Sony i gry-usługi. Gry-usługi i Sony. Niby powinno się łączyć, a tymczasem nie łączy się wcale a wcale.
Jeżeli chodzi o sukcesy Japończyków na polu pod nazwą “live-service, to wielu ich nie ma. Znacznie częściej słyszymy o projektach, które poszły do piachu.
Concord
Gry-usługi miały ugruntować pozycję Sony, a okazały się kosztownym błędem
Najbardziej sztandarowym przykładem niepowodzeń Sony jest oczywiście Concord. To prawdopodobnie jedna z największych porażek w całej historii branży. Produkcja pochłonęła wiele milionów dolarów i była reklamowana jako tytuł, który zapewni sobie miejsce w panteonie sieciowych gigantów. Rzeczywistość była jednak brutalna i serwery wydanej 23 sierpnia 2024 roku produkcji zamknięto po zaledwie 2 tygodniach. Sam Concord stał się natomiast synonimem porażki i po dziś dzień każda kolejna gra, która wydaje się graczom skazana na porażkę, chociaż reklamowana jest jako rewolucja, określana jest mianem kolejnego Concorda.
Ale to tylko jedna pozycja z długiej listy wstydu. Przypomnijmy, że były już dyrektor generalny Sony Interactive Entertainment, Jim Ryan, swego czasu snuł ambitne plany, by do 2026 roku w portfolio japońskiego giganta znalazło się aż 12 gier-usług. Ryan widział w tym szansę, gracze natomiast nie kryli rozczarowania. I ostatecznie okazało się, że to ci drudzy mieli rację. Dość powiedzieć, że mamy niemal połowę roku 2026, a z zapowiadanej dwunastki na rynek trafiły zaledwie 2 produkcje. To pozwala domniemywać, że Sony po cichu wycofało się z tych zapowiedzi, co trudno uznać za zaskakujące i co wydaje się jak najbardziej ruchem słusznym.
GramTV przedstawia:
Nim jednak do rzeczonego wycofania doszło, firma zdążyła przepalić dziesiątki milionów dolarów. I nie obyło się bez ofiar – co prawda nie dosłownie, bo nikt nie zginął, ale kilka studiów dopełniło swego żywota. Taki los spotkał oczywiście Firewalk Studio, twórców wspomnianego już Concorda, którzy zgasili światło zaledwie 2 miesiące po zamknięciu gry. W tym samym czasie zamknięto Neon Koi, które akurat tworzyło dla Japończyków grę-usługę na platformy mobilne. 2024 rok generalnie był obfity, jeżeli chodzi o żniwa, bo w czasie przeszłym zaczęto mówić o London Studio, które pracowało nad grą o kodowej nazwie Camden. Oczywiście – grą-usługą.
Jednym ze świeższych ruchów jest zamknięcie Bluepoint Games. Z niewiadomych przyczyn ekipa, która świetnie odświeżyła Shadow of the Colossus i Demon’s Souls, zamiast remake’a Bloodborne, otrzymała zadanie stworzenia produkcji live-service w uniwersum God of War. Efekt? Projekt skasowany, a kilka miesięcy później studio rozwiązane. Do tej wyliczanki możemy też doliczyć inne gry-usługi, które miały osiągnąć sukces dzięki markom The Last of Us czy też Marvel’s Spider-Man. Wydaje się też, że fani nie mają co liczyć na Destiny 3, bo Sony nie ma bynajmniej zamiaru kolejny raz wykładać pieniędzy na niepewny ze swojego punktu widzenia projekt.
I cóż, porzucenie tytułów live-service to decyzja dobra, bo dziś rynek jest nimi przesycony i zwyczajnie nie ma na nie zapotrzebowania. Gorzej, że Japończycy najwyraźniej wpadli z jednego dołka w drugi. Obecnie bowiem potężnie ciąży im Marathon, stworzony nawiasem mówiąc przez Bungie od Destiny. W tym wypadku postawiono a gatunek extraction shooterów, ale znowu w momencie, gdy funkcjonuje już wiele tego typu pozycji. I efekt jest taki, jakie można się spodziewać. Ale to już opowieść na zupełnie inną okazję.
Absolwent dziennikarstwa sportowego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pasjonat esportu, piłki nożnej i polityki. Od 2026 roku redaktor Gram.pl.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!