Twórca Odysei najwyraźniej uważa, że lepiej byłoby, gdyby do fuzji nie doszło.
Christopher Nolan podchodzi z dużą rezerwą do deklaracji Netflixa dotyczących przyszłości kinowych premier filmów Warner Bros. Reżyser, który od września pełni funkcję prezydenta Directors Guild of America, czyli amerykańskiej gildii reżyserów, znalazł się tym samym w samym centrum jednej z największych transakcji w historii Hollywood.
Christopher NolanFoto: Warner Bros. Discovery
Christopher Nolan otwarcie krytykuje Netflixa za przejęcie Warner Bros
Napięcie w branży znacząco wzrosło po informacji, że Netflix zamierza przejąć Warner Bros. Doniesienia te wywołały falę niepokoju, zwłaszcza w kontekście przyszłości jednego z ostatnich wielkich, historycznych studiów filmowych i jego przywiązania do dystrybucji kinowej. Choć dyrektor generalny Netflixa Ted Sarandos zapewnia, że firma planuje zachować 45-dniowe okno wyświetlania filmów w kinach, wielu przedstawicieli branży podchodzi do tych obietnic sceptycznie.
Podczas wystąpienia w siedzibie Directors Guild of America, Christopher Nolan jasno dał do zrozumienia, że same deklaracje to za mało.
Mamy bardzo poważne obawy dotyczące tego, jak to wszystko ma wyglądać. To bardzo niepokojący moment dla całej branży. Utrata dużego studia to ogromny cios. Jesteśmy zainteresowani poznaniem szczegółów tego, jak miałoby to funkcjonować. Pojawiają się pewne uspokajające sygnały, ale to wciąż nie są konkretne zobowiązania. Okno kinowe staje się łatwym do zrozumienia symbolem tego, czy Warner Bros pozostanie dystrybutorem kinowym, czy zostanie wchłonięte jako część platformy streamingowej.
GramTV przedstawia:
Dla Nolana dystrybucja kinowa ma fundamentalne znaczenie. Jego relacje z Warner Bros uległy poważnemu pogorszeniu w czasie pandemii, gdy studio zdecydowało się na model jednoczesnej premiery kinowej i streamingowej filmu Tenet. W efekcie reżyser przeniósł kolejny projekt do Universal, gdzie Oppenheimer trafił do kin z tradycyjną i szeroką kampanią kinową, co było jednym z kluczowych warunków współpracy.
Wątpliwości Nolana nie są bezpodstawne, zwłaszcza w świetle wcześniejszych wypowiedzi Teda Sarandosa. Szef Netflixa wielokrotnie podważał sens klasycznych premier kinowych, nazywając je przestarzałym pomysłem. Twierdził również, że oglądanie Lawrence z Arabii na ekranie telefonu nie różni się znacząco od seansu w kinie, a fenomen Barbenheimera miałby według niego taki sam wpływ kulturowy, gdyby filmy trafiły od razu na platformę streamingową.
Dla Christophera Nolana ta sprawa ma wymiar osobisty. Już w 2017 roku otwarcie krytykował Netflixa, zarzucając firmie osobliwą niechęć do wspierania filmów kinowych. W kontekście możliwego przejęcia Warner Bros jego sceptycyzm wydaje się więc naturalny i w pełni uzasadniony.
Wyważone słowa i myślę ze Nolan ma rację że o to "walczy". Na pewno kasa nie jest problemem, bo ma jej w brud.
Bo to iście fanomen w branży - znięchecanie widza do chodzenia do kina poprzez swoje działania (np. kręcenie filmów na które ludzie nie chcą chodzić) po czym mówienie że kino to przestarzały model. Ludzie nie chcą ryzykować i przeżywać kolejny zawód, wolą "poczekać aż będzie na streamie" albo pierwsi, niekupieni, recenzenci wyraża swoje opinie. Jakie reakcje byłyby np. na taki Rebel Moon gdyby był to film z normalnym okienkiem kinowym? Albo Electric State?
Owszem, dziś już pewnie niewielu jest ludzi którzy bez zastanowienia powiedzą - "nie no, oczywiscie że wolę iść do kina niż oglądać film w zaciszu mojego kina domowego". Zwłaszcza że kino to też droga zabawa i za to 100-200 zł kóre wydasz na wyjście możesz sobie uzbierać na kino domowe w kilka miesięcy. Ale może należy się zastanowić co filmowcy zrobili że ludzie nie chcą isć filmu obejrzeć w kinie? Może jednak chodzi o... jakość tych filmów i brak zaufania że doświadczenie będzie tego warte?
Przemysł filmowy trochę na własne życznie doprowadził do sytuacji gdzie ludzie już nie chcą wspólnie "przeżywać" premier kinowych. Film się czasem tak podoba iż ludzie są w stanie iść na niego do kina nawet kilka razy, a później i tak go jeszcze oglądać w TV. Ilu jest np. takich którzy obejrzeli trylogie Władcy Pierścieni po 10 i więcej razy, a i tak poszli do kina na jubileuszowe seanse? Sporo, sądząć po świetnym wyniku finansowym. Ba, to są filmy które możesz na YT obejrzeć za friko a i tak wciąż generuja przychód w kinach...
Grze
Gramowicz
Dzisiaj 10:27
Zawsze można założyć drugie studio...
Aaron, Szmul i Hirsz z Krosielca też zaczynali od zera. No, za konia Boba i zegarek po ojcu... Można? Można. Oni (wiecie-kto) wiedzą jak robić interesy. Dadzą radę i teraz.
Zresztą... Zapewne i tak zarówno Warner, jak i Netflix są - jak mniemam - własnością Black Rock albo Vanguard, więc wszystko zostaje w rodzinie.