Ten gracz udowadnia, że „płynność” grania to kwestia względna.
W świecie, w którym jedni gracze nie wyobrażają sobie rozgrywki poniżej 60 klatek na sekundę, a inni celują w 120 lub więcej, trudno uwierzyć, że ktoś może czerpać przyjemność z grania… w 4 FPS-ach. A jednak – taki przypadek właśnie podbija internet.
Red Dead Redemption 2
Jak wygląda Red Dead Redemption 2 na 4 FPS-ach? Fatalnie
Chodzi o 59-letniego Duńczyka prowadzącego kanał MONGO TV, który od lat publikuje tysiące materiałów wideo. Ostatnio jednak zrobiło się o nim głośno za sprawą jednej serii – rozgrywki w Red Dead Redemption 2. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że gra działa u niego w skrajnie niskiej płynności. Mówimy tu o… około 4 klatkach na sekundę.
Mimo to autor konsekwentnie kontynuuje swoją przygodę. Pierwsze, zimowe misje zajęły mu ponad 12 godzin, co dla większości graczy brzmi jak absolutna abstrakcja. Dla niego to jednak najwyraźniej żadna przeszkoda.Wydawałoby się, że problemem jest sprzęt, ale sprawa nie jest taka prosta. Laptop Duńczyka posiada m.in. procesor i5-8300H i kartę GTX 1050 Ti – konfigurację, która powinna pozwolić na znacznie bardziej komfortową rozgrywkę.
Widzowie szybko zauważyli jednak coś innego: starsze nagrania były rejestrowane kamerą skierowaną na ekran, a sam komputer wydaje dźwięki sugerujące poważne problemy z chłodzeniem. Wniosek? Sprzęt może być po prostu w fatalnym stanie. To jednak nie wyjaśnia najważniejszego – jak w ogóle da się grać w takich warunkach? Dla wielu odpowiedź jest prosta: nie da się. I właśnie dlatego w sieci zaroiło się od komentarzy pełnych niedowierzania:
Jezu Chryste, rozumiem chęć grania, ale to nawet nie jest granie.
— MrOnboard
Gość zmienił grę action-adventure w turową strategię.
— Expensive_Onion_3222
Boże, niech ktoś po prostu wyśle mu jakieś swoje stare komponenty.
— Bedgarz
GramTV przedstawia:
Nie brakuje też osób, które chcą pomóc – pojawiają się propozycje zbiórek na nowy sprzęt czy choćby używaną konsolę. Z drugiej strony są też gracze, którzy patrzą na to z pewnym zrozumieniem. Weterani MMO przypominają, że początki wielkich rajdów w World of Warcraft wyglądały podobnie.
Cała sytuacja rodzi jednak ciekawsze pytanie: czy w ogóle „wypada” doświadczać takiego tytułu jak Red Dead Redemption 2 w tak ekstremalnych warunkach? To przecież jedna z najbardziej dopracowanych i filmowych produkcji ostatnich lat, gdzie ogromne znaczenie ma klimat, animacje i detale. A jednak dla niektórych liczy się coś innego – sama możliwość grania. Gdzie „płynność” to kwestia względna.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Do wieku 21 lat miałem styczność z tak słabym sprzętem, że 5-10-15 FPS to była norma. A stary nie jestem, powiem tylko tyle, że od tamtego czasu nawet 5 lat jeszcze nie minęło. Mózg tak się przyzwyczajał, że robił se własnego DLSSa, nie zwracał uwagi na płynność, tylko na to co się dzieje na ekranie. Dłonie automatycznie przewidywały na co będę patrzeć zanim to się rzeczywiście działo. W takim Watch Dogs 2 cudem było jak osiągałem 30 FPS, w Space Engineers nawet nie mogłem przebić 15 FPS, nie mówiąc już o wielu innych grach.
Granie w takim klaktażu jest jak najbardziej możliwe, trzeba się po prostu przyzwyczaić.
dariuszp
Gramowicz
11/04/2026 09:02
Fun_g_1_2_3 napisał:
Do płynnej rozgrywki wystarczy już te 20+ klatek na sekundę. Jakieś 20 lat temu standardem było osiągnięcie tych 20-30 klatek. W takim Crysis nawet najpotężniejsze maszyny miały problem z utrzymaniem stabilnych 30 klatek. Pozostaje mi tylko współczuć słabego organizmu i przykrych doświadczeń. Ja nigdy takich problemów nie miałem, a i organizm nie wykazuje żadnych zniszczeń :-)
Crysis był ofiarą timingu. Kiedy wydawali grę, myśleli że procesory będą się skalować dalej w górę. Że w końcu zobaczymy 10Mhz itp.
Zamiast tego poszliśmy w obliczenia równoległe.
Crysis nie był podniebny, więc nawet dzisiaj, kopę lat później, nadal potrafi zarywać nawet na najmocniejszych maszynach, jeśli np. wywołasz dużą eksplozję. Gdzie nie wygląda nawet w połowie tak dobrze jak dzisiejsze gry, jeżeli spojrzysz na szczegóły.
Osobiście zawsze wolałem 60fps. 30 vs 60 to pułap, gdzie po prostu odczuwam różnicę. Ale powiem też jedno - lepsze jest stabilne 30fps niż niestabilne 60. Chyba że ma się VRR.
Obecnie śmigam na 5090 + monitor Pulsar 360Hz. Nvidia Pulsar ma za zadanie zbliżyć LCD do tego, co oferowały CRT i generalnie muszę powiedzieć, że się udało. Czysty, wyraźny obraz nawet w ruchu + wysoka częstotliwość - coś pięknego. Nvidia się jara DLSS5 i AI slop a jak dla mnie najfajniejsza rzecz którą zrobili ostatnimi laty to właśnie Pulsar. W sumie chyba jedyny powód czemu
W zasadzie jedyny upgrade jaki widzę przy ekranie to większy ekran bo pierwsze monitory śmigają w 1440p i mają 27".
I tu muszę przyznać frame generation się przydaje. Cyberpunk 2077 na technologii Pulsar, z grafiką na poziomie psycho + path tracing z frame generation - po prostu nie mogę się nacieszyć. I to trzeba zobaczyć na żywo, bo nawet filmik na Youtube nie odda wrażenia.
Fun_g_1_2_3
Gramowicz
11/04/2026 00:06
Renchar napisał:
Powiem to brzydko, ale granie w kilku klatkach to coś w stylu jak by ktoś stanął na jajca i trzeba tak przetrzymać godzinę. Ja jak grałem w coś poniżej 60 klatek to mnie oczy i głowa po 2 godzinach boli. Niszczycie sobie sami organizm.
Fun_g_1_2_3 napisał:
Sam tak ogrywałem AC Origins więc nie widzę w tym nic dziwnego. Gry takie jak AC czy RDR prawie bez problemu można ukończyć w kilku klatkach. Nie da się grać tylko w produkcje gdzie wymagana jest precyzja np. samochodówki, strzelanki, RTSy itp.
Do płynnej rozgrywki wystarczy już te 20+ klatek na sekundę. Jakieś 20 lat temu standardem było osiągnięcie tych 20-30 klatek. W takim Crysis nawet najpotężniejsze maszyny miały problem z utrzymaniem stabilnych 30 klatek. Pozostaje mi tylko współczuć słabego organizmu i przykrych doświadczeń. Ja nigdy takich problemów nie miałem, a i organizm nie wykazuje żadnych zniszczeń :-)