Po niemal 50 latach Gwiezdne wojny nadal zarabiają fortunę, ale coś tu nie działa. Nowy film stanie przed wielkim testem

Jakub Piwoński
2026/04/24 09:30
2
0

Coś w tej serii wyraźnie się zmieniło.

Seria Gwiezdne wojny od zawsze była maszyną do zarabiania pieniędzy. Filmy zarabiały setki milionów, a często miliardy dolarów. Problem w tym, że dziś to już nie wystarcza. Liczy się nie tylko wynik box office, ale też to, ile film kosztował. A tu zaczynają się schody.

The Mandalorian & Grogu
The Mandalorian & Grogu

The Mandalorian & Grogu przed ogromnym wyzwaniem

Jak zwraca uwagę raport ComicBook.com, filmy tworzone przez George Lucasa były nie tylko hitami, ale też wyjątkowo opłacalnymi inwestycjami. Oryginalna trylogia — Nowa nadzieja, Imperium kontratakuje i Powrót Jedi — osiągała gigantyczne zwroty z inwestycji, sięgające nawet ponad 2000% w przypadku pierwszego filmu. Nawet prequele, takie jak Mroczne widmo czy Zemsta Sithów, mimo wyższych budżetów, wciąż były bardzo dochodowe. Lucas potrafił kontrolować koszty i jednocześnie dostarczać widowiska, które przyciągały tłumy.

Po przejęciu marki przez Disney wszystko się zmieniło. Filmy nadal zarabiały dużo — Przebudzenie Mocy przekroczyło miliard dolarów — ale ich budżety były znacznie wyższe. Efekt? Niższa rentowność. Ostatni Jedi czy Skywalker. Odrodzenie przyniosły zyski, ale już nie na takim poziomie jak dawniej. Największą wpadką okazało się Han Solo: Gwiezdne wojny – historie, które jako jedyne w historii serii przyniosło stratę. Z podobnym problemem mierzy się też seria Avatar – trzeci film, pomimo przekroczenia miliarda dolarów zarobków, nie był tak opłacalny, jak poprzednie odsłony.

GramTV przedstawia:

To pokazuje wyraźny problem: Gwiezdne wojny wciąż są popularne, ale coraz trudniej przekuć tę popularność w naprawdę imponujące zyski. Nadzieją na zmianę tej sytuacji jest The Mandalorian & Grogu. To pierwszy kinowy powrót serii od czasu Skywalker. Odrodzenie z 2019 roku — i jednocześnie najtańszy film tej ery, z budżetem około 166 milionów dolarów. Za projekt odpowiada Jon Favreau, który ma już doświadczenie w rozwijaniu uniwersum dzięki serialowi The Mandalorian. Tym razem jednak stawka jest wyższa — trzeba udowodnić, że Gwiezdne wojny potrafią znów zarabiać tak, jak robiły to w erze Georga Lucasa. Pierwsze prognozy box office nie są spektakularne, ale przy niższym budżecie film nie musi bić rekordów, by okazać się sukcesem.

Nowe Gwiezdne wojny stoją dziś przed prostym, ale trudnym zadaniem: nie tylko przyciągnąć widzów, ale zrobić to w sposób opłacalny. Era ogromnych budżetów pokazała, że nawet miliardowe wpływy nie gwarantują spektakularnego sukcesu finansowego. Jeśli The Mandalorian & Grogu okaże się hitem przy rozsądnych kosztach, może wyznaczyć nowy kierunek dla całej serii. Jeśli nie — Disney będzie musiał jeszcze raz przemyśleć, czym dziś właściwie są Gwiezdne wojny.

Komentarze
2
dariuszp
Gramowicz
Dzisiaj 09:59

Znaczy się dużo z tego to kreatywna księgowość. Np. w branży gier firmy potrafią przenosić własność intelektualną do założonych spółek w krajach gdzie są mniejsze podatki. Potem masz opłaty licencyjne, opłaty usługowe, consulting itp. Wykorzystuje się po prostu najkorzystniejsze systemy podatkowe. 

Jeżeli chodzi o Star Wars to filmy Lucasa w teorii nic nie zarobił. Lucas w zasadzie zrobił w konia aktora grającego Vadera bo ten miał przyobiecany procent z filmu. Tylko wynegocjował sobie procent zysku netto a nie przychodu brutto. 

Jak Hollywood to robi? A no tworzą koszty dystrybucji które generują ich własne spółki, tworzą opłaty marketingowe, licencyjne między samym sobą i różne prowizje. 

Także dużo tych kosztów - to jest zrobione specjalnie. 

Headbangerr
Gramowicz
Dzisiaj 09:36

Jeden drobiazg się zmienił: nic już nie ma tam sensu, bo historię piszą i zatwierdzają ludzie, którzy mają gdzieś materiał źródłowy, nie potrafią logicznie myśleć i są kreatywnymi beztalenciami, a oglądają to ludzie którzy mają gdzieś wszystko powyższe i dobrze się bawią, więc interes się kręci.