Od momentu zmian kierownictwa trudno nie odnieść wrażenia, że XBOX stara się nieco odważniej rozpychać łokciami. Chociażby na drodze mocnych deklaracji.
Pojawienie się nowej szefowej Zielonych, pomimo początkowych obaw, na razie zdaje się nadawać XBOXOWI większą dynamikę. A po latach stagnacji to już dużo.
Hideo Kojima i XBOX
XBOX odkryje kolejnego Kojimę?
Niedawno obszerny artykuł z okazji 25-lecia marki XBOX opublikowało Entertainment Weekly. Znalazło się tam miejsce dla wypowiedzi kilku ciekawych osobistości, wśród których znaleźli się m.in. Hideo Kojima, Matt Booty czy też Todd Howard. Kilka zdań od siebie dorzuciła również Asha Sharma, czyli wspomniana nowa dyrektor generalna Zielonych. Korzystając z obecności Kojimy, z jednej strony wyraziła uznanie względem jego osoby. Z drugiej zaś zaznaczyła, iż zarządzany przez nią brand nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i może być miejscem, które odkryje nowego Kojimę, gdy taki się pojawi.
Sharma zwróciła przy tym uwagę na konieczność otwartości platformy, by ta na nikogo się nie zamykała:
XBOX nie dotarł do granicy możliwości gier, dlatego musimy upewnić się, że nasza platforma jest wystarczająco otwarta, aby więcej twórców i deweloperów mogło do nas dołączyć i odnieść sukces, ponieważ kolejny Kojima nie jest jeszcze znany.
Absolwent dziennikarstwa sportowego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pasjonat esportu, piłki nożnej i polityki. Od 2026 roku redaktor Gram.pl.
Raczej nie odkryją. I jest powód tego. Microsoft to korporacja. Operują dużymi budżetami, głównie w segmencie AAA i nie lubią ryzyka co widać co robili np. po przejęciu Activision.
Ludzie jak Kojima to osobowości. Osobowości z wizją i chęcią ich realizacji. I nie są to jedyne osobowości w branży gier.
Vincke z Larian Studios jest taką osobowością. Myślicie że jakby Vincke siedział w Microsofcie z kwartalnymi targetami to turówka z pełnym voice actingiem ale niemym protagonistą, reaktywnością która graniczy z szaleństwem, wieloletnim early access i premierą "jak uznamy za gotowe" przeszłoby przez korporacyjny beton? To była gra robiona wbrew danych rynkowych. Co potwierdził jeden z pracowników Bioware który otwarcie przyznał że EA by im nie pozwoliło zrobić takiej gry.
Czy Microsoft dałby zielone światło na Death Stranding? Walking Simulator z Normanem Reedusem, niemowlęciem w słoiku gdzie chodzisz od lokacji do lokacji z paczkami? Kojima dostał zielone światło od Sony głównie dlatego że był weteranem który udowodnił że jego pomysły działają. Czy gdyby ktoś z Microsoftu przyszedł do szefostwa z takim pomysłem to dostałby zielone światło? Wątpię. Dla nich ważny jest gamepass, przewidywalność, raporty kwartalne. Nie dotknęli by tego kijem z daleka.
Gdzie to nie jest tak że Microsoft nie robił takich projektów. Złotousty Peter Molyneux zrobił Black & White ale w czasach gdzie eksperymenty były normą, budżety były niskie i zawalenie projektu nie oznaczało upadku studia. Ale Peter miał skłonność do obiecywania i nie dostarczania ale z uwagi na jego ambicje nawet jak nie dostarczał to spod jego rąk wychodziły gry wybitne które pamiętamy. Zwłaszcza Fable i Black & White. Lionhead zabił sam Microsoft próbując robić live service. Nowe Fable wygląda na takie korporacyjne i bezpieczne. Musi być "realistyczna grafika" co autoamtycznie sprawiało że będąc złym nie mogę mieć rogów bo to nie wygląda dobrze w takim wydaniu. Ale mogli iść w stylizowaną grafikę jak oryginał zachowując też ducha oryginału ale nie - bo korporacyjny beton mówi że trzeba robić realistycznie i Unreal Enginowo.
Dzisiaj Molyneux byłby zakopany przez dział risk management.
Kolejna ciekawostka to Notch i Minecraft. Były pracownik Microsoftu. Notch zrobił grę sam. Nie miał żadnej struktury na około tego projektu. Ironia polega na tym że Microsoft kupił go później za 2.5 miliarda. Ale czy Microsoft dałby zielone światło na grę z paskudną grafiką, z blokami która nie ma wyraźnego celu? Gdzie po prostu zbierasz, budujesz, eksplorujesz, robisz co chcesz? Gdzie czerwona linia ma długość 8 bo to potęga dwójki bo Notch to programista.
Ale akurat historia z Minecraft pokazuje coś innego. Microsoft nie jest w stanie mieć własnego Kojimy przez korporacyjny beton ale chętnie by Kojimę kupili by go udusić. By go zatopić w korporacyjnym betonie.
Problem z betonem korporacyjnym jest taki że wymaga dowodu zanim pozwoli działać. Przełomowe rzeczy z definicji nie mają dowodu bo nikt ich wcześniej nie zrobił. Ludzie jak Vincke, Kojima, Molyneux, Notch i inni by dać z siebie wszystko potrzebują autonomii i zaufania pomimo braku danych.
Więc Microsoft jeżeli chce wiedzieć czy może stworzyć własnego Kojimę może przeprowadzić prosty test. Niech spróbują przepchnąć tego typu unikalne pomysły przez korporacyjny beton. I zobaczyć co korporacyjna machina odpowie. Bo mi się wydaje że żaden z tych projektów o których mówiłem dzisiaj nie dostałby zielonego światła.
A jeżeli tego typu projekty nie dostaną zielonego światła to jedyna szansa na "własnego Kojimę" albo "własnego Vicke" są praktycznie zerowe.