9 lat temu zadebiutował jeden z najlepszych finałów serii science fiction. To było epickie zakończenie trylogii

Radosław Krajewski
2026/07/14 11:00
0
0

Do dziś uchodzi za wzór, jak powinno się kończyć trylogie.

Mija dziewięć lat od premiery filmu Wojna o planetę małp. Produkcja Matta Reevesa nie tylko godnie zakończyła opowieść o Caesarze, ale dla wielu widzów i krytyków stała się również najlepszą odsłoną całej serii.

Wojna o planetę małp

Wojna o planetę małp – genialne zakończenie trylogii zadebiutowało w kinach 9 lat temu

Dokładnie 14 lipca 2017 roku do amerykańskich kin trafiła Wojna o planetę małp, czyli trzecia część zapoczątkowanej przez Genezę planety małp trylogii opowiadającej o narodzinach cywilizacji inteligentnych małp. Co ciekawe, zaledwie trzy dni temu obchodziliśmy dwunastą rocznicę środkowej części serii, czyli Ewolucji planety małp.

Światowa premiera filmu odbyła się kilka dni wcześniej, 10 lipca, natomiast polscy widzowie mogli zobaczyć produkcję na dużym ekranie od 28 lipca 2017 roku. Za kamerą ponownie stanął Matt Reeves, reżyser odpowiedzialny również za wcześniejszą Ewolucję planety małp. Andy Serkis po raz trzeci wcielił się w Caesara, korzystając z technologii performance capture, natomiast jego głównym przeciwnikiem został bezwzględny Pułkownik grany przez Woody’ego Harrelsona.

Pomimo sugerującego wielkie bitwy tytułu, Wojna o planetę małp nie jest typowym widowiskiem wojennym. Po ataku, w którym giną bliscy Caesara, przywódca małp wyrusza w osobistą podróż napędzaną gniewem i pragnieniem zemsty. Jednocześnie pozostali członkowie jego społeczności próbują znaleźć miejsce, w którym mogliby żyć z dala od ludzi.

Film sprawnie łączy kino wojenne, dramat więzienny, western, science fiction oraz biblijną przypowieść o przywódcy prowadzącym swój lud do bezpiecznej krainy. Najważniejszym konfliktem nie jest jednak starcie dwóch armii, lecz wewnętrzna walka Caesara. Bohater przez całą trylogię próbował udowodnić, że małpy mogą być lepsze od ludzi, ale w finale sam zaczyna podążać drogą Koby, którego nienawiść doprowadziła wcześniej do katastrofy.

Właśnie dlatego zakończenie historii Caesara działa tak dobrze. Twórcy nie sprowadzili finału do efektownej bitwy mającej zdecydować o przyszłości planety. Zamiast tego pokazali cenę przywództwa, destrukcyjną siłę zemsty oraz poświęcenie jednostki dla całej społeczności. Ostatnie sceny domykają podróż bohatera rozpoczętą w laboratorium w Genezie planety małp, a jednocześnie przygotowują świat, w którym dominującym gatunkiem staną się małpy.

GramTV przedstawia:

Produkcja kosztowała 150 mln dolarów i zarobiła w kinach ponad 490,7 mln dolarów. Z tej kwoty 146,9 mln pochodziło z rynku amerykańskiego, a 343,8 mln z pozostałych krajów.

Choć rezultat finansowy był niższy niż w przypadku Ewolucji planety małp, pod względem artystycznym finał trylogii okazał się ogromnym sukcesem. Wojna o planetę małp ma 94 procent pozytywnych recenzji w serwisie Rotten Tomatoes, co jest najwyższym wynikiem nie tylko w ramach trylogii Caesara, ale również całego cyklu Planeta małp. Dla porównania Ewolucja planety małp osiągnęła 91 procent pozytywnych recenzji.

Równie znakomity rezultat film uzyskał w serwisie Metacritic, gdzie jego średnia wynosi 82 punkty na 100 na podstawie 50 recenzji. Aż 45 z nich sklasyfikowano jako pozytywne, pięć jako mieszane, a żadna nie została uznana za negatywną. Doceniono przede wszystkim reżyserię Matta Reevesa, emocjonalną kreację Andy’ego Serkisa, muzykę Michaela Giacchino oraz fotorealistyczne efekty specjalne. Film otrzymał również nominację do Oscara za najlepsze efekty wizualne.

Geneza planety małp była zaskakująco udanym początkiem, natomiast Ewolucja planety małp rozwinęła konflikt pomiędzy ludźmi i małpami do rozmiarów imponującego dramatu społecznego. Dopiero Wojna o planetę małp połączyła jednak wszystkie najmocniejsze elementy poprzednich filmów. Produkcja oferowała monumentalne widowisko, ale nie pozwoliła, aby efekty specjalne przesłoniły bohaterów. Cyfrowe małpy nie były już technologiczną atrakcją, a stały się pełnoprawnymi postaciami, których gesty, spojrzenia i decyzje przekazywały więcej niż rozbudowane dialogi. Szczególnie Caesar w wykonaniu Serkisa pozostaje jednym z najbardziej przekonujących cyfrowych bohaterów w historii kina.

Było to również wyjątkowo odważne zakończenie wysokobudżetowej trylogii. Zamiast zwiększać skalę bez końca, Reeves postawił na ciszę, melancholię i konsekwencje wcześniejszych wydarzeń. Każda część prowadziła Caesara do roli legendarnego przywódcy, a finał pozwolił mu zapłacić ostateczną cenę za bezpieczeństwo własnego ludu.

Dziewięć lat później Wojna o planetę małp nadal pozostaje wzorem dla filmowego finału serii. Produkcja zamknęła najważniejsze wątki, nadała sens całej drodze głównego bohatera i nie pozostawiła widzów z poczuciem, że opowieść urwano wyłącznie po to, aby przygotować kolejny sequel. Późniejsze Królestwo Planety Małp rozpoczęło już nowy rozdział, ale trylogia Caesara pozostaje zamkniętą i niemal kompletną historią, a jej finał był zarazem najbardziej dojrzałą, emocjonalną i widowiskową częścią całego cyklu science fiction.

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!