale niechęć do wyjścia poza powierzchowną warstwę historii oraz niewykorzystanie potencjału drugoplanowej obsady wyraźnie je ograniczają – CBR.

GramTV przedstawia:

Ritchson wciela się w żołnierza armii Stanów Zjednoczonych, który bierze udział w selekcji kandydatów do elitarnej jednostki Rangersów. Rutynowe ćwiczenia szkoleniowe w górskim terenie szybko przeradzają się jednak w walkę o przetrwanie, gdy oddział natrafia na tajemniczą siłę spoza Ziemi.

Za kamerą stanął Patrick Hughes, znany z takich filmów, jak Niezniszczalni 3, Bodyguard Zawodowiec oraz Człowiek z Toronto. W obsadzie znaleźli się: Dennis Quaid, Stephan James, Jai Courtney, Esai Morales, Keiynan Lonsdale oraz Daniel Webber. Hughes odpowiada również za produkcję i współtworzył scenariusz wraz z Jamesem Beaufortem, Toddem Liebermanem i Alexandrem Youngiem.

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!