Fighting Force Collection w nieco innej cenie mógłby być świetnym powrotem do przeszłości – takim, który w dużym stopniu szanuje materiał źródłowy bez potrzeby dużej ingerencji z zewnątrz
Fighting Force Collection – recenzja gry
Trochę tak się złożyło, że akurat na świeżo po odświeżonym Raymanie (a przed Unreal Tournament 2004, ale to cicho, aby nikt nie wiedział) wpadło również Fighting Force Collection. Gra, która zasadniczo zawsze była jedną z moich ulubionych z czasów dzieciństwa, gdy poszukiwało się czegoś do grania nie tylko dla jednego, ale i dwóch graczy przedzierających się przez kolejnych przeciwników w drodze do Doktora Zenga.
I muszę przyznać, że tutaj zestaw składający się z dwóch gier Core Design dostosowanych do dzisiejszych warunków wypada o wiele lepiej. Obie gry bowiem świetnie działają zarówno na większych sprzętach oraz Steam Decku, a także obsługują wyższe rozdzielczości dzięki upscailingowi. Dodano opcję dostosowania sterowania pod nowoczesne pady i lekko poprawiono płynność rozgrywki. Nie znajdziemy tu jednak gruntownie przerobionej grafiki czy nowych efektów. Może i dobrze, bowiem poza ceną trudno byłoby się tutaj do czegokolwiek przyczepić.
Trochę o tym, czym jest Fighting Force…
Fighting Force Collection – recenzja gry
Fighting Force to stworzona w 1997 roku przez Core Design gra beat’em up wydana przez Edios Interactive. Pojawiła się ona na PlayStation, PC oraz Nintendo 64, a całość charakteryzowała się m.in. możliwością poruszania się w pełnym 3D próbując powstrzymać Doktora Zenga. Z jednej strony pozwalała ona na wykorzystywanie broni białej, ale również palnej oraz innych elementów otoczenia. Z drugiej natomiast cztery grywalne postacie (Hawk Mason, Ben „Smasher” Jackson, Alana McKendrick, Mace Daniels) oraz dość bogata paleta ciosów i kombinacji sprawiała, że wielokrotna rozgrywka była dość wciągająca. Tym bardziej, gdy dorzucimy do tego tryb kooperacji.
W 1999 roku natomiast pojawił się sequel Fighting Force 2, który dość mocno różnił się od pierwotnych, brawlerowych założeń rozgrywki stawiając nieco mocniej na połączenie tego, co sprawdzało się w będącej w szczycie swojej formy serii Tomb Raider, jak również elementów znanych z pierwszej części gry. Tutaj kierowaliśmy poczynaniami Hawka Masona, którego zadaniem było powstrzymanie Knackmiche Corporation przed tworzeniem ludzkich klonów. Tutaj jednak zabawa była bardziej liniowa, trochę poważniejsza i zdecydowanie bez tego arcade’owego sznytu, którego nie brakowało pierwszej odsłonie serii. Można byłoby powiedzieć, że przez to właśnie “dwójka” została przyjęta zdecydowanie słabiej, a i sama marka mimo planów na trzecią część została przez Core Design porzucona.
Fighting Force Collection – recenzja gry
A swoją drogą – wiecie, że Fighting Force pojawił się w jednym z odcinków „13. Posterunku”? Tym, w którym mowa była o agresji i Brzytwiarzu. Biorąc pod uwagę ostatnie materiały w jednej stacji telewizyjnej można całość podsumować tak – lata lecą, niektórzy rozpatrują gry w kontekście dzieł sztuki, a na uniwersytetach poważnie rozkłada się wszelkie elementy na czynniki pierwsze. Ale nadal hasło: „Gry są złe, zniszczą Cię” pojawia się. Tym razem bez poważniejszej argumentacji.
Wracając jednak do samej gry…
W sumie to na świeżo po tym, jak ogrywałem Raymana doszedłem do jednego, bardzo ważnego wniosku – czasami niektóre rzeczy lepiej zostawić tak, jak oryginalnie były one stworzone bez próby stosowania ulepszeń w postaci wyższych FPSów.
Co prawda można byłoby dyskutować na temat tego, czy czasem Fighting Force 2 z tym sterowaniem podobnym do Tomb Raidera rzeczywiście ma rację bytu, ale w przypadku pierwszej części serii ogrywanie jej za pomocą dowolnego pada daje poczucie tego, co mniej więcej można było odczuwać grając lata temu.
Fighting Force Collection – recenzja gry
I zaskakująco również zarówno launcher jak i możliwości dostrojenia sobie gry po to, aby nadawały tutaj więcej klimatu obu odsłonom Fighting Force są dość niewielkie. Można byłoby powiedzieć, że jeśli ktoś korzystał z możliwości PlayStation 5, to w dość łatwo będziecie w stanie się rozeznać w możliwościach emulatora i tutaj również zabawę można przewijać nie po sekundach, a po klatkach, co również ułatwi zabawę w sytuacji kryzysowej.
Fighting Force Collection – recenzja gry
GramTV przedstawia:
Nadal jednak można tutaj narzekać między innymi na to, że cena 80 zł (na Steam) za pakiet dwóch gier, z czego większość i tak kupi sobie Fighting Force Collection dla pierwszej części gry jest… dość wygórowany. Tym bardziej, że jednak innej alternatywy niż zakopane w odmętach strychów czy piwnic płytki CD raczej nie ma. Dlatego też jeśli ktoś wpadnie na pomysł tego, aby odświeżyć sobie tego klasyka np. w trakcie podróży na Steam Decku, to zdecydowanie lepiej byłoby poczekać na jakieś porządne obniżki ceny. Niestety wersji pudełkowej na Limited Run Games nie znajdziecie, a szkoda, bo w wydaniu kolekcjonerskim łatwiej byłoby chyba wyjaśnić wyższą cenę niż zazwyczaj.
Fighting Force Collection – recenzja gry
Nie jest to bowiem ani gruntownie odrestaurowany klasyk (co może i lepiej, że tak się wydarzyło, bo w tej formie gra działa naprawdę dobrze w wyższych rozdzielczościach), ani również nie ma tutaj zbyt wielu materiałów dodatkowych, które przybliżyłyby dość krótką historię tej serii, jak i samego Core Design. Ot po prostu Implicit Conversions, które przygotowało tę kolekcję zbyt mocno nie próbowało ingerować w pierwotny zamysł twórców.
Przy okazji – to oni stali również za przywróceniem pierwszej części Fear Effect, a także Fear Effect 2: Retro Helix. Podobno oba te porty są z relacji tych, którzy grali, są tak samo rzemieślniczo dobrze wykonane, więc raczej nie ma się do czego tutaj przyczepić poza ceną pakietu.
Dobrze jest wrócić do czasów przeszłości, ale nie za taką cenę…
Fighting Force Collection – recenzja gry
Ponownie sytuację w przypadku retro grania w nieco odświeżonym wydaniu można byłoby oznaczyć facebookowym statusem „to skomplikowane”. Z jednej strony bowiem zaskakująco dobrze mi się grało w Fighting Force Collection głównie za sprawą pierwszej części – to nadal dobry beat’em up, który można pokazać młodszym pokoleniom z myślą „w takie gierki to się kiedyś grywało”. Z drugiej strony nadal mam ten sam problem z Fighting Force 2, jak miałem wiele lat temu – jednak forma nieco luźniejszego, podobnego do Streets of Rage (w zamyśle) tytułu sprawdzała się zdecydowanie lepiej niż próba przełożenia tego, co sprawdzało się w Tomb Raiderze.
Fighting Force Collection – recenzja gry
W tym wszystkim najtrudniej jednak jest uzasadnić cenę pakietu, bowiem obie gry nie są wcale aż tak długie i poza nostalgią oraz kilkoma usprawnieniami zbyt wiele tutaj nie znajdziemy. Można byłoby śmiało powiedzieć, że połowa ceny byłaby w tej sytuacji bardziej niż odpowiednia.
Dlatego też w cenie premierowej, jako chęć nostalgicznej podróży pod koniec XX wieku w grach raczej bym odpuścił. Za jakiś czas natomiast myślę, że będzie warto, bo jednak pierwsza część nadal daje dużo frajdy, a dwójka… nadal będzie dla mnie tylko i wyłącznie ciekawostką.
7,5
Gdyby nie cena oraz dość niewielka liczba materiałów dodatkowych, to Fighting Force Collection byłby dobrym przykładem, że można robić dobre porty na nowe sprzęty.
Plusy
Porządna, rzemieślnicza robota bez wydziwiania - tak, jak fani retro lubią najbardziej.
Dostosowanie do praktycznie każdego popularnego kontrolera.
Możliwość bezproblemowego ogrywania na Steam Decku, korzystania z zapisu w chmurze oraz grania w dwie osoby.
Trochę artów do obejrzenia...
Minusy
... ale poza tym materiałow dodatkowych dość niewiele.
Z-ca Redaktora Naczelnego Gram.pl. Wielbiciel wyścigów, bijatyk i tych gier, które zasadniczo nikogo. To ja zacząłem ruch #GrajciewYakuzę. Po godzinach fan muzyki niezależnej i kuchni koreańskiej.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!