Łukasz Orbitowski – „Tracę ciepło”
Literatury opowiadającej o ponurych aspektach szkolnego życia jest mrowie. Poczynając chociażby od Gombrowiczowskiego Ferdydurke, ludzie opisują, w książkach i filmach, jakie to złe miejsce. Nic tylko przemoc i terror nauczycieli. I po prawdzie trudno nie zgodzić się z tak przedstawionym wizerunkiem, gdyż chyba każdy z czytelników zetknął się z takimi „okazami”, jak repetujący klasę mały bandyta, którego jedyną rozrywkę stanowi robienie bliźnim krzywdy (zakładamy, że nikt z Czytelników i Czytelniczek nie zaliczał się do tej swołoczy. Ups! To znaczy, grupy dzieci o odmiennych standardach moralnych. Nie wolno ich przecież karać ni potępiać. To nieludzkie!). Inny dość „oklepany” motyw literacki to postać, która widzi zmarłych. Zaznaczyć należy, iż nie chodzi tu o balsamistę czy przedsiębiorcę pogrzebowego, lecz osobnika, który na jawie spotyka persony, które opuściły ten łez padół już jakiś czas temu. Jednakże czy przy tym ogromnym morzu ludzkich słów i wizji można jeszcze wymyślić jakiś całkowicie nowy pomysł czy motyw?