Zagrałem w Tides of Annihilation na Gamescomie i mój zapał nieco ostygł...

Jest szansa, że będzie to porządna gra dla fanów slasherów w klimatach fantasy, ale lepiej swoje oczekiwania lekko ostudzić i czekać na kolejne wieści.

Tides of Annihilation – pierwsze wrażenia z Gamescomu 2026

O tym, że ofensywa azjatycka trwa w najlepsze wiemy nie od dziś, a Chińczycy w ostatnich latach zdecydowanie wiodą prym jeśli chodzi o tworzenie kolejnych superprodukcji. Tym razem ekipa Eclipse Glow Games stawia na nieco inną wizję legendy arturiańskiej w Tides of Annihilation, które to w ostatnim czasie szczęścia trochę nie miało. Nie zmienia to jednak faktu, że podczas targów w Kolonii w kolejce do ogrania tego tytułu stały tłumy przez długie godziny i ani trochę mnie to nie dziwi biorąc pod uwagę to, jak mocno łokciami rozpychają się gry z dalekiego wschodu.

Podczas Gamescomu była okazja pograć luźno około godzinę w przygody niejakiej Gwendolyn i powiem zupełnie szczerze – tak, to fajna gra akcji, ale do pełni szczęścia brakuje jeszcze całkiem sporo.

Znane, londyńskie klimaty w zupełnie innej formie…

Tides of Annihilation – pierwsze wrażenia z Gamescomu 2026

Dla tych, którzy o Tides of Annihilation słyszą po raz pierwszy, to krótkie przypomnienie o tle fabularnym gry.

Całość oparta jest na legendzie związanej z Rycerzami Okrągłego Stołu i łączy ze sobą elementy nowoczesności z klimatem średniowiecznego fantasy – Londynu oraz Avalonu. Gwendolyn, główna bohaterka gry, ma za zadanie znaleźć Świętego Graala nie tylko po to, aby przywrócić świat do wersji sprzed kataklizmu, ale również ocalić swoją siostrę oraz zemścić się na półbogach znajdujących się w mistycznym Avalonie. W tym zadaniu pomogą jej wcześniej wspomniani Rycerze, a dokładniej ich awatary przywoływanie w trakcie walki i nie tylko w postaci głownej i pobocznej, a ich umiejętności (według twórców) mają być w pełni modyfikowalne.

Jedna rzecz, którą od razu chciałbym wyjaśnić na wstępie to fakt, że tak naprawdę trudno było mi odróżnić czy build, który mogliśmy ograć w trakcie Gamescomu zwierał już voice over nagrany przez Angelę Sant’Albano, czy był to nadal materiał przygotowany przez Jeniffer English… i trudno również ocenić czy to dobry znak. Mam bowiem nadzieję, że nikt nie kazał aktorce wcielającej się w rolę Grace Ashcroft w Resident Evil: Requiem starać się naśladować English po to, aby wszystko nieco bardziej pasowało do układanki z Tides of Annihilation. Z drugiej strony jeśli udało się w podobny sposób głosowo wykreować Gwendolyn po zmianie aktorki, to może to odpowiedni kierunek? Dajcie znać, co o tym sądzicie, bo przyznam się, że trudno jest wysnuć konkretny wniosek.

Tides of Annihilation – pierwsze wrażenia z Gamescomu 2026

Wracając jednak do rozgrywki, to na tyle, na ile miałem czas pograć w Tides of Annihilation w ramach misji w Muzeum Narodowym w Londynie, to mogę powiedzieć, iż od strony samej rozgrywki jest przyzwoicie. Głównie ze względu na całkiem przemyślany system walki jak na dobrego slashera przystało i świetnie dołożony do tego system, w którym naciskając dłużej odpowiednie przyciski możemy wykorzystać system Knightów i sub-Knightów, których możemy zmieniać czy to tradycyjnie przyciskami kierunkowymi na padzie, czy szybką kombinacją podczas starcia. Obie opcje przydają się nie tylko w walce, ale również przy pokonywaniu przeszkód przeróżnych i niekoniecznie do przeskakiwania z półki na półkę. Zagadki środowiskowe również tu się znajdą, a za pokonanie ich dostaniemy różne nagrody w postaci ekwipunku czy też przedmiotów dodatkowych.

Problem w tym, że całość na ten moment prezentowała się bardzo surowo, co problemem nie jest – przecież to nadal wczesny build, pierwszy hands-on i można tutaj wiele rzeczy uzasadnić. To, że niektóre animacje są sztywne, że lokacje właściwie mało różnorodne, że w trakcie walki z bossem niektóre akcje wykonywane przez Gwendolyn nie pozwalają odpowiednio reagować i kontrować przeciwnika. Ewentualnie to, że przypadkowo złożony przeze mnie build sprawił, iż bohaterka w starciu z bóstwem egipskim była właściwie niezniszczalna.

GramTV przedstawia:

Nie zmienia to jednak faktu, że starcie z egipskim bóstwem było efektowne i momentami wymagało sprawnego zarządzania umiejętnościami oraz rycerzami również się przydawało. Nadal jednak najważniejszym testem będzie jednak to, jak ten rozwój postaci Gwendolyn oraz jej możliwości korzystania z ich pomocy będzie rozkładał się na dystansie gry – hands ony rządzą się bowiem swoimi prawami, a ten zdobyty przedmiot w teorii wyłączający możliwość leczenia aktywnego na pasywne był zdecydowanie nagrodą za przekopywanie zakamarków. Wątpię, aby pojawił się w tym samym miejscu w pełnej wersji Tides of Annihilation.

O tym, czy fragment fabularny Tides of Annihilation mnie zainteresował do tego, aby ograć całą grę również trudno jest mi powiedzieć, bo tak wycięte z kontekstu elementy nigdy nie pomagają, aby tak się stało. Ale gdyby miałbym na tym etapie powiedzieć, czy tak się stało odpowiadam… no niekoniecznie. Co prawda wiem, że jest w tym wszystkim szersza perspektywa, ale na razie nie czuję głębszego zainteresowania tą historią. Tak, rozgrywka jest przyjemna, tylko jest to zdecydowanie za mało, aby wciągnąć mnie na ten moment i mówić – tak, to będzie gra, która pozamiata wszystkimi na lewo i prawo.

Tides of Annihilation z pewnością będzie porządnym slasherem, ale nie oczekuję “gry roku”

Tides of Annihilation – pierwsze wrażenia z Gamescomu 2026

Największym problemem w przypadku Tides of Annihilation w moim przypadku jest to, że jak na pierwszy hands-on gry nie zrobił on na mnie aż takiego wrażenia, jak mógłbym przypuszczać. Cały czas czuć było, że jest to dopiero początek pewnej drogi obranej przez twórców i zapewne jeszcze długo zejdzie, aby gra doszusowała do tej ostatecznej formy.

Nadal bowiem mam wrażenie, że chińscy twórcy w dużym stopniu utknęli w pułapce Unreal Engine 5, które to bez większych modyfikacji sprawia, że każda gra wygląda na swój sposób podobnie na wielu płaszczyznach. Pod względem rozgrywki również miałem wrażenie, że poza całkiem fajnym patentem związanym z wykorzystaniem krótkich oraz długich naciśnięć przycisków po to, aby wywołać odpowiednie ataki naszych summonów… to reszta też nie wychodziła poza ramy slashera z odrobiną wykorzystania skilla.

Czy to oznacza, że będzie to zła gra? Ani trochę, bo może to być po prostu porządny tytuł i nie ma w tym nic złego, ponieważ w mesjaszy gamingu przestałem wierzyć lata temu. Tak samo jak w wiele różnych tytułów, na które hype nakręcany jest od pierwszej sekundy zapowiedzi przez ludzi zgarniających zasięg na mediach społecznościowych. Po prostu na ten moment Tides of Annihilation to ta gra, w którą bym zapewne chętnie zagrał, gdyby wskoczyła do jakiejś usługi abonamentowej, bo to dokładnie ta jakość – nie za dużo, nie za mało, tak w sam raz przy kolejnym, urodzinowym torcie będąc z wizytą u rodziny. Kibicuję projektowi, ale nie spodziewam się czegoś spektakularnego.

Premiera Tides of Annihilation przewidziana jest na blizej nieokreślony rok na PlayStation 5, Xbox Series X oraz PC.

Komentarze
9
dariuszp
Gramowicz
05/09/2026 11:15
Muradin_07 napisał:

Ale ja znam ten wariant, nawet czasami lubię sobie obejrzeć turnieje w "Fischera", bo to zawsze coś innego. Nadal jednak nie mówimy tutaj o ułożeniu szachów wobec pierwotnej formuły, a konkretnej zasadzie rządzącej figurą, bo komuś ona nie leży. 

Tak czy inaczej wiemy jak jest - teraz komuś sie nie podoba, pojawi się potencjalny sequel, twórcy zmienią mechanikę na bazie feedbacku krzykaczy... i jednak ta poprzednia była dobra, teraz zepsuli grę, zrobili ją pod casuali itp, itd.

Krąg życia zachowany.

Bo trzeba wiedzieć co zmieniasz i dla kogo. Bethesda upraszczała swoje gry na przestrzeni lat. I wg mnie przesadzili już w Skyrim. Ale dopiero przy F76 zaczęto narzekać na dialogi a w Starfield na mechaniki RPG. 

Bioware upraszczał Mass Effect. Kompani przestali nosić pancerze. Każdy miał swój "ikoniczny wygląd". Tacy jak ja co lubią głębsze mechaniki RPG narzekali na to. Inni byli zbyt rozproszeni przez tyłek Mirandy który centrowali w co drugiej cutscence. 

Ubisoft kopiował mechaniki z udanych gier do wszystkich tytułów myśląc że to zagwarantuje sukces tych tytułów. Nawet ich ścigałka miała wzgórza które działały jak wieże w Assasin Creed. 

Larian Studios skopiowało wiekszość rozwiązań z Original Sin 2 do Baldur's Gate 3. Jedna ze znaczących zmian to fakt że gra jest oparta o tury w przeciwieństwie do BG1 i BG2 co wielu nawet dzisiaj przeszkadza. 

Sytuacja Bethesdy się pogarsza bo coraz bardziej odstają od rynku. Nowym graczom nie imponują grami z tysiącem ekranów ładowania a fani są wkurzeni że nie mogą już tworzyć zaklęć a "żyjący świat" to już nie jest ich cel. Zamiast tego każdy NPC stoi jak kołek. 

Bioware w zasadzie nie może już zrobić dobrej gry. Nie są już znani z dobrych RPG tylko z nieudanych live service i nudnych gier z otwartym światem. 

Ubisoft w zasadzie robi jedną grę z drobnymi zmianami i po prostu graczom się formuła zwyczajnie znudziła. Nawet Star Wars w ich wykonaniu się nie sprzedał. 

Larian Studios... odniosło gigantyczny sukces. Bo większość graczy grających w BG3 była zafascynowana seksem z niedźwiedziem co wskazywało na szaloną swobodę w tej grze. Zamiast mówić o DEI pokazywali fantastycznych kompanów z charakterem. Świat gry. Historię. Skupili się na tym co trzeba i narzekania tych co nie lubią turówek utonęły w okrzykach radości tych co pokochali wszystko inne. 

Jaka jest różnica między Larianem, Warhorse i podobnymi vs starą gwardią? Wszyscy coś zmieniali. Różnicą była motywacja tych zmian. Różnicą było to na czym się skupiali. Co sprawiło że więcej osób zaakceptowało te zmiany niż je odrzuciło. 

Bo realnie zmienia się coś zawsze. Starasz się sprawić by Twoje kolejna gra była ulepszeniem poprzedniej. I czasem zerwiesz z tradycją. 

Trik polega na tym żeby zbyt dużo osób nie zrezygnowało z zakupu jednocześnie nie znajdując dodatkowej widowni. 

dariuszp napisał:

To tylko potwierdza to o czym mówię :-) Poszukaj sobie Szachy 960. Powstały dlatego że komuś się nie podobało że szachy stały się grą pamięciową. 

Ale ja znam ten wariant, nawet czasami lubię sobie obejrzeć turnieje w "Fischera", bo to zawsze coś innego. Nadal jednak nie mówimy tutaj o ułożeniu szachów wobec pierwotnej formuły, a konkretnej zasadzie rządzącej figurą, bo komuś ona nie leży. 

Tak czy inaczej wiemy jak jest - teraz komuś sie nie podoba, pojawi się potencjalny sequel, twórcy zmienią mechanikę na bazie feedbacku krzykaczy... i jednak ta poprzednia była dobra, teraz zepsuli grę, zrobili ją pod casuali itp, itd.

Krąg życia zachowany.

dariuszp
Gramowicz
05/09/2026 10:19
Muradin_07 napisał:
(...)

Z jednej strony się zgodzę, z drugiej... jeśli kupujesz grę i marudzisz na warunki, które stawia, to trochę jakby grać w szachy i narzekać, że Królowa to ma taki zasięg. 

To tylko potwierdza to o czym mówię :-) Poszukaj sobie Szachy 960. Powstały dlatego że komuś się nie podobało że szachy stały się grą pamięciową. 

  • pierwszy i ósmy rząd ma losowe rozstawienie figur, tylko pionki są ustawione tradycyjnie
  • król musi znajdować się na dowolnym polu między dwiema wieżami
  • gońce muszą stać na polach przeciwnych kolorów
  • obaj gracze dysponują identycznym ustawieniem figur

Stąd nazwa. Bo istnieje 960 konfiguracji startowych a ustawienie z tradycyjnych szachów to tylko jedno z nich. To oznacza ze nie masz zawsze swoich ulubionych openingów i odpowiedzi na nich. Co sprawia że granie na pamięć jest deczko trudniejsze.

Zresztą "reguły" gry w wypadku komputerów oznaczają też inne rzeczy. Np. ludzie kupują gry wymagające stałe połączenie z internetem a potem narzekają na stałe połączenie z internetem. 

To marudzenie ma sens bo sprawia zmiany. Albo sama gra się zmienia albo daje to informacje innym by zmienić reguły gry. Dlatego mamy teraz studio jak Larian które mówi że wie kto dostanie GOTY. Dostanie je ten kto zrobi grę którą chce zrobić bez inwestora/wydawcy który wszystko dyktuje i kto po prostu robi dla graczy a nie dla inwestora. CDPR wydaje ulepszoną grę z dodatkami za darmo gdzie Naughty Dog chciało za coś takiego kilkadziesiąt dolców. Rebel Wolves wydaje grę AAA bez DRM na GOG. Jeden koleś robi śmiesznie wyglądającą grę o narkotykach Schedule 1 i odnosi większy sukces niż studia AAA. Studio odpowiedzialne za Palworld ma program który pomaga małym twórcom gier.

Zresztą szachy też zmieniły reguły. W wersji, z której wywodzą się europejskie szachy, poprzednik hetmana (ferz) był jedną z najsłabszych figur, ruszał się o jedno pole po skosie. Goniec skakał dokładnie o dwa pola po przekątnej. Pod koniec XV wieku to zmieniono, goniec dostał pełne przekątne, a hetman pełne przekątne i linie, i stał się najsilniejszą figurą na planszy. Dlaczego? Bo ludzie uznali, że gra jest za wolna. I się z czasem przyjęło.

PS: jak ktoś nie wie, co to hetman, możecie znać tę figurę pod nazwą "królowa"




Trwa Wczytywanie