Mimo wielu sukcesów gry wideo nadal nie są modną formą inwestycji dla elit świata kultury, polityki czy biznesu. Ci, którzy próbowali, częściej stracili niż zarabiali.
Gigantyczny sukces Wiedźmina i CD Projektu, rekordowe przejęcie Techlandu, giełdowy boom czy mnóstwo innych, imponujących sukcesów. Polski gamedev to nie tylko fantastyczne produkcje, ale też ogromny biznes, który z wielu zrobił milionerów, a z kilku nawet miliarderów. Można byłoby pomyśleć, że niektórzy znani Polacy chcieliby się ogrzać w blasku rodzimej branży elektronicznej rozrywki i oczywiście dobrze na tym zarobić. A jednak, nawet perspektywa wielomilionowych zysków to za mało, aby przekonać mainstream do gier.
Przemysłowiec, który uratował CD Projekt
Lista znanych Polaków – ze świata sportu, kultury, biznesu czy polityki – którzy zainwestowali w gamedev, nie jest zbyt długa. Oczywiście wielu pewnie ma lub miała akcje giełdowych spółek, ale nie są to jawne inwestycje (konieczność ujawnienia transakcji pojawia się tylko po przekroczeniu progu 5% udziałów w spółce publicznej). Jednym z nielicznych, którzy przyznali się do kupowania akcji producentów gier jest Krzysztof Stanowski, twórca Kanału Zero, który w grudniu 2020 roku nabył papiery CD Projektu. To było tuż przed premierą Cyberpunka 2077, a cena zakupu, według deklaracji dziennikarza, wyniosła 380 zł za akcję. Dzisiaj jeden walor kosztuje 250 zł, a więc mimo upływu wielu lat nie udało się odrobić strat.
Są jednak tacy, którzy na CD Projekcie dużo zarobili, chociaż z perspektywy czasu ich inwestycja uznawana jest za wielką porażkę. Przed wieloma laty, kiedy producent Wiedźmina był o krok od bankructwa i szukał pieniędzy na dokończenie Wiedźmina 2, koło ratunkowe studiu rzucił Zbigniew Jakubas, jeden z najbogatszych Polaków. Majątku dorobił się na takich spółkach jak Mennica Polska czy Newag. W 2008 roku był on istotnym udziałowcem Optimusa. Wspomógł wówczas CD Projekt kwotą 14 mln złotych, a następnie połączył obie spółki. Pożyczka jaką udzielił producentowi gier została zamieniona na akcje o wartości 1 zł za sztukę. Biznesmen sprzedał je później za 7 zł. Zwrot z inwestycji jest ogromny, ale Jakubas do dzisiaj przyznaje, że pospieszył się – w szczycie akcje CD Projektu były warte 460 zł.
Inwestycyjne pudła Lewandowskiego
Mimo że dało się z tego wyciągnąć znacznie więcej, Zbigniew Jakubas i tak może mówić o świetnym interesie. Na zawsze też przejdzie do historii jako jedna z najważniejszych osób w historii polskiej branży gier – ten, który w kluczowym momencie uratował dzisiaj jednego z najlepszych developerów na świecie. Zupełnie inaczej wyglądają inwestycje Roberta Lewandowskiego. Na boisku na pewno dokonuje wielu trafnych wyborów, ale jeśli chodzi o lokowanie kapitału, bez wątpienia brakuje mu dobrych doradców. Pierwszym przykładem jest studio RL9Sport Games. Piłkarz współpracował tam z PlayWay. Nic więc dziwnego, że debiutancka gra – Football Coach: the Game – nie wyglądała zbyt imponująco. Ostatecznie projekt, który nie zgromadził nawet tysiąca obserwujących na Steamie, został skasowany, a PlayWay odpisał wszystkie poniesione koszty.
GramTV przedstawia:
W kolejnej spółce przynajmniej udało się wydać grę. Goat Gamez powstało przy współpracy z Movie Games i stworzyło symulator Sports: Renovations. Gra, mimo że całkiem udana (polecam naszą recenzję), okazała się wielką klapą sprzedażową. Jeszcze przed premierą ze stanowiska prezesa odszedł Piotr Kubiński. Dzisiaj Goat Gamez funkcjonuje w zawieszeniu, ale ciężko oczekiwać, że coś jeszcze z tego wyjdzie. Lepiej, chociaż nadal kiepsko, wyszła inwestycja w Silk Road Games, które początkowo miało zajmować się wydawaniem gier w Chinach. Pierwszy tytuł, który udało się wprowadzić do oficjalnej dystrybucji w Państwie Środka, to Cooking Simulator, którego w pierwsze pół roku kupiło… 35 osób. Mimo wszystko Silk Road nadal inwestuje w ten temat. W 2024 roku odkupiło od PlayWay udziały w Big Cheese Studio, płacąc za jedną akcję 14,15 zł. Dzisiaj, po bardzo słabej premierze Cooking Simulator 2, ich wartość to raptem 4,7 zł. Robert Lewandowski bez wątpienia jest wielkim piłkarzem, ale jako inwestor ma na koncie długą listę porażek.
Od Nagrody Nobla do kontrowersyjnych dotacji
Był biznes, później sport, a teraz czas na kulturę. Olga Tokarczuk, laureatka literackiej nagrody Nobla, w 2024 roku ujawniła się w spółce Sundog. Nowe, nieznane studio, bez cenionych nazwisk w zespole, tworzy grę Ibru na bazie powieści Anna In w grobowcach świata. Pisarka, oprócz udzielenia licencji, zasiadła też w radzie nadzorczej w roli przewodniczącej. Temat wzbudził ogromne kontrowersje w momencie, w którym Polska Agencja Rozwoju Przemysłu przyznała spółce dotację w wysokości 16,9 mln zł.
Wniosek złożony w ramach Ścieżki SMART (technologia do tworzenia nieliniowych gier RPG na Unreal Engine) został bardzo wysoko oceniony. Co ciekawe, w jego realizacji miało pomóc wspomniane wcześniej Goat Gamez. Obecność Olgi Tokarczuk sprawiła, że sprawa nabrała politycznego wymiaru, a część środowisk sugerowała, że obecny rząd przekazuje w ten sposób pieniądze bliskim sobie osobom. Na pewno jest w tym sporo przesady, ale i tak niespełna 17 mln zł na technologię sugeruje wysokobudżetową grę. Czy takie studio jak Sundog może ją stworzyć? Gra niedawno została formalnie ogłoszona, ale niestety pierwszy zwiastun nie wygląda na wiele więcej niż prosta próba pokazania, że projekt żyje. Na razie trudno o optymizm.
Prześwietlam polski gamedev - piszę o grach, biznesie i kulisach branży, do których inni nie docierają. Rozmawiam z twórcami i analizuję co dzieje się za zamkniętymi drzwiami.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!