Najbardziej oczekiwany film tegorocznego sezonu letniego właśnie zadebiutował w kinach. Oceniamy, czy to Odyseja, na którą od zawsze czekaliśmy.
Prawo Zeusa
Christopher Nolan przeszedł grę. Reżyser rozkochał w sobie widzów za sprawą takich dzieł, jak Incepcja, Mroczny Rycerz, czy Prestiż, ale też w pewnym momencie stał się na tyle popularnych twórcą, że wymienianie go wśród najulubieńszych filmowców nie było dobrze widziane w środowisku kinofilów i filmoznawców. Na szczęście zmieniło się to wraz z Oppenheimerem, gdzie brytyjski reżyser udowodnił, że wciąż potrafi tworzyć jedyne w swoim rodzaju kino, które skupia wokół siebie zarówno widzów z pokolenia Z, milenialsów, jak i starszych odbiorców. Nolan przypieczętował swój sukces siedmioma Oscarami, w tym tymi najważniejszymi i najbardziej upragnionymi. Nic więc dziwnego, że Odyseja z miejsca stała się najbardziej oczekiwanym filmem, gdyż znając jego metody produkcyjne, można było oczekiwać kina niezwykle intensywnego, widowiskowego, a wręcz monumentalnego. Nawet liczne kontrowersje, dotyczące obsady, dialogów, czy kostiumów nie sprawiły, że Odyseja jakkolwiek miałaby przez nie ucierpieć. Jako długoletni fan Christophera Nolana, który ubóstwia Oppenheimera, miałem olbrzymie oczekiwania wobec adaptacji dzieła Homera. Niestety do licznych zachwytów nad Odyseją dołączyć nie mogę, ale pomimo sporego rozczarowania, nie mogę nie docenić, że jest to film w wielu aspektach po prostu dobry.
Odyseja
Odyseusz (Matt Damon) wyrusza na wojnę do Troi, aby wraz ze swoją armią wypełnić rozkaz króla Agamemnona (Benny Safdie). Chociaż miasto udało im się zdobyć, wykorzystując do tego podstęp w postaci ogromnego posągu konia, dowódca nie potrafił odnaleźć drogi do domu. Chociaż podczas wyprawy mierzył się z potworami, wiedźmami, a przede wszystkim łaską bogów, w końcu trafił na wyspę Kalipso (Charlize Theron), na której spędził długie lata. Gdy przez ten czas próbował odzyskać utracone wspomnienia, w międzyczasie jego żona Penelopa (Anne Hathaway), która zaczęła władać Itaką, zamierza być nadal wierna mężowi, którego nie widziała od dwudziestu lat. W jej domu od lat ucztują i bawią się zalotnicy, w tym Antinous (Robert Pattinson), który został wybrany przez samego Odyseusza na obrońcę jego syna, Telemacha (Tom Holland). Antinous pragnie tylko jednego – zdobyć rękę Penelopy i stać się królem Itaki. Telemach postanawia wyruszyć w podróż, aby odszukać swojego ojca. Wie jednak, że jego życie jest zagrożone, ale zrobi wszystko, aby uratować swoją matkę i miasto przed zakusami ludzi, którzy o wojnie w Troi słyszeli tylko w pieśniach.
Tym samym Odyseję łatwo podzielić na dwa oddzielne, ale przeplatające się wątki. Pierwszy to ten Odyseusza, który próbuje trafić do domu, tułając się po świecie, podejmując się prób przygotowanych mu przez bogów. To klasyczna opowieść o konsekwencjach wojny, braniu odpowiedzialności za swoje czyny i próbie pozostania sobą, chroniąc honor i dziedzictwo. Problem w tym, że wątek Odyseusza, który powinien dostarczać poczucia przygody, został u Nolana sprowadzony do wykonywania kolejnych zadań, które najczęściej polegają na ucieczce bohaterów przed zagrożeniem. Odys i jego załoga muszą mierzyć się z cyklopem, olbrzymami, wiedźmą, czy morskimi potworami, ale właściwie tylko Polifem i Kirke otrzymują więcej ekranowego czasu. Jednak nawet oni zostali sprowadzeni do przeszkody, nie posiadając żadnej fabularnej podbudowy, czy głębszych motywacji. Tu aż prosiło się o to, aby wykorzystać ten długi metraż do rozbudowania tych scen, aby niosły one ze sobą coś więcej, niż tylko ładne obrazki. Horrorowe elementy związane z cyklopem i olbrzymami są rzeczywiście niezłe, ale podobnie jak cała reszta filmu, bardziej to wszystko działa w obrazku, niż w samej treści, której nie ma tu zbyt wiele.
Odyseja
Nie lepiej jest u Telemacha, który wyrusza w podróż, aby poznać swojego ojca, uznawanego powszechnie za zmarłego. Młody mężczyzna wychowywał się praktycznie bez ojca, mogąc poznać go wyłącznie z opowieści nielicznych osób, którym udało się ujść cało z Troi. Tym samym chłopak ma dwa cele, które koniec końców i tak sprowadzają się do tego, że za jego pomocą, dowiadujemy się jeszcze więcej o samym Odyseuszu i jego bohaterstwie w wojnie z Troją. Dla Telemacha to również okazja, aby udowodnić swojej matce i jej zalotnikom, że jest godny spuścizny Odysa, aby zostać królem Itaki. Niestety film nie potrafi tego w przekonujący sposób pokazać. Casting Toma Hollanda do tej roli jest trafiony w dziesiątkę, ale Nolan nie potrafił w odpowiedni sposób pokazać, jak jego bohater przechodzi przemianę w niedoświadczonego chłopca w prawdziwego mężczyznę i syna wielkiego Odyseusza. Wszystko to sprowadza się więc do tego, że zakończenie nie ma żadnego emocjonalnego ciężaru. Otrzymujemy całkiem niezłą finałową walkę, ale brakuje w tym wszystkim właśnie emocji.
Wyprawa trojańska
To jedna z największych wad Odysei, która jest chłodna, zdystansowana i wykalkulowana. Christopher Nolan był krytykowany już za to w poprzednich filmach, ale właśnie te domniemane wady idealnie potrafił przekuć w sukces w Oppenheimerze, gdzie ekscentryczność i wyrachowanie głównego bohatera było częścią jego osobowości. Tutaj wyobcowanie powinno być sednem samej podróży Odysa, ale to nie działa, gdy otrzymujemy wyłącznie serię krótkich scen z jego podróży, zamiast poczucie prawdziwej przygody. Co jeszcze bardziej rozczarowujące, długoletni powrót bohatera do domu nie ma w sobie również ciężaru czasowego. Brytyjski reżyser specjalizował się w czasie, żeby wspomnieć o Incepcji, Interstellar, Dunkierce, czy Tenet, ale tym razem kompletnie nie potrafił oddać poczucia czasu. Jedyne, co miał do zaoferowania, to przedłużenie i posiwienie włosów oraz brody Odyseusza. Tracą na tym szczególnie postacie, którzy poza głównym bohaterem, Penelope i Telemachem to praktycznie figury, które mają odegrać swoje określone zadanie, ale nic więcej się z nimi nie dzieje. Bardzo dobrze widać to po postaci Antinousa, który jest najgorszym złoczyńcą z filmów Nolana.
Odyseja
GramTV przedstawia:
Brytyjski filmowiec zawsze potrafił obronić się jednak warstwą realizacyjną i produkcyjną, ale nawet tutaj Odyseja odstaje od poprzednich jego filmów. Problemów jest sporo, począwszy od kostiumów, szczególnie zbroi, zarówno zwykłych żołnierzy, jak i tej Agamemnona, który wygląda jak starożytna krzyżówka Dartha Vadera z Batmanem, ale również metalowych zbroi olbrzymów, które wyglądają koszmarnie źle. Nie przekonały mnie również scenografie i zdjęcia plenerowe, które co prawdą mogą wpisywać się w motyw psychiki głównego bohatera, ale bywają puste, szare, pozbawione życia, a przez to mało imponujące. I tak, dałoby się to argumentować, że to, co widzimy w obrazie, jest odzwierciedleniem stanu mentalności Odyseusza i po prawdzie, trochę tak jest, ale Nolan nic z tym więcej nie robi. Nie próbuje nawet opowiadać historii obrazem, skupiając się na technicznych detalach, które akurat robią robotę. Nie brakuje tu przepięknych kadrów, ale też nie ma mowy o zapierających dech w piersiach, monumentalnych scen, jakie potrafi zafundować Denis Villeneuve. Na pochwałę zasługuje za to muzyka Ludwiga Göranssona. Nie jest to jedna z najlepszych jego kompozycji, ale zdecydowanie to jeden z najjaśniejszych punktów Odysei.
Matt Damon jest Odyseuszem niemal idealnym. Aktor świetnie sprawdza się w tej roli, dzięki czemu łatwo uwierzyć, dlaczego potrafił zjednać wokół siebie ludzi, odtwarzając archetyp starożytnego herosa, który ma równie potężne mięśnie, co wnikliwy umysł. Bardzo dobra jest również Anne Hathaway, która potrafiła oddać żal i desperację swojej bohaterki, a jednocześnie troskę i miłość do swojego syna. Tom Holland, jak wcześniej wspomniałem, również dobrze się sprawdza. Na brawa zasługuje także John Leguizamo jako Eumaeus, Samantha Morton w roli Kirke oraz Jon Bernthal, który gra Menelaos. Niestety cała reszta albo gra przez cały film tak samo, jak Robert Pattinson i Charlize Theron, albo też nie mają za bardzo co grać, jak Zendaya, czy Corey Hawkins. Oppenheimer potrafił dobrze przedstawić każdego bohatera, nawet trzecioplanowego na ekranie. W Odysei Nolan jakby zagubił w sobie umiejętność odpowiedniego poprowadzenia postaci i odgrywających ich aktorów.
Koniec końców Odyseja jest dla mnie ogromnym rozczarowaniem, ale od razu zaznaczam, że to film, po którym spodziewałem się równie wysokiego poziomu, co po Oppenheimerze. Tym razem Christopher Nolan popełnił masę błędów, przede wszystkim scenariuszowych, gdzie historia tytułowego bohatera nie ma w sobie odpowiedniego ładunku emocjonalnego. Odyseja ma kilka dobrych i wyróżniających się scen, jak ta z cyklopem, czy Kirke, ale jest tego zdecydowanie za mało. Tę historię można byłoby poprowadzić na wiele różnych sposób, a reżyser niepotrzebnie chciał powtórzyć tu sukces Oppenheimera. Szczególnie widać to po pierwszej godzinie z mocno szarpaną narracją, która nie do końca potrafi ustawić wszystkie pionki na szachownicy, aby w dalszej części ruszyć z kopyta. Ostatecznie Odyseja nie jest koniem trojańskim, który z zewnątrz oferuje dużo, a w środku skrywa przykrą niespodziankę, ale zdecydowanie nie jest to film, który należałby do czołówki filmów Nolana.
7,0
Odyseja ma zaskakująco dużo problemów jak na film Christophera Nolana. Tym razem reżyser nie do końca dowiózł swoje obietnice.
Plusy
Świetna rola Matta Damona
Ale część obsady również spisuje się bez zarzutów (Anne Hathaway, Tom Holland, czy Samantha Morton)
Kilka dobrych scen, w tym ta z Polifem i Kirke
Całkiem niezłe elementy horroru
Finałowa walka daje radę
Wysoki poziom techniczny produkcji i dbałość o realizacyjne detale
Muzyka Ludwiga Göranssona
Minusy
Brak odpowiedniego ładunku emocjonalnego, zarówno w historii Odyseusza, jak i Telemacha
Chłodny, zdystansowany i wykalkulowany charakter filmu
Epizodyczność i poszarpana narracja, szczególnie widoczna w pierwszej godzinie
Powierzchownie przedstawieni przeciwnicy i postacie mitologiczne
Brak odczuwalnego upływu czasu w podróży Odyseusza
Słabo rozwinięte postacie drugoplanowe
Antinous nie sprawdza się jako antagonista
Nieudane kostiumy i zbroje, zwłaszcza Agamemnona oraz olbrzymów