W okamgnieniu – recenzja filmu. Wielkie ambicje science fiction zderzyły się z pustą historią

Radosław Krajewski
2026/02/28 14:00
0
0

Twórca WALL-E oraz Gdzie jest Nemo powrócił z nowym filmem. Oceniamy, czy to science fiction, które przeleżało na półce parę lat, wciąż może zachwycić fanów gatunku.

Nowa odyseja

Andrew Stanton ma imponującą karierę, którą rozpoczynał w Pixarze. Reżyser nakręcił takie dzieła, jak Dawno temu w trawie, Gdzie jest Nemo, WALL-E oraz Gdzie jest Dory. Poniósł również sromotną porażkę w 2012 roku, kiedy w kinach pojawił się John Carter, będący jedną z największych finansowych porażek Disneya w historii. Przez kolejne lata zajmował się głównie serialami, pracując nad Stranger Things, Zadzwoń do Saula, Problemie trzech ciał, For All Mankind, czy niedocenionymi Opowieściami z Pętli. Stantona wyraźnie ciągnęło do kina science fiction i w 2022 roku otrzymał od Disneya zielone światło na realizację swojego nowego aktorskiego filmu, zapowiadanego jako połączenie 2001: Odysei kosmicznej, Magnolii oraz Interstellar. Rzeczywistość okazała się brutalna i film przeleżał w „lodówce” przez prawie trzy lata, dopiero niedawno debiutując na festiwalu w Sundance. Wytwórnia przeczuwając nadciągającą katastrofę, postanowiła pominąć kinową dystrybucję dla W okamgnieniu i produkcja debiutuje od razu na Disney+. Może to i lepiej, gdyż pomimo spektakularnej skali, historia jest nieciekawa i pusta, a bohaterowie pozostawiają sporo do życzenia.

W okamgnieniu
W okamgnieniu

Historia rozgrywa się na przestrzeni niemal 50 tysięcy lat, począwszy od pierwszych ludzi, skończywszy na futurystycznej wizji. Stanton pragnie odpowiedzieć na pytanie, czy nasze istnienie ma sens wyłącznie wtedy, kiedy któregoś dnia musi się skończyć. Chociaż brzmi to wszystko ambitnie, to ostatecznie W okamgnieniu jest powierzchowne i narracyjnie puste.

Pierwsza część prezentuje wydarzenia za czasów neandertalczyków. Thorn (Jorge Vargas), Hera (Tanaya Beatty) i ich córka Lark (Skywalker Hughes) walczą o przetrwanie w niebezpiecznym świecie. Bohaterowie porozumiewają się w swoim własnym języku, który jest dla nas niezrozumiały, a reżyser chciał zachować ten realizm do tego stopnia, że brakuje napisów, które tłumaczyłyby te dialogi. Ma to jednak swoją funkcję, która podkreśla pewną uniwersalność, którą człowiek doświadcza od samego początku. Narodziny, choroba, śmierć, głód, czy walka o wpływy istniały na długo, zanim powstał jakikolwiek język. Po tym segmencie wyraźnie inspirowanym 2001: Odyseją kosmiczną, przechodzimy do drugiej historii, rozgrywającej się współcześnie. Claire (Rashida Jones), antropolożka badająca szczątki Thorna, próbuje pogodzić życie naukowe z rodzącą się relacją z Gregiem (Daveed Diggs). Gdy jej matka zapada na śmiertelną chorobę, akademickie rozważania nad człowiekiem zaczynają ustępować miejsca brutalnej rzeczywistości i realnej stracie. Po tym następuje trzecia historia, która zabiera widza do XXV wieku. Coakley (Kate McKinnon) odbywa samotną, 336-letnią misję kolonizacyjną. Ma zasiedlić nową planetę embrionami ludzkimi i stać się symboliczną matką przyszłej cywilizacji. Jej jedynym towarzyszem jest sztuczna inteligencja Roscoe. Kiedy system podtrzymywania życia zaczyna zawodzić, Coakley staje przed decyzją, która może zadecydować o przyszłości gatunku.

W okamgnieniu
W okamgnieniu

Każda z tych historii ma pewne punkty wspólne, jak choroba, która rozpoczyna się od „jaskiniowców”, płynnie przechodząc do wątku raka matki Claire, żeby następnie doprowadzić do umierających roślin produkujących tlen na statku Coakley. Nie brakuje też bardziej pozytywnych motywów, jak narodziny dziecka, które odnajdują swoje echa w późniejszych historiach. Stanton konstruuje historię na zasadzie paralel, które najlepiej działają wtedy, kiedy są niedopowiedziane, subtelne, odgrywające swoją rolę dopiero w emocjonującym finale. Problem w tym, że W okamgnieniu są niesamowicie dosłowne. Dlatego do filmu należy podejść jako do pewnego rodzaju wideoeseju, a nie fabularnej historii. Opowieść oparta jest na ukazaniu powtarzalności ludzkich problemów, które są z nami obecne już od prehistorii i nawet w odległej przyszłości nie będziemy w stanie się z nimi uporać.

Ludzie. Ludzie nigdy się nie zmieniają

Stanton chce opowiadać o przemijaniu, ale paradoksalnie przez obraną konstrukcję, nie ma odpowiednio dużo czasu, aby zbudować na tym emocjonalne fundamenty. Kluczowe sceny, które mogłyby na to wpłynąć, są skracane, a równoległy montaż z innymi planami czasowymi nie pomaga, aby jakoś związać się z tymi bohaterami. To film skrojony pod tezę, ale jednocześnie dystansujący się od niej, bojący się zaproponować widzowi wejście w tę historię. Stanton wydaje się bardziej zainteresowany udowodnieniem, że wszystko jest połączone, niż pozwoleniem nam poczuć, że to połączenie cokolwiek znaczy i odpowiedzieć na pytania, dlaczego od zarania ludzkości tak się dzieje.

W okamgnieniu
W okamgnieniu

GramTV przedstawia:

Film na szczęście nadrabia część swoich braków warstwą wizualną. Co prawda środkowy segment jest najgorszy i nie wyróżnia się żadnym stylem, tak prehistoria prezentowana jest jako brudna, surowa i niebezpieczna. Stanton rozwija skrzydła dopiero w swoim najważniejszym punkcie zainteresowania, czyli prezentowaniu futurystycznych przestrzeni. Projekt statku kosmicznego, począwszy od interfejsu, po sterylne korytarze, aż po konkretne moduły, mogą robić wrażenie i przypominają to, co reżyser zaprezentował nam u Pixara w WALL-E.

Najlepiej z całej obsady odnajduje się Rashida Jones, która wnosi do swojej postaci sporo autentyczności. Jej Claire jest wyraźnie zmęczoną kobietą, rozdartą między ambicją dalszego rozwijania kariery a lękiem przed utratą bliskiej osoby. Niestety to jedyna postać, która wzbudza jakiekolwiek emocje. Bohater grany przez Daveeda Diggsa jest pełen schematów i tylko czasami aktor jest w stanie wykrzesać z tej postaci coś więcej. Rozczarowujące jest aktorstwo w dwóch pozostałych segmentach, gdzie ten neandertalski przez brak dialogów nie pozwala związać się z bohaterami, co też wymusiło na twórcach stworzenie banalnych bohaterów, którzy stają się bardziej symbolami niż pełnoprawnymi ludźmi. Równie fatalnie wygląda to w futurystycznym wątku, gdzie Kate McKinnon, aktorka znana głównie z komedii, nie radzi sobie w tej dramatycznej roli.

W okamgnieniu to film mający ambicję być monumentalną, wręcz naukową rozprawą o kondycji człowieka i jego znaczeniu we wszechświecie. Niestety historia jest nudna, pełna skrótów, a do tego kiepsko napisanych i zagranych w większości przypadków bohaterów. To bardziej wygląda jak szkic czegoś wielkiego niż epickie science ficiton, jakim miał być nowy film Andrew Stantona, który wyraźnie chciał stworzyć hit na miarę Odysei kosmicznej. Na szczęście dla reżysera już wkrótce w kinach zadebiutuje Toy Story 5, które miał okazji współtworzyć. Tym samym plama z W okamgnieniu zostanie szybko zmazana. Wątpię jednak, aby Disney był nadal skłonny powierzać mu kolejne aktorskie projekty.

4,0
W okamgnieniu to niespełnione science fiction, które chce opowiedzieć o sensie ludzkiego istnienia na przestrzeni 50 tysięcy lat, lecz gubi emocjonalną głębię w nadmiarze oczywistych metafor i zbyt dużych ambicji.
Plusy
  • Odważna narracja z trzema różnymi planami czasowymi, przypominająca kultową 2001: Odyseję kosmiczną
  • Wątek futurystyczny jest najciekawszy ze wszystkich
  • Chce opowiadać o śmierci i sensie życia
  • Rashida Jones sprawdza się w swojej roli
  • W trzecim rozdziale potrafi zachwycić wizualnie
Minusy
  • Płytkie, schematyczne postacie
  • Pozostałe dwa wątki nie są aż tak ciekawe
  • Zbyt dosłownie traktuje swoje paralele i metafory
  • Równoległy montaż odbiera emocjonalnej warstwie filmu
  • Niewykorzystany potencjał moralnych dylematów bohaterów
  • Zbyt krótki, aby dało się rozwinąć wszystkie te historie
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!