Wyższość starych gier nad grami nowymi to temat, który powraca dość regularnie. Ile jest w tym zwykłego sentymentu, a ile faktów?
Okazuje się, iż niekoniecznie musi to być tylko gadanina w myśl “kiedyś to były czasy”. A przynajmniej tak twierdzą cytowane przez Newsweek ekspertki.
Granie kiedyś vs granie obecnieGrafika wygenerowana przez AI
Stare gry naprawdę były lepsze od gier współczesnych?
W latach 90. granie nie było wcale taką łatwą sprawą. Odkrywanie sekretów czy idealne pokonywanie tras bez pomocy poradników było zadaniem piekielnie trudnym, a dla niektórych nawet niemożliwym. Wtedy chodziło o to, by do perfekcji opanować rozgrywkę i dotrzeć do napisów końcowych. Celem było zmierzenie się z trudnym, by mieć poczucie, iż udało nam się coś osiągnąć. Co więcej, chociaż był to jedynie świat wirtualny, odczuwane emocje nie różniły się niczym od tego, co czuliśmy, gdy udawało nam się coś w świecie rzeczywistym.
Tak mówi o tym Veronica Lichtenstein, licencjonowana terapeutka i była nauczycielka:
Walczyłeś na poziomach, zapamiętywałeś schematy i w końcu widziałeś zakończenie. Czułeś, że coś osiągnąłeś. Twój mózg dawał ci solidną, trwałą dawkę satysfakcji, niczym po zakończeniu trudnego projektu.
Dziś granie wygląda jednak inaczej. Często zresztą jednym z wiodących motorów napędowych nie jest poszukiwanie wyzwań, a bombardowanie powiadomieniami. Powiadomieniami, mówiącymi nam, że musimy wejść do gry, by nie przegapić tymczasowego wydarzenia, albo że pojawiła się nowa przepustka sezonowa, na którą powinniśmy wydać nasze pieniądze. Bo często produkcje, które w teorii są darmowe, w praktyce drenują portfele mniej odpornych za pomocą mikropłatności. Mikropłatności, które nierzadko są szybszą i wygodniejszą alternatywą dla żmudnego grindowania.
Jak możemy wyczytać w artykule Newsweekea, ta zmiana stylu grania miała fundamentalnie wpłynąć na to, jak rozwijają się, przetwarzają i reagują na nagrody umysły najmłodszych graczy. Systemy stosowane w obecnych grach są bowiem celowo projektowane tak, by generować swego rodzaju FOMO. A więc lęk przed tym, że jeżeli tylko na chwilę odpuścimy, ominie nas coś ważnego. Stąd też ponaglenia, tzw. oferty specjalne i inne okazje, bylebyśmy tylko grali, a nawet wydawali pieniądze. I w ten sposób nie pozostali w tyle względem innych graczy.
Wszystko to tworzy idealną pętlę uzależnienia. Nie ma prawdziwego “końca”, więc nigdy nie doświadczasz domknięcia – stwierdziła Lichtenstein.
GramTV przedstawia:
To daje nam też swoistą śmieciową dopaminę, czyli szybkie dopaminowe strzały. Ciągła stymulacja, którą obecnie łakną społeczności, jest czymś zupełnie odmiennym od tego, jak wyglądały oczekiwania graczy lat 90. Tam główną wartością była stabilna, acz stopniowo osiągana satysfakcja. Teraz nie ma na nią miejsca, bo w momencie zablokowania się nie ma miejsca na krytyczne myślenie czy żmudne poszukiwanie odpowiedzi w poradnikach czy wśród znajomych.
Dzisiaj, jeśli ludzie utkną w grze, wystarczy szybkie wyszukiwanie w Google i mają odpowiedź, jak przejść dany fragment – wyjaśnia ekspertka Newsweeka.
Na jeszcze inną różnicę zwraca uwagę Melissa Gallagher, licencjonowana pracownica socjalna i dyrektor wykonawcza Victory Bay. Gry lat 90. pod kątem swojej konstrukcji miały jasny początek, naturalne punkty stopu i jasne zakończenie, a wszystko to zachęcało do interakcji społecznych. Dziś mamy natomiast do czynienia z systemami rankingowymi, które z jednej strony zamieniają przyjemną rozgrywkę w presję, a z drugiej mogą podkopywać pewność siebie. Zawsze przecież ktoś jest słabszy od kogoś, a to może mieć destrukcyjny wpływ na samoocenę.
Wszystko jest grą lub zadaniem, a potrzeba rankingów wpędza je w kompleks niższości. To generuje presję, nieregularne wzorce snu i tworzy zbyt duży szum w ich umysłach – zauważa Gallagher.
W wielkim uproszczeniu. W poprzednim tysiącleciu twórcy dążyli przede wszystkim do generowania zabawy i skłonienia graczy do ukończenia produkcji. XXI wiek przyniósł w tym zakresie ogromną zmianę. Bardziej pożądane od ukończenia jest utrzymanie ludzi przy grze jak najdłużej, by wydali oni jak najwięcej pieniędzy.
Gry z lat 90. to wyzwanie dla budowania twoich umiejętności. Dzisiejsze gry to często test twojej odporności psychicznej. Ogromna ich część jest zbudowana po to, by śledzić, eksploatować i uzależniać – podsumowała Lichtenstein.
Absolwent dziennikarstwa sportowego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pasjonat esportu, piłki nożnej i polityki. Od 2026 roku redaktor Gram.pl.
Jakoś sobie nie przypominam uzależnienia od Ultimy Underworld ani od Betrayal at Krondor. Może dlatego, że moją główną pasją były zawsze papierowe rpg :)