28 lat później - Część 2: Świątynia kości – recenzja. Jak wytresować zombiaka

Radosław Krajewski
2026/01/17 14:00
1
0

Po zaledwie siedmiu miesiącach Sony prezentuje nam drugą część 28 lat później. Oceniamy, czy zmiana na stołku reżyserskim sprawiła, że to film lepszy od poprzedniczki.

Teletubisie mówią pa pa

W przeciwieństwie do mojego redakcyjnego kolegi Jakuba Piwońskiego, który pierwszej części 28 lat później wystawił ocenę 8/10, ja nie byłem zachwycony wielkim powrotem Danny’ego Boyle’a do postapokaliptycznego świata. Pierwsza połowa filmu przypadła mi do gustu, gdy dostaliśmy osobliwą reinterpretację The Last of Us. Problem pojawił się później, gdy historia diametralnie zmieniła swój ton, jak i bohaterów. Opowieść o rodzinie była mniej interesująca od ganiania się po lesie z zombiakami, w tym z potężnym, nagim Samsonem. Na 28 lat później - Część 2: Świątynia kości szedłem więc bez żadnych nadziei, że może być to udana produkcja, która sprawi, że będę wyczekiwał na trzecią część. Nieoczekiwanie środkowa odsłona trylogii, tym razem nakręcona przez Nię DaCostę, tę samą reżyserkę, która ponad dwa lata temu dała nam Marvels, czy jeszcze wcześniej bardziej udany powrót Candymana, okazuje się produkcją naprawiającą wiele błędów poprzedniczki. Chociaż seria nie rezygnuje całkowicie z braku powagi i różnych mniej lub bardziej zamierzonych absurdów, to historia jest o wiele ciekawsza, a i reżysersko Świątynia kości prezentuje się o wiele lepiej i widać, że DaCosta mniej skupiona była na technicznych aspektach, a bardziej na rozwijaniu historii i bohaterów.

28 lat później - Część 2: Świątynia kości
28 lat później - Część 2: Świątynia kości

Fabuła rozpoczyna się wkrótce po zakończeniu poprzedniej części. Już w pierwszej scenie widzimy, jak Spike (Alfie Williams) musi walczyć o życie, pojedynkując się z jednym z Jimmych z gangu Palców, którymi kieruje Sir Lord Jimmy Crystal (Jack O'Connell). Młody chłopak ostatecznie dołącza do grupy, która zamierza realizować demoniczne cele zlecane Crystalowi przez Starego Nicka. W międzyczasie dr Ian Kelson (Ralph Fiennes) zaczyna nawiązywać bliższe relacje z Samsonem (Chi Lewis-Parry). Potężny Alfa odkrywa narkotyczne uroki morfiny, wstrzykiwane mu przez Kelsona. Wkrótce doktor odkrywa, że pod wpływem działania substancji Samson staje się bardziej ludzki. Postanawia dalej zgłębiać lecznicze właściwości silnego środka odurzającego na zombie. W końcu losy obu bohaterów złączą się w nieprzewidywalnym punkcie, który prowadzi do dramatycznych wydarzeń.

Cała historia w drugiej części 28 lat później skupia się niemal wyłącznie na tych dwóch wątkach, w żaden inny sposób, poza zakończeniem, nie eksplorując dalej tego świata i nie wprowadzając zbyt wielu nowych postaci. Rzecz jasna nowością są Jimmowie z Palców, których nie mieliśmy szans zbyt dobrze poznać w poprzednim filmie. To banda fanatycznych psycholi, którzy rządzeni są twardą ręką przez Sir Lorda Jimmy’ego, obwołującego się synem samego Szatana. Co cieszy, twórcy zrezygnowali z ich kolorowych strojów, przypominających Power Rangers, o wiele lepiej osadzając ich w postapokaliptycznym świecie, nadając im kostiumom potrzebny brud i wyraźne ślady znoszenia. Palce ani nie bawią, ani nie straszą swoim wyglądem, ale już pierwsza scena dobitnie pokazuje, że to grupa dzieciaków z wypranymi mózgami, którzy są równie niebezpieczni, co okrutni. 28 lat później - Część 2: Świątynia kości przypomina, że to nie zombie są największym zagrożeniem, ale inni ludzie, którzy zabijają dla własnej przyjemności i chorej ambicji.

28 lat później - Część 2: Świątynia kości
28 lat później - Część 2: Świątynia kości

Film uderza więc kontrastami. Z jednej strony świat zniszczony przez pandemię zombie, które zachowują się jak agresywne zwierzęta, z drugiej barwna, ale bestialska grupa Palców i doktor Ian Kelson, próbujący wytresować Samsona. Gdy pierwszy z wątków bazuje na wizualnym okrucieństwie, który jest równie dosadny i nieprzyjemny jak w pierwszej części, tak drugi miejscami zamienia się w dramat, a nawet coś na wzór kumpelskiej komedii. Historia Kelsona jest absurdalna na wielu poziomach, począwszy od ekscentrycznego zachowania bohatera, przez śmieszną dysproporcję między nim a Samsonem, kończąc na szokującym rozwiązaniu tego wątku, który w końcu oferuje w świecie zombie coś nowego. Zasadność tej decyzji można kwestionować, ale jednocześnie daje zupełnie nowe spojrzenie na żywe trupy, jako rozumne istoty, które mają własne emocje i lęki. Zresztą Samson znowu jest gwiazdą filmu i każde jego pojawienie się na ekranie niesie ze sobą spore poruszenie.

Mój przyjaciel zombie

Tym razem ucierpiała sama warstwa horrorowa, ale w przypadku takiego filmu jak 28 lat później - Część 2: Świątynia kości nie ma w tym nic złego. Zdarzają się krótkie sceny z nagle pojawiającymi się, krzyczącymi zbyt głośno zombie, ale takich jump scare’ów nie ma zbyt wiele. Szkoda zatem, że film nie radzi sobie najlepiej z budowaniem napięcia. Z pierwszej części doskonale pamiętam ucieczkę głównych bohaterów przed Samsonem do bezpiecznego miasta na wyspie. Niestety tutaj takich scen zwyczajnie brakuje. Interesujące jest spotkanie Kelsona z Sir Lordem Jimmym, a kulminacja obu wątków to prawdziwy spektakl z wykorzystaniem utworu Iron Maiden, ale bardziej opierający się na komediowym aspekcie, gdzie Ralph Fiennes może poszaleć, niż jakiejkolwiek próbie stworzenia atmosfery grozy.

28 lat później - Część 2: Świątynia kości
28 lat później - Część 2: Świątynia kości

GramTV przedstawia:

Druga część 28 lat później ma o wiele bardziej zwartą narrację, przypominając raczej środkowy odcinek serialu, niż filmową kontynuację. To nie jest ten rodzaj produkcji, którą można obejrzeć bez znajomości pierwszej części i „jakoś to będzie”. To bezpośredni sequel, kontynuujący wątki z poprzedniczki i realizujący spójną wizję na całą trylogię. Co się jednak zmieniło na duży plus, to reżyseria, która tym razem odchodzi od charakterystycznych technicznych sztuczek poprzednich części, włączając w to 28 dni później i 28 tygodni później. Boyle podjął dobrą decyzję, aby przekazać tę serię w inne ręce (nawet jeśli to tylko chwilowa przerwa). Nia DaCosta nie zachwyca się kręceniem filmu iPhone’ami, czy też próbą odtwarzania scen, jak miało to miejsce z Boylem w poprzednim 28 lat później. Dzięki temu film ma lepsze tempo, spójniejszą narrację, a same sceny akcji, pozbawione chaotycznej kamery, wciąż prezentują się bardzo dobrze, choć jest ich zdecydowanie mniej.

Ralph Fiennes przechodzi samego siebie w tej części. Tylko dzięki aktorowi jego postać nie popada w groteskę, a jednocześnie jest w nim dobro i ciepło, które są tak obce w tym opanowanym przez zombie świecie. Dobrze kontrastuje to z postacią Jacka O'Connella, który po Grzesznikach, znowu musi grać bohatera z piekła rodem, będący psychopatycznym mordercą, działającym jak najbrutalniejszy przywódca sekty. Gwiazdą nadal pozostaje Chi Lewis-Parry jako Samson, a Alfie Williams świetnie radzi sobie jako Spike. Na uwagę zasługują również Erin Kellyman oraz Emma Laird – szczególnie ta druga, która jako Jimmima ma w sobie niebezpieczny dziecięcy urok.

28 lat później - Część 2: Świątynia kości jest filmem lepszym, poprawiającym niektóre błędy poprzedniczki i dopełniającym historię. Film nadal jest brutalny i potrafi zaskoczyć komediowymi, absurdalnymi rozwiązaniami, ale też oferuje ciekawszą, bardziej zwartą historię i narrację skupioną na bohaterach oraz ich podróży, choć z mniejszą liczbą scen grozy, czy też napięcia w kluczowych momentach. Co najważniejsze, Nia DaCosta wprowadziła do serii sporo świeżości, ciekawie rozwijając samą naturę żywych trupów. Dla mnie część druga jest lepsza od pierwszej na tyle, że jednak chcę zobaczyć, co duet Danny Boyle i Alex Garland przyszykowali dla fanów w trzeciej części. Oby zakończenie trylogii powstało.

6,5
28 lat później - Część 2: Świątynia kości eksperymentuje nie tylko w samej serii, ale również z gatunkiem, wreszcie odświeżając tematykę zombie.
Plusy
  • Lepsza, bardziej zwarta narracyjnie historia niż w pierwszej części
  • Wątek Palców oferuje brutalną akcję
  • Z kolei ten doktora Kelsona sporo humoru i nieoczywistych rozwiązań, zmieniających spojrzenie na zombie
  • Nia DaCosta wprowadza sporo świeżości do tej serii, szczególnie w technicznych aspektach
  • Relacje Kelsona i Crystala, która prowadzi do świetnego finału
  • Obsada spisała się bez zarzutów
Minusy
  • Nadal oferuje sporo absurdów i niekoniecznie udanych komediowych rozwiązań
  • Mniej akcji i atmosfery grozy
  • Brakuje mocnych scen, gdzie napięcie sięgnęłoby zenitu
  • Dla niektórych brutalność może być przesadzona
  • W zasadzie niepotrzebne jump scare’y, które mają jedynie przypominać o horrorowym rodowodzie
Komentarze
1
MisticGohan_MODED
Gramowicz
Dzisiaj 14:21

"Część 1" była tak nędzna że zdecydowanie sobie podaruję drugą.