Felieton

Nintendo Switch Lite - nowy rozdział przenośnego grania

Jakub Zagalski, 18.07.2019 07:40 2

Nintendo Switch Lite będzie znacznie tańszy, poręczniejszy, ale nie tak wyjątkowy jak normalny Switch. Kto się na niego skusi?

Pierwszej zapowiedzi Nintendo Switch Lite towarzyszyły mieszane uczucia. Od miesięcy spekulowano, że Nintendo szykuje się do wypuszczenia hybrydowej konsoli w wersji "PRO" z mocniejszymi bebechami, ale zachowującą oryginalny charakter tego sprzętu. Tymczasem nowe wcielenie Switcha, które ma się ukazać dwa i pół roku po debiucie oryginalnej wersji, to nic innego jako Switch pozbawiony kilku najfajniejszych cech i nastawiony wyłącznie na granie przenośne. Mniejszy, poręczniejszy i – co najważniejsze – tańszy, ale rodzący pytania o sens istnienia takiego modelu.

https://www.youtube.com/watch?v=Is0j2FFuSgM&feature=youtu.be

Warto wspomnieć, że tydzień po zapowiedzi Lite'a na stronach Nintendo pojawiła się wzmianka o nadejściu jeszcze jednej wersji Switcha. Choć tutaj też obyło się bez rewolucji na miarę PRO/4K, bo nowy model (z numerem seryjnym zaczynającym się od XKW) to zwykły Switch oferujący dłuższą zabawę na naładowanej baterii. W praktyce ma to wyglądać tak: stare Switche – od 2,5 do 6,5 godziny grania (wymagające gry typu The Legend of Zelda: Breathe of the Wild pożerają baterię w ok. 3 godziny). Nowe Switche, które trafią do sklepów w sierpniu/wrześniu – od 4,5 do 9 godzin (Zelda – 5,5 godziny na jednym ładowaniu).

I to tyle, co można napisać o nowej serii Switcha, bo cała reszta (łącznie z ceną) pozostaje bez zmian. Co innego Nintendo Switch Lite, który wywołał niemałe poruszenie w konsolowym świecie. I wcale nie dlatego, że był wyczekiwanym mesjaszem, mającym odpowiedzieć na palące potrzeby graczy z całego świata. Oprócz grona nintendofilów, którzy tapetują ściany pudełkami z Amiibo i żonglują Joy-Conami we wszystkich wersjach kolorystycznych, mało kto dostrzegł w NSL must have do kupienia 20 września. I trudno się temu dziwić.

Krótkie przypomnienie. Nintendo Switch Lite to mniejsza, lżejsza, tańsza, działająca dłużej na naładowanej baterii wersja dwuletniej konsoli, która zostanie pozbawiona kilku najważniejszych cech definiujących dotychczasową zabawę ze Switchem (tutaj dokładne porównanie). NSL to konsola przenośna, bez odczepianych Joy-Conów, możliwości podłączenia do telewizora, bez sensora IR (rzadko wykorzystywany w grach, ale jednak) i wibracji. Brak tych, wydawać by się mogło, fundamentalnych cech rekompensuje cena (199 dolarów zamiast 299 dolarów) i przekonanie, że Nintendo Switch Lite to idealna propozycja dla zwolenników grania "na wynos".

Pomysł stojący za Nintendo Switch Lite różni się diametralnie od pierwotnej filozofii Switcha, która w rewolucyjny i rewelacyjny sposób połączyła świat konsol stacjonarnych z rzeczywistością handheldów. NSL ma tylko jeden z trzech elementów tej filozofii (handheld bez tabletop i TV), przez co zaczęto się zastanawiać, czy w odniesieniu do tego modelu Nintendo powinno używać marki Switch?

Switch bez funkcji Switcha może być mylący, ale nie zapominajmy, że sprzętowo to ta sama konsola kompatybilna z tymi samymi grami. Jest kilka wyjątków wymagających Joy-Conów  (Super Mario Party, Nintendo Labo, 1-2 Switch, seria Just Dance, Fitness Boxing), ale poza tym posiadacze NSL będą mogli się cieszyć ze stale rosnącej kolekcji gier – w tym fenomenalnych exclusive'ów od Nintendo, tony indyków i zaskakująco dobrych portów z "dużych" konsol. I Wiedźmina 3.

Kiedy myślę o Nintendo Switch Lite, jego znaczeniu dla rynku i graczy, do głosu dochodzą dwa zagadnienia. Pierwszym jest cena nowej konsoli. Bezapelacyjnie najmocniejszy argument przemawiający za kupnem wersji Lite. Polski dystrybutor nie podał jeszcze sugerowanej ceny, ale niektóre sklepy już zachęcają do składania zamówień za ok. 999 zł. Amerykanie wiedzą, że 20 września zapłacą 199 dolarów (plus podatek), czyli 2/3 oficjalnej ceny normalnego Switcha. 1000 zł za handhelda to relatywnie spory wydatek, ale pamiętajmy, że to alternatywa dla konsoli z Joy-Conami, podłączeniem do TV itd., która od dwóch lat trzyma premierową cenę w okolicach 1500 zł.

Oczywiście można sobie wykalkulować, że dokładając pięć stówek wejdziemy w posiadanie "pełnej wersji" z Joy-Conami, stacją dokującą do TV i wizją grania w każdych warunkach. Ale wierzę, że jest spore grono potencjalnych nabywców, którym do szczęścia potrzebny jest wyłącznie handheld z Zeldą (i sequelem Breath of the Wild na horyzoncie), Pokemonami, Doomem 2016 czy Skyrimem. I Wiedźminem 3.

Drugim zagadnieniem, o którym myślę po zapowiedzi Nintendo Switch Lite, jest śmierć Nintendo 3DS. Niezauważona, ale rzeczywista i niestety konieczna. 3DS zrobił fenomenalną robotę na rynku handheldów, godnie zastępując najlepiej sprzedającą się konsolę przenośną w dziejach (NDS – 154 mln sprzedanych egzemplarzy). Choć z początku nic na to nie wskazywało (kilka miesięcy po premierze oficjalna cena 3DS-a została zmniejszona o prawie 1/3), 3DS rósł w siłę za sprawą fenomenalnego wsparcia nie tylko ze strony developerów Nintendo.

Rodzina Nintendo 3DS powiększała się o kolejne modele – XL, Lite, 2D, New, i nawet po wyjściu Switcha, który teoretycznie był konkurencją dla starszego handhelda, dwuekranowa konsola nie była traktowana po macoszemu. Nadejście Nintendo Switch Lite wydaje się być jednak symbolicznym pożegnaniem linii 3DS/2DS, bo w oficjalnych zapowiedziach firmy nie ma już żadnych premier na leciwego handhelda.

Nintendo Switch Lite na pierwszy rzut oka nie wydaje się być nowym rozdziałem w historii handheldów, ale na pewno kończy epokę zasłużonego 3DS-a. Jako wielki miłośnik dwuekranowej konsolki nie rozpaczam z tego powodu, bo Switch już dawno jest u mnie konsolą numer jeden, jeśli chodzi o granie w łóżku czy podróży. Nie zamierzam stawiać prognoz i dawać sobie ręki uciąć za ewentualny sukces/porażkę NSL. Ale wbrew początkowym narzekaniom ("co to za Switch bez funkcji Switcha") uważam, że Nintendo Switch Lite ma nie tylko rację bytu, ale i szansę powodzenia. Nawet z taką mylącą nazwą.


Sprawdź ofertę gier i konsol w sklepie Sferis.pl

najnowsze