Pamiętacie tę scenę z Gwiezdnych wojen: Powrotu Jedi, gdy po obaleniu rządów Imperatora Palpatine’a i zniszczeniu Imperium, na Endorze zorganizowano wielką imprezę z udziałem głównych bohaterów i Ewoków? Właśnie tak czują się teraz fani Star Wars, którzy wreszcie otrzymali wiadomość, na którą czekali przez ostatnie lata. Oficjalnie potwierdzono, że Kathleen Kennedy żegna się z rolą prezeski Lucasfilm. Zmiana kierownictwa w studiu nastąpi już na początku przyszłego tygodnia.
Kathleen Kennedy, Dave Filoni oraz Lynwen BrennanFoto: Lucasfilm
Kathleen Kennedy oficjalnie odchodzi z Lucasfilm. Studio podało nazwiska nowych prezesów
Zaledwie tydzień temu w sieci pojawiły się informacje z serwisu Puck, że Kennedy ma ustąpić z funkcji prezeski jeszcze w tym miesiącu.Teraz się to potwierdziło i Lucasfilm oficjalnie ogłosił, że Kennedy ustępuje ze stanowiska po czternastu latach. Nowymi liderami zostali Dave Filoni oraz Lynwen Brennan i Lucasfilm będzie działał na podobnej zasadzie, co DC Studios, a więc jedna osoba będzie odpowiedzialna za kierunek artystyczny, drugi zaś za biznesową stronę funkcjonowania studia.
Kiedy George Lucas poprosił mnie, abym po jego przejściu na emeryturę przejęła kierowanie Lucasfilm, nie mogłam sobie wyobrazić, co mnie czeka. To był prawdziwy zaszczyt spędzić ponad dekadę, pracując ramię w ramię z niezwykłymi talentami w Lucasfilm. Ich kreatywność i oddanie były dla mnie inspiracją i jestem ogromnie dumna z tego, co wspólnie osiągnęliśmy. Z entuzjazmem patrzę na dalszy rozwój filmów i produkcji telewizyjnych, zarówno z wieloletnimi współpracownikami, jak i z nowymi twórcami, którzy reprezentują przyszłość opowiadania historii – przekazała w oświadczeniu Kennedy.
Filoni obejmie stanowisko prezesa i dyrektora kreatywnego, natomiast Brennan została mianowana współprezesem studia. To właśnie ten duet ma pomóc firmie odzyskać właściwy rytm po kilku trudniejszych latach i ustabilizować przyszłość kinowych oraz serialowych projektów.
Moja miłość do opowiadania historii została ukształtowana przez filmy Kathleen Kennedy i George’a Lucasa. Nigdy nie marzyłem, że będę miał zaszczyt uczyć się rzemiosła filmowego od nich obojga. Od Rey po Grogu, Kathy nadzorowała największą w historii ekspansję opowieści ze świata Gwiezdnych wojen na ekranie. Jestem niezwykle wdzięczny Kathy, George’owi, Bobowi Igerowi i Alanowi Bergmanowi za zaufanie oraz za możliwość kierowania Lucasfilm w tej nowej roli, wykonując pracę, którą naprawdę kocham. Niech Moc będzie z wami – powiedział Filoni.
Lucasfilm odegrało w moim życiu niezwykle ważną rolę. To społeczność inspirujących opowiadaczy historii o buntowniczym duchu, jakiego nie ma nigdzie indziej, i jest dla mnie zaszczytem dołączyć do Dave’a Filoniego. Miałam ogromne szczęście uczyć się od George’a Lucasa, Kathy Kennedy i Alana Bergmana i mam niezachwianą wiarę w kreatywną wizję Dave’a dotyczącą kolejnego rozdziału w dziedzictwie tego legendarnego studia – przyznała Brennan.
GramTV przedstawia:
Kathleen Kennedy nie zniknie jednak z uniwersum Gwiezdnych wojen z dnia na dzień. Jako producentka wciąż będzie obecna przy dwóch najbliższych kinowych filmach z Gwiezdnych wojen, czyli The Mandalorian & Grogu oraz Star Wars: Starfighter, które trafią do kin w 2026 i 2027 roku. Równolegle Kennedy planuje rozwijać inne projekty producenckie poza strukturami studia.
Dave Filoni to postać doskonale znana fanom uniwersum. W 2005 roku został wybrany przez George Lucas do budowy studia animacji Lucasfilmu. Jest twórcą seriali Gwiezdne wojny: Wojny klonów oraz Star Wars: Rebelianci, a przy produkcjach aktorskich pełni role producenta wykonawczego, reżysera odcinków i scenarzysty, między innymi przy serialach The Mandalorian oraz Ahsoka.
Lynwen Brennan reprezentuje z kolei stronę operacyjną i finansową. Związana z Industrial Light & Magic od 1999 roku, w 2009 została prezeską firmy, a w 2024 objęła stanowisko dyrektorki generalnej Lucasfilmu. Odpowiadała za strategię biznesową, produkcję oraz rozwój zaplecza technologicznego studia.
Nowy model zarządzania ma połączyć kreatywność Filoniego z doświadczeniem Brennan w prowadzeniu dużej firmy produkcyjnej. Tym ruchem Disney chce zasygnalizować, że przyszłość Gwiezdnych wojen opierać się będzie nie tylko na ambitnych artystycznie projektach, ale też stabilnej strony biznesowej.
Ja oceniam własnych po tym co dowożą, jakiej to jest jakości jak bardzo trza to potem poprasiac i kiedy a nie po linijkach kodu, szczególnie w czasach ai ;)
Natomiast rzeczony proces to porażka, bo już kombinują jak to poprawić, i żeby nie wyszło ze wtopę nazywają to 2.0 ;)
Ja sie ogolnie tym zajmuje oprócz prowadzenia zespołów developerskich i rzeczeni zrobili to wbrew moim radom - za co mi płacą.
Teraz płacą mi zebym to sprzątnął, ale moja ocena tego jak zostało to przeprowadzone i samej tej osoby jest taka jaka jest ;) i biorąc pod uwagę ze to nie pierwszy taki przypadek na takim poziomie i w tak ogromnej organizacji, opinię mam raczej wyrobiona. Niestey w korpo to standard, rządzi tam bardzo specyficzny rodzaj ludzi.
dariuszp napisał:
Ale też pytanie jakimi metrykami go oceniali. Czas i koszt to nie wszystko w każdym wypadku.
Przykładowo pracując w finansach ważniejsze było ograniczenie błędów, stabilne releasy i jasne procesy z minimalnym ryzykiem. Też podnieśliśmy koszt plus włożyliśmy kupę kasy na initial setup i byliśmy chwaleni za to pod niebiosa.
Fakt że delivery poprawiliśmy. Tyle że nie skróciliśmy ani nie wydłużyliśmy tylko po prostu wszystko zautomatyzowaliśmy i teraz delivery mogliśmy robić nawet codziennie jeżeli zachodziła potrzeba.
Ale potrzeba było do tego specjalistów i cały setup by móc to zrobić zwłaszcza do poziomu gdzie użytkownik końcowy nawet nie wie że robimy międzynarodowy rollout złożone aplikacji.
To tak jak z ocenianiem programistów. Mało kto ocenia programistów po ilości napisanego kodu bo jeden Ci się będzie zastanawiał cały dzień by napisać 50 linijek a drugi napisze 500 a jednak większą wartość Ci może dowieźć ten co dowiózł 50. Mimo że dla przeciętnego kowalskiego to się nie kalkuluje.
Yarod napisał:
Uwierz ze nie. Dam konkrety przykład naszego rodzimego podwórka: jedna bardzo znana organizacja wprowadziła nowy sposób zarządzania projektami. Abstrahuje od "nowy". Nowy dla nich. Całość byla prowadzona przez jedną osobę z zarządu. Było to parę miesięcy temu. Wynik jest taki ze ilość realizowanych projektów it spadła o 40% przy jednoczesnym wzorsie koszto o 230% (!). I wiesz co? Nie chcesz wiedzieć jaka premie za rok przytuli ten człowiek i jak bardzo jest to "sukces" trafiony na lewo i prawo.
Ci ludzie nie mysla strategicznie i długofalowo. Od żono ich tego. Licza sie tu i teraz dla u wektorów a dla nich do najbliższej premii.
Nie dopisałem bo znow w biegu: głównym kosztem jest tu spuchnieta do ntej potęgi biurokracja. Wy żeście podeszli fajnie bo zainwestowaliście w automatyzacje tego co się da i możecie sie rilisowac na upartego codziennie. Tu mówimy o kwartałach w najlepszym przypadku bo do prostego procesu doszło kilkanaście glow i jakas tona tabelek i dokumentów;)
Yarod
Gramowicz
16/01/2026 18:25
dariuszp napisał:
Ale też pytanie jakimi metrykami go oceniali. Czas i koszt to nie wszystko w każdym wypadku.
Przykładowo pracując w finansach ważniejsze było ograniczenie błędów, stabilne releasy i jasne procesy z minimalnym ryzykiem. Też podnieśliśmy koszt plus włożyliśmy kupę kasy na initial setup i byliśmy chwaleni za to pod niebiosa.
Fakt że delivery poprawiliśmy. Tyle że nie skróciliśmy ani nie wydłużyliśmy tylko po prostu wszystko zautomatyzowaliśmy i teraz delivery mogliśmy robić nawet codziennie jeżeli zachodziła potrzeba.
Ale potrzeba było do tego specjalistów i cały setup by móc to zrobić zwłaszcza do poziomu gdzie użytkownik końcowy nawet nie wie że robimy międzynarodowy rollout złożone aplikacji.
To tak jak z ocenianiem programistów. Mało kto ocenia programistów po ilości napisanego kodu bo jeden Ci się będzie zastanawiał cały dzień by napisać 50 linijek a drugi napisze 500 a jednak większą wartość Ci może dowieźć ten co dowiózł 50. Mimo że dla przeciętnego kowalskiego to się nie kalkuluje.
Yarod napisał:
Uwierz ze nie. Dam konkrety przykład naszego rodzimego podwórka: jedna bardzo znana organizacja wprowadziła nowy sposób zarządzania projektami. Abstrahuje od "nowy". Nowy dla nich. Całość byla prowadzona przez jedną osobę z zarządu. Było to parę miesięcy temu. Wynik jest taki ze ilość realizowanych projektów it spadła o 40% przy jednoczesnym wzorsie koszto o 230% (!). I wiesz co? Nie chcesz wiedzieć jaka premie za rok przytuli ten człowiek i jak bardzo jest to "sukces" trafiony na lewo i prawo.
Ci ludzie nie mysla strategicznie i długofalowo. Od żono ich tego. Licza sie tu i teraz dla u wektorów a dla nich do najbliższej premii.
Ja oceniam własnych po tym co dowożą, jakiej to jest jakości jak bardzo trza to potem poprasiac i kiedy a nie po linijkach kodu, szczególnie w czasach ai ;)
Natomiast rzeczony proces to porażka, bo już kombinują jak to poprawić, i żeby nie wyszło ze wtopę nazywają to 2.0 ;)
Ja sie ogolnie tym zajmuje oprócz prowadzenia zespołów developerskich i rzeczeni zrobili to wbrew moim radom - za co mi płacą.
Teraz płacą mi zebym to sprzątnął, ale moja ocena tego jak zostało to przeprowadzone i samej tej osoby jest taka jaka jest ;) i biorąc pod uwagę ze to nie pierwszy taki przypadek na takim poziomie i w tak ogromnej organizacji, opinię mam raczej wyrobiona. Niestey w korpo to standard, rządzi tam bardzo specyficzny rodzaj ludzi.
dariuszp
Gramowicz
16/01/2026 17:04
Ale też pytanie jakimi metrykami go oceniali. Czas i koszt to nie wszystko w każdym wypadku.
Przykładowo pracując w finansach ważniejsze było ograniczenie błędów, stabilne releasy i jasne procesy z minimalnym ryzykiem. Też podnieśliśmy koszt plus włożyliśmy kupę kasy na initial setup i byliśmy chwaleni za to pod niebiosa.
Fakt że delivery poprawiliśmy. Tyle że nie skróciliśmy ani nie wydłużyliśmy tylko po prostu wszystko zautomatyzowaliśmy i teraz delivery mogliśmy robić nawet codziennie jeżeli zachodziła potrzeba.
Ale potrzeba było do tego specjalistów i cały setup by móc to zrobić zwłaszcza do poziomu gdzie użytkownik końcowy nawet nie wie że robimy międzynarodowy rollout złożone aplikacji.
To tak jak z ocenianiem programistów. Mało kto ocenia programistów po ilości napisanego kodu bo jeden Ci się będzie zastanawiał cały dzień by napisać 50 linijek a drugi napisze 500 a jednak większą wartość Ci może dowieźć ten co dowiózł 50. Mimo że dla przeciętnego kowalskiego to się nie kalkuluje.
Yarod napisał:
Uwierz ze nie. Dam konkrety przykład naszego rodzimego podwórka: jedna bardzo znana organizacja wprowadziła nowy sposób zarządzania projektami. Abstrahuje od "nowy". Nowy dla nich. Całość byla prowadzona przez jedną osobę z zarządu. Było to parę miesięcy temu. Wynik jest taki ze ilość realizowanych projektów it spadła o 40% przy jednoczesnym wzorsie koszto o 230% (!). I wiesz co? Nie chcesz wiedzieć jaka premie za rok przytuli ten człowiek i jak bardzo jest to "sukces" trafiony na lewo i prawo.
Ci ludzie nie mysla strategicznie i długofalowo. Od żono ich tego. Licza sie tu i teraz dla u wektorów a dla nich do najbliższej premii.