Powrót, który wydawał się niemożliwy. A jednak do niego doszło. Czy warto było czekać kilka lat na kolejne perypetie bohaterów Euforii?
Zakończył się jeden z najgłośniejszych seriali ostatnich lat.Twórcy potwierdzili, że produkcja HBO już nie powróci, a ostatnie odcinki trzeciego sezonu były definitywnym pożegnaniem z Rue i jej świtą. Ta recenzja pełni więc podwójną funkcję – podsumowuje to, co wydarzyło się w całej historii, a jednocześnie odpowiada na pytanie, czy finał okazał się satysfakcjonujący. Po kolei.
To nie jest serial ani łatwy, ani przyjemny. Ale jest ważny. Tak w skrócie przedstawiał się mój stosunek do Euforii jeszcze przed uruchomieniem pierwszego odcinka trzeciego sezonu. Sam fakt powrotu produkcji po kilku latach przerwy był małym cudem. Serial wypromował nie tylko Zendayę, ale także Jacoba Elordiego i Sydney Sweeney, przez co ponowne zebranie obsady stało się logistycznym wyzwaniem. Było ich jednak więcej.
Euforia
Same problemy
W 2023 roku branżą wstrząsnęła wiadomość o śmierci Angusa Clouda. Miał zaledwie 25 lat. Wcielał się w Feza – dilera narkotyków i przyjaciela głównej bohaterki. Ciepła, sympatyczna postać, stanowiąca przeciwwagę dla wszechobecnych emocji i chaosu. Dla wielu widzów był to bohater wręcz niezbędny, bo pozwalał złapać oddech pomiędzy kolejnymi dramatami. Oglądanie serialu po tej tragedii, ze świadomością losu aktora, nadaje wielu scenom dodatkowy ciężar. Trudno nie odnieść wrażenia, że rzeczywistość w pewnym momencie dogoniła fikcję.
Jakby tego było mało, po zakończeniu zdjęć do trzeciego sezonu zmarł również Eric Dane. Aktor wcielał się w Cala Jacobsa, ojca Nate’a – jedną z najważniejszych postaci całej historii. To właśnie jego sekrety, decyzje i moralne upadki wpływały na losy Nate’a oraz Jules. W finałowym sezonie Cal jest już człowiekiem pogodzoną z częścią własnej przeszłości, ale świadomość, że oglądamy jedną z ostatnich ról Dane’a, sprawia, iż jego obecność na ekranie nabiera szczególnego znaczenia.
Przeszkód było więc sporo i układały się tak, jakby nad produkcją zawisła klątwa. Nie chodziło jednak wyłącznie o obsadę. Trzeba było także znaleźć także nowy kierunek dla fabuły. Bo warto pamiętać, że Euforia jest remakiem izraelskiego serialu emitowanego w 2012 roku. Materiał źródłowy został w praktyce wyczerpany przez dwa pierwsze sezony amerykańskiej wersji. Trzeci sezon jest więc tym, czym w pewnym momencie stała się Gra o tron po wyprzedzeniu książek George’a R.R. Martina – opowieścią tworzoną już samodzielnie, bez wyraźnego punktu odniesienia.
Euforia
Minęło kilka lat i się udało
Dopiero tutaj Sam Levinson mógł w pełni pokazać własną wizję. Trudno przy tym mówić o odtwórczości. Euforia pozostaje produkcją wyjątkową: komercyjną, ale z wyraźnie autorskim charakterem. Po latach nie mam jednak wątpliwości, że Levinson jest znacznie lepszy w stylistyce, niż w opowiadaniu historii. Wcześniej efektowne zdjęcia i muzyka nadawały dodatkowej głębi, dziś z kolei stają się akcesoriami łatającymi dziury.Przed premierą trzeciego sezonu nadrobiłem dwa poprzednie. Wydawało mi się, że pomoże mi to w ocenie finału. Dziś mam wrażenie, że było wręcz odwrotnie. Emocje wywołane wcześniejszymi odsłonami okazały się tak silne, że nieustannie porównywałem do nich nowy sezon. A ten, niestety, nie dorównuje poprzednikom. Nie oznacza to jednak porażki.
Dla tych, którzy nie znają serialu: Euforia opowiada historię Rue Bennett, młodej narkomanki próbującej odnaleźć sens życia po śmierci ojca. W jej życiu pojawia się Jules – osoba transpłciowa, która wnosi do tej opowieści energię, światło i nadzieję. Wokół nich funkcjonują inni bohaterowie: Nate Jacobs, szkolny tyran z twarzą Jacoba Elordiego, Maddy Perez, w którą wciela się Alexa Demie, oraz Cassie Howard grana przez Sydney Sweeney. To właśnie ich relacje, namiętności, konflikty, zdrady i wzajemne uzależnienia stworzyły fenomen Euforii – historii niezwykle szczerej, bliskiej ludzi, opowiadanej na przekór konwencjom.
Euforia
To już nie są ci sami aktorzy
Trzeci sezon rozpoczyna się pięć lat po wydarzeniach znanych z poprzednich odsłon. Bohaterowie dawno opuścili szkolne korytarze, a problemy typowe dla wieku dojrzewania ustąpiły miejsca konsekwencjom decyzji podejmowanych już w dorosłym życiu. Rue, która przez lata próbowała wyrwać się z nałogu, nadal zmaga się z demonami przeszłości. Tym razem zostaje uwikłana w świat przemytu narkotyków na granicy amerykańsko-meksykańskiej, a jednocześnie coraz mocniej zwraca się ku religii, próbując odnaleźć sens w rzeczywistości, która nieustannie wystawia ją na kolejne próby. Nate wciąż funkcjonuje w cieniu rodzinnego dziedzictwa. Cassie z kolei, chcąc zdobyć finansową niezależność i ułożyć sobie życie na nowo, rozpoczyna działalność na platformie OnlyFans. Pomaga jej w tym Maddy.
GramTV przedstawia:
I właśnie tutaj pojawia się największa niespodzianka. Nie da się bowiem ukryć, że trzecia Euforia bardzo mocno wykorzystuje popularność Sydney Sweeney. Cassie zostaje przesunięta na pierwszy plan kosztem innych bohaterów, momentami nawet samej Rue. Nie wygląda to jak naturalna konsekwencja rozwoju fabuły, lecz raczej świadoma decyzja wynikająca z faktu, że Sweeney stała się jedną z największych gwiazd współczesnego Hollywood. Kamera wyraźnie faworyzuje tę postać. Scenariusz również. Wątek związany z OnlyFans nie jest już jedynie dodatkiem czy komentarzem społecznym. Levinson wraca do niego wielokrotnie, poświęca mu ogromną ilość czasu ekranowego i buduje wokół niego znaczną część konfliktów (przy okazji mocno stereotypizując aktorki tej platformery). Problem polega na tym, że odbywa się to kosztem innych bohaterów. Jules zostaje zepchnięta na margines, Nate stopniowo traci znaczenie, a sama Rue momentami sprawia wrażenie postaci drugoplanowej we własnym serialu.
Euforia
To już nie jest ta sama historia
Największą zmianą pozostaje jednak ton opowieści. Trzeci sezon porzuca historię typową dla coming of age na rzecz kryminału z domieszką czarnego humoru. W tle pojawiają się wielkie pieniądze, przemoc, narkotyki i walka o wpływy. Chwilami Euforia przypomina Breaking Bad, innym razem kino Quentina Tarantino – z obowiązkowym dążeniem do katharsis. Nie każdy widz zaakceptuje tę zmianę – bo z serialu wymykającego się konwencjom, staje się kinem gatunkowym – ale trudno odmówić jej odwagi.
Osobny fragment muszę poświęcić Zendayi. Od lat mam problem z oceną tej aktorki. Euforia miała być dla mnie ostatecznym testem jej talentu, ponieważ powszechnie uznaje się tę rolę za szczyt jej możliwości. Po obejrzeniu całości nadal nie jestem przekonany – według mnie to aktorka przereklamowana. Doceniam trudność tej kreacji. Nie doceniam leniwego wykonania.Nadal uważam, że ekranowy magnetyzm Sydney Sweeney, Jacoba Elordiego, Hunter Schafer, Alexy Demie czy Erica Dane’a jest wyraźnie większy.
Rue to bohaterka wymagająca. Łączy w sobie uliczną zadziorność z ogromną wrażliwością, płynnie przechodząc od depresyjnego wycofania do tytułowej euforii. Zendaya obrała konkretną metodę gry i konsekwentnie się jej trzyma. Problem polega na tym, że dla mnie prowadzi ona do pewnej jednowymiarowości. Uświadomiłem sobie, że to nie dla Rue wchodziłem do świata Euforii, że to nie w niej dostrzegałem intrygujące mnie niuanse.
Euforia
Zmarnowany potencjał
Niestety, wraz ze zmianą kierunku pojawiają się też problemy z tempem narracji. Mimo strzelanin, nowych lokacji i kolejnych skandali akcja potrafi ciągnąć się niemiłosiernie. Wiele zwrotów fabularnych da się przewidzieć z dużym wyprzedzeniem. Pojawiają się wprawdzie efektowne epizody, bo na ekranie pojawia się między innymi Sharon Stone, ale nie mają one odpowiedniej wagi. Levinson sprawia momentami wrażenie twórcy, który doskonale wie, jakie obrazy chce pokazać, lecz nie zawsze wie, dokąd prowadzi swoich bohaterów. W efekcie całość wygląda tak, jakby łódka została wypchnięta na środek jeziora bez wioseł. Choć krajobraz pozostaje fascynujący, a nastrój wciąż działa, nie mamy pewności, czy dopłyniemy do brzegu.
Podobne odczucia mam wobec religijnego wymiaru historii Rue. Motyw wiary w Boga staje się jednym z najważniejszych tematów sezonu, ale jego rozwój nie przekonuje. Nie chodzi o same odwołania do Biblii, lecz o to, że przemiana bohaterki wydaje się niedostatecznie przygotowana. Levinson za łatwo i mało roztropnie wykorzystuje ten motyw, czyniąc z niego modus operandi przemiany protagonistki. Potencjał był ogromny, lecz nie został w pełni wykorzystany.
Ostatecznie oceniam trzeci sezon niżej niż dwa poprzednie. Jako samodzielna produkcja wydaje się tworem osobliwym. Jako zamknięcie większej całości pozostawia spory niedosyt. Nadal mamy do czynienia z jednym z najbardziej oryginalnych seriali współczesnej telewizji – dziełem trudnym do zaszufladkowania, prowokującym i zostającym w pamięci na długo. Trzeci sezon nie dorównuje wcześniejszym odsłonom, ale nie jest też w stanie przekreślić tego, co Euforia osiągnęła wcześniej.
6,0
Trzeci sezon nie dopłynął do brzegu tak pewnie, jak można było oczekiwać, ale nie zmienia to faktu, że Euforia pozostaje jednym z najbardziej wyjątkowych seriali swojego pokolenia.
Plusy
Wszystkie sceny z Alexą Demie
Zmiana lokalizacji i idąca za tym zmiana kolorystyki wypada intrygująco i przykuwa uwagę
Po tak mocnych dwóch sezonach po prostu fajnie jest wrócić po latach do tych bohaterów
Ciekawe wątki religijne, ale nierówno prowadzone
Minusy
Fatalne poprowadzenie postaci Nate'a
Postać i wątek Cassie wyróżnia się na tle reszty zaburzając proporcję
Fabuła rozwija się bardzo powoli, ma mało zmiennych, prowadzona jest w sposób niepewny
Nie jestem przekonany, czy reżyser był przekonany co do tego, jak zakończyć tę historię
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!