
Ponad dekada upłynęła od premiery darmowego dodatku do Quake’a nazwanego Team Fortress, który potem jako Team Fortress Classic hulał na silniczku pierwszego Half Life’a. Od tego momentu zarówno podstawka jak i ów mod zyskały status kultowych. Tym większa odpowiedzialność stanęła przed Valve, kiedy wzięli się za przygotowywanie Team Fortress 2. Szef studia Gabe Newell wielokrotnie podkreślał, że zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka ciąży na autorach i zapewniał, że dwójka pod względem grywalności przewyższy nie tylko jedynkę, ale również wszystko, co dotychczas w kwestii shooterów online zostało stworzone. Na spełnianie obietnic miał czas, zważywszy na to, iż prace nad grą były długotrwałe, by nie powiedzieć boleściwe. Dość wspomnieć, że w pierwotnych założeniach Team Fortress 2 miał być... nadzwyczaj realistyczną strzelanką wojenną zaprojektowaną w oparciu o liczne realistyczne parametry (np. jeśli chodzi o dostępne bronie, pojazdy, śmigłowce). Krótko pisząc w pierwotnych zamierzeniach TF 2 miał być skierowany do wielbicieli Counter-Strike’a czy ARMA, choć gdy zarysowała się pierwsza idea tytułu o dwóch pozostałych nikt jeszcze nie marzył. Tymczasem... No właśnie. Pełen tekst znajdziecie tutaj.
Więcej tekstów o The Orange Box znajdziecie w tym miejscu.