Marathon pod ostrzałem graczy. Nowa strzelanka Bungie z falą skrajnie negatywnych not

Jakub Piwoński
2026/03/08 14:00

To raczej nie jest dobry start dla tej głośnej gry.

Tuż po premierze, gracze ruszyli na Marathon. Pograli i wystawili grze rachunek. Nowa produkcja Bungie doświadcza obecnie zmasowanej fali skrajnie niskich ocen. Marathon jest obecnie review bombowany w serwisie Metacritic, a użytkownicy wystawiają grze 0/10, mimo że tytuł otrzymał też pozytywne opinie od części społeczności i krytyków.

Marathon
Marathon

Marathon z falą negatywnych ocen od graczy

Jeszcze przed premierą pojawiały się obawy, że gra może podzielić los innych kontrowersyjnych projektów live-service, takich jak Concord czy Highguard. Krytykowano też zarzuty dotyczące rzekomego kradzieży grafiki oraz faktu, że Marathon jest częścią strategii Bungie nastawionej na gry usługowe – strategii mającej w ostatnim czasie swoje ciemne strony.

Najczęstsze zarzuty graczy dotyczą rozgrywki: gra jest zbyt wymagająca dla casuali, tempo eliminacji (TTK) jest bardzo szybkie, a boty UESC potrafią zaskoczyć i szybko zabić gracza. Krytykowany jest także interfejs, brak trybu 120 Hz i drobne problemy z wydajnością. Dodatkowo niektórzy użytkownicy wciąż wspominają o wcześniejszym problemie z mikrotransakcjami, gdy pakiet wirtualnej waluty nie pozwalał kupić jednego z kosmetycznych elementów.

GramTV przedstawia:

Fani Destiny 2 również wyrażają frustrację, twierdząc, że studio powinno skupić się na swojej flagowej serii. Dodatkowo decyzja Bungie, by poprosić recenzentów o wstrzymanie ocen do momentu wydania całej zawartości, wywołała kolejną falę skrajnie negatywnych opinii.

Mimo że zwolennicy gry próbują równoważyć sytuację, publikując 10/10, sekcja ocen użytkowników na Metacritic stała się mało wiarygodna. Efekt? Marathon prawdopodobnie będzie nosił piętno review bombingu jeszcze przez długi czas, niezależnie od tego, czy studio rozwiąże zgłaszane problemy.

Komentarze
13
dariuszp napisał:

Tylko to rodzi kolejny problem. Gra może nie przetrwać. Concord czy Highguard zostały ubite na dni po premierze właśnie dlatego że nie zdobyły zainteresowania. Wstrzymanie się z zakupem właśnie to powoduje. Spirale śmierci. Mało graczy. Informacja się rozchodzi. Tworzy się obraz porażki. Gracze nie będą kupować gry która zaraz straci wsparcie czy zostanie ubita co w zasadzie przekreśla przyszłość tytułu.

Zasadniczo jeżeli chcesz by gra odniosła sukces musi bawić od pierwszej godziny.

Ale jak widać ludzi bawi, a przedpremierowo nie widziałem, aby taki Concord czy Highguard był "nakręcany" przez społeczność. Trochę w tym wszystkim magia Bungie, ale koniec końców obie gry właściwie były #nikogo. Tutaj jest zupełnie odwrotnie i raczej bym się nie spodziewał ubicia tego tytułu w najbliższych 3-4 miesiącach. Może nawet roku.

No i tu się nie zgadzamy. Jeżeli ten "world tier" to tak naprawdę to samo tylko z trochę innymi liczbami to gra jest skończona. Bo serio tych world tier możesz dodać 99999 i ani jeden nie ma znaczenia bo to tylko nieskończona pętla tego samego. 

Równie dobrze mógłbym zrobić grę gdzie biegasz w kółko i każde przebięgnięcie trasy daje Ci 1 punkt. W teorii też gra nie ma końca bo możesz biegać w nieskończoność ale po pierwszym okrążeniu widziałeś wszystko więc de facto ukończyłeś grę. 

Ale tam nie ma World Tierów tylko są miejscówki łatwiejsze i trudniejsze. Do tego dochodzi ewentualna wyprawa na Marathon, ale nawet na ten moment nie wiemy co i jak. To trochę jak z eventami w ARCu - kiedyś się pojawia, nie wiemy co da. To jest ta sama mechanika.

Ale recenzja jest po to by poinformować użytkownika. Jeżeli nie spełnia tego to po co w ogóle istnieje? Mówienie żeby nie robić recenzji po prostu oznacza by nie informować o stanie faktycznym gry.

Żeby ocenić grę, moim skromnym zdaniem, trzeba sprawdzić całość zawartości przewidzianej w tej pierwszej fazie rozgrywki. Jeśli sprawdzić 50%, to nie jest to recenzja - to tylko wrazenia z rozgrywki, bo nie ograłeś lub nie spróbowałeś ograć tego, co było zaoferowane w wersji początkowej. To jest tak proste.

Teraz - dlaczego nie chciałbyś informować o stanie faktycznym gry? A no boisz się że to co jest teraz ich odrzuci. Dlaczego? Bo nie jest dobre. 

Nie jest dobre? Nie warto kupować. 

Myślałem czy pisać wrażenia z Server Slamu, ale doszedłem do wniosku, że to ma średni sens, jeśli dostajesz tylko procent tego, co gra ma do zaoferowania.

Ale prawda jest taka, że pod względem feelingu strzelania, atmosfery i lore to jest klasyczna gra Bungie z wieloma dobrymi elementami, które zawsze ich gry miały. I nawet więcej - to UI jest do ogarnięcia, podobnie jak do ogarnięcia są menusy. Odnalazłem się w nich szybciej niż w wielu różnych innych extractionach, gdzie w ARCu nadal potrafię klikać jak głupi, bo nie wszedłem w to, w co chciałem.

Taki jest tok myślenia kiedy się rozchodzi że Twoja gra ma jak na AAA średni wynik na Steam. Że ilość graczy spada zamiast rosnąć. I że deweloperzy proszą by nie robić recenzji. 

Recenzja na Steam wymaga kupienia gry. Ja nawet nie mówię o MC. A co do tych 2h to sorry ale te gry to nie tetris. 2h jest dobre żeby się zorientować co do technicznego stanu gry. Nie co do samej gry. Na ogół daje grze więcej niż 2h by mnie przekonać. 

Dlatego wolę nie kupowąc gier z czerwonymi flagami.

To nie kupuj, ale jeśli nie grałeś nawet te dwie godziny, to stary... nie oceniaj, bo żeby mieć jakąkolwiek podstawę, to trzeba czegoś doświadczyć. To, że jakiś durny hivemind mówi co jest dobre, a co nie i teraz aktualnie się przyjęło w branży, że to brosi decydują w co gracze mają grać, a co nie jest najgorszym konceptem w branży w ostatnim czasie. 

Czy to oznacza, że trzeba ufać dziennikarzom? Ani trochę, bo wiemy też jak jest i po tej stronie barykady, ale jakieś 10-15 lat temu śmialiśmy się na forum z ludzi, którzy "grali na yutube"... teraz jest dosłownie to samo i jest to przez wiele osób przyklaskiwane. 

Więc pytanie jest takie - co ma większą wartość w przypadku oceny? Opinia kogoś, kto w ogóle nie grał, czy opinia kogoś, kto minimum zagrał te mniej niż 2h, grę zwrócił i napisał, że mu nie podoba się (ale jednak zagrał)?

Bo gry są coraz droższe a rynek robi ich coraz więcej. Więc próbujemy odsiać piasek od mąki. Robimy to rozpoznając wzorce. Jak ludzie zobaczyli Highguard to grę spisali na straty bo widzieli ten wzór miliony razy. Korporacyjna gra stworzona z uwagi na mikropłatności. "Bezpieczna", "politycznie poprawna" i wyprana z czegokolwiek. 

Co zabawne - grę nam próbowali upchać udając studio indie nie informując że byli finansowani przez Tencent. Taki nowy trend który się tworzy. Studia AAA widzą że indyki spotykają się z dobrą wolą graczy a korporacyjny syf nie i coś czuje że będziemy widzieć więcej sytuacji gdzie będą próbowali nam coś sprzedać próbując przybić szyld "Indie" na projekt. Ale to tylko taka moja teoria. 

No tak, bo aura wokół Highguard była kosmicznie słaba, Geoff dorzucił swoje (nadal nie rozumiem dlaczego ten gość jest legitymizowany w branży), a dodatkowo sama gra była taka sobie jak na F2P. 

Recenzenci to nie wymiatacze. Dodatkowo nie potrzebujesz tysięcy serwerów. Stawiasz serwer dla nich, upewniasz się że są tam głównie casuale. Opłacasz paru typów żeby ich dorzucało do matchmakingu jak recenzentów gra mało. I ustalasz godziny kiedy gra działa i ma wsparcie twoich backfillerów. 

Tak się robi większość tego typu testów. Wiem bo brałem udział w takowych. Testy wewnętrzne zorganizowane czy to dla recenzentów czy "friends and family". To są niepubliczne testy. 

Potrzebujesz nająć ze 2-3 grupy ludzi by utrzymać jeden serwer 24/7 przez miesiąc. Tyle. Wbrew pozorom to bardzo proste. W zasadzie główny problem jest taki że musisz mieć stabilny build przed premierą by to zrobić. Z tym różnie bywa. 

No, tylko że w praktyce znowu to tak nie działa i nawet jak dostęp mieli dziennikarze, streamerzy i youtuberzy to i tak bywało problematyczne zgrać wszystkich w odpowiednich godzinach. Jeszcze EU miało spoko, bo często graliśmy na dwie transze w sesjach porannych i wieczornych (przynajmniej ja tak grałem), ale reszta grała max jedną sesję.

Co do skilla to się nie wypowiem. Prosem nie jestem, ale też raczej nie jestem "tym typem co nie potrafił przejść tutoriala w Cupheada". Ale mimo wieku nadal coś tam na serwerach potrafię pokazać xd

W teorii tak ale w praktyce mamy access journalism. I wiemy jak to jest. Recenzenci korporacyjni się słuchają by zachować relacje.

O stary, to jakby tak miało być, to ja dawno byłbym na czarnych listach u wielu za moją niewyparzoną momentami mordę i mówienie jak jest. 

Ale może zamiast przytakiwania po prostu mówię uczciwie co jest ok, co jest nie ok, popieram to argumentami i nikt sie nie czepia? Nie wiem, po prostu wierzę, że czytelnikowi należy się uczciwy i rzetelny tekst, a nie napisana na szybko recenzja po kilku godzinach grania z odrobiną zawartości ogranej na rozjeździe. 

Albo może to po prostu ja tylko tak do tego podchodzę i powinienem wszystkim pisać laurkę po 5000 znaków tylko po to, aby dostać kubeczek? Nie wiem, wnioski zostawiam Tobie do wysnucia.

dariuszp
Gramowicz
Dzisiaj 13:31
Muradin_07 napisał:

To może inaczej, bo to jest ogólnie rzecz biorąc dość długa dyskusja - czy w takim wypadku recenzje powinny być na embargo, na premierę czy (w przypadku gier usług) na jakiś czas po premierze? 

Bo zasadniczo myślę, że zawsze można się wstrzymać z zakupem ten tydzień lub dwa, dopóki cały wstępny content nie pojawi się na serwerze. Nie trzeba jej kupować od razu na start lub też preorderować - można poczekać.

Tylko to rodzi kolejny problem. Gra może nie przetrwać. Concord czy Highguard zostały ubite na dni po premierze właśnie dlatego że nie zdobyły zainteresowania. Wstrzymanie się z zakupem właśnie to powoduje. Spirale śmierci. Mało graczy. Informacja się rozchodzi. Tworzy się obraz porażki. Gracze nie będą kupować gry która zaraz straci wsparcie czy zostanie ubita co w zasadzie przekreśla przyszłość tytułu.

Zasadniczo jeżeli chcesz by gra odniosła sukces musi bawić od pierwszej godziny.

Ale w tym przypadku nie mówimy o kończeniu gry nawet, bo gra sama w sobie (tak naprawdę) nie jest do skończenia. Masz zawartość endgame, ale to nie oznacza, że grę skończyłeś. 

No i tu się nie zgadzamy. Jeżeli ten "world tier" to tak naprawdę to samo tylko z trochę innymi liczbami to gra jest skończona. Bo serio tych world tier możesz dodać 99999 i ani jeden nie ma znaczenia bo to tylko nieskończona pętla tego samego. 

Równie dobrze mógłbym zrobić grę gdzie biegasz w kółko i każde przebięgnięcie trasy daje Ci 1 punkt. W teorii też gra nie ma końca bo możesz biegać w nieskończoność ale po pierwszym okrążeniu widziałeś wszystko więc de facto ukończyłeś grę. 

Nie musisz. Wróć do punktu numer 1 - właśnie po to zachęcają do tego, aby nie oceniać od razu, bo jeśli ktoś nie zobaczy połowy gry, to również i czytelnik nie dowie się czy rzeczywiście warto kupić/warto czekać. 

Ale recenzja jest po to by poinformować użytkownika. Jeżeli nie spełnia tego to po co w ogóle istnieje? Mówienie żeby nie robić recenzji po prostu oznacza by nie informować o stanie faktycznym gry.

Teraz - dlaczego nie chciałbyś informować o stanie faktycznym gry? A no boisz się że to co jest teraz ich odrzuci. Dlaczego? Bo nie jest dobre. 

Nie jest dobre? Nie warto kupować. 

Taki jest tok myślenia kiedy się rozchodzi że Twoja gra ma jak na AAA średni wynik na Steam. Że ilość graczy spada zamiast rosnąć. I że deweloperzy proszą by nie robić recenzji. 

Sorry, ale w tym przypadku jest to zwyczajnie lecenie w pewną część ciała nieco poniżej pępka i oszukiwanie graczy, bo komuś po prostu nie chce się czekać i leci po kliki. 

Jak po pierwszych godzinach czujesz, że gra jest kiepska, to możesz ją oddać na Steam. W każdym innym wypadku lepiej chyba przeczytać opinię kogoś, kto grał niż kogoś, kto po prostu napisał jakieś farmazony na Metacriticu, gdzie nie jest możliwe zweryfikowanie przegranych godzin. Tym bardziej, gdy ktoś mówi "po prostu nie lubię PlayStation".

Recenzja na Steam wymaga kupienia gry. Ja nawet nie mówię o MC. A co do tych 2h to sorry ale te gry to nie tetris. 2h jest dobre żeby się zorientować co do technicznego stanu gry. Nie co do samej gry. Na ogół daje grze więcej niż 2h by mnie przekonać. 

Dlatego wolę nie kupowąc gier z czerwonymi flagami.

Ja lubię termin racjonalizacja zakupu, ale come on... gra kosztuje tyle, ile gierki Sabera. Ludzie grający w Extractiony to również pewna dość specyficzna fanbaza graczy. Jak graczom się coś nie podoba, to od razu ładują w Steama negatywami. Tutaj tego nie mam. Gdzie tu doszukiwać się haczyków?

Bo gry są coraz droższe a rynek robi ich coraz więcej. Więc próbujemy odsiać piasek od mąki. Robimy to rozpoznając wzorce. Jak ludzie zobaczyli Highguard to grę spisali na straty bo widzieli ten wzór miliony razy. Korporacyjna gra stworzona z uwagi na mikropłatności. "Bezpieczna", "politycznie poprawna" i wyprana z czegokolwiek. 

Co zabawne - grę nam próbowali upchać udając studio indie nie informując że byli finansowani przez Tencent. Taki nowy trend który się tworzy. Studia AAA widzą że indyki spotykają się z dobrą wolą graczy a korporacyjny syf nie i coś czuje że będziemy widzieć więcej sytuacji gdzie będą próbowali nam coś sprzedać próbując przybić szyld "Indie" na projekt. Ale to tylko taka moja teoria. 

Bo mimo wszystko ARC jest bardziej casualowy w swojej hardkorowości. I mówię to jako osoba, która nie lubi również tego typu gier, a jednak bywały ciągi grania po kilka dni całymi dniami w święta, bo po prostu lubiłem eksplorację i strzelanie do dronów. I żeby nie było - nie ma w tym nic złego, bo zamiast opowiadać się po stronie "konfliktu", to mówię "holy sh*t, two cakes!". 

A żeby było śmieszniej - gram jeszcze w Operations w Delta Force.

A właśnie że dobrze, bo trudno jest ocenić grę w środowisku, w którym grają sami wymiatacze i recenzenci. Było to przy Battlefieldzie i w przypadku gier sieciowych inaczej odbierasz grę z osobami na poziomie równym sobie, a inaczej z ludźmi z matchmakingu. To, że spokojnie byłem w górze tabeli w BFie ze streamerami nie oznacza, że gra jest idealna, bo nie jest.

Recenzenci to nie wymiatacze. Dodatkowo nie potrzebujesz tysięcy serwerów. Stawiasz serwer dla nich, upewniasz się że są tam głównie casuale. Opłacasz paru typów żeby ich dorzucało do matchmakingu jak recenzentów gra mało. I ustalasz godziny kiedy gra działa i ma wsparcie twoich backfillerów. 

Tak się robi większość tego typu testów. Wiem bo brałem udział w takowych. Testy wewnętrzne zorganizowane czy to dla recenzentów czy "friends and family". To są niepubliczne testy. 

Tak samo jest z Marathonem. Jakby nie dość, że każdy w innej strefie czasowej, to jeszcze dodatkowo trzeba byłoby wszystkich zgarniać w jedno miejsce o jednej godzinie. To nie jest takie łatwe do wykonania, jak mogłoby się wydawać i Battlefield mi to pokazał dobitnie. Nightreign zresztą również. Teoria jest zajebista do momentu, w którym ściera się z praktyką. 

Potrzebujesz nająć ze 2-3 grupy ludzi by utrzymać jeden serwer 24/7 przez miesiąc. Tyle. Wbrew pozorom to bardzo proste. W zasadzie główny problem jest taki że musisz mieć stabilny build przed premierą by to zrobić. Z tym różnie bywa. 

Inna sprawa, że testów zamkniętych było z tego co wiem trochę. Jeden z nich sprawił, że gra miała premierę teraz, a nie we wrześniu. Był również weekendowy Server Slam, w którym można było sobie tam sprawdzić co z czym się je. Bungie nie prosiło, aby nie robić recenzji - powiedzieli, że można je zrobić w każdym momencie, ale byłoby fajnie, gdyby jednak ludzie ograli resztę zawartości przed oceną (to nie wyklucza napisania np. pierwszych wrażeń). 

W teorii tak ale w praktyce mamy access journalism. I wiemy jak to jest. Recenzenci korporacyjni się słuchają by zachować relacje.
Xelos_Iterion
Gramowicz
Dzisiaj 12:51
Muradin_07 napisał:

To może inaczej, bo to jest ogólnie rzecz biorąc dość długa dyskusja - czy w takim wypadku recenzje powinny być na embargo, na premierę czy (w przypadku gier usług) na jakiś czas po premierze? 

Bo zasadniczo myślę, że zawsze można się wstrzymać z zakupem ten tydzień lub dwa, dopóki cały wstępny content nie pojawi się na serwerze. Nie trzeba jej kupować od razu na start lub też preorderować - można poczekać.

Zawsze można też poczekać z premierą i dodać zawartość, o której wiadomo, że dodana będzie w czasie krótszym jak miesiąc. Płacisz pieniądze za produkt i go oceniasz. Proste. W przypadku recenzji zawsze można ją zaktualizować, jak niektóre serwisy już zrobiły.

Ale w tym przypadku nie mówimy o kończeniu gry nawet, bo gra sama w sobie (tak naprawdę) nie jest do skończenia. Masz zawartość endgame, ale to nie oznacza, że grę skończyłeś. 

Nie musisz. Wróć do punktu numer 1 - właśnie po to zachęcają do tego, aby nie oceniać od razu, bo jeśli ktoś nie zobaczy połowy gry, to również i czytelnik nie dowie się czy rzeczywiście warto kupić/warto czekać. 

Jest szereg innych rzeczy, które można poddać ocenie. Dźwięk, UI, oprawa graficzna itd. Dodatkowa zawartość tego nie zmieni, a jest to coś, co wpływa na odbiór tytułu (jak widać zresztą po komentarzach i słusznej krytyce przekombinowanego UI).

Sorry, ale w tym przypadku jest to zwyczajnie lecenie w pewną część ciała nieco poniżej pępka i oszukiwanie graczy, bo komuś po prostu nie chce się czekać i leci po kliki. 

Jak po pierwszych godzinach czujesz, że gra jest kiepska, to możesz ją oddać na Steam. W każdym innym wypadku lepiej chyba przeczytać opinię kogoś, kto grał niż kogoś, kto po prostu napisał jakieś farmazony na Metacriticu, gdzie nie jest możliwe zweryfikowanie przegranych godzin. Tym bardziej, gdy ktoś mówi "po prostu nie lubię PlayStation".

To działa w obie strony. Znajdziesz i fanboyów, którzy zrobią positive review bombing, "bo PlayStation". Ale nie o takich przypadkach jednak mówimy.

Ja lubię termin racjonalizacja zakupu, ale come on... gra kosztuje tyle, ile gierki Sabera. Ludzie grający w Extractiony to również pewna dość specyficzna fanbaza graczy. Jak graczom się coś nie podoba, to od razu ładują w Steama negatywami. Tutaj tego nie mam. Gdzie tu doszukiwać się haczyków?

Tutaj (na Steamie) tego nie ma, bo grają ci, którzy są jakkolwiek zainteresowani. Ale i to się zmienia (niestety). Na chwilę pisania tej odpowiedzi w grę gra niecałe 30k ludzi. W miniony weekend aktywność graczy nie poleciała w kosmos. Czy nowa zawartość coś zmieni? Być może. Ale mowa o end game zone, ale jeśli gracze są zniechęceni już na początku, to na niewiele to się zda.

Bo mimo wszystko ARC jest bardziej casualowy w swojej hardkorowości. I mówię to jako osoba, która nie lubi również tego typu gier, a jednak bywały ciągi grania po kilka dni całymi dniami w święta, bo po prostu lubiłem eksplorację i strzelanie do dronów. I żeby nie było - nie ma w tym nic złego, bo zamiast opowiadać się po stronie "konfliktu", to mówię "holy sh*t, two cakes!". 

A żeby było śmieszniej - gram jeszcze w Operations w Delta Force.

Co można rzec - good for you ; )

A właśnie że dobrze, bo trudno jest ocenić grę w środowisku, w którym grają sami wymiatacze i recenzenci. Było to przy Battlefieldzie i w przypadku gier sieciowych inaczej odbierasz grę z osobami na poziomie równym sobie, a inaczej z ludźmi z matchmakingu. To, że spokojnie byłem w górze tabeli w BFie ze streamerami nie oznacza, że gra jest idealna, bo nie jest.

Z całym szacunkiem, ale recenzentów nie stawiałbym obok wymiataczy. To jednak na ogół dwa przeciwne bieguny. W końcu to recenzenci branżowi (zagraniczni) proponowali opcjonalność walk z bossami, bo zwyczajnie nie dawali rady.

Tak samo jest z Marathonem. Jakby nie dość, że każdy w innej strefie czasowej, to jeszcze dodatkowo trzeba byłoby wszystkich zgarniać w jedno miejsce o jednej godzinie. To nie jest takie łatwe do wykonania, jak mogłoby się wydawać i Battlefield mi to pokazał dobitnie. Nightreign zresztą również. Teoria jest zajebista do momentu, w którym ściera się z praktyką. 

Inna sprawa, że testów zamkniętych było z tego co wiem trochę. Jeden z nich sprawił, że gra miała premierę teraz, a nie we wrześniu. Był również weekendowy Server Slam, w którym można było sobie tam sprawdzić co z czym się je. Bungie nie prosiło, aby nie robić recenzji - powiedzieli, że można je zrobić w każdym momencie, ale byłoby fajnie, gdyby jednak ludzie ograli resztę zawartości przed oceną (to nie wyklucza napisania np. pierwszych wrażeń).

No i właśnie po okresie próbnym gra zapracowała sobie na taką aktywność, na jaką sobie zapracowała. 

Byłoby fajnie, gdyby Bungie w ogóle nie prosiło o takie rzeczy, bo to śmierdząca praktyka. Nie muszę przegrać całej gry, aby ocenić, czy się podoba, czy nie i dlaczego. Tym bardziej, że - jak pisałem wcześniej - jest sporo rzeczy, które można ocenić i które się nie zmienią po spodziewanej aktualizacji. Myślę, że dużo sensowniej i przede wszystkim porządniej wyglądałoby to, gdyby twórcy gry nazwali ten okres EA, i tyle. Wówczas ludzie też mieliby na uwadze, że to nie jest jeszcze produkt skończony.




Trwa Wczytywanie