Popkultura

Matka kontra matka – recenzja filmu Topielisko. Klątwa La Lorrony

Joanna Kułakowska, 15.05.2019 09:15 0

Znany głównie z filmowych shortów Michael Chaves wyreżyserował kolejny horror z uniwersum, w którym odbywają się demonologiczne śledztwa Warrenów.

Topielisko. Klątwa La Llorony (ang. The Curse of La Llorona) nie pokazuje ani słynnego małżeństwa, ani często wspominanej w niniejszej serii lalki Annabelle. Obraz Michaela Chavesa  sięga do folkloru Meksyku, prezentując złowrogą, tragiczną postać, którą straszy się tam niesforne dzieci. Tytułowa La Llorona to przerażający duch, czy może raczej duszyca. Niegdyś była człowiekiem, teraz jednak – odepchnięta przez Boga z powodu straszliwej zbrodni, jaką stanowiło utopienie własnych synów – wędruje po ziemi, czyhając na pociechy innych. To dość niepokojące, że litościwy Wszechmogący, miast strącić mroczną istotę w czeluście piekieł, opatrzył ją klątwą, skazując tym samym niewinne owieczki na jej kaprysy, ale taka już jest logika bajek ludowych i opowieści grozy.

 

 

Akcja Topieliska. Klątwy La Llorony rozgrywa się trzy stulecia po wydarzeniach z legendy, w latach 70. XX wieku (kilka lat po zajściach przedstawionych w filmie Annabelle Johna R. Leonettiego). Na plan pierwszy wysuwa się Anna Tate-Garcia (Linda Cardellini), pracownica socjalna, a zarazem matka dwojga dzieci i wdowa po policjancie. Kobieta usiłuje godzić pracę z macierzyńskimi obowiązkami, co wskutek braku oparcia w mężu bynajmniej nie jest łatwe. Do jej podopiecznych należy Patricia Alvarez (Patricia Velasquez), również samotna matka z dwójką dzieci (Jaynee-Lynne Kinchen i Roman Christou). Niestety, do ośrodka docierają informacje sugerujące, że w owej rodzinie mogło wydarzyć się coś bardzo złego – chłopcy (Oliver Alexander i Aiden Lewandowski) wagarują, a matka się nie pokazuje. Anna, będąc w podobnej sytuacji i odczuwając silną empatię wobec Patricii, nie pozwala odebrać sobie tej sprawy i udaje się do mieszkania Alvarezów. Na miejscu podejrzenia zostają potwierdzone... Nasza bohaterka w asyście policjanta zabiera więc dzieci pani Alvarez do bezpiecznego miejsca z ciepłym posiłkiem i wygodnym łóżkiem. Wkrótce jednak zacznie bardzo żałować tego, co uczyniła...

 

 

Michael Chaves nie bawi się w tworzenie wielkiej sztuki, nie bawi się też z widzami w kotka i myszkę – jego Topielisko. Klątwa La Llorony to utwór przewidywalny i zrealizowany zgodnie z klasycznymi regułami horrorów. Nie ma tu żadnych niespodzianek, ani fabularnych, ani w kwestii wykonania. Nie tylko wiemy rzecz dla rozwoju scenariusza Mikkiego Daughtry’ego i Tobiasa Iaconisa oczywistą, że La Llorona (Marisol Ramirez) weźmie na cel dzieci Anny, ale z łatwością domyślamy się, dlaczego i kiedy to się stanie. Chociaż twórcy zadbali o klimatyczny prolog, dość szybkie wprowadzenie czarnego charakteru do właściwego teatru działań i żwawe tempo akcji, a także sporo momentów obliczonych na to, by wywołać podskok na kinowym fotelu albo przynajmniej żywsze bicie serca, film jakoś nie straszy. Zapewne częściowo wynika to z powodu wspomnianej przewidywalności i schematyczności opowieści. Część winy ponosi też nader typowy, zgodny ze „starą szkołą” wygląd zjawy, który już nie robi wrażenia (biała suknia, welon i cmentarny make up łączący grozę z kiczem), oraz fakt, że często jest pokazywana widzom, zamiast serwowania sugestii, iż czai się w mroku. Nie pomagają również zamierzona eskalacja napięcia i ostateczna konfrontacja, które podejrzanie przypominają starcie z wampirem w campowych produkcjach.

 

 

Nie znaczy to oczywiście, że w filmie Topielisko. Klątwa La Llorony w ogóle nie ma scen, które mogłyby się podobać – widok przez przezroczystą dziecięcą parasolkę, pękające lustra bądź dłoń wysuwająca się z wanny wywołują niezgorsze wrażenie. Kto wie, być może osoba, która nie oglądała dotąd zbyt wielu horrorów, odczuje nawet jakiś dreszcz na plecach... Nie można także powiedzieć, że niniejsza opowieść prowadzona przez Michaela Chavesa i – podobnie jak większość odsłon owego uniwersum – wyprodukowana przez Jamesa Wana, reżysera Obecności i Obecności 2 (The Conjuring i The Conjuring 2), jest filmem toksycznym, którego nie warto oglądać. Obraz ratuje sposób kreacji Anny i dwóch postaci drugoplanowych – wspominanej już Patricii Alvarez i Rafaela Olvery (Raymond Cruz).

 

 

Osoba samotnej matki, która zmaga się z koszmarami i zrobi wszystko, by ocalić dzieci, wydobywając z siebie siłę i odwagę napędzaną rozpaczą, to w kinie grozy kwestia bynajmniej nie nowa. Tu jednak doszedł interesujący wątek w postaci gwałtownie zmieniającej się relacji z drugą kobietą w paralelnej sytuacji, której przebieg i skutki dają filmowi ostrzejszy dryg niż pojawienie się innej matki, La Llorony, i apogeum klątwy, która każe zjawie spreparować kolejne topielisko. Kwestia posądzenia znerwicowanej rodzicielki o znęcanie się nad potomstwem skłania do spojrzenia na tę historię przez obyczajową optykę, która nadaje filmowi Chavesa rysu metaforycznego – możemy oglądać go jako koszmar rodzicielstwa, a zwłaszcza macierzyństwa, w którym nigdy nie jesteś dość dobra, zawsze zasłużysz na krytykę, a wszystko, co zrobisz (choćbyś miała na względzie jedynie dobro dziecka), może zwrócić się przeciwko tobie. Niczego nie można być pewną, a wrogiem twoich dzieci może stać się inna, dbająca o swoją rodzinę, matka lub oszalała osobniczka, która coś sobie ubzdurała. W oczach matki dzieci są w ciągłym niebezpieczeństwie... Czasem też chcesz je po prostu... utopić.

 

 

W filmie Topielisko. Klątwa La Llorony broni się także koncept Rafaela, byłego księdza, który jak sam podkreśla, odwrócił się od Kościoła, ale od Boga – nigdy. Olvera zajął się walką ze złymi duchami jako curandero – duchowy uzdrowiciel, szaman działający na pograniczu nauki, religii i magii. Możemy jedynie snuć przypuszczenia, jakie były powody jego decyzji. Być może doświadczenia kazały mu zerwać z tradycją, która neguje skuteczne starożytne praktyki jako równie złe i demonicznie, co tajemnicze byty, przeciw którym są stosowane? Może postać ta znów pojawi się w kolejnych produkcjach – jak znany nam, stanowiący łącznik z pierwszą Annabelle ojciec Perez (Tony Amendola). Przydałoby się, gdyż tutaj jej motywacja i potencjał zostały jedynie zarysowane.

 

 

Trzeba podkreślić, że obsada spisała się bardzo dobrze. Linda Cardellini, którą mogliśmy zobaczyć w Green Booku Petera Farrelly’ego, rozwinęła skrzydła i zaprezentowała inne emocje niż westchnienia i miły uśmiech, ale prawdziwą gwiazdą okazała się Patricia Velasquez, znana jeszcze z roli w Mumii i Mumia powraca wyreżyserowanych przez Stephena Sommersa. Ta kobieta jest bardziej poruszająca i przerażająca niż La Llorona. Niestety, historia prezentowana przez Michaela Chavesa, prócz wspomnianych mankamentów, lecz i walorów, ma też niejedną dziurę logiczną. Poza tym końcówka to niemal chaos, a z córeczki Anny uczyniono istną katastrofę, czego nie usprawiedliwia wiek dziecka. W realnym świecie dziewczynka, która już chodzi do szkoły, prawdopodobnie jednak jest w stanie powstrzymać zachciankę w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Można się również zastanawiać, dlaczego dzieciaki tak długo milczały... Cóż, to akurat da się wytłumaczyć – nikt nie chce zostać ukarany za kłamstwo ani wylądować na terapii, przecież wszyscy wiemy, że duchów nie ma.

 

 

Podsumowując: Nie jest to rzecz, na którą koniecznie trzeba wybrać się do kina, można poczekać na seans w telewizji. Jeśli śledzimy rozwój uniwersum Obecności, to tak czy owak warto ów film obejrzeć, chociażby dlatego że chodzą słuchy, iż La Llorona może stanowić element Obecności 3, którą także zajmie się Michael Chaves. Produkcja Topielisko. Klątwa La Llorony do pięt nie sięga Obecności 2 Jamesa Wana (której recenzję można przeczytać tutaj), ale i tak jest lepszym wyborem niż Zakonnica Corina Hardy’ego (której recenzja znajduje się tutaj) – no, chyba że ktoś ma ochotę na komedię fantasy.


Ten film spodoba Ci się, jeśli w grach komputerowych umieszczanych na półce z napisem „horror” poszukujesz przede wszystkim wątku obyczajowego.    

najnowsze