Kontynuacja 28 lat później zebrała dobre recenzje, ale widzowie nie dopisali. Co dalej z serią?
Nia DaCosta odniosła się do finansowej porażki filmu 28 lat później - Część 2: Świątynia kości, który kontynuuje historię rozpoczętą w 28 lat później. Choć obie produkcje zostały dobrze ocenione przez krytyków, druga część wyraźnie przegrała w box office. Film zarobił około 58 milionów dolarów na świecie, podczas gdy pierwsza odsłona osiągnęła wynik przekraczający 150 milionów. Fakt ten praktycznie pogrążył szansę na część trzecią, która była w planach.
28 lat później - Część 2: Świątynia kości
28 lat później - Część 2: Świątynia kości – dlaczego film okazał się finansową klapą?
Reżyserka przyznała w rozmowie z Empire, że wyniki finansowe były dla niej sporym zaskoczeniem. Jak podkreśliła, wszystkie wskaźniki, które zwykle świadczą o pozytywnym odbiorze filmu, sugerowały sukces:
To zabawne, bo dosłownie każdy wskaźnik, którego używamy w branży, by określić, czy film jest dobry, czy ludziom się podoba i czy chcą go oglądać, był bardzo wysoki, a mimo to nie przełożyło się to na box office. Stworzyliśmy świetny film i jestem z niego naprawdę dumna, a ludziom się podobał.
DaCosta zastanawia się również, czy problemem nie był sam moment premiery. Według niej część widzów mogła uznać, że niedawno oglądała już podobny film i nie czuła potrzeby szybkiego powrotu do tego świata. Reżyserka nie odniosła się jednak bezpośrednio do decyzji studia Sony o styczniowej premierze, która od początku budziła pytania w branży.
Mimo rozczarowania wynikami finansowymi twórczyni podkreśla, że nadal wierzy w film i jego długoterminowy odbiór:
GramTV przedstawia:
Jestem bardzo szczęśliwa, że kiedy ludzie odkryją ten film, będą się nim cieszyć. Chciałabym, żeby zarobił więcej pieniędzy, ale naprawdę jestem z niego dumna.
Według branżowych doniesień produkcja nie odniosła również większego sukcesu na platformach streamingowych. 28 lat później - Część 2: Świątynia kości miało zanotować słabe wyniki także po premierze w serwisie Netflix. Część komentatorów zwraca uwagę, że film postawił bardziej na autorskie pomysły i artystyczne ryzyko niż typowy fanserwis, co mogło utrudnić dotarcie do szerszej publiczności.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
1. Jakie wskaźniki? Ja też sobie mogę powiedzieć że "moje wskaźniki" twierdzą tak czy tak. I też się łapie na tym że w kręgu moich znajomych wyrażam opinie że coś jest gniotem a tu słyszę zachwyty. Hmm, coraz częstsza słyszę wymówka Hollywood - "zły czas" na premierę, źle się wstrzeliliśmy bla bla bla, oprócz oczywiście "źli ludzie". A może czasem wystarczy powiedzieć: "nie, ten film nam nie wyszedł... spróbujmy zrozumieć dlaczego?". Ale w sumie po co? To zmartwienie garniturów, reżyserka i aktorzy już swoje czeki odebrali.
2. Musimy rozróżnić pewną kwestię na która kiedyś nie zwracałem uwagi, a która może zaburzać tzw "oceny na portalach". Teraz coraz częściej biorę to pod uwagę - bo tyczyć się to może wielu franczyz. Pomijam nieobiektywność ocen i to że twórcy zakrzywiają rzeczywistość, bo chcą chronić swoje tyłki, a pomahają im w tym shille i kupieni krytycy (trzeba zachowywać pozory). I weźmy pod uwagę takie np. Star Wars. Sądząc po artykułach i liczbach zainteresowanie spada... ale przecież niektóre ich seriale mają tak wysokie oceny, jak to! No tylko weźmy pod uwagę że oprócz krytyków, zwykle ocenia je też wąską grupa ludzi którzy po prostu przy danej franczyzie trwają (reszta już tego nie ogląda). Skoro do tej pory ich nie znięchęciło to znaczy że trwają przy tym bo im się podoba. No i taka wąska grupa przecież zawsze będzie pozytywne oceniać dane dzieło, bo patrzą przez różowe okulary xD