Bez prądu - film

Zduszone dusze i demony demonologów - recenzja filmu Obecność 2

Joanna Kułakowska, 16 czerwca 2016 18:00 0

Po bardzo dobrym horrorze Obecność przyszła kolej na Obecność 2, reżyserem znów jest James Wan – miłośnik tematyki opętania i paranormalnych śledztw.

Wszyscy znamy powiedzenie „Mój dom to moja twierdza”. To w domu ukrywamy się przed złym światem, to w domu czujemy się bezpiecznie. A sypialnia stanowi wręcz sanktuarium – to dlatego dzieci w razie niebezpieczeństwa instynktownie wskakują do lóżka i chowają głowę pod kołdrę lub poduszkę. Co jednak zrobić, gdy wróg czai się nie za progiem, a w mieszkaniu, pośród członków rodziny? Cóż, przynajmniej teoretycznie można wezwać policję albo opiekę społeczną. Gorzej, gdy zło, które zalęgło się w samym środku rzekomo bezpiecznej „twierdzy”, pochodzi spoza tego świata. Gdy pod łóżkiem naprawdę czai się potwór i zamierza zrobić coś znacznie gorszego niż złapać dziecko za kostkę. Coś takiego przydarzyło się w 1977 r. Hodgsonom, mieszkającym w londyńskiej dzielnicy Enfield. Tajemnicza siła zaczęła demolować pokoje i na wszelkie sposoby terroryzować członków rodziny, przy czym szczególnie uwzięła się na jedenastoletnią Janet (Madison Wolfe). Nie mogąc sobie poradzić z budzącą grozę obecnością, matka rodziny (Frances O’Connor) zgodziła się na, nomen omen, obecność badaczy zjawisk paranormalnych. W końcu ich nawiedzony dom stał się przedmiotem kolejnego śledztwa prowadzonego przez kontrowersyjne małżeństwo Warrenów.

Na temat spraw, którymi zajmowała się owa para – medium Lorraine Warren i jedyny (oczywiście, jak sami twierdzili) uznany przez Kościół rzymskokatolicki świecki demonolog Ed Warren powstało sporo filmów. James Wan pracował nad czterema z nich - prócz obu Obecności wyreżyserował Naznaczonego i wyprodukował Annabelle w reżyserii Johna R. Leonettiego. Obecność 2 sięga po wydarzenia, które miały miejsce w Enfield, oraz wcześniejsze – w Amityville. Ta druga historia posłużyła tu jako wstęp do opowieści stanowiącej kanwę niniejszego obrazu, a zarazem nadała dodatkową warstwę, swego rodzaju spoiwo, ukazując wzajemne relacje w małżeństwie domorosłych egzorcystów, wpływ ich doświadczeń z silami nadprzyrodzonymi na życie w wymiarze fizycznym, psychicznym i duchowym, cel, który im przyświeca, a także uniwersalne znaczenie więzów rodzinnych i miłości w ciężkich chwilach. Chociaż rzecz dotyczy przede wszystkim problemów rodziny Hodgsonów, uprzednie przeżycia Warrenów z kilku względów okazują się nierozerwalnie z nimi związane. Stanowi to bardzo ciekawy zabieg fabularny i sprawia, że film wydaje się bardziej interesujący, choć same wydarzenia w Enfield – niezależnie od tego, ile w tym wszystkim jest prawdy (a zdania są podzielone) – dostarczają wystarczająco dużo materiału, by stworzyć jeżący włos na głowie horror.

Bardzo dobrym pomysłem jest również sposób prezentacji kolejnych sekwencji fabularnych. O ile sytuacja w Amityville ukazana została jako prawda ekranu, którą widz ma przyjąć bez najmniejszej wątpliwości, a przy tym wrota do piekieł, koszmar, który wstrząsnął zaprawioną w bojach Lorraine (Vera Farmiga), o tyle to, co dzieje się w Enfield, chwilami ma dość dwuznaczny wydźwięk. Wydarzenia pokazane są z perspektywy matki i jej czworga dzieci – tak, jak owe osoby to przedstawiały – ale co jakiś czas, a już zwłaszcza gdy do akcji wkraczają Warrenowie, pojawiają się elementy, które budzą wątpliwości (np. scena, kiedy duch każe wszystkim się odwrócić lub fakt, iż Lorraine nie wyczuwa w domu niczego nadprzyrodzonego), pozwalając zarówno filmowym postaciom, jak i odbiorcom w sali kinowej zastanawiać się, czy nie są przypadkiem uczestnikami farsy, ofiarami przynajmniej częściowego oszustwa. Wzmaga to napięcie jeszcze bardziej – podobnie jak toczące się dyskusje na temat prawdy bądź fałszu i emocje okazywane przez bohaterów Obecności 2.

Sami bohaterowie filmu Wana – a także ich otoczenie, tło społeczne – przedstawieni są wnikliwie i z dużą dozą humoru. Na przykład postawa pani Hodgson, która drwiąco komentuje fakt bycia opuszczoną przez męża, i jej rozbrajająca hipokryzja (znana chyba każdemu rodzicowi) dotycząca wychowania dzieci; fakt, iż przyparta do muru, potrafi wszystko dla nich poświęcić; surowe, szorstkie, ale na swój sposób ciepłe stosunki sąsiedzkie i szkolny lans na „twardziela”. Albo Warrenowie, których relacja polega na bezgranicznym zaufaniu, głoszący wszem i wobec, jak ważny jest kredyt zaufania, versus inna badaczka zjawisk paranormalnych (Franka Potente), która paradoksalnie stała się cynicznym niedowiarkiem, gdyż kilka razy została oszukana i wykorzystana przez rzekome ofiary sił nieczystych dla zdobycia rozgłosu. Z małżeństwa medium i demonologa uczyniono wręcz kwintesencję szczęśliwości małżeńskiej, zwłaszcza Ed (Patrick Wilson) to istny ideał – przystojniak, który gdy trzeba, rozładuje napiętą atmosferę (choćby śpiewając niemal jak sam Elvis Presley), jest czuły dla rodziny, miły dla otoczenia, wrażliwy na ludzką krzywdę i wręcz przewrażliwiony na punkcie swej małżonki (niech no tylko ktoś spróbuje ją skrytykować). Po cóż taki „amerykański romantyczny sen”? To skuteczny chwyt przy realizacji Obecności 2 – ciepłe momenty stanowią wyrazisty kontrapunkt dla scen mistycznej przemocy, uwypuklając grozę całej sytuacji.

Niniejszy obraz został bardzo sprawnie zrealizowany. Okazał się tak naładowany akcją, że wydaje się dłuższy, niż jest w rzeczywistości. Przez większość czasu napięcie jest umiejętnie dozowane, choć w pewnej chwili widz, atakowany z ekranu kolejnymi stymulującymi stres bodźcami, może poczuć przesyt i znużenie. Na szczęście twórcy znajdują sposób, by znów przykuć uwagę. Ogólnie rzecz biorąc, Obecność 2 należy do horrorów bardziej dynamicznych niż klimatycznych, co nie znaczy, że brak tu gęstej atmosfery w newralgicznych momentach. Wspomniane już ciepłe, spokojne, familijne w nastroju i temacie sekwencje powodują, iż czekamy z podskórnym niepokojem, kiedy znów wydarzy się spodziewany przecież koszmar. I oczywiście znów ma miejsce – wtedy gdy w zasadzie jesteśmy już odprężeni. To spora zaleta. Naturalnie, są też wady. Należą do nich cztery ckliwe, przesłodzone, drętwe sceny, z których trzy są raczej zbędne dla scenariusza. Da się znaleźć również przynajmniej dwie sceny, które niby straszą, jak bogowie przykazali, ale są ciut przydługie, co osłabia odbiór serwowanej makabry.

Wróćmy jednak do pozytywów filmu Wana. Mamy tu bezsprzecznie znakomite efekty specjalne. Wspomniana już scena z duchem to prawdziwy majstersztyk. Twórcy chętnie wykorzystują motyw czegoś tak groteskowego, że budzi dysonans poznawczy – z jednej strony śmieszy, z drugiej im bardziej ta swoista absurdalność zostaje wyeksponowana, tym bardziej straszy. Chociażby cała idea piosenki o „złowrogim domku” albo fizjonomia „mocy nieczystej”, która do złudzenia przypomina sceniczny wygląd, w gruncie rzeczy poczciwego, Marilyna Mansona. No dobrze, to ostatnie jednak bardziej bawi, niż straszy. Tak czy owak, mamy także kontrastujące ze strachem widza i bohaterów elementy komedii sytuacyjnej, co stanowi świetny zabieg psychologiczny (reakcja policjantów na wydarzenia w przeklętym domu? Cudo!). Na uwagę zasługuje dobrze oddająca nastrój i ilustrująca styl epoki muzyka – na przykład utwór London Calling w wykonaniu The Clash. I na koniec wreszcie kwestia gry aktorskiej, do której trudno zastosować jakiekolwiek krytyczne uwagi. Wszyscy, a szczególnie Madison Wolfe w roli Janet Hodgson, sprawili się znakomicie.

Obecność 2 straszy, ale nie trzeba bać się iść na seans. Trzeba za to wybaczyć pewien absurd widoczny w działaniu sił nieczystych (podobno to istoty mądrzejsze od ludzi, ale jakoś w filmach tego nie widać). Cóż, załóżmy, że pycha i sadyzm owych person wszystko tłumaczą. Fani opowieści traktujących o Warrenach docenią przedstawione na końcu prawdziwe zdjęcia dokumentujące tę sprawę oraz elementy nawiązujące do innych produkcji (np. cameo lalki Annabelle). Podsumowując, na pewno nie będziecie się nudzić w kinie. Premiera 17 czerwca.

Hymn, który nie brzmi dumnie - recenzja Anthem
Recenzja Civilization VI na Switcha - warto dla niej kupić konsolę
Nowy szczyt bezczelności - recenzja Far Cry New Dawn
Nie ufaj słodkiej buzi - recenzja filmu Anioł
najnowsze