Oddaj swój głos w plebiscycie GRAM AWARDS 2022

Grałem w MMO dla fabuły – wrażenia z Broken Ranks

Jakub Smolak
2023/01/25 10:15

Fantasy w polskim stylu.

Na szczęście czasy nałogowego grania w MMO mam już dawno za sobą. Skończyły się dni, w których zaciekle rozwijałem swoje postacie, walcząc o epickie wyposażenie i najwyższą pozycję w rankingu. I chociaż bawiłem się wtedy świetnie, to chyba nigdy nie odżałuję czasu poświęconego temu modelowi zabawy. Uciekło mi przez to wiele świetnych gier i historii, które teraz zalegają w odmętach kupki wstydu. Teraz, jako zdecydowanie bardziej świadomy gracz, traktuję MMO w kategoriach ciekawostki. Chętnie sprawdzam tytuły, oferujące coś więcej niż oklepane schematy. Tym razem padło na Broken Ranks.

Grałem w MMO dla fabuły – wrażenia z Broken Ranks

Swojski średniowieczny klimat

Broken Ranks przyciąga przede wszystkim oprawą. Produkcja wrocławskiego Whitemoon Games na pierwszy rzut oka zwiastuje zabawę w stylu staroszkolnych gier cRPG. Rzut izometryczny przywodzi na myśl klasycznych przedstawicieli gatunku, więc naprawdę ciężko wyzbyć się porównań do serii Baldur’s Gate czy Icewind Dale. Twórcy obiecują również oryginalny system walki oraz klimat, dzięki któremu Broken Ranks zdecydowanie bliżej do Wiedźmina niż klasyków high fantasy. Ta swojska stylistyka sprawia, że od Rozbitych Szeregów bije znajoma aura polskości. Oczywiście, w pozytywnym znaczeniu tego słowa.

Zabawę rozpoczynamy od stworzenia bohatera lub bohaterki. Wybieramy 1 z 7 dostępnych klas postaci. Profesje prezentują się dość standardowo, a wyróżniającą się opcją jest mag Voodoo. Ponadto zagrać możemy również rycerzem, barbarzyńcą, magiem ognia, łucznikiem, druidem bądź uzbrojonym w zabójcze pazury sheedem, który wygląda niczym rasowy zabójca. Następnie personalizujemy facjatę naszego podopiecznego i rozpoczynamy pierwszy rozdział przygody.

Swojski średniowieczny klimat, Grałem w MMO dla fabuły – wrażenia z Broken Ranks

Ciekawe losy Taernu

Opowieść już od pierwszej chwili rzuca nas w wir niebezpiecznych wydarzeń. Nasza ojczyzna – Taern – została najechana przez mordercze siły mrocznego Utoru. Najeźdźca w zastraszającym tempie pobija całą krainę. Jako jeden z nielicznych ocalałych mamy okazję zbiec na pokładzie statku płynącego do Trentis. To właśnie tam dołączymy do sił, które chcą odbić Taern z rąk wrogiej hordy. Nie będzie to jednak łatwe zadanie, a droga do celu będzie wiązała się z wieloma niebezpiecznymi misjami.

Muszę przyznać, że fabuła Broken Ranks jest całkiem mocnym elementem gry. Kolejne karty historii odkrywa się tutaj z przyjemnością. Duża w tym zasługa dobrze napisanego tekstu, dzięki czemu śledzenie kolejnych dialogów sprawia prawdziwą frajdę. Zadania, również te poboczne, zaprojektowane zostały w interesujący sposób i mają do zaoferowania prawdziwą zawartość. Oczywiście, nie zapominajmy, że ciągle jest to proste w założeniach MMO. W przypadku Broken Ranks nie mamy więc do czynienia z rasowym RPG, w którym każda podjęta przez nas decyzja, ma daleko idące konsekwencje. Zadania, choć ukryte pod ładną otoczką, najczęściej polegają na przebieżkach z jednego miejsca w drugie, a ich kulminacyjnym momentem jest walka.

Trentis to poczciwa mieścina, w której znajdziemy port, tawernę, karczmę, ratusz i kilku kupców. Miasteczko jest dość ludne i niemalże z każdym z mieszkańców możemy zamienić słówko lub dwa. W znajdującej się na podgrodziu wsi urzęduje sołtys Roman, specjalizujący się w wyrobie wyskokowej Jabcokówki. Port pełen jest pijaków, żebraków i kurtyzan, władze miasta są skorumpowane, a strażnicy lubią sobie wypić. Gościńce roją się od bandytów, a lokalni przestępcy dorabiają się na ludzkiej krzywdzie. Pamiętacie, jak wspominałem o swojskości tego tytułu? Właśnie to miałem na myśli.

Ciekawe losy Taernu, Grałem w MMO dla fabuły – wrażenia z Broken Ranks

MMO bez grindu to nie MMO

Za wykonywane zadania jesteśmy nagradzani punktami doświadczenia, złotem i wyposażeniem. W przerwach od głównego wątku fabularnego musimy brać na warsztat zadania poboczne i klasyczne zlecenia, co pozwoli nam wbić wymagany poziom. Jest to nic innego jak grind, za sprawą którego spędzamy z Broken Ranks znacznie więcej czasu niż początkowo zakładaliśmy. Im dalej w las, tym staje się on bardziej monotonny i natarczywy. Bieganie pomiędzy kolejnymi lokacjami zaczyna być coraz bardziej nużące, przez co ta przyjemna opowieść traci tempo. Mi przydarzyła się sytuacja, w której po uporaniu się z jednym z głównych zadań chciałem kontynuować przygodę, ale kontynuacja wątku przewidziana została wyłącznie dla bohaterów na co najmniej 22 levelu, a moja postać była wtedy na 15.

GramTV przedstawia:

Komentarze
1
dariuszp
Gramowicz
25/01/2023 10:26

Ja dawno przestałem grać w MMO które nie są sandboxem.

Takie MMO są zawsze nudne. Bo masz parę generycznych aktywności i w zasadzie tyle.

A odpalasz takiego sandboxa jak np EVE, Mortal czy Albion i co? I niby to samo, gra jest nudna i powtarzalna. Ale jednak dużo przyjemniejsza. Dlaczego?

Bo wszystko co robię ma realny cel. Co oznacza że postęp ma znaczenie. Robię narzędzia dla farmerów nie dlatego że quest mi tak powiedział tylko dlatego że ktoś ich realnie potrzebuje i na nie czeka. Zbieramy się na wyprawę nie dlatego że mamy rajd ale dlatego że surowce są na terenie PVP i musimy się zabezpieczyć. A te surowce potrzebuje żeby masowo robić kiepskie narzędzia żeby móc robić lepsze.

Dlatego tak długo jak gram z innymi i jesteśmy od siebie zależni, żaden moment nie jest kompletną stratą czasu. A tak się czuje w nie-sandboxowych grach bo tam jest tylko grind który idzie do NPC. I robisz go sam bo najczęściej więcej zajmuje zorganizowanie grupy niż ta cała grupa jest warta.