Grałem w Saros i cieszy to, że Housemarque umie postawić przed graczem wyzwanie

Słowa o tym, że jest to Returnal 2.0 również mają swoje przełożenie i wcale nie jest to coś, czego twórcy powinni się wstydzić. Szykuje się dobre rozwinięcie pomysłów z poprzedniej gry studia.

Saros – pierwsze wrażenia z gry na PlayStation 5
Saros – pierwsze wrażenia z gry na PlayStation 5

Przyznam szczerze, iż w ostatnich latach najbardziej żałowałem tego, że tak późno wziąłem się za ogrywanie Returnal. Nie dlatego, że z legend wszelakich był on pewnym wyzwaniem, a zwyczajnie gwiazdy nie ułożyły się na tyle dobrze, aby móc ze spokojem usiąść i przedzierać się przez te wszystkie kosmiczne ruiny.

W międzyczasie pojawił się na horyzoncie Saros – kolejna gra od Housemarque, która właściwie nie jawi się jako tytuł mający na celu odkrycie czegoś nowego. To raczej coś w rodzaju dalszego szlifowania formuły, z której studio już jest znane, i to dobra wiadomość. Pytanie brzmi: czy jest łatwiej? Powiedziałbym, że prędzej delikatnie inaczej.

Niedawno miałem okazję pograć chwilę w Saros dzięki uprzejmości ekipy Sony oraz Plaion Polska, i to, co wiem na pewno, to fakt, że trudno było się odciągnąć od dalszej eksploracji w podobny sposób jak było to w przypadku Returnal.

Słonko świeci, jest zaćmienie… i duże poczucie deja vu

Saros – pierwsze wrażenia z gry na PlayStation 5
Saros – pierwsze wrażenia z gry na PlayStation 5

Fabularnie Saros skupia się na ekspedycji Soltari na planecie Carcosa. Wcielamy się w jednego z egzekutorów, Arjuna Devraja, którego zadaniem jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, co się stało z kolonią na planecie i jaki wpływ na problemy ma zaćmienie, które pojawia się co jakiś czas w tym miejscu. Dodatkowo każda śmierć Arjuna to rozpoczęcie kolejnego „cyklu”, a sam bohater dodatkowo poszukuje osoby, której głos słyszy, wielokrotnie przemierzając Carcosę.

To, co najważniejsze w przypadku Saros, to zmiana związana z tym, w jaki sposób gra rejestruje postępy i przygotowuje gracza na kolejne wyzwania. Zamiast „zerowania” naszego statusu po każdym cyklu gra podsumowuje nasz wynik i rozdziela punkty, abyśmy mogli rozwinąć pasywne możliwości Arjuna. I tutaj prawdopodobnie poniosą się głosy na temat ewentualnej „każualowości” gry… Spokojna głowa – tutaj Housemarque zadbało o to, aby za łatwo nie było.

Nadal bowiem we wszystkim chodzi o to, aby zbierać coraz lepszą broń i umiejętności oraz żonglować ewentualnymi atrybutami tak, aby minusy z nich wynikające szybko niwelować wykonywaniem konkretnych czynności. Podobnie przyjdzie nam sprawnie unikać wszelkich elementów rodem z bullet hellu. Tu natomiast zaczynają się zmiany, które wprowadzają kilka twistów w bezpośrednim porównaniu z Returnal.

Saros – pierwsze wrażenia z gry na PlayStation 5
Saros – pierwsze wrażenia z gry na PlayStation 5

Po pierwsze, Arjun posiada specjalną tarczę, dzięki której jest w stanie przyjąć część ataków przeciwników i zamienić ją w energię potrzebną do skorzystania z ataków specjalnych. Nie są to jednak ataki specjalne, które powiązane są z wykorzystywaną przez nas bronią. Te są przypisane w bardzo nietypowy sposób, wykorzystując możliwości kontrolera DualSense… przy naciśnięciu lewego triggera do połowy tak, aby palec się na nim opierał. Dzięki temu mamy kontrolę nad dwiema różnymi możliwościami w jednym miejscu i tak – zdaję sobie sprawę, że opis może brzmieć lekko abstrakcyjnie. Jak sprawdza się w walce? Zaskakująco dobrze, choć (podobnie jak w przypadku Overload, które tu również występuje) trzeba się po prostu przyzwyczaić. Bowiem w Saros tego skakania palcami po DualSense będzie o wiele więcej.

Tym bardziej, że w pewnym momencie również do plejady dobrze znanych mechanik z Returnal (rozbijanie tarcz, zbieranie surowców i punktów atrybutów, aby mocy przybywało) dochodzi zaćmienie. Sprawa zaczyna się komplikować, ponieważ nasi przeciwnicy nie tylko są wytrzymalsi i zadają więcej obrażeń, ale również odbierają energię życiową, korzystając z niektórych ataków. Co prawda nadal regeneracja tych utraconych punktów zdrowia jest możliwa – problem leży w tym, że w drodze do bossa łatwo jest zwyczajnie przedobrzyć, a ułańska fantazja potrafi ponieść i nawet ta zaliczka w postaci stałego wzmocnienia atrybutów nie dawała dużej przewagi.

Jedyna rzecz, której nie udało się sprawdzić idealnie w dość krótkim czasie, to ewentualna różnorodność buildów w ramach jednego przebiegu. To z pewnością wyjdzie w przypadku recenzji, która pojawi się na łamach gram.pl. Ale jeśli całość będzie przypominała to, co mieliśmy w Returnal, to myślę, że możemy być spokojni o zachowanie pewnego balansu między byciem zbyt potężnym a totalnie niefortunnym przebiegiem.

Saros – pierwsze wrażenia z gry na PlayStation 5
Saros – pierwsze wrażenia z gry na PlayStation 5

GramTV przedstawia:

Jedno, co mogę powiedzieć jednak, to fakt, że po dotarciu do bossa bezproblemowo udało się zbić dwa z trzech pasków zdrowia za jednym zamachem, nie mówi za dużo przy zbieraniu wszystkiego, co popadnie, ginąc raptem raz, aby fabularnie wprowadzić element rozwijania możliwości Arjuna. W żadnym wypadku jednak nie mówi to za wiele o tym, czy w premierowej wersji Saros poziom trudności będzie wyższy.

Ot po prostu jeśli ktoś bez problemu może wpisać sobie w CV następujące cechy:

  • Zarządzanie chaosem
  • Działanie pod presją
  • Multitasking
  • Podejmowanie trudnych decyzji

To raczej sobie powinien poradzić, ponieważ tych kilka dodatkowych elementów zabawy w grze Housemarque pomaga, ale w żadnym wypadku nie sprawia, że nagle gra staje się banalna.

Saros robi na ten moment wiele rzeczy tak, jak powinien robić porządny sequel – usprawnia formułę i stawia przed graczem wyzwanie

Saros – pierwsze wrażenia z gry na PlayStation 5
Saros – pierwsze wrażenia z gry na PlayStation 5

I teraz powiem coś, co może i tak nie będzie wystarczającym zapewnieniem, ale spróbuję – to, że Saros pod pewnymi względami sprawia wrażenie łatwiejszego Returnal, nie oznacza, że jest to gra łatwa. Powiedziałbym nawet, że pod wieloma względami poziom trudności został zachowany. Ot, po prostu dostajemy dodatkowe narzędzia (rozwijanie naszego bohatera itp.), ale też dodatkowe niebezpieczeństwa do unikania (spaczenie, które gra główną rolę w pewnym momencie zabawy, oraz konieczność korzystania z nieco innego obłożenia pada).

Ktoś zapewne by się znalazł, kto powiedziałby, że ekipa Housemarque poszła po linii najmniejszego oporu, przenosząc to, co najlepsze z Returnal do Saros… ale może w tym szaleństwie jest metoda?

Głównie ze względu na to, że gameplay loop w przypadku obu tych gier jest piekielnie grywalny i wciągający. Syndrom jeszcze jednego cyklu wchodzi jak szalony, a sam miałem problem z tym, aby odejść od stanowiska. Dlatego też wróciłem do siebie, włączyłem konsolę i jeszcze raz włączyłem Returnal. Różnica była taka, że przez tych kilka pierwszych godzin myliłem obłożenie pada, myśląc o tym, jak to wszystko działało w Sarosie.

Dlatego też krótko – tak, Saros to tak właściwie Returnal 2.0 w dobrym znaczeniu tego słowa. Wszędzie bowiem widać doszlifowanie formuły, ale również próbę zachęcenia innych graczy do spróbowania swoich sił. Nadal bowiem chodzi o to, aby wracać, wracać i jeszcze raz wracać.

Czy to oznacza, że będzie łatwiej? No nie bardzo… I właśnie o to chodzi.

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!