Niedoceniona perełka science fiction wyprzedziła Projekt Hail Mary o ponad pół wieku.
Niedawno na Amazon Prime Video zadebiutował Projekt Hail Mary. Tegoroczny hit science fiction z Ryanem Goslingiem po świetnym wyniku w kinach podbija również streaming. Historia astronauty, który samotnie przemierza kosmos, realizując misję mającą uratować ludzkość, nie jest jednak nowym pomysłem. Kino science fiction sięgało po niego już wcześniej. Wielu widzów w sposób oczywisty przypomni sobie Marsjanina, ale tym razem warto wrócić do znacznie starszej i dziś nieco zapomnianej produkcji.
Niemy wyścig
Niemy wyścig, czyli astronauta, rośliny i niezwykła przyjaźń
Mowa o Niemym wyścigu z 1972 roku. Film wyreżyserował Douglas Trumbull, legendarny specjalista od efektów specjalnych, który wcześniej pracował między innymi przy 2001: Odysei kosmicznej, a później współtworzył również wizualną stronę Bliskich spotkań trzeciego stopnia i Łowcy androidów. Dla Trumbulla był to pełnometrażowy debiut reżyserski.
Akcja filmu rozgrywa się w przyszłości, w której Ziemia utraciła niemal całą naturalną roślinność. Ostatnie lasy i ekosystemy zostały zamknięte w gigantycznych kopułach transportowanych przez statki kosmiczne. Główny bohater, Freeman Lowell (w tej roli młody Bruce Dern), pełni funkcję botanika i opiekuna tych wyjątkowych rezerwatów. Jego zadaniem jest doglądanie ostatnich fragmentów ziemskiej przyrody, które mają kiedyś pozwolić odrodzić życie na naszej planecie. Wszystko zmienia się, gdy załoga otrzymuje rozkaz zniszczenia szklarni i powrotu na Ziemię. Lowell nie zamierza się podporządkować. Postanawia za wszelką cenę ocalić ostatni las i samotnie kontynuować misję.
GramTV przedstawia:
Z czasem jedynymi towarzyszami jego podróży stają się niewielkie roboty serwisowe. Astronauta stopniowo nawiązuje z nimi niezwykłą więź, traktując je niemal jak przyjaciół. Trudno nie dostrzec podobieństw do Projektu Hail Mary, w którym bohater grany przez Ryana Goslinga również zmaga się z samotnością podczas misji mającej ocalić ludzkość, a z biegiem czasu zaprzyjaźnia się z przedstawicielem obcej cywilizacji, Rockym. Oba filmy pokazują, że nawet w bezkresnej pustce kosmosu można odnaleźć towarzysza, który odmieni los całej wyprawy.
Niemy wyścig wyprzedzał swoje czasy także pod innym względem. Już na początku lat 70. poruszał kwestie ochrony środowiska, odpowiedzialności człowieka za naturę i konsekwencji bezrefleksyjnego rozwoju cywilizacji. Dziś uznawany jest za jednego z prekursorów ekologicznego science fiction.
Ciekawostką jest również fakt, że trzy sympatyczne roboty nie były animacją ani efektami komputerowymi. W ich wnętrzu znajdowali się aktorzy po amputacjach kończyn, dzięki czemu udało się uzyskać niezwykle naturalny sposób poruszania się maszyn. To właśnie dzięki temu do dziś uchodzą za jedne z najbardziej przekonujących robotów w historii kina.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!