Po sukcesie poprzedniej części Martwe zło powraca z kolejnym filmem. Oceniamy, czy to jeszcze lepszy horror.
Jest ogień
Trzy lata temu, po dziesięcioletniej cieszy, seria Martwe zło okazała się jednak nie tak martwa i powróciła do kin z nową odsłoną serii. Za film odpowiadał Lee Cronin, obiecujący twórca horrorów, który Martwym złem: Przebudzeniem, otworzył swoje drzwi do hollywoodzkiej kariery. Wydawało się, że seria zapoczątkowana przez Sama Raimiego trafiła w dobre ręce, ale do kolejnej odsłony serii, zatrudniono nie Cronina, który zajął się rebootem Mumii, ale Sébastiena Vaniček’a, równie perspektywicznego, młodego, francuskiego reżysera, mającego na swoim koncie jedynie swój pełnometrażowy debiut Robactwo. I znów okazało się to strzałem w dziesiątkę, dzięki czemu nowe Martwe zło nie tylko wnosi sporo świeżości, ale daje też nową perspektywę na współczesny horror. Martwe zło: Ogień znajdzie swoich fanów i dla niektórych może być to nawet najlepsza odsłona serii od czasu legendarnej pierwszej części.
Martwe zło: Ogień
Historia opowiada o Alice (Souheila Yacoub), młodej kobiecie, która traci swojego męża Willa (George Pullar) w wypadku samochodowym. Wdowa szuka ukojenia u swoich teściów w odosobnionym domu pośrodku niczego, ale na miejscu nie zostaje przyjęta z czułością. Susan (Tandi Wright) i Edgar (Erroll Shand) obwiniają Alice o śmierć ich syna, przez co kobieta staje się jeszcze bardziej wyobcowana. Teściowie nie wiedzą, że Alice żyła w przemocowym, toksycznym związku. Bohaterka w końcu odkrywa, że dom, w którym wychowywał się jej tragicznie zmarły mąż kryje w sobie sporo tajemnic, żalu i wzajemnych pretensji. W końcu okazuje się, że za wszystkim stoi Deadite, demoniczna istota, która sprowadza nieszczęście na całą rodzinę. Alice i reszta domowników muszą obronić się przed niebezpiecznymi siłami, zanim będzie za późno.
Żeby tradycji stało się zadość, również w Martwym zło: Ogień to dom staje się głównym świadkiem wszystkich wydarzeń. Gdy w poprzedniej części mieliśmy do czynienia z jednym mieszkaniem, korytarzem, windą, czy parkingiem, tam tym razem twórcy fundują nam sporą posiadłość pełną zabytkowych staroci, rodzinnych pamiątek i okultystycznych przedmiotów, które prowadzą do śladów badań nad nadnaturalną klątwą. Pojawiają się również powiązania z mitologią serii, chociażby przez odniesienia do jednej z najważniejszych postaci z klasycznych odsłon cyklu oraz artefaktu związanego z kandariańskim złem. Reżyser zdaje sobie sprawę, że demony nie mogą stanowić wyłącznie przypadkową siłę chaosu, ale Deadtie żerują na tym, co już wcześniej było zepsute. Tym samym opętanie staje się pewnego rodzaju metaforą trudnych relacji rodzinnych, które oparte zostały na kłamstwie, manipulacji i przemocy. Zresztą dobrze podkreśla to pierwsze opętanie, gdy postać staje się agresywna, ale reszta domowników nie uznaje to za nic nadnaturalnego i przerażającego.
Martwe zło: Ogień
Tym samym Martwe zło: Ogień ma w sobie temat przewodni, jakim jest przemoc domowa, trwanie w toksycznych relacjach, czy stosowanie emocjonalnej i psychicznej tyranii. Film sugeruje, że trzymanie się osoby, którą już się straciło, może samo w sobie stać się formą opętania. Alice nie walczy więc wyłącznie z demonami, ale również z rodziną, która nie chce uznać jej bólu i żałoby, z pamięcią po zmarłym mężu i z własnym poczuciem winy. To interesujący punkt wyjścia dla fabuły, dzięki czemu horror staje się czymś więcej, niż zlepkiem scen ze strasznymi momentami. Szkoda, że nie zawsze twórcy byli w stanie to udźwignąć i widać, że scenarzyści mieli spore ambicje, aby nadać makabrze odpowiedni ciężar emocjonalny, ale nie wszystkie relacje między postaciami zostają rozpisane wystarczająco głęboko. Widz zostaje wrzucony w sam środek napięć między bohaterami, zanim jeszcze na dobre pozna te postacie i ich historie. Wpływa to negatywnie na emocjonalną część tej opowieści, która nie potrafi początkowo wybrzmieć. Dopiero w dalszej części film potrafi wejść na odpowiednie tory i widz może bardziej przejmować się losami bohaterów.
Nowy rozdział
Najbardziej korzysta na tym Alice. Souheila Yacoub tworzy postać mocną, skupioną i wiarygodnie poranioną. To nie jest schematyczna „ostatnia dziewczyna” ze slashera, ale kobieta, która od pierwszych scen wydaje się emocjonalnie wypalona, wyobcowana i gotowa do ucieczki. Jej obecność w domu zmarłego męża ma w sobie coś z tortury społecznej, gdzie jest obserwowana, oceniana i obwiniana za śmierć męża. Dzięki temu jej późniejsza walka z Deadite staje się przedłużeniem walki z ludźmi, którzy przez długi czas ignorowali jej cierpienie. Równie ciekawą postacią jest Joseph, brat Willa. To bohater istotny dla rodzinnej układanki, a film sugeruje, że zło obecne w starszym pokoleniu zaczynało już infekować młodszych, nawet zanim pojawiła się nadnaturalna klątwa. Jest to wszystko o tyle ciekawe, że Martwe zło od zawsze opowiadało o konieczności współpracy w obliczu demonicznego zagrożenia, nawet jeśli finał zwykle zostawiał przy życiu zaledwie jedną osobę. W filmie Vaničeka ten motyw nie tyle się powtarza, ile zostaje poddany próbie. Bohaterowie muszą zastanawiać się, czy można współpracować z ludźmi, którzy wcześniej byli współuczestnikami twojej krzywdy?
Martwe zło: Ogień
GramTV przedstawia:
Problem w tym, że scenariuszowo nie zawsze jest to odpowiednio pogłębione. Na szczęście tam, gdzie scenariusz bywa nierówny, Vaniček bardzo często nadrabia samym horrorem i wykorzystywaniem przestrzeni. Pod względem brutalności to prawdopodobnie najbardziej bezwzględna i bezkompromisowa odsłona całej serii. Przemoc jest w Martwym złu: Ogień intensywna, cielesna, często przeciągnięta o kilka sekund za długo, jakby reżyser świadomie sprawdzał, kiedy widz przestaje reagować ekscytacją, a zaczyna odczuwać cierpienie z oglądania takich scen. Co istotne, reżyser nie ogranicza się do prostego prześcigania poprzedników w ilości krwi i odciętych kończyn. Nakręcone przez niego sceny grozy są przemyślane i zaskakują kompozycją, a do tego zdjęciami, które robiły już wrażenie w poprzedniej odsłonie serii. Nie brakuje więc tu pomysłowych sztuczek wizualnych, które mają jeszcze bardziej podkreślić grozę, a także zbudować odpowiednie napięcie. Zresztą jedna z kulminacyjnych sekwencji nakręcona w formie długiego ujęcia ma szansę zapisać się jako jeden z najbardziej pamiętnych momentów w historii serii.
Jednocześnie Martwe zło: Ogień nie zapomina całkowicie o komediowym dziedzictwie serii. Nadal pojawiają się momenty celowo absurdalne i obrzydliwe do granic możliwości, ale również takie sceny, które mogłyby konkurować z Armią ciemności pod względem dziwaczności. Miejscami przypomina to Obsesję, gdzie groza miesza się z humorem, ale w tym filmie nie zawsze dobrze to współgra z ciężarem obranego przez twórców tematu. Niektóre żarty balansują na granicy okrucieństwa, które nie do końca pasują do całej historii. To spory problem filmu, gdzie Martwe zło: Ogień chce być jednocześnie surowym horrorem o odzyskiwaniu sprawczości po przemocowej relacji oraz radosnym, ekstremalnym horrorem, w którym widz ma cieszyć się najbardziej wymyślnymi sposobami niszczenia ludzkiego ciała.
Martwe zło: Ogień jest kolejną miłą horrorową niespodzianką tego roku. Chociaż film ma swoje problemy, to zmiana reżysera wyszła na duży plus i pozwoliła na wprowadzenie do serii wielu nowości, które zgodne są z duchem serii, ale jednocześnie dają widzom jeszcze więcej gore, makabry i brutalności, czasami nawet tej mocno przesadzonej. Niestety największą słabością pozostaje scenariusz, który nie zawsze nadąża za ciężarem podejmowanych tematów. Relacje rodzinne bywają zarysowane zbyt skrótowo, a szkoda, bo główny motyw nadaje filmowi czegoś więcej niż zamknięcie się w roli kinowego straszydła, które ma wyłącznie dostarczyć widzom rozrywki.
7,0
Martwe zło: Ogień to najbardziej brutalna, ponura i makabryczna odsłona serii, która imponuje reżyserią oraz podejmowaną tematyką różnych form przemocy domowej.
Plusy
Bezkompromisowo brutalna atmosfera
Świetnie zrealizowane sceny gore
Podejmuje się trudnych tematów, które świetnie przedstawia w horrorowej stylistyce
Dobre tempo, pomimo niemal dwugodzinnego metrażu
Sébastien Vaničk reżyserko się obronił
Klaustrofobiczny klimat rodzinnego domu
Wprowadza wiele świeżości do serii
Doskonałe zdjęcia
Mocna rola Souheili Yacoub
Minusy
Ma trochę problemów scenariuszowych
Niektóre wątki są zbyt skrócone
Nie wszystkie relacje rodzinne potrafią odpowiednio wybrzmieć, szczególnie na początku
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!