Pojawienie się Rayman 30th Anniversary Edition nikogo nie zaskoczyło, ale świętowanie trzydziestolecia maskotki Ubisoftu można było urządzić zdecydowanie lepiej niż w ten sposób.
Rayman 30th Anniversary Edition - recenzja gry
W przypadku wielu różnych tekstów na gram.pl wspominałem często o mojej niezwykłej relacji z Raymanem od Ubisoftu. Głównie dlatego, że nie licząc wcześniejszego grania na przeróżnych „kardriżówkach” pierwszą grą, którą dostałem wraz z PlayStation była właśnie ta platformówka od Ubisoftu.
Podobnie opowiadałem o tym, że tak właściwie pierwszą połowę gry znałem wręcz na pamięć ze względu na brak karty pamięci, a i sam jej nigdy nie przeszedłem… bo jak dobrze wiemy, druga połowa gry to był niezły poligon jak na tamte czasy. Nawet dziś, wiedząc jakie sztuczki ekipa Michela Ancela wykonała, aby było wymagająco, zapewne wielu graczy złamałoby się, przechodząc to, co gra miała do zaoferowania od Band Land w górę. Zresztą, gdyby spojrzeć historycznie na całość to można dojść do wniosku, że pod względem platformówek Ubisoft w pewnym momencie był na bardzo wysokim poziomie, co później udowodniły Rayman Origins i Legends.
Dlatego informację o tym, że na trzydziestolecie Raymana pojawi się specjalne wydawnictwo mu poświęcone, przyjąłem z radością, bowiem jakoś przez głowę mi przeszła ponowa próba przejścia gry. Tym razem z innym doświadczeniem oraz zabawą w speedruny tytułów, które w bardzo podobny sposób ogrywałem za młodu bez karty pamięci, od początku w każdy weekend Crash Bandicoot 3: Warped już nawet ma fajny czas ustawiony. W kolejce jest Silent Bomber, którego zresztą w ten sam sposób zapamiętałem bardzo dobrze, więc zapewne i tutaj całkiem dobry czas udałoby się wykręcić.
Niestety, początkowa radość szybko ustąpiła rozgoryczeniu. Z mojej perspektywy jedna z głównych maskotek Ubisoftu, obok Asasynów czy Far Cry, zasługiwała na znacznie więcej troski ze strony jej twórców.
Dwie strony medalu – Rayman 30th Anniversary Edition zarówno cieszy, jak i smuci
Rayman 30th Anniversary Edition - recenzja gry
Dobra wiadomość jest taka, że Rayman 30th Anniversary Edition to pakiet pięciu różnych wersji Raymana z różnych platform – od tej najpopularniejszej z PlayStation po wersje MS-DOS, Atari Jaguar oraz Game Boy Color i Advance. Do tego dostajemy również trzy pakiety dodatkowych etapów w wersji DOSowej, a także możliwość sprawdzenia prototypu gry, który był wykorzystany jako pierwsze demo w roku 1992 na SNESa. Dodatkowo w grze pojawiła się cała masa wywiadów związanych z historią Raymana opowiadaną przez jego twórcówMamy także możliwość ogrywania gier z dodatkowymi „kodami” ułatwiającymi rozgrywkę oraz różnymi trybami wyświetlania z filtrami imitującymi ekrany CRT.
Od razu na wstępie zaskakuje fakt, że Rayman 30th Anniversary ma miejscami bardzo zmienioną ścieżkę dźwiękową. Nowe aranżacje czasami trafiają w tony podobne do oryginału tony (pierwsze etapy), tak czasami kompletnie chybiają (menusy na starcie), a co ciekawe – w niektórych miejscach nawet są w ogóle nie zmienione. Trudno jest więc logicznie zrozumieć decyzję ekipy, która za odświeżenie Raymana się zabrała. Zazwyczaj w takich przypadkach tworzy się zupełnie nowe aranżacje lub czyści ścieżki, by były atrakcyjniejsze i lepiej wykorzystywały współczesny sprzęt audio.
Podobny problem pojawia się w kontekście dostosowania gry do czegoś więcej niż bazowe 30 FPS, w których działał oryginalny Rayman. Głównie dlatego, że podbicie liczby klatek na sekundę oraz sprawienie, że gra działa w wyższej rozdzielczości wpływa znacząco na to, jak momentami działają animacje. Przykładem tego mogą być wszelkie platformy oraz elementy przeszkadzające naszemu bohaterowi w przedostaniu się na koniec danego etapu. Wiele z tych elementów zwyczajnie porusza się za szybko, a ograniczone ruchy Raymana sprawiają, że wstrzelenie się w odpowiedni moment jest zdecydowanie trudniejsze niż w przypadku wersji sprzed lat. Tak, niektóre starcia z bossami wymagają również jeszcze większej precyzji niż było to w oryginale i tak – będą one denerwowały jeszcze bardziej.
Rayman 30th Anniversary Edition - recenzja gry
To również poniekąd wyjaśnia dlaczego czasami zamiast łatania bazowego kodu gry lepiej było postawić na zbudowanie wszystkiego od nowa. Tak było chociażby w przypadku odświeżonej trylogii Crasha Bandicoota oraz Spyro, w których trzeba było również sterowanie dostosować do dzisiejszych możliwości kontrolerów. Dodatkowo nawet udało się odtworzyć etapy, które były pierwotnie planowane w przypadku pierwszej części Crasha, jak również dołożyć kilka nowych do “trójki”. Koniec końców czuć było, że ekipa Viscarious Visions chciała dać w tym przypadku coś więcej niż łopatologiczne przeniesienie kodu z PSXa na dzisiejsze platformy i był to strzał w dziesiątkę.
Inną kwestią jest fakt, że w przypadku Raymana mamy tylko jedną opcję ogrywania gry – tą zaoferowaną przez twórców. W Rayman 30th Anniversary Edition brakuje bowiem czegoś, co można byłoby nazwać trybem pełnego odświeżenia gry (czyli takiego, który będzie świeży i dostosowany do dzisiejszych możliwości) oraz wersji oryginalnej (czyli takiej, która działa w 30 FPS itp.). Tutaj mamy do czynienia niestety z czymś, co można nazwać stanięciem w rozkroku, bowiem można byłoby całość podsumować sformułowaniem “pół-remaster”. Głównie dlatego, że jest tu kilka nowych elementów, tak reszta jest czymś, co zapewne fani emulacji mogliby wykrzesać możliwościami popularnych aplikacji.
GramTV przedstawia:
W kwestii innych problemów to można byłoby tu narzekać, że system zapisów jest po prostu dziwnie skonstruowany. Pomijam kwestię ewentualnych błędów w wersjach MS-DOS oraz Atari Jaguar (choć tutaj były problemy inne, ze sterowaniem o dziwo i podmianą bindingów na padzie), ponieważ tych na szczęście nie uświadczyłem, ale w przypadku wersji z PlayStation problem pojawił się inny.
Rayman 30th Anniversary Edition - recenzja gry
W teorii bowiem Rayman ma dwie formy zapisu. Jedna to ta oryginalna bazująca na zapisywaniu z poziomu rozgrywki w specjalnych miejscach na mapie (za pomocą „Memory Card” albo specjalnego kodu rozgrywki). Druga z kolei to ta, którą możemy wykorzystać z poziomu menu programu obsługującego grę. W tym drugim przypadku potrafiło się zdarzyć, że część postępu związana z liczbą zdobytych żyć oraz liczby możliwych przyjętych na siebie ciosów ulegała resetowi wracając do ustawień z początku gry. Inną sprawą jest fakt, że również włączenie „kodów” działa tylko od momentu włączenia gry od zera, więc jeśli chcieliście na ostateczne starcie odpalić nieskończoną liczbę powtórzeń, to ona nie zadziała.
Gdyby tak podsumować moją przygodę z odświeżonym Raymanem, powiedziałbym, że jest to mocno słodko-gorzka przeprawa. Tym bardziej, że po tak okrągłej rocznicy jednej z twarzy Ubisoftu można było spodziewać się o wiele więcej wysiłku w stworzenie czegoś, co gracze zapamiętają na długo.W dobie remasterów i remake’ów powstających momentami taśmowo, zdarzały się tytuły, w których widać było chęć zachowania duszy oryginału w nowych, nowoczesnych szatach. Czy można więc posądzać o mały skok na kasę? Powiem to bardzo niechętnie, ale niestety tak.
Tak kończą legendy naszej młodości? To może lepiej ich nie wskrzeszać…
Rayman 30th Anniversary Edition - recenzja gry
I powiem zupełnie szczerze, że jako wielki fan Raymana jestem trochę zawiedziony tym, jak ta wersja na trzydziestolecie marki wypada. Jednakże trochę się przyzwyczaiłem do tego, że sympatyczny bohater przez ostatnie lata (tak jak kilku innych bohaterów) dostaje raczej dużo mniej niż inni.
Szczerze mówiąc, utwierdziło mnie to w przekonaniu, że w dobie udanych remasterów (np. Legacy of Kain 1 i 2 Remastered) czy remake’ów (Crash Bandicoot, Spyro, Silent Hill, a nawet MGS Delta: Snake Eater) można było przynajmniej stworzyć remake jedynki.Resztę oryginalnych części można było dodać jako ciekawostki dla fanów oldschoolu. W przypadku tego ostatniego uważam, że lepiej było zachować jak najwięcej z oryginałów, bowiem w przeszłości te „nieczyste” zagrywki przeszkadzały, a tu mamy je w większości w wersji „turbo”, przez ogrywanie Raymana może nosić znamiona zakamuflowanego masochizmu dla perfekcjonistów. Właśnie w tym wypadku możliwość dania wyboru wersji klasycznej lub odświeżonej czy lepszego dostosowania gry do wyższego FPS sprawiłaby, że grało się lepiej i frustracji byłoby mniej.
Inną sprawą jest fakt, że w dniu pisania przeze mnie tej recenzji problemy z zapisami wersji Jaguar i MS-DOS nie zostały rozwiązane. Rayman Advance wręcz zabija błędnik w jednym z etapów, tak jak może działać na gracza przesadnie zastosowany motion blur. Nie mówiąc już o momentami mocno spadającej liczbie klatek na sekundę, co w przypadku emulowanych gier potrafi przeszkadzać przy i tak precyzyjnej momentami rozgrywce. Nie ukrywam żalu, ponieważ na trzydziestolecie marki można było oczekiwać czegoś lepiej wykonanego. Doceniam ilość dodatkowych materiałów i wywiadów z twórcami, choć uważałem je za pewnego rodzaju „zapychacz”, bowiem nie godzi się, aby dać samą grę bez dodatków. Fajnie zobaczyć prototyp pierwszego Raymana czy dodatkowe mapy z wersji na MS-DOS. Trzeba jednak przyznać – jeśli Beyond Good & Evil na swoje dwudziestolecie dostał coś więcej niż tylko remaster podbijający rozdzielczość do jakości 4K, to Rayman zasługuje na trwalszy pomnik niż ten, który otrzymał.
Rayman 30th Anniversary Edition - recenzja gry
Obecnie na rynku gier brakuje bohaterów, którzy kształtowali nasze zamiłowanie do gier i zasługują na więcej niż kolejny spin-off, epizodyczny występ w Fortnite lub pośpiesznie przygotowaną wersję odświeżoną pierwszej gry. Rocznice są bowiem po to, aby celebrować wkład niektórych tytułów w rozwój branży gier, a przygody Raymana zdecydowanie do tego grona się zaliczają.
Podsumowując – Rayman 30th Anniversary Edition to nadal kawał świetnej, platformówkowej historii. Zagrać warto, ale dopiero gdy cena spadnie, a stan samej kolekcji również będzie nieco lepszy niż ten, który otrzymaliśmy na premierę.
6,0
Miało być świętowanie trzydziestki Raymana, a skończyło się na bólu pleców, głowy i istnienia... czyli jak u każdego po trzydziestce.
Plusy
Pięć różnych wersji Raymana i prototyp, który jest mroczny niczym świat umarłych w dwójce...
Nadal bawi i stawia wyzwanie, choć nie z tych powodów co lata temu.
Sporo różnych wywiadów na temat kulis powstawania gry.
Są "kody", są możliwości zapisu, filtry imitujące dawne czasy...
Minusy
... ale część z tego raz działa, raz nie działa albo działa nie tak, jak powinna.
60 FPS zmienia trudne i niesprawiedliwe momenty w jeszcze trudniejsze momenty w trybie "turbo".
Stosunek ceny do tego, czym mogła być ta kolekcja.
Z-ca Redaktora Naczelnego Gram.pl. Wielbiciel wyścigów, bijatyk i tych gier, które zasadniczo nikogo. To ja zacząłem ruch #GrajciewYakuzę. Po godzinach fan muzyki niezależnej i kuchni koreańskiej.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!